O naprawie Rzeczypospolitej/Całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
ANDRZEJA FRYCZA

MODRZEWSKIEGO


O NAPRAWIE
RZECZYPOSPO=
LITEJ

Z przekłada Cyprjana
BAZYLIKA (r. 1577)

WYBÓR.


W Warszawie
E•WENDE & Ska•1914•


A. Półtawski
WENDEGO BIBLJOTEKA KLASYKÓW POLSKICH.




ANDRZEJA FRYCZA

MODRZEWSKIEGO

O

NAPRAWIE

RZECZYPOSPOLITEJ
WENDEGO BIBLJOTEKA KLASYKÓW POLSKICH

pod redakcją

KONRADA DRZEWIECKIEGO.
  1. JANA KOCHANOWSKIEGO Pisma polskie wybrane.
  2. MIKOŁAJA REJA Wybór pism wierszem i prozą.
  3. SEBASTJANA FABJANA KLONOWICZA Flis / Worek Judaszów i inne pisma polskie wybrane.
  4. ŁUKASZA GÓRNICKIEGO Dworzanin polski / Rozmowa o elekcyey i Dzieje w Koronie Polskiej w wyborze.
  5. MIKOŁAJA SĘPA SZARZYŃSKIEGO Rytmy abo Wiersze Polskie w wyborze.
  6. ANDRZEJA FRYCZA MODRZEWSKIEGO O naprawie Rzeczypospolitej z przekładu Cyprjana Bazylika (1577) wybór.


WKRÓTCE UKAŻĄ SIĘ:

  1. STANISŁAWA ORZECHOWSKIEGO Djalog i Quincunx.
  2. SZYMONA SZYMONOWICZA Sielanki wybrane i Lutnia Rokoszańska.
  3. WESPAZJANA KOCHOWSKIEGO Liryki / Fraszki / Dzieło Boskie / Psalmodja Polska.
    ANDRZEJA FRYCZA

MODRZEWSKIEGO


O NAPRAWIE

RZECZYPOSPO–

LITEJ


Z PRZEKŁADU CYPRJANA

BAZYLIKA (r. 1577)

WYBÓR.



W Warszawie.

E. Wende i S–ka. –– 1914.
Дозволено Военною Цензурою.

Варшава, 1 іюля 1915 r.



Prawa własności zastrzega się.
KSIĘGI PIERWSZE.

O OBYCZAJACH.

I. Co to jest rzeczpospolita?

Podoba mi przeto ono, co mężowie uczeni przy każdym rozbieraniu za rzecz potrzebną sądzą, abychmy[1] onej rzeczy, o której mówić mamy, sposób i przyrodzenie naprzód wypisali, a oznajmienie od onych podane, którzy o tej materji przed nami pisali, abychmy[1] tu położyli. Bo oni tak opisują, że rzeczpospolita są[2] zbory a zgromadzenia ludzkie porządnie zebrane, z rozmaitych sąsiadów złączone, a ku dobremu a szczęśliwemu życiu postanowione. Bo imieniem rzeczypospolitej jedna familja albo dom jeden nie bywa nazwan: gdyż jest rzecz osobna, jednemu należąca, którą własnym imieniem zowią rzeczą domową albo gospodarstwem; a do tego należy, aby ona czeladź i wszyscy domownicy wespołek żyli, a do każdej potrzeby albo roboty, ku pożywieniu należącej, spólnie sobie pomagali, a ktokolwiek w domu przedniejszy jest, a nad czeladzią władność albo panowanie ma, tego zowią gospodarzem. Gdzie się zasię zbierze wiele tych gospodarzów z czeladzią swoją, i domów wiele, tam bywają miasta albo mnóstwo domów, ulicami porządnie sadzone; z tych zasię miast i wsi stawa się ta obywatelów społeczność, którą nazywamy rzecząpospolitą. A iż się człowiek lepiej, niż które insze stworzenie, do takowego zgromadzenia i spólnego obcowania zgodzi: ukazuje to jego przyrodzony dowcip i mowa: albowiem te dwie rzeczy między ludźmi sprzyjaźną jednego przeciw drugiemu skłonność najwięcej mnożą, która jest najprzedniejszą tak wiela ludzi stowarzyszenia związką; w którym ci co żywo wszytkie swoje prace, starania, roboty, pilność i dowcip do tego ciągnąć mają, aby się onym wszytkim mieszczanom albo spólnie w towarzystwie żywącym obywatelom na wszem dobrze wodziło, i iżby wszyscy szczęśliwy na świecie żywot wieść mogli. . . . . . . .

Albowiem ani król urzędu królewskiego, ani żaden urząd także urzędu sobie powinnego używać, ani też żaden priwant (to jest: urzędu żadnego na sobie nie noszący) uciesznego a spokojnego żywota mimo rzeczpospolitą długo wieść nie może. Lecz jeśli kto jest taki, coby okrom[3] towarzystwa ludzkiego żyć mógł, a nikomu nie potrzebując samby z sobą przestawał, ten nie za obywatela ludzkiego, ale albo za bestją albo za jakiego Boga ma być rozumian, jako Arystoteles[4] powiada. Niechajże tedy ten skutek będzie mieszkania w spółku rzeczypospolitej, aby wszyscy obywatele szczęśliwie, to jest (jako Cicero[5] wykłada) uczciwie a dobrze żyć mogli, aby się w dostojności i w pożytkach pomnażali, aby wszyscy cichy a spokojny żywot wiedli, aby każdy swego bronić i używać mógł, aby od krzywd i zabijania każdy był bezpieczen; albowiem dla tych rzeczy w mieście i w każdej rzeczypospolitej obronę wynaleziono. . . . . . . . . . . . . . .

III. Czym w całości zachowana bywa rzeczpospolita i na które się części te księgi dzielą?

Aby tedy rzeczpospolita w całości a w zacności sobie przystojnej zawżdy zostawała, trzech rzeczy do tego trzeba, to jest: uczciwych obyczajów albo zwyczajów, srogości sądu, a biegłości w rzeczach wojennych; które trzy rzeczy tak się w sobie mają, aby rzeczpospolita biegłością rzeczy wojennych od postronnego nieprzyjaciela na ukrainie była obroniona, a uczciwemi obyczajami i sprawiedliwemi sądy w swoim porządku zachowana i rządzona była. Ale nie jednako tych obyczajów i sądów używać trzeba, gdyż to są różne rzeczy; albowiem w tym towarzystwie albo spólnym mieszkaniu ludzkim każdy człowiek obyczaje swoje ma, któremi wedle woli a upodobania swego sam siebie i sprawy tak swoje, jak i cudze sprawuje z pochwaleniem albo wszytkich, albo wiela ludzi, albo na ostatek tylko dobrych a mądrych; bo ja tu mówię o obyczajach dobrych a uczciwych. Ale sądów albo praw przeciwko tym, którzy z drogi dobrych obyczajów ustąpili, dla tego używają, aby wżdy oni po niewoli to czynili, czego z dobrej woli swej a za powodem uczciwych obyczajów czynić nie chcieli. A tak gdy te trzy rzeczy między sobą zgodnie się mają, tedy też i sama rzeczpospolita w dobrym porządku bywa; a zasię, jeśli która rzecz z onych trzech ma w sobie jakie ubliżenie, tedy też rzeczypospolitej na jej zacności i całości wiele schodzić musi. Acz wiem, iż o tych rzeczach może się inaczej mówić, bo miasto obyczajów może używać albo tego słowa: cnota lub męstwo, albo uczynność, albo którego inszego temu podobnego; ale te rzeczy potrzebują większej pracy, niźliby tu odemnie wypisane być miały; a jednak też, iż je drudzy dosyć pięknie opisali, przeto nie potrzebują wykładu naszego. Aleć ja wiem, dla czego tych przezwisk, którem wyżej mianował, używam, mając tę nadzieję, iże ludzie mądrzy, którzy będą u siebie pilnie uważać to, co dalej będę mówił, pochwalą to. . . . . . . . . . . . . . . .


V.

1) Najprzód o tym, iż dobremi obyczajmi[6] rzeczpospolita bywa bardzo dobrze urządzona. 2) Dobre zwyczaje pochodzą z wiadomości i zabawy ustawicznej rzeczy uczciwych, a sprośne przychodzą z niewiadomości a zabawy złych spraw. 3) Ustawiczna w rzeczach uczciwych zabawa zawisła na miarkowaniu i hamowaniu chęci albo namiętności złych. 4) A do tego trzeba wziąć nałóg dobrze czynić każdemu, bo stąd wszelakie cnót rodzaje rostą. 5) To wszystko ku doskonałości przyjść nie może, jedno z częstego w tym ćwiczenia. 6) Zatym się to miejsce zamyka, iże bardzo wiele należy na dobrych zwyczajach, ku dobremu rządzeniu rzeczypospolitej.

Temi przeto zwyczajmi[6] rzeczpospolita bywa bardzo dobrze rządzona, a nie wiem, jeśli nie daleko lepiej, niźli prawy pisanemi. Albowiem zwyczaje, które z pewnego powodu serdecznego pochodzą, więcej nas w powinności zatrzymywają, niźli albo największe zapłaty albo najstroższe kaźni[7] prawne. Wiele ich jest, których karanie nie odstrasza ani od złodziejstwa ani od mężobójstwa ani od innych złoczyństw; wiele ich zbytnie łakomstwo przypędza do bogactwa złemi fortelami nabywania; wiele ich też jest, którzy zbytnią a łakomą chęcią zapalają się ku dostawaniu wielkich i zacnych urzędów; a aczkolwiek na takowe ludzi prawa nasze żadnego karania nie ustawiły, ale przedsię[8] na złodzieje[9], na mężobójce[9] i na insze złoczyńce[9] srogie kaźni[7] uchwalono; a ci wszyscy—tak oni, którzy łakome dostawają urzędów, jakoteż i złoczyńce[9] — kiedyby dobre zwyczaje w sobie mieli; kiedyby się sprosności niecnót a piękności cnoty oczyma serdecznemi przypatrzyli; kiedyby obaczyli, w czym należy prawdziwa uczciwość, a w czym żywota sprosność; kiedyby odrzuciwszy sprośne sprawy, wzięli sobie w zwyczaj a w używanie rzeczy uczciwe: nie byliby zaprawdę tak bystrzy w brojeniu niecnot, aniby się też tak swawolnie domagali tego, co im nie przystoi. Aleby kto rzekł, iż te moje słowa inszych ludzi potrzebują, inszej rzeczypospolitej, a naszej nie są pożyteczne, bo żadnego człowieka tak u nas w Polszcze, jakoteż i u inszych narodów nigdy nie widziano, któryby takowe zwyczaje w sobie mając, nie miał często wystąpić, domagając się tych rzeczy, których jemu nie trzeba, albo też co nieprzystojnego brojąc. A ja zasię to powiadam a zeznać to muszę, iże ludzie nigdy nie mogą być tak świętobliwi ani doskonale prawi, aby się zgoła żadnego występku nigdy dopuścić nie mieli; i to jeszcze przykładam, że wiele bywało ludzi cnoty i nauki (ile się pokazać mogło) osobnej[10], których się sprośne występki dzierżały; ale też zasię to za pewną rzecz twierdzę, iże ludzie wielekroć za niewiadomością rzeczy dobrych dopuszczają się złych, wielekroć przez ustawiczną złych rzeczy zabawę sprosności broją. Albowiem a co inszego nas do pracy i prawdziwej sławy z męstwa i z cnoty pochodzącej pobudzić może, albo co nas w najszlachetniejszych postępkach zadzierzeć może—jedno wiadomość a ustawiczna zabawa[11] rzeczy uczciwych. A zasię przeciwko temu — którzy o cnotach wiadomości nie mają, bo przez wszytek czas żywota swego żywą[12] jakoby w ciemnościach, nie wiedząc, co czynić mają — częstokroć miasto rzeczy uczciwych trzymają się sprośnych, miasto wiadomych trzymają się niewiadomych, miasto pożytecznych szkodliwych, miasto drogich albo zacnych trzymają się podłych. . . . . . . .

Naprzód tedy o to się każdy ma najwięcej starać, aby o każdej rzeczy dobrze rozumiał a, ile może, najsprawiedliwiej sądził; potym, aby chęć swą rozumowi poddał. Albowiem nie bez przyczyny oni wielcy filozofowie o tym pisali, iże cnoty zasiadły w chęci do obyczajów skłonnej, a gdy ją ku dobremu chylić mają hamując jej popędliwości, przywodząc je ku skromności, a podbijając je pod władzę i pod moc rozumowi, aby snać miłość albo nienawiść, nadzieja albo bojaźń, albo jakakolwiek insza namiętność granic uczciwości nie przestąpiła. . . . . . . . . . . . . .

Widamy[13] to, że ci, co się boją, blednieją, a ci, co się radują, rumiani bywają; oni się frasują, a tym dobra myśl roście[14]; a oboi ci nie tejże barwy i nie takiej myśli bywają, jakiej wtenczas, gdy od takowych namiętności bywają próżni. Bo o rozgniewanych a co trzeba mówić, którzy częstokroć zapamiętywają się i nie baczą, co przed oczyma mają? U tych też żadnego miejsca rozumowi być nie może, którzy chęcią pomsty pałają. Zazdrość roście w nas z cudzych dóbr, jakich albo my sami nie mamy, albo mniejsze mamy; a jeśli im równe, tedy przedsię tych, którym zajrzemy[15], w takiej czci i wadze być nie radzi widzimy, w jakiej sami jesteśmy. Waśń z bojaźni a z gniewu roście[14]; która iż nieinaczej wzburza serca ludzkie, które opanuje, jedno jako odejście od rozumu, przeto nie może mieć towarzystwa z rozumem. Ale kczemu to mówię? Atoli ktemu, abyśmy widzieli, że te rzeczy są jakoby domowi nasi nieprzyjaciele, którzy się w nas tak wkradli, iż za ich opanowaniem nie może się przy nas rozum albo prawdziwy rozsądek ostać. . . . . . . . . . . .
Ma tedy każda nasza wola być stwierdzona tłumieniem albo miarkowaniem lub hamowaniem takowych namiętności, aby tak wiele mocy miała ku sprawowaniu rzeczy, ile sam rozum będzie potrzebował, do którego się wszystkie nasze rady i sprawy obracać i stósować mają; bo tym obyczajem zostoi się na goli[16] ona roztropność, która jest najlepszą wszystkiego żywota ludzkiego rządzicielką, przywodząc wszystko ku stateczności, ku prawdzie i poważności, a wszystkie i poważności, a wszystkie insze cnoty rządząc. Ztąd ci roście[17] ona najznaczniejsza cnota sprawiedliwość, która rozkazuje, aby nikomu krzywdy nie czyniono, ale, co czyje jest, dano. Stąd roście[17] mierność, która nas od niesłusznych rozkoszy odrywa a do słusznych wiedzie, obżarstwu i nierządności cielesnej miarę ustawuje, hamując wszelaki zbytek, a niejaki porządek i przystojność przez czas żywota ludzkiego stanowiąc. Stąd naostatek roście[17] męstwo, które zachowuje w niebezpiecznościach przypadających stałość i przystojność, będąc sama między inszemi cnotami dosyć zacna; która wiadomością i rozmyślaniem rzeczy wiecznych bywa rozkochana i zachowana. Bo kto jedno na onę wieczną błogosławionych stolicę pilnie serdecznemi oczyma wejrzy i na tę żywota doczesnego krótkość a ludzkich rzeczy nieustawiczność pilnie u siebie uważy: ten nie będzie potrzebował inszych napominaczów ku skromnemu znoszeniu wszelakich niebezpieczności, odjęcia urzędu, a naostatek i śmierci (jeśliby do tego jaka potrzeba wzywała); a żadnej rzeczy straconej albo już ginącej nie będzie sobie tak wielce ważył, żeby dla niej albo wiary swej naruszyć, albo cokolwiek człowiekowi mężnemu a cnotliwemu nieprzystojnego sobie począć miał; a gdy już ma u siebie pewną wiadomość, jako sobie w sprawach postępować ma, trzeba, aby do tego przystąpiła pilność i zwyczaj, kończyć to, czego trzeba. Albowiem człowiekowi niemiernemu nic nie jest pożyteczno[18] wiedzieć to, co dobrze; nic nie jest pożyteczno[18] gwałtownikowi mieć w mocy swej sądy, chyba żeby i niemiernik ku skromnemu życiu i gwałtownik ku przywłaszczaniu każdemu, co czyje jest, przyzwyczaił się, a co z przodku zda się być rzecz trudna ku uczynieniu, toby się w to ustawicznie włamował, a w obyczaj to sobie przywodził. A aczkolwiek to dobrze powiedziano, że rozum popędliwe chęci serdeczne rządzić a pod moc swoją podbijać ma, a wszakże doznawamy tego, iż próżno się rozum o to kusi, jeśli mu się człowiek w tej mierze nie czyni posłusznym, czego inaczej uczynić nie może, jeśli przez długi czas nie przyzwyczai się takiemu posłuszeństwu. Bo z ustawicznej dobrych rzeczy zabawy[19] roście[20] ten, o którym mówimy, nałóg, co jest jedno męstwo dobrych obyczajów. Które rozkorzeniwszy się wiedzie nas do onego środku, który jest między zbytkiem a między niedostatkiem, abyśmy nie byli otrętwiałemi a baczenia dobrego nie mającemi; a zasię abyśmy się też nazbyt za namiętnościami serdecznemi nie puszczali. Jako tedy nie dosyć jest na tym, iż oracz wie sposób sprawowania roli, musi przedsię onę pracę swoję umiejętnie i z pilnością sprawować, chceli wziąć z roli pożytki potrzebne; nie dosyć też jest hetmanowi wiedzieć sposób postępków wojennych, bo jeśli starania i pilności wielkiej nie przyłoży, aby się wszystko dobrze a porządnie działo, musi o zwycięstwie zwątpić. Tak też wiadomość rzeczy uczciwych kęsa nie warta jest, jeśli do niej staranie i zabawa[19] ku wykonaniu tych rzeczy nie przystąpi. . . . . . . . . . . . . . .
Pewnać rzecz jest, żeć przyrodzenie w każdej rzeczy przodek ma, i okrom niego nic się człowiekowi nie powiedzie ani w pojmowaniu nauk, ani też w dostępowaniu męstwa; ale przedsię ono samo nie uczyni człowieka doskonałym w dostąpieniu którejkolwiek rzeczy. Bo żadne przyrodzenie nie może być tak dobre, któreby się nie miało zepsować, jeśli go zaniedbują a ustawiczną zabawą ćwiczyć nie będą — nie inaczej, jedno jako pola, które chocia bywają same przez się z przyrodzenia płodne, ale albo owocu żadnego nie przynoszą, albo niepotrzebne zielska rodzą, jeśli ich oracz sprawą dobrą nie wyprawi; zaś żadne przyrodzenie nie jest tak złe, któreby się nie miało zgodzić do sprawowania rzeczy dobrych i powinnych — niech jedno do tego przystąpi pilność, stateczne przedsięwzięcie a serce męstwa pragnące, niech jacy[21] będzie rozum powodem a sprawcą wszystkich postępków; — rzecz pewna, że może w tej mierze żaden nie wątpić, i owszem, czym kto ma leniwszy a tępszy rozum, tym większego do tego starania przyłożyć ma, jakoby go wyostrzył. . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Zda mi się tedy, żem już dość pokazał, że po przyrodzeniu wiele należy na nauce ustawiczną zabawą a ćwiczeniem podpartej, iż ona i do wyrozumienia roztropność ostrzy i sposobność do spraw w człowieku wzbudza i stwierdza. A umyślniem chciał tu o tym szeroce mówić, abych przyczyny dobrych obyczajów i wszelakich cnót pokazał a odpowiedź dał ganieniu onych, którzy to chcą przemóc, aby nauk wszytkich zgoła nizacz nie miano, a tylko samego przyrodzenia słuchano. A iżbych tego jaśniej dowiódł, com powiedział, tedy to jeszcze w różnych wiekach, osobach, staniech i w różnych rzeczach okazać trzeba.

VI. Jakie staranie ma być około dobrego ćwiczenia dziatek i młodzieńców?

Weźmijmy tedy początek tej rozprawy od wieku dziecinnego (o którym uczyniłem wzmiankę wyżej), w jakie obyczaje ma być wprawowan, a jakie mniemanie o rzeczach ma przedsiębrać, aby zarazem jakoby jaki mocny fundament zakładał żywota napotym uczciwego, świątobliwego i chwalebnego? Bo nic się do serca ludzkiego mocniej nie wlepi, jako to, do czego kto z młodu przywyknie. A tak jeśli dzieciom, póki jeszcze młode są, między insze nauki albo ćwiczenia przymięszają co szkodliwego, nie mniej to mocy na wieczne czasy w nich będzie miało, jedno jakobyś młodą rószczkę, gdy ją szczepisz, jadem napoił, która potym na wielkie się drzewo rozroście, a owoce z niego się rodzące i szkodzić będą pożywającym i nasieniu przyczynę szkodzenia wielką dawać będą. . . . . . . . . . . . .
Niechże tedy pilności przyłożą rodzice, aby syny swoje temi naukami wyćwiczyli, z którychby oni zarazem z dzieciństwa poczęli poznawać, co jest uczciwego a co sprośnego, o co mają stać a czego się wystrzegać? a najwięcej, aby je powściągali od rozkoszy; bo gdzie te panują, tam się cnota ostać nie może. Trzeba też, aby im zamierzyli mierność żywności, któraby była nie wydworna i ku zgotowaniu łacna a wnętrzności nie zapalająca; albowiem ten-wiek gorącością sobie wrodzoną pała, nie potrzeba ognia do ognia przydawać; a pomaga to nietylko ku pohamowaniu cielesnej pożądliwości, ale też ku dobremu zdrowiu i ku trzeźwości zachowaniu. A nie tylko niech je ciągną do mierności jedzenia i picia, ale też niech je zwyczają ku wycierpieniu zimna i gorąca i twardej pościeli: tylko tego strzec, aby co siłom ich i zdrowiu nie szkodziło, o które trzeba pilne staranie mieć, aby myśl wolniejsza była a do wszytkiego gotowsza i ostrzejsza. Niechby im też zakazowali towarzystwa ze złemi ludźmi, słowa i sprawy wszytkie ich niechajby sterowali ku czci a przystojności, ku sprawiedliwości, skromności, cichości i ku skłonności; zaś sprośności, krzywdy, gniewu, zazdrości, nadętości, zbytku i okrutności niech się im każą pilno strzec. Szczebietliwość w nich niechaj hamują, z której roście wielomowność zbytnia i płochość języka w każdym wieku nienawistna i przymierzła; a jako od rzeczy sprośnych, tak i od słów nieuczciwych niechaj je hamują, biorąc od nich liczbę[22] słów i spraw wszystkich. Toby też rzecz potrzebną uczynili rodzice, gdyby wysławianiem cnoty a przypominaniem przykładów dawali pobudkę młodym dziatkom, a rozum i dowcip ich wystawiali, chociaż też i więcej, niżli prawda niesie, jako Ovidius[23] napisał:

......Laudataque virtus
Crescit, et immensum gloria calcar habet: To jest:
Gdy męstwo wychwalają, więcej go przybywa,
Jako koń, dodaszli mu ostróg, prędszy bywa.

Ktemu też sentencje zacne, to jest wierszyki, nauki albo przykłady jakie w sobie zamykające, jakich w każdym języku wiele jest o cnotach i o powinnościach, wiele mogą w dziecinnym a młodym rozumie, póki jeszcze jest czysty a złemi myślami nie splugawiony, jako jest ona piękna powieść: Nie dla tego żyw, abyś jadł, ale dla tego jedz, abyś żył; albo i ona druga: Źle nabyte, źle ginie; i ona: Ręka rękę myje, miasto miastem żywie; i ona też: Cnotą trzeba urzędów dochodzić, nie forytarzami, dosyć ten ma forytarzów, kto dobrze działa; albo i ona: Trudna rzecz jest zwyciężyć drugie, ale większe jest zwycięstwo, zwyciężyć serce swe a popędliwości swe uskromić; i ona też: Jako bystrość końska bieganiem a ujęciem obroku bywa skrócona, tak pożądliwości bystre pracami i posty bywają hamowane; ktemu też i ona: Która rzecz jest ku uczynieniu sprośna, ta i ku mówieniu i ku myśleniu nieuczciwa. A zaprawdę słusznie to i prawdziwie bywa, bo dobre sprawy z dobrego umysłu i z dobrej chęci pochodzą. A przetoż rodzice, aby do każdej cnoty dziatkom swym drogę otworzyli, niech je nietylko od złościwych spraw i sprośnych słów, ale też i od myślenia rzeczy złych, co najwięcej mogą, odwodzą; czego nie inszym sposobem snadniej dowieść mogą, jedno zabronieniem próżnowania. Niechajże tedy tego pilnie patrzą, aby chłopięta i dzieweczki pierwszych młodych lat swych nie wiodły w próżnowaniu; niechaj się starają, aby zawżdy co robiły i iżby liczbę[24] roboty ich od nich wybierali. . . . . . . . . . . . . . . . . . .
A iż przyrodzenie ludzkie tak jest sprawione, iż pospolicie po robocie szukamy odpoczynku, igry[25] i jakiejkolwiek ochłody[26] albo też i wolniejszej myśli: przeto rodzice niechaj się starają, aby igry[25] dziecinne były uczciwe: co łacniej[27] przyjdzie, jeśli albo oni sami przy dziennych igrach[25] będą, albo kogo statecznego a dobrego przy nich będą chcieli mieć, któregoby dzieci w uczciwości miały, wstydały się go i obawiały, a nie śmiały przed nim nic takowego mówić ani czynić, coby było sprośnego a nieuczciwego. . . . . . .

Mogą też dzieciom nie bronić jazdy na koniu i pieszej pracy, to jest: albo przechadzek, albo skakania jakiego, albo ciskania kamieniem, albo grania piły i inszych tym podobnych gier, by jedno tego miernie używały; ponieważ zdrowie człowiecze i siła takowemi pomiernemi pracami stwierdza się i umacnia i roście w człowieku; a zasię praca, albo takowe igry[28] zbytnie a gwałtowne wątlą ciało, a doktorowie lekarskich nauk powiedają, że takowa praca ma być albo przed jedłem[29], albo nie rychło po jedle[29]: aby, gdy ciało jest napełnione, jedło[29] za taką zbytnią pracą niestrawione nie zepsowało się, które potym złe wilgotności i ciężkie niemocy czyni; ale jakom powiedział niech wszystkie igry[28] będą uczciwe, niech nie będą wszeteczne, błazeńskie a niewstydliwe. . . .

Pobaczywszy a wyrozumiawszy rodzice rozum albo dowcip młodzieńczyka swego, niech go wprawią w takowe nauki albo rzemiosła, do którychby go przyrodzenie ciągnęło, aby takich nauk albo rzemiosł pierwsze zaprawowanie poznawać i miłować poczynał, któremiby się potym przez wszytek czas żywota swego bawić miał. A jeśliby go w obcy kraj posłać miano, takoweż staranie trzeba mieć około jego ćwiczenia, trzeba go statecznie napominać, aby się nie tak pilnie o to starał, żeby najwięcej ludzi w każdej krainie poznał, albo z mnogiemi towarzystwo wziął—jeno o to, aby pilnie obaczał a przypatrował się, co też w obcych ziemiach za obyczaje, co za prawa, co za karność? aby to zasię wróciwszy się do domu umiał drugim powiedzieć ku poprawieniu a dobremu postanowieniu porządku w ojczyźnie swej. A ponieważ dziatki i młodzieńcy nie tylko uszyma, ale też i oczyma od starszych, a najwięcej od rodziców, biorą przykład a uczą się, coby też oni czynić mieli: przeto rodzice niech się wszelakim sposobem o to starają, aby oni sami tak się przed oczyma dziatek swych sprawowali, jakiemiby je chcieli mieć. Zaista ojciec pijanica nie dokaże tego, aby miał w synu trzeźwości miłość wzbudzić; utratnik też majętności a na zbytnie kosztowne szaty wysadzający się nie zaleci dziatkom swym mierności a skromnego życia; także też gwałtownik a w gniewie okrutny i krwie pragniący i morderz[30] nie będzie mógł dziatkom swoim stanowić praw cichości, układności i ku ludziom skłonności, ponieważ ludzie młodego wieku mają to sobie za rzecz piękną i osobną, rodziców swych we wszem naśladować. A tu radbych[31] to widział, aby każdy rodzic w się wejrzał, jeśliże swoich dziatek obyczajów nie sam więcej popsował?

Wielkich panów synowie niemal wszyscy w pieszczocie a w rozpustności bywają wychowani; bawią je tańcami, lutniami, sprośnemi pieśniami, ustawicznie pochlebce miewają około siebie, tak sługi jako i bakałarze; z młodu się uczą nadętości, zbytniej powagi i zuchwalstwa; pierwej poznawają jedwabne szaty, niż poczną mówić, dziwują się złotym łańcuchom i mnóstwu czeladzi, rozmyślają sobie jeszcze z młodości sposób do panowania i o wszelakiej pompie, biorą sobie w pamięć różność potraw i sposób pompy, a zbytnią pieszczotą wszytkę moc rozsądku albo baczenia dobrego tracą; a nie nauczywszy się nigdy posłusznym być, chcą zarazem panować albo rozkazować. Oni też śmiesznie są nikczemni, którzy pochlebując dziatkom wielkich panów, kładą im przed oczy bogactwa, możność, zacność domu, w którym się urodziły; a pierwej w ich serca cedzą pychą i nadętość, niźli jaką wiadomość dobroci i skromności. O jako daleko lepiej jest, aby tego dziatki nie widziały a uczyły się tych rzeczy, któreby pomagały do cnoty i do prawdziwej pracy pierwej, niż do onych rzeczy, które je nadętemi czynią! Bo gdy się takich obyczajów napiją, już ich żaden mistrz tego oduczać, ani Merkury przekształtować, ani Wulkan przekonać nie może; czego się mlekiem jakoby mamczynym nassały, tego się przez wszytek czas żywota swego będą trzymać. To imię: cnota w uściech mają, ale rzecz samę, która za wielką trudnością i pracą bywa otrzymana, bardzo rzadko którzy znają, a jeszcze tych mniej, którzyby jej sprawami dosięgli — krótko powiedając, bywa to często, że szczęśliwe powodzenie a sposób życia skażonego sprawuje to, że i dzieci i dorośli, mężowie i starcy nie mogą być do zacnych spraw pożyteczni, będąc zabawieni nieprzystojnemi rozkoszami i rozpustami. Bo trudno temu, który przywykł źle czynić, wziąć przedsię nowy nałóg dobrze czynienia, jako i murzynowi trudno czarną skórę w jaką inakszą odmienić; a iż to nie może być okrom osobliwego daru Bożego, pismo święte świadczy. A przetoż takowe nieprzystojne postępki miałyby być naprawione, a prawdziwa rzeczy przystojnych znajomość miałaby być w młode dziecinne serca wsadzona; ponieważ (jakom pierwej powiedział, i niżej często o tym wzmianka będzie) szkodliwsze jest zepsowanie dobrych obyczajów, niźli złe o rzeczach mniemanie i nieznajomość prawdy; a żaden nie jest, któryby nie wiedział, że w tej mierze wiele rodzicom niedostawa. Albowiem a kto taki jest, ktoby dzieci swoje dobrze ćwiczył, albo ktoby wżdy umiał dobrego ćwiczenia sposób?

A w tej mierze nic prawa nasze pewnego nie postanowiły; tylko to ten jest obyczaj, iż którzy chcą, aby dzieci ich ku jakiej sławie z cnoty rostającej przyszły, posyłają je albo do szkoły do dobrych mistrzów, albo do dworów wielkich panów, albo do kogo inszego, o którym to rozumieją, że gdyby się z nim dzieci jego bawiły, uczeńszemiby się stały. . . . . . . . . . . . . .
IX. O królu.

1. Przyczyna, dla której króle postanowiono. 2. Różny sposób obierania i panowania królów polskich, niźli niektórych inszych narodów. 3. Opisanie cnót, któremi dobrzy królowie ozdobieni być mają. Pierwsza jest roztropność, która z ustawicznej zabawy z ludźmi uczonemi a wystrzegania pochlebców roście, z czytania też ksiąg tak pisma świętego, jako też i inszych potrzebnych. Wtóra: mierność popędliwościom serdecznym i rozkoszom cielesnym miarę zagranicza. Trzecia jest sprawiedliwość, której pierwszy urząd jest cnoty zapłatą nagradzać a występki karać, więcej o rzeczypospolitej niźli o swej własnej myślić, o wszytkich członkach rzeczypospolitej mieć pilne staranie, a żadnego nie opuścić; między obywatelami ziemie stanowić równość, odjąwszy im pychę, hardość i nadętość; o cnocie i zacności wszytkich jednako sądzić i myślić: żadnej części rzeczypospolitej nie opuszczać, oskarżaniu nie zarazem a nie skwapliwie wierzyć, między wielkiemi pany nieprzyjaźni nie siać, ani też możności ich niszczyć albo tępić; niezgody między obywatelami wykorzeniać, a zgodę stanowić, wiarę każdemu zachować, też i nieprzyjacielowi. Czwarta cnota królowi należąca jest szczodrobliwość, mieć na to pilne baczenie: komu, co, dlaczego a jako wiele dać? Piąta jest męstwo a wielkie serce, skromnie wszytko znosić, tak szczęśliwe, jako też przeciwne rzeczy, a potym dla ojczyzny a dla sprawiedliwości gardło dać. Szósta jest zamknienie tego miejsca o cnotach i o przyczynach, dla których króle postanowione. 4. Część tego rozdziału jest, iż król nietylko wedle wyroków albo statutów, ale też wedle przykładów ma rządzić. 5. Iż król sprawy swoje ustawicznie ma Bogu poruczać.

Teraz już o obyczajach drugich części rzeczypospolitej mówić będziemy, a poczniemy od królewskiej władzy, którą prawie za Boską poczytać mamy, ponieważ samego Boga, który wszego świata jest królem, obraz na ziemi wyraża. . . .
A ponieważ królowie polscy nie rodzą się, ale za zezwoleniem wszytkich stanów bywają obierani, przeto nie godzi się im tak tej władzy używać, aby mieli wedle woli swej albo prawa stanowić, albo podatek na poddane wkładać, albo co na wieczność stanowić. Bo wszytko czynią albo wedle społecznego wszytkich stanów zezwolenia, albo wedle zamierzenia praw; co wżdy jednak lepiej, niźli u onych narodów, których królowie i podatki wedle woli wkładają i wojny z postronnemi zaczynają i insze rzeczy sprawują; co aczkolwiek często za przyczyną i z dobrem rzeczypospolitej czynią, ale iż prawu nie podlegli, przeto się łacno do onego mierzionego tyraństwa zmykają, któremu przyzwoito[32] jest, wedle upodobania swego czynić; gdyż przedsię królewska władza winna obyczajów i praw ziemskich słuchać, a wedle zamiaru ich ma rządzić. . . . . . . . . . .
Zaiste, kto w takiej wielkiej władzy rzeczpospolitą dobrze rządzić chce, temu nie dosyć jest czcią a dostojnością drugie[33] przechodzić, ale też roztropnością i inszemi cnotami musi nad drugie wiele mieć. Roztropność przychodzi nam z doświadczenia albo naszego, albo kogo innego; ale męstwo i cnota z naszych własnych spraw. A okrom[34] roztropności żaden nie może ani sobie dobrze poradzić, ani drugiemu pomóc może. A przeto królowie mają się zabawiać ludźmi statecznemi, poważnemi, roztropnemi, a od nich rady we wszech sprawach szukać mają. Księgi też trzeba im czytać, bo trudno się może naleźć insza droga, którąby kto łacniej mądrości dostąpić mógł, jako czytając wiele i słuchając, a w pamięć sobie biorąc. Świadczą historje o wielu królów starodawnych, którzy żadnego dnia nie opuścili, aby czegokolwiek czytać nie mieli; ludźmi się też uczonemi bawili, które w uczciwości miewali i radzi ich słuchali. . . . . . . . . . . . . .
A najwięcej te księgi królowie czytać mają, które są pisane o rządzeniu królestwa i rzeczypospolitej, albowiem w tych księgach wiele napisano, czego nie śmieją poddani królom swym mówić. Pożyteczna też jest królom wiedzieć obyczaje wszytkich narodów, a zwłaszcza tych, z któremi jaką sprawę kiedyżkolwiek mieć mogą. . . . .

Albowiem to piękna rzecz jest, aby zwierzchni panowie jako zwierzchnością panowania, tak też naukami albo wiela[35] rzeczy wiadomością drugie ludzie[36] przechodzili. Lecz naprzód królowie i inni zwierzchni panowie zakon Boży umieć mają, jako Mojżesz w piątych księgach swoich rozkazuje temi słowy: Gdy usiędzie król na stolicy królestwa swego, niech zakon Boży od ofiarników weźmie, a niech go czyta przez wszytkie dni żywota swego, aby się uczył bać się Pana Boga, a strzec przykazania jego, od którego aby nie odstępował ani na prawo ani na lewo, aby przez długi czas królował on sam i synowie jego. Bo zaprawdę słowem Bożym może wiele rzeczy dobrze osądzić nietylko w religji, ale też w rzeczypospolitej i w innych rzeczach każdemu z osobna należących. Bywał ten czas, iż ci, którzy królowali, byli albo filozofami albo prorokami, i rzecz pewna, że naonczas rzeczypospolite bywały bardzo dobrze sprawowane. A teraz wiele jest zwierzchnych panów, którzy za to u siebie mają, że im nic do tego, a przetoż też w prawiech [37] wiele przewrotności a w rzeczypospolitych wiele się błędów i nierządów najduje. . . . . . . . .

A jeśli to jest rzecz słuszna i przystojna, aby ludzie żadnych urzędów na sobie nie mający wtenczas, gdy o czym radzą albo co inszego sprawują, byli próżni gniewu i inszych popędliwości: jako daleko więcej zwierzchni panowie, których i gniew łacno do okrucieństwa prowadzi, i insze namiętności serdeczne za małą pracą do swoich skutków mogą przyjść!

Zaprawdę ten, który sam sobie nie panuje, a który namiętnościom swoim służy, nie godzien, aby go panem zwano. Albowiem każdy pierwej sobie panować albo rozkazować ma, niźli drugim. Grekowie takie namiętności zowią pathe, to jest cierpienia; bo cierpią zmysły jakoby od tych namiętności zbite, które im do tego przekażają, aby prawdy nie poznały; a stądci owi panowie w trajedjach od gniewu ślepi a do zapalczywości szaleni. . . . . . . . . . . . . . . . .

My tedy, dawszy już temu miejscu pokój, mówmy o sprawiedliwości, której aby ludzie używali, tedy [jako Herodotus[38] przez tłumacza Cicerona powiada] za onych dawnych czasów króle[39] dobrze obyczajne obierano. Tej własny jest urząd każdemu przywłaszczyć to, co jego jest; a to się we dwuch rzeczach najwięcej pokazuje: w zapłatach a w karaniu. Dziś pospolicie na karanie jest wżdy jakiekolwiek baczenie, ale na zapłaty bardzo małe, chyba żeby kto czym inszym się zalecić albo upodobać mógł, niźli samą cnotą. Bo ludziom ubogim, chociaby się też wszelakiemi cnotami ozdobili, żadne albo bardzo małe zapłaty bywają naznaczone tak z strony bogactw, jako z strony łaski i dostojności jakiej. A cóż inszego jest, jednę część rzeczypospolitej, która dobrze ma być rządzona, na baczeniu mieć, a o drugą nie dbać, jeśli nie to? Jeśli wszyscy przystojnemi mękami bywają karani za występki, czemuby też nie wszytkim jednakie zapłaty były dawane za ich cnoty? Albowiem on Solon[40] w prawach atenieńskich napisał, iż rzeczpospolita tak wiele zapłatami jako i karaniem stoi. Bo jeśliby dobrym nie płacono albo nie nagradzano, a złych nie karano, tedy rzeczpospolita w swej całości długo stać nie może. U nas karania w prawach opisane są, a zapłaty widzimy być w rozdawaniu urzędów położone; ale o tych obydwu rzeczach na swych miejscach mówić będziemy.

Teraz o tym, co królom jest najpotrzebniej w sobie mieć, mówmy: aby rzeczpospolitą nad inne wszytkie rzeczy miłowali, żadnej części jej nie zaniedbywali, a nie tak wiele swemu własnemu pożytkowi, jako pospolitemu swych poddanych usługiwali. . . . . . . . . . . . .

A ponieważ rzeczpospolita jest z różnych ludzi, które w sobie ma, zebrana, to jest: z ubogich, z bogatych, z szlachty, z mieszczan i z innych stanów: tedyć też król o to się ma pilnie starać, jeśli chce mieć trwałą między obywatelami ziemi swej zgodę, aby postanowił między niemi, ile by mogło być porównanie, nie tym sposobem, aby już wszytkie rzeczy były między niemi spólne — albo żeby bogatym miał ujmować to, coby ubogim dawał, albo żeby miejskiego stanu ludziom prerogatywy albo wolności szlacheckiej pozwalać miał, albo wszytkie stany mieszać — ale żeby tym wszytkim stanom chlubę niepotrzebną, nadętość, pychę i insze zarazy, towarzystwo ludzie przerywające albo psujące, odjął. Widamy[41] tego dosyć, gdy ludzie takową wadą zarażeni popisują się jawnie z tą przemierzłą, nadętą a rzeczpospolitej wielce szkodliwą nierównością, czyniąc się nad drugie ludzie zwierzchniejszemi, albo zacniejszemi świetną szatą, mnóstwem sług, dawnemi herbami, dodatkiem oręża, półhakami albo harkabuzami i łyskaniem mieczów; a z tejże nadętości dostojeństw żądają, urzędów się domagają, podlejsze a nie tak możne straszą, a onym, którzy są niższego rodu a nie tak możni i nie tak bogaci, niepomału w cnocie i godności naganiają. A stądże pospolicie rostą owe słowa i pisania uszczypliwej żółci pełne: chłopska krew nigdy nie może życzliwą albo przyjaźną być szlacheckiej krwi. Za takiemi słowy, a gdzie takie zarazy panują, żadne porównanie, to jest: żadna skłonność, żadne dobrowoleństwo[42], żadne miłosierdzie i żadna sprawiedliwość w rzeczypospolitej być nie może. Zaś zdjąwszy z bogactw ludzi bogatych górne mniemanie, z narodu szlacheckiego nadętość i wysoką myśl, z możniejszych pychę, porównają się zwierzchni i zacni z niższemi, a w rozmaitych i różnych rzeczach okażą się jednakie serca i umysły wszytkich stanów, nie będą ubodzy styskować[43] na swe ubóstwo, ani nieszlachcicy na swój stan, ani poddani na poddanność swoję. . . . .

Cóż to tedy jest królem być? Rzecz pewna, jeśli w tej mierze prawdę znać mamy, nic inszego nie jest, jedno rządzić ludzi władności jego poddane. Lecz a jakoż mają być rządzeni? Jedno gdy wodzem będzie mądrość a cnota. . . . . . .
A toć jest zaiste ludzi prawdziwie rządzić, myślom ich rozkazować, serce głaskać, a wały[44] nawałności ich skromić i ciszyć. To lepak[45] może uczynić częścią mową mądrą, z fukaniem cichym, napominaniem statecznym, czego sposoby na inszym miejscu snadniej rozpowiemy; częścią też znakami twarzy a postawami, z którychby ludzie skromni a układni łaskawą twarz królewską, pyszni i nadęci naruszenie łaski poznać mogli.

X.

1) Panowie rady[46] i posłowie ziemscy dla czego do radzenia o rzeczypospolitej bywają królowi przydani. 2) Dla czego królowi dana jest największa zwierzchność w rzeczypospolitej. 3) I tu o powinności panów rad krótko. 4) I o poradnikach królewskich, którzyby przy nim ustawicznie byli. 5) I o sekretarzach każdego powiatu. 6) Na króla należy, aby przy radzie senatorów bywał. Zamknienie opisania senatu, wzięte do ich powinności.

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

U Polaków mimo króla i pany radne bardzo wiele może szlachecki stan, który posyła zawżdy z każdego powiatu posły na sejm, którzy acz nie mają mocy wotować, wszakże wiele rzeczy potrzebnych podawają ku rozbieraniu senatorom.

Ustawy też wszytkie pilnie przeglądają; jeśli co rzeczypospolitej szkodliwego być widzą, aby się przeciw temu zastawili. A przetoż żadne prawa ani ustawy nie są ważne, jedno na które posłowie ziemscy pozwolą. Nie inaczej podobno są ci posłowie u nas, jedno jako u Rzymian bywali starsi nad pospólstwem, które zwano tribuni plebis[47]. Bo ponieważ w pospólstwie potrzeba zawżdy mądrości, powagi i stateczności, przeto poruczono to czelniejszym osobom na to obranym, tribunis, to jest: starszym nad pospólstwem, aby się przeciwko wynalazkom panów rad opierali a pilnie tego przestrzegali, żeby rzeczpospolita ubliżenia jakiego nie odnosiła. Widziałem to sam, gdy wiele rzeczy zacnych a potrzebnych postanowiono u nas za uchwaleniem szlacheckiego stanu; wiele rzeczy szkodliwych odrzucono za nieprzyzwoleniem jego. Co Panie Boże daj, aby na wieki trwało!

Ale też niekiedy dali się w tym uznać, iż nazbyt stan swój miłują, a nie tak dalece o rzeczpospolitą dbają, jako pilnie wolności swoich bronią, co się okazało w niesłusznym a niesprawiedliwym artykule o mężobójstwie. A tak niechaj tego pilnie strzegą posłowie, aby dla nich kiedy rzeczpospolita wielkiej szkody nie wzięła z wielką stanu ich sromotą i nędzą. Ale Panie Boże! tego uchowaj, a racz wszytkiemu szlacheckiemu stanowi takie serce dać, aby oni, odrzuciwszy na stronę miłość samych siebie, wszytkę rzeczypospolitą, to jest: wszytkie ludzie w tym społecznego życia towarzystwie z nami mieszkające miłowali, o wszytko się starali, wszytkich gardła, pożytków i zacności bronili. Co kiedy będzie, tedy się okaże sprawiedliwa przyczyna, dlaczego tak panowie rada, jako i szlachecki stan przydan jest do wolności królewskiej. Bo to mamy za pewną rzecz mieć, że nie jest żaden, któryby jeden sam albo radą swą albo staraniem swym mógł wszytkiej rzeczypospolitej dosyć uczynić a jej brzemiona znosić. A jako każdy więcej dwiema oczyma ujrzy, lepiej dwiema uszyma usłyszy, a dwiema rękami i dwiema nogami więcej sprawi, niźli kiedyby tylko jednego oka, jednego ucha, jednej nogi i jednej ręki używał: takci wszyscy, którzy wiele ludu i niezliczone sprawy poruczone sobie mają, potrzeba, aby wiela ludzi oczu, uszu i nóg i rad używali, chcąc dobrze a porządnie rzeczy wszytkie sprawować.

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

A najpierwej się o to starać trzeba, aby senatorska ławica co najlepiej była postanowiona, która po królu w każdej rzeczypospolitej jest najprzedniejsza. U nas jest złożona mało nie ze wszelakich urzędników tak duchownych jako świeckich. A przeto wielką pilność król czynić ma okoła obierania tych urzędników, któremi zwyczaj jest zasadzać koło senatorskie, które jest najwyższą rzeczypospolitej radą, pospolitego dobra i zacności stróżem, które króla i zwierzchnego pana do pięknych a uczciwych rzeczy pobudza, od pospolitych nieuczciwych odwodzi, a złe jego chęci hamuje; bez którego rady, zdania i zwierzchności nic w rzeczypospolitej ani za granicą czynić się nie godzi.

Okrom senatu, który o najprzedniejszych sprawach rzeczypospolitej radzi, a nigdy nie bywa zbieran, jedno dla ważniejszych spraw i to na sejmie, godzi się królowi miewać przy sobie kilka osób którźyby od jego boku nigdy nie odstępowali, z któremiby się o wszelkich rzeczach namyślał a z niemiby radził o rzeczach ku czynieniu potrzebnych; i owszem, gdy ma wszytek senat albo pany radne zebrać, aby się z temi pierwej w każdej rzeczy, rozważając ją na tę i na owę stronę, namówił, niźliby ją przed wszytkim senatorskim kołem przełożył. Przyrodzenie do tego ciągnie, zwyczaj ludzki też to niesie, iż każdy człowiek ma tych, z któremi towarzysko żywie, którym się pierwej rady o swych rzeczach zwierza, niż się z niemi pokaże. Jako daleko więcej zwierzchnemu panu godzi się, aby miał około siebie ludzi takowe, którymby się z myślami swojemi pierwej otworzył a ich też zdanie w tej mierze usłyszał, z nich wyrozumiał, jeśliby się co w tej mierze (jako myśli) sprawić mogło albo nie? Tym sposobem i o drugich wotowaniu będzie potym lepszy rozsądek dawał i, gdy w kole senatorskim spór jaki o co będzie, łacniej będzie mógł obrać to, co się jemu i rzeczypospolitej pożyteczniejszego być zda. Lecz takowi, którzy przy boku królewskim ustawicznie będą a do takich tajemnych rozmów będą przypuszczani, trzeba, aby byli wierni i milczeniem ozdobieni. Bo wiele złego stąd przychodzi, gdy rady zwierzchnych panów nierozmyślnie, skwapliwie a przed czasem bywają rozgłaszane.

Są monarchowie, którzy każdemu powiatowi do spraw tak domowych jako też postronnych dawają takie poradniki albo sekretarze, aby sprawy im poruczone odprawiali.

Chwalebny to zaprawdę jest obyczaj, a panom zwierzchnym nad wielkiemi państwy przełożonym, a zwłaszcza którzy z różnemi narody sprawy mają, bardzo potrzebny. . . . . . . . .

Słusznaby też rzecz była, żeby król przy panach radach, gdy o rzeczypospolitej radzą, osobą swą był; bo oprócz tego, że ich dowcip, słuchając jak wotują, wybaczy: też i to, do czego się kto więcej zgodzi, pozna, i samę rzecz, która się toczy, dostateczniej wyrozumie i dekret uczyni taki, który z większym pożytkiem rzeczypospolitej będzie. Lecz gdy się trafią niezgodne wota senatorów, coby miał król czynić, jeśli ma liczyć wota albo je ważyć, niżej, gdzie będzie rozmowa o uchwale panów rad, powiem. Teraz o urzędzie senatorskim nieco przypomnię, bez którego, jakom powiedział, nic się królowi w rzeczypospolitej poczynać nie godzi; gdyż wedle ich zdania prawa bywają stanowione, sądy odprawowane i wojny podnoszone. Wielki to urząd i ciężkie brzemię jest, a nie wiem, jeśli nie większy i trudniejszy między wszytkiemi inszemi urzędy, wyznawać się i dokazować być stróżem rzeczypospolitej i obrońcą. Niech żaden nie będzie tego o sobie mniemania, żeby go przystojnie sprawować mógł bez wielkiego rozumu, większego zwyczaju, a mądrości i owszem daleko większej, bez wagi wyroku, bez rozmaitego porady sposobu.

XI.

1. Co przynależy na senat i na wszytkie insze osoby radne, aby około wotowania na wszytko baczenie mieli. 2. Aby się skwapliwego a nierozmyślnego wotowania wystrzegali. 3. Namiętnościom serdecznym aby się nie podawali. 4. Aby na uczciwość pierwsze baczenie mieli. 5. Aby na drugich dobre wota szczerze przyzwalali. 6. Aby to śmieli mówić, co rozumieją być dobrego albo sprawiedliwego. 7. Aby u siebie więcej rozważali wota, niźli je liczyli. 8. Potym jest zamknienie.

Ma się też do tego pilnie przykładać senator każdy, żeby tę rzecz, o której ma być rozbieranie w radzie, dobrze wyrozumiawszy, wszytkie rady swoje ku poczciwej przystojności obracał, od której dla jakiegokolwiek pożytku odstępować, zawżdy za sprośną rzecz miewano. . . . . . .
Niech przeto na wzór będzie w kole senatorskim rozbieranie o mężobójstwie, jeśli winą, czyli gardłem ma być karane?—bo są niektóre rzeczy, które się i na tę i na ową stronę w tej mierze mówić mogą, którym się ma pilnie przypatrzyć a porównywać je ten, ktoby chciał na to sprawiedliwie a z pożytkiem rzeczypospolitej wotować. Za winą pieniężną pomaga starodawny tej ziemi zwyczaj, który jest między artykuły prawa policzon; pomagają też i pożytki na przyjacioły zabitego przychodzące, którzyby nic nie wzięli, kiedyby mężobójca był zabit. Zasię też czyniąc wet za wet, karanie mężobójcy niepożyteczne będzie rzeczypospolitej, która zawżdy straciwszy jednego człowieka, musiałaby i drugiego stracić; a tak mniemałby kto, że pieniężną winą karać mężobójce której jakikolwiek potym w rzeczypospolitej mógłby być pożytek. Do tego też wielce pomagają zasługi ludzi szlacheckiego stanu przeciwko tej rzeczypospolitej, która za niejaką nagrodę zasług ustawiła im to prawo, aby głowa ich od chłopa gardłem, a głowa chłopska tylko dziesięcią grzywien pieniędzy naszych od szlachcica płacona była; bo sama szlachta między sobą na sto grzywien głowę przyjacielską szacuje. A teć są rzeczy, które winę pieniężną potwierdzają albo forytują, a główną wątlą. Z drugiej strony zasię mają te rzeczy być rozważone i poznane, które pieniężną winę zbijają a główną stanowią. Naprzód wedle praw bożych i wszytkich niemal narodów okrom nasi mężobójce gardłem bywają karani; potym i rozum sam, który jest jakoby jaka światłość a świeca żywota, pokazuje to, że sprośna rzecz z ludzkiego zabijania pożytek jaki czynić albo zysk brać, a iże niczym inszym nie może być nagrodzone mężobójstwo, jeno zamordowaniem mężobójcy. A jeśliże karanie ma być występkowi równe, a gdzież się tedy wiecej ona równość pokazać może? Jedno karaniem mężobójce[48] na gardle, bo żadna rzecz nam tak miła nie ma być, jako żywot ludzki. Nadto ponieważ prawa nasze osądzają onych na gardło, którzy cudze rzeczy kradzionym obyczajem odejmują, a czemuż i ci nie mają być na gardle karani, którzy komu zdrowie odjęli? — bo ono, co za pieniężną winą chcąc ją mieć przytaczają — że jeśliby mężobójce na gardle byli karali, musiałaby rzeczpospolita straciwszy jednego człowieka zawżdy zarazem i drugiego stracić — tedy to daleko prawdy. Albowiem a któż tego nie wie, iż bardzo wielkie mnóstwo ludzi prawo dla złodziejstwa traci?—co jeśliże, karząc złodzieje, nie rusza nas nic ta ginących ludzi szkoda, a czemu nas ruszać ma, gdybyśmy mężobójce także karali? Jakoby majętności ludzkie w większej wadze być miały, niźli same gardła, albo jakoby większą szkodę rzeczpospolita wzięła zabiwszy mężobójcę, niźli złodzieja. A co powiadają o zasługach szlacheckiego stanu, dla których tę różność karania uczyniono, bardzo to nikczemna; a nie wiem, jeśli nie tak głowami kmieciemi jako kostkami grać chcieli, którzy ją za dziesięć grzywien oszacowali, gdyż zaś kmiecia, któryby szlachcica zabił, gardłem karać postanowili. Tak wiele jest rzeczy nieprzystojnych w tej nierówności karania, iż dziwna rzecz, jako który człowiek mógł o niej i pomyślić; któremi nieprzystojnościami i rozum się ludzki obraża, i sądy ludzkie bywają wzgardzone i światło sprawiedliwości, między cnotami najszlachetniejszej, bywa zaćmione i rozkazanie Boże bywa w niwecz obrócone. Tom tu naprzykład dlatego powiedział, abych okazał, że trzeba panom radnym każdą rzecz i na tę i na owę stronę pilnie rozważać, a potym spór o wszytko czynić pierwej, niźliby wotowali, coby z pożytkiem rzeczypospolitej było.

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

Lecz ci co czynią, którzy pieniężnej winy bronią? Śmiech tylko z siebie postronnym narodom czynią, śmieszki z głów kmiecych stroją, okrucieństwo nad temi, z których największe pożytki biorą, płodzą, prawdę bożą w niesprawiedliwości (jako Paweł mówi) tłumią, nadto jeszcze Bogu prawdę swoję do ich serc podawającemu, zuchwale onemi słowy odpowiadają: Wiadomości dróg twoich nie chcemy.

Ale o tym napisałem dostatecznie w książkach, którem o karaniu mężobójstwa wydał; a tu dla przykładu przywiodłem trochę, żebych w rzeczy tak jasnej radzenia sposób jakokolwiek pokazał. . . . . . . . . . . . . . . . .


XIII. O dozorcach obyczajów.

Jest też mym zdaniem i on urząd rzeczypospolitej potrzebny, któryby doglądywał obyczajów ludzkich. W onych starodawnych rzeczachpospolitych i greckich i inszych narodów byli niektórzy przełożeni, co doglądali dziecinnych obyczajów, drudzy niewieścich, a drudzy ludu pospolitego; a od tych trzech urzędów, nad któremi przełożeni byli i przezwiska mieli, że jedne zwano paedonomy, drugie gynkonomy, a insze nomofilaki, lubo strofażmi; którzy nietylko pisanych praw, ale i obyczajów ludzkich doglądali a do uczciwości przystojnej przywodzili. Ludzie oni od Chrystusa dalecy tego mniemania byli, iż do ich rzeczypospolitej trzeba było takich urzędników, za których bojaźnią nie godziło się młodzieńcowi próżnować, w karczmach zasiadać, ani się grami jakiemikolwiek bawić; nie godziło się niewieście tak w ubiorach, jako też w inszych wszelakich sprawach granic (jako mówią) przestępować; musiał radny pan, szlachcic i wszytko pospólstwo powinności swej patrzyć. My w chrześcijańskiej rzeczypospolitej takowych urzędników nie mamy, a przetoż i staroświeckiej onej karności i obyczajów srogości większa połowica zginęła. Co jeśliby kto był, coby rozumiał taki urząd być niepotrzebny, ten (radbym) aby pilnie wejrzał w obyczaje wiela ludzi bardzo zepsowane. Najdzie takiego w senatorskim kole, który zaniedbawszy sprawiedliwości, wotuje albo dla swego albo dla czyjego inszego pożytku. Jeśli od niego będziesz pytał przyczyny takiego wotowania, odpowie, iż na się albo na swoje trzeba baczenie mieć. Ten aza niegodzien tego, żeby go z ławicy ruszono, który lepszym rozumie być pożytek, niźliby sprawiedliwość? Najdzie takiego, który z przodków swych ma bardzo wielką majętność; ten nad ludźmi swemi bez wszego wstydu hardzie rozkazuje, a cokolwiek mu się podoba swawolnego, rozpustnie broi—bo poddanemu nie godzi się przeciwić panu, ani go pozwać do prawa. A więc ten, który się tak nad poddanemi sroży, nie jest godzien strofowania dozorcy? Są między starostami nad miasty, nad powiatami i nad zamkami tak królewskiemi, jakoteż inszych panów, którzy zewsząd szukają drogi albo przyczyny do łupienia ludzi; i owszem i między temi, którzy z łaski opatrzenia jakie za wysługi (jako ono mówią) na wieczność mają, najdują się, którzy i ludzie i bydła i rol i łąk źle używają, o których i król nigdy nie słyszy, a ubodzy ludkowie nie śmieją skarżyć. A więc się to i tym sucho odrzeć ma, którzy takowe rzeczy broili? Jest nadto i takich wiele, którzy swoich rzeczy sprośnie używają, we dnie i w nocy piją, majętność swoję i bogate ojczyste imiona rozpraszają; którzy jednak wedle obyczaju naszego o to nie bywają pozywani. Lecz jeśliże to jest z pożytkiem rzeczypospolitej, aby każdy rzeczy swoich dobrze użył, a używając mógł też rzeczpospolitą kiedy podpomagać: zaisteć ci, którzy marnie utracają majętność, godni są karania od dozorców albo przełożonych zato odnosić.

Najdzie nie jednego, co okrom tytułu szlachectwa nie ma nic, czymby się zalecić albo popisać mógł: człowiek bez majętności, bez sławy, na którego nic nie sieją, nie żną, dochodu też żadnego mu nie płacą. Ten pospolicie sług niemało i z końmi chowa, w jego domku nic niemasz jedno oszczepy, przyłbice, rusznice, miecze i wszelka insza broń, którą jest straszny wszytkim sąsiadom, grozi ranami, a odpowiada, komu chce. Temu się żaden sąsiad nie może oprzeć; bo kto się bawi domowym gospodarstwem, trudno mu wojować; żaden go nie śmie pozwać ani go staroście oznajmić, chyba ten, ktoby się chciał na jatki wydać Wiele ich do niego przychodzi z pokorą, przepraszając go w tym, w czym mu nigdy nie przewinili, ale co on sam zmyślił; a on czym dalej, tym swawolniejszy bywa. A więc taki dziw nie ma podlec karności dozorcy? . . . . . .

A tak trzebaby takich dozorców w każdym powiecie dwu obrać, którzyby pewnych czasów czynili opyt i wywiadowanie około obyczajów ludzkich albo i zachowania, jakimby się kto rzemiosłem bawił i czymby się żywił?

A próżnujące a żadnej rzeczy uczciwej nie pilnujące przeciwniki cnoty żeby albo sami karali, albo królowi albo inszym urzędnikom na to wysadzonym oznajmiali, co się wżdy jednak jeszcze w staniech duchownych i do tych czasów zachowuje, których obyczajów i zachowania archidjakonowie są dozorcami. . . . . . . . . .


XVII. O urzędzie, któryby się o domowy pokój starał, próżnujące z miasta wyganiając, a pijane i hultaje karząc.

Tak jest wielkie na wszytkich miejscach próżnujących, pijanic i hultajów mnóstwo, iż jeśli chcemy w tej mierze dobrze rzeczpospolitą opatrzyć, trzeba żeby był na to postanowiony osobliwy urzędnik, któryby z ceklarzmi (abo jakiemikolwiek inszemi osobami) we dnie ulice obchodził, a w nocy miasto wszędzie nawiedził, doglądając domów, któreby podejrzane miał, a karnościby pilno przestrzegał; te, którzyby w chodzeniu i w postawie niewstydliwie sprawowali (się), w nocy, (kiedy wszyscy śpią) przechodząc się, wołanieby czynili, w maszkary się ubrawszy do domówby się cudzych wdzierali, a ktemu też i kostyry, aby ten urząd imał i sadzał. Lecz i ono zaiste nie ma być cierpiano, żeby biesiady albo hojniejsze, albo dłuższe, niźli przystoi, były sprawowane. Wszystcy próżnujące i pijanice srodze mają być karani. 1. Bo z zaniedbania skromnego chodu a z nieprzystojnych skoków i postawek, jakie pospolicie w tańcach czynią, pochodzi i moc bierze niewstydliwość dobrym obyczajom nieprzyjaźna. 2. Nocne biegania i wołania imo to, iż uczciwym obywatelom pokój i odpoczywanie przeszkadzają, obracają się też w wielkie zgiełki, pokojowi miejskiemu przeciwne, a częstokroć chorym i położnicom strachy zadawają. 3. Nuż proszę, a co za pożytek owych maszkardników, którzy, gdy nie chcą, aby je poznano, biegają po ulicach i poprzecznicach, na cudze domy nachodzą, a tym obyczajem albo jaką korzyść łowią poszeptem, albo milczkiem kostkami grając; abo skaczą, abo igrają, albo sprośnie a niewstydliwie mówią—żadnego wtenczas nie bywa baczenia na pogłowie, na wiek i na mniemanie o kim przystojne. Miesza się i zrównywa się wszytko. A coby komu nie przystało mówić albo czynić, kiedyby go znano, to się mu za maszkarą godzi. Bo maszkara rozpuszcza wszytkim bez braku do wszelakiej niewstydliwości wodze; a ono jako rozumiesz, iż ta maszkara dawa wszytkim ludziom złościwym wolność, dumać co złego, a na zdradzie tajemnie co czynić? 4. Igry wszelakie, któremi pieniądze abo się marnie tracą, abo niesprawiedliwie bywają nabywane, mają być z rzeczypospolitej wygładzone — jako są karty, warcaby, kostki i insze tym podobne. A przetoż mają być wszyscy karani: i ci, którzy takowemi grami na majętność cudzą czyhają, (bo pożądają a wydzierają cudze), i ci, którzy tracą rzeczy swe, które było na potrzeby swe lepiej obrócić. 5. A aczkolwiek schadzki i biesiady uczciwe nie mają być zabraniane, wszakże w nich ma być znaczna skromność, a miara ma być zachowana. A tak nazbyt kosztowne potrawy mają być zakazane, któremi wytrawiona a wyniszczona bywa osób prostych majętność, nie tylko im samym, ale i rzeczypospolitej potrzebna. Bo nie bez przyczyny to powiedają, że skromny szafunek jest wielki dochód. Jest też ten wszędzie obyczaj, że na wesela wiela ludzi proszą, którym i rokoszne potrawy dają i tańców dozwalają. Lecz na takich weselach trzeba myślić o dobrodziejstwie bożym, który małżeństwo ku rozmnożeniu narodu ludzkiego postanowił. A przetoż i dzięki wielkie Panu Bogu mają być czynione, i modlitwy przydawane, aby nowym małżonkom zdarzył ten stan żywota najświętszy; a takowe uczty skromnie a trzeźwie mają być sprawowane, i rozmowy z uczciwością mają być czynione, a od tańców wszelaki zbytek ma być oddalon. . . . . . . . . . . . . .
6. Karczmy winne i piwne abo wygładzone, abo mieszczanom zapowiedziane być mają. Ludzie próżnujący cały dzień w nich przeleżą, piją.

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

A gdzież więcej swarów, guzów, ran, ochromienia, zabijania przytrafia się jako w karczmach. Czemu raczej mieszczanin abo którykolwiek obywatel nie miałby kazać w dom swój tyle wina abo piwa z karczmy przynieść, jakoby jemu i czeladzi jego było dosyć? Niechby w domu z czeladzią żył, niechby gospodarstwa patrzył, a czeladkę wszytkę w powinności ich zadzierżawał. A w karczmach niechby tylko gościom a przychodniom wolno było do czasu zmieszkać, boć je stąd gościnnemi domami zowią, że do nich z drogi goście zstępują. Gościom tedy a przechodniom niech w nich wolno będzie przebywać, nie tubylcom albo obywatelom. Wiele rzemieślniczych mistrzów bardzo rzadko siadają na swych warstaciech 1); chowają uczniów abo towarzyszów niemało, którzy w niebytności mistrzów leniwo a niedbale robią. Gdyby sam mistrz zawżdy był przytomnie, więcejby roboty z dwiema odprawił, niż w niebytności swej z dziesięcią odprawuje. Przeto i ci do powinności swej mają być przymuszeni, aby mnóstwo próżnujących rzeczypospolitej nie obciążało. 7. Owym też pieszym żołnierzom, które draby zowiemy, nie ma być taka swawola dawana, iż pospolicie żebrzą; bo ich wiele chodzi próżnując, żadną się rzeczą uczciwą nie bawiąc, jedno tylko pijaństwem, żebractwem a tajemnym łupiestwem. 8. To mówię o ludziach niewolniczego przyrodzenia, którzy nie mogą być niczym inszym w powinności zatrzymani, jedno strachem a karaniem. Lecz szlacheckiego przyrodzenia ludzie tym sposobem od próżnowania do roboty będą pobudzeni, jeśli pilnie z sobą będą uważać, że Pan Bóg tak na początku świata postanowił, aby wszyscy chleb jedli w pocie czoła swego, aż się wrócą do ziemi, z której poszli. I zda się, że to narodowi ludzkiemu dano za winę dla grzechu. . . . . .


XVIII. O dozorcach ludzi ubogich.

Lecz jako ludzie, którzy się do roboty godzą, od żebraniny mają być odpędzani, tak zasię którzy są prawdziwie ubogiemi a schodzi im i na siłach i na żywności, mają być opatrzeni, aby i domy pospolite były im postanowione i wszelkie potrzeby do żywności należące im dawano. Są lepak niektórzy ubodzy, co w szpitalach mieszkają tam się żywią, i tam je opatrują; a drudzy, po ulicach się przechodząc, żebrzą; drudzy są, którzy w chałupkach swoich mieszkając, swoje i domowników swych potrzeby jako mogą opatrzają. Na ty wszytkich urząd ma pilne baczenie i dozór mieć, żeby ludzi nie oszukiwali, zmyśliwszy sobie jaką niemoc albo ubóstwo. Lecz które obaczą być do roboty godne, niech je przymuszają robić. Jeśliby nie chcieli, niechby z miasta byli wygnani, co i o cudzych żebrakach ma być rozumiano, żeby i oni do swoich miast byli odsyłani. Albowiem godzi się, żeby każde zgromadzenie o tych staranie miało, którzy albo się w nim urodzili albo długo mieszkali, żeby dla niedostatku żywności albo których inszych rzeczy nie pomarli. Bo trzeba wiedzieć każdego ubóstwa sposób albo przyczynę: bo ci, którzy za złą sprawą swą majętność stracili, acz mają być cierpieni między ubogiemi i trzeba o nich myśleć, żeby od głodu nie pomarli: ale i żywność skromniej im ma być dawana, i pracami trzeba im dokuczać, żeby i na przykład byli drugim i sami się wystrzegali, aby w większe występki zasię nie wpadli. Którzy dla niemocy albo inszej nędzy albo jakiejkolwiek przygody w ubóstwo wpadli, na te trzeba mieć większe baczenie. A tym, którzy w chałupach swych żywią się, opatrzając jako mogą swoje i domowników swych potrzeby, mają być albo pola niedrogo najęte, albo takowe rzeczy poruczone, którymby sprostali, albo jakie insze drogi do zysku mają być podane.

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

Owi żebracy hultajowie, nie wiem, jeśliby mieli być cierpiani; bo zwykli pod zasłoną żebractwa wiele złego broić, dopuszczając się złodziejstwa, mężobójstwa i inszych sprośnych występków. Lepiejby, żeby je dano do szpitalów, gdyby jedno tacy byli, żeby robić nie mogli. Są mało nie w każdym mieście dochody roczne naznaczone ubogim, które, jeśliby były mniejsze, niźliby wszytko ubóstwo wychować mogły, tedy ich trzeba tym sposobem przyczynić: Naprzód gdyby każdy ujął nieco swych nakładów, a zwłaszcza tych, które się do zbytku, do pychy i nadętości skłaniają. . . .
Są ci, którzy na okazały pogrzeb wielki koszt i nakład każą czynić; aleć zaprawdę ci, którzy na ostatecznym stopniu żywota swego są, ci chwały i sławy od Boga czekać mają, nie od ludzi. Potomkom też przystoi, aby onych, którzy z tego świata schodzą, prowadzili nie okazałością bogactw abo pychy, ale uczynkami z miłości pochodzącemi, przez które przychodzą ludzie do królestwa niebieskiego. Ktemu też i biskupów majętności starodawni ludzie tak dzielili, że czwartą część dawali na ubogie. Niechby ich przeto w tym urząd napomionął[49]. Zaprawdę, ci, którzy nie dawają i nie czynią, co powinni, Boga będą mieli mścicielem. Jest obyczaj, że abo w kościelech abo na onych miejscach, gdzie się często ludzie zbierają, stawiają skrzynki dla ubogich ludzi. A tak niechby do nich każdy kładł, ileby mu jego pobożna chęć poradziła. . . . . . . . . . . . .
A takowych ubogich żywność niech nie będzie ani rozkoszna, żeby stąd nie przyzwyczaili się źle czynić, ani też tak skąpa, któraby ledwie połowicę głodu odjąć mogła. Bo chorzeje i wątleje tak ciało, jak i myśl, od niedostatku pokarmu. To też trzeba pilnie opatrzyć, aby od próżnowania nie znikczemnieli ubodzy, ale każdy by niech robił to, co może i ile może; niech się zabawia jaką uczciwą robotą, a owocu roboty swej niech drugim udziela. . . . . . . . . . . . . .


XX.

1. O urzędziech, na które synowie albo drudzy potomkowie po rodzicach właśnie następują, albo które testamentem na kogo przychodzą. 2. O wychowaniu synów wielkich panów. 3. O ludzkości przeciwko poddanym. 4. I o tym, jeśli się godzi panu odjąć co u poddanego swego?

Ale imo[50] te dostojeństwa, które albo rzeczpospolita albo królowie dawają, albo drudzy, którzy wszytkim władną, są niektóre insze, na które synowie po śmierci ojcowskiej następują; których ponieważ dziedzicmi są, tedy rozkazują tym ludziom, którzy rodzicom poddani byli; które to panowanie bardzo srogie jest, gdyż u nas nie godzi się kmieciowi, by też i największą krzywdę miał, skarżyć na pana swego. A są niektórzy panowie tak okrutni, że nie inaczej używają kmieci swych, jeno jako bydła. A przetoż i toby trzeba w dobre obyczaje wwieść, aby pewnych czasów albo dozorce obyczajów albo którzy insi urzędnicy czynili opyt o takich paniech i wszytkich innych przełożonych, jako się sprawują, rozkazując swoim ludziom. Zaprawdę, miałoby to być karano, jeśliby w czym okrutnie, łakomie albo inaczej, niźli się godzi, sobie poczynali. A jeśli jest co na tym rzeczypospolitej, aby kto nie używał źle rzeczy abo swej abo cudzej, jako daleko więcej jest na tym, aby kto nie używał źle ludzi, nad któremi zaprawdę żadenby nie miał być przełożon, ażby się rzeczypospolitej spodobał, ażby to okazał, że też sam drugim posłusznym był, a urzędu we wszym słuchał. Żadnemu nie dopuszczą nijakiego rzemiosła jawnie robić, aż się go i od mistrzów pierwej nauczy i sztukę uczyni: jako daleko więcej nie ma być dopuszczono panować tym, którzy tego nie okazali, jeśli też sami byli kiedy dobrze posłuszni? Boć prawdziwie ono powiedziano: kto chce dobrze rozkazować, potrzeba, aby sam wprzód dobrze posłuszny był. . . . . . . .

A tak niech to i wielcy panowie rozmyślają, którzy mnogim ludziom rozkazują, niech się o to pilno starają, aby synowie ich byli dobrze wychowani, aby po sobie jakich nogciów[51] nie zostawowali; niech je zwyczają i czynić czego trzeba, i znaszać ono, bez czego być nie może; złych się wystrzegać a dobre miłować, starsze w uczciwości mieć, równym ludzkie[52] się stawić, a młodszym łaskawie, urzędowi posłusznym być; niechby je tych nauk wyuczyli, któreby je i do wszelakiej ku ludziom skłonności, i do dobrego panowania ćwiczyły, a toby im też niech często na pamięć przywodzili, że żadna nie ma być różność między ojcem, a między dobrym panem. Powiedział jednego czasu u stołu on wielce możny, a sławny mąż Jan Tarnowski, hetman polski—gdy jednego czasu jechał do Włoch przez baworską ziemię[53], chciał zstąpić do domu niektórego szlachcica, aby tam, w drodze się spracowawszy (bo już noc nadchodziła), sobie odpoczynął; który szlachcic, iż natenczas żonę płodem się pracującą miał, a dom (jako to pospolicie bywa) był pełen białych głów, które jej posługowały, prosił hetmana, aby do domu niektórego jego poddanego zstąpił, chcąc mu tam wszytkiego, coby w domu miał, dostatek dać, a gdy na to Tarnowski przyzwolił, szedł on szlachcic do kmiecia swego, a dla uczciwości zdjąwszy czapkę, prosił o nocleg hetmanowi. Było natenczas około hetmana szlachciców polskich niemało, którzy chcąc oglądać, jeśliby w tej gospodzie wczasność mogli mieć, szli byli za onym baworskim szlachcicem; a tak gniewali się i szemrali, powiedając to być rzecz niesłuszną, aby kmieć miał tak być od pana w uczciwości mian, abo proszon, któryby raczej miał być z domu wyrzucon, jeśliby czego panu, gdyby mu rozkazował, odmówił. To Pan Tarnowski z rzeczy powiedział, gdy była zmianka o podatku, który naonczas mało nie na każdy rok na kmiecie wkładano, i o tych ciężarach, które wielkie a rozmaite na nie wkładają; a potym pochwaliwszy onę baworskiego szlachcica ku swemu kmieciowi łaskawą skłonność, rzekł, że nie inaczej mają być rozumiani kmiecie, gdy powinności swej dosyć uczynią i czynsz zapłacą, jedno jako sąsiedzi. O słowa mądrego hetmana godne!

Nie może to być, aby ten wojskom miał umieć dobrze rozkazować, który ludziom sobie poddanym dobrze rozkazować nie umie; a kto się nadyma, rządząc lud podły a prosty, temu nie dostanie serca do rządzenia ludu pysznego a odpornego. A bywa to pospolicie, iż się nie mężnym sercem o wielkie rzeczy kuszą ci, którzy się pysznemi a okrutnemi ludziom podłego stanu stawią. Ale nasze czasy widziały, że Tarnowski i wojnę i ziemskie sprawy jednakim sercem, abo męstwem i jednaką mądrością sprawował; widziały bitwy, dobywania miast i tryumfy; doznały fortelów, któremi pokój wedle przystojności bronion i w całości zachowan być ma, tak, iż nie dziw, że z tak wielkiej cnoty i z tak wielkiej mądrości one słowa pełne układności, skromności i ku ludziom skłonności poszły. Co jeśli ten okrutnością i pychą grzeszy, który zbytniego a bezmiernego panowania nad ludźmi swemi używa, jako by je mieczem wziąwszy, takby z nich szydził mówiąc: mojeć to jest i mienie i wszytko, wieźcie się stąd starzy kmiecie rychło.

Lecz wiele się ich porywa czynić takową krzywdę, za tym mnimaniem, że wszytko ich jest, co dzierżą ich poddani. Ale i ten błąd nie miałby być cierpian. Bo a któryby jeden tylko człowiek mógł zaorywać, abo zarabiać sześćset stajan rolej[54]?. . . . . . . . . . . . . . . .
Bo aczemuby oni, którzy rolą na swą część oddzieloną robią, nie mieli bezpiecznie rzec, że ich własna jest? nie inaczej jedno jako on, który abo z przyzwolenia wszytkich obran panem, abo drugie sobie do pewnej części ziemie przypuścił, aby ją z nim robili, powieda, że to jest jego własne, co mu się dostało. Bo i on nic inszego nie mógł abo od pospólstwa wziąć, abo sam sobie przywłaszczyć nad wszytkiemi, jedno zwierzchność, a panowanie. A iż to tylko pański grunt jest, który mu jest dan za własny, abo który mu się dostał, stąd się pokazuje, że kupując, przedawając, abo zdawając — panowanie tylko od siebie przenosi, a poddanego żadnego rzeczy jego własnych nie bierze, ani brać może. A ten, który od niego władności dostawa, nie kupuje rzeczy kmiecych, ale tę wieś, albo ziemię, którą trzymał ten, co przedał, i samę tylko władność, a przedsię dla tego nic inszego wedle prawa nie może na ludziach wyciągać, jedno czynsz a robotę powinną. . . . . . . .

Jakimże to tedy prawem czynią ci, którzy nie mocą, ani szablą, ale abo przez dziedzictwo, abo przez darowanie, abo kupnym obyczajem dostawszy imienia, źle go używają? Nie uczynił tego Cyrus, perski król, Assyrjanom, a daleko mniej przystoi to chrześcijańskiemu panu czynić nad chrześcijany poddanemi! U Niemców, i bez mała u wszytkich chrześcijan niemasz niewolników. Zakon też Machometów broni tego, aby ktokolwiek tejże wiary w liczbie niewolników miał być poczytan, chyba chrześcijanie, których się oni wiarą brzydzą, służą im niewolniczą służbę. A my, którzy się prawdziwej ku Bogu wiary dzierżymy, nie wstydamy się mieć niewolnikami ludzi tejże wiary, co i my. Nie mówię, żeby kto za jaką sprawiedliwą przyczyną nie miał być w niewolą skazan, jako Noe Chama, syna, dla jego występku w niewolą skazał. Ale mówię o tej zwyczajnej niewoli, której panowie nad poddanemi okrom wszelakiego ich występku używają, odejmując im ziemię a majętność, gdy się jedno spodoba, a — jako się w niektórych powieciech zachowuje — przedawając je, jako bydło. A okrom inszego złego, które się w tym zamyka, i to nie dobrze, iż panowie chcą, aby im to wolno było, kiedy się im spodoba, odjąć kmieciowi rolą, a tego nie chcą, żeby też kmieciowi wolno, gdy mu się spodoba, puścić rolą a iść z niej precz; i owszem, kiedy rzecz idzie o zatrzymanie kmiecia, tak go sobie mocnie przywłaszczyć a zniewolić ze wszytkim chcą, iż i dzieciom jego nie wolno bywa odyść. Pan Bóg stworzyciel wszytkiego świata jest tak dobrotliwy, że wszytkim pożywienia dodawa do sytości, nie tylko bogatym, ale i ubogim. Lecz ci bogacze, żeby temu sadłu i chęci swej dosyć czynili, wszytko sobie śmieją przywłaszczać. Wołają, że ich świat, a wszytkie kmiece majętności za ich wolą i stać mają i nie stać; niepożytecznych też poddanych majętność, chociaby oni nie przyzwalali, wolno pri[55] nam, dawszy co, na swój pożytek obracać — bo tych poddanych wykładają być niepożytecznemi, których majętność może się im na co dobrego zgodzić; rozkoszny zaprawdę wykład. Lecz a jakoż ty tedy sam, o dobry mężu! jesteś pożyteczny rzeczypospolitej, który trochę ziemie wydzierając twemu sąsiadowi, wydzierasz mu z gęby chleb, w ubóstwo go przywodzisz, a prawie krew z niego wyciskasz? A z tego ubogich ludzi dławienia i uciskania, jeśli tak rozumiesz, aby nic złego do rzeczypospolitej nie przychodziło, barzo błądzisz; ale życzyłbym tego onym, którzy takowe role wydzierają, aby uważali u siebie ono karanie, które Achab król podjął dla tego, iż winnicę u Nabota poddanego swego abo kupić, abo przefrymarczyć chciał. Co aczby się mogło zdać za rzecz słuszną (bo kupna i frymarków tak dobre zwyczaje jako i prawa dopuszczają), ale, iż się to nad wolą Nabotową działo, przeto i król nędznie zginął, a żona i dziatki i wszytcy jego radni panowie pobici; o czym i pismo święte w księgach królewskich świadczy, i ja o tym szerzej w księgach, którym tytuł Philaletes, napisałem. . . . . . . . . . . . . . . . . . .


XXIII.

1. O zbytku, który bywa w szatach. 2. W pokarmach i trunkach. 3. A potym o biesiadach i tańcach.

A iż pospolicie ci, którzy się urzędów łakomie dopirają, w wielkich zbytkach żywą, chcąc się tym sposobem zdać okazalszemi, przeto stąd każdy porozumieć może, iż wielka zmaza na dobre obyczaje tym wniesiona jest, gdyż w zbytku i w rozmaitości szat jako wielka jest marność żaden tego dostatecznie wypowiedzieć nie może. — Bo ponieważ szaty dla potrzeby są wynalezione, żeby od zimna i od gorąca broniły, albo ciała człowieczego sromotne części zakrywały, ludzie marnochlubni, abo wedle majętności swych, abo też wedle zacności domu i urzędów, częścią ludziom kwoli, częścią też ku ozdobieniu samych siebie obracają je, a dla ich świetności chcą być za wielkie poczytani, nie bez wielkiej rozsądku płochości: gdyż cześć, tylko cnocie a godności powinną, wełnie przypisować a szaty swoje więcej, niż samych siebie, zdobić chcą. A nie mówięć tego w ten sposób, abych nie miał ganić niedbalstwa abo plugastwa około ubioru. Bo skromny a uczciwy ubiór, abo ochędóstwo dobrego przyrodzenia zda się być znakiem, a szaty ochędożne osobę zdobią i niejako zalecają. Ale zbytniej do ochędóstwa chęci i wszelakiego zbytku ludzie mądrzy nigdy nie chwalili: bo i wiele kosztuje i płoche przyrodzenie, bogactwy się popisujące, wydawa. Jako jeden powiedział: nazbyt się na szaty wysadzasz, nazbyteś nikczemny. Ludzie, rodzajem i majętnościami znaczni, brzydzą się prostemi szatami. Powiedają, że to musi być szlacheckiego stanu ludziom i ich majętnościom pozwolono, aby się strojniej niż pospólstwo ubierali. Lecz i te słowa są serca nadętego; a one nie barzo obyczajnego, gdy kto, udawszy się na zbytnie stroje i na wszelaki zbytek, chce, aby na drugie ustawy skępstwa pisano. To o to stoisz, aby żaden prostego stanu człowiek, chociaby też i jaki poważny, aby jaką godnością ozdobiony, jedno przeto iż nie szlachcic, nie chodził w złotym łańcuchu abo w jakim kosztownym suknie, abo futrze; jeślibyś to czynił dla rzeczypospolitej, to jest dla tego, aby żaden na rzecz niepotrzebną nakładu nie czynił, któryby na rzecz potrzebną chowan być miał, tedybyś sam na się pirwej to prawo ustawił, którybyś się za miłownika, stróża, a obrońcę rzeczypospolitej popisował. A teraz jaka to jest wielka rozpustność, że ty i o tej rzeczy inszym ustawę czynić chcesz, o czym sam na się ustawy żadnej mieć nie chcesz? Gdyż bierzma[56] w oku swym nie widzisz, chcesz aby z oka brata twego pręt wyrzucono? O ostateczna rozpusto! w czym drugiego naprawiasz, w tym sobie dziwnie pobłażasz. Bo a którym ty się prawem bronić możesz, którymby tobie dozwolono złoty łańcuch, adamaszek, askamit, abo złotogłów nosić? Jeśli żadnym, a czemuż okrom ustawy tego używasz? Czemu z waśni chcesz, aby to drugiemu było odjęto, co ty sobie ku poczciwości być rozumiesz? Przecz dla skromnego tych rzeczy używania kładziesz na drugiego winę, okazując w tym nieprzyjaźnego przeciw niemu twego serca chęć, a chcesz, abyś dla twego nieskromnego, a sprośnego bogactw okazowania osobną część przypisowano? O rozsądki popsowane! o osobliwa płochości serca takiego! Zaprawdęć szlachectwo ma być okazowane sprawami, a bogactwa radszej[57] hojnością, niźli okazowaniem złota, abo szatami kosztownemi na wzgardę drugich wymyślonemi: bo wytworne szaty i złote łańcuchy nie tylko należą do rozeznawania szlachcica od prostego człowieka (co pospolicie za przyczynę przywodzą), ale też i wiele złości z sobą ciągną, nie same z siebie, abo z przyrodzenia swego, ale przez nie, jako przez jakie naczynie, wchodzi on podszczuwacz na złości, a ułowiwszy człowieka temi siły, wiedzie go do tego, aby rozpuścił wodze wielkiej chlubie, pysze i nadętości, a zarazem wlepia weń to mnimanie, aby zacność swą w tym zwierzchownym strojeniu pokładał. Leczbym to rad słyszał, co to jest za zacność? Aza ty, kosztowniejszą i wytworniejszą szatę na się wdziawszy, jesteś mędrszy? aza sprawiedliwszy? aza którą cnotą bogatszy i ozdobniejszy? Bo prawdziwa ozdoba cnotą ma być nabywana; a okrom niej ani pomyślić o tym. Zarzucajmy co chcemy, ale mamyli prawdę mówić, kosztowne a rozkoszne szaty i nazbyt wytworne są naczynia pychy. A którzy się w to wdadzą, widzimy, że pospolicie nikczemnieją a ledwie kiedy jakie potrzebne abo pożyteczne myśli przedsię biorą. Różność kształtów i barw u szat a co inszego pokazuje, jedno obyczajów różność i nieustawiczność? I toć też jest nie bez wielkiego dziwu, gdy w jednym domu jedni się ubierają po niemiecku, drudzy po włosku, drudzy po turecku; nie inaczej, jedno jakoby się na różnych a od siebie bardzo dalekich częściach świata porodzili. A to jeszcze dziwniej, iż kto chodziwszy po ranu w kapie włoskiej, tenże zasię w wieczór chodzi w tureckiej fałszurze[58], w kołpaku, w półbótkach czerwonych abo w białych. Pięć lat temu abo sześć jako nasi krótsze szaty niż postronni poczęli nosić, tak, iż nie wstydzą się ukazować onych części ciała, które mają być zakryte. A ponieważ przyrodzenie tak nasze ciało sprawiło, iż niektóre części chciało mieć zakryte, a od oczu ludzkich dalekie, tedyż zaprawdę dłuższy ubiór, abo do kolan się ściągający ma być chwalon, jako wstydu a skromności znak. . . .
Wedle starej przypowieści tak mówią, że u onych niemasz czoła, u których wstyd zagasł. A cóż by to był za człowiek, któryby bez czoła był? . . .

Jedzenia i picia, i zbytnie żarcie nieprzystojne jest człowiekowi, ale najwięcej tym, którzy na sobie osobę urzędu noszą, bo ciało rozmaitemi niemocami zaraża, samego człowieka do statecznych spraw niesposobnego a nakoniec wszetecznym i zuchwałym, a jako bez uzdy konia z drogi błądzącym czyni. Wino zaiste takie ma przyrodzenie, iż ludzi naprzód czyni wesołe, potym, gdy się go więcej napije, dodawa dobrej nadzieje i większego o sobie rozumienia, potym, gdy go jeszcze lepiej nachyli, przydawa ufności, śmiałości do mówienia i czynienia prędkości tak, iż człowiek bywa jakoby sam nie swój, jako on, co w komedji, podpiwszy sobie dobrze, zawołał: wino wygrało, którem pił. Bo dymy, wstępujące do głowy, mieszają wszytko, a człowieka jakoby nieswym a sobą niewładnącym czynią. Wtenczas tajemnice tobie zwierzone łacno się wymkną. Wtenczas się wiele mówi, czegoć potym żal, gdy ksobie przyjdziesz: bo to abo tobie samemu szkodzi, abo drugim a czasem też i przyjaciołom i wszytkiemu powiatowi, abo wszytkiej ziemi. Wtenczas niemasz żadnej różności między przyjacielem i nieprzyjacielem, między żoną i siostrą. Wtenczas płużą[59] zwady, guzy, szarpaniny, ochromienia i takie boje. A nie dziw temu, ponieważ straciwszy rozsądek, utopiwszy rozum, zatoną wszytkie sposobności do uczciwych uczynków a wynurza się ona ślepych i nieukróconych chęci zgraja. Bydlęta nieme przechodzą nas trzeźwością, które więcej, niż trzeba, pić nie umieją. A przeto też więcej tego mamy żałować, iż ta wada w chrześcijańskich rzeczypospolitych tak moc wzięła, że jej uleczyć nielza[60], bo mało nie wszytcy wdali się w pijaństwo — tak panowie, jako pospólstwo, tak duchowni, jako świetcy. . . . . . . . . .

Ale z strony tych obyczajów ludzkich, mało co pomaga, chocia ich z tych wad strofują. A tak jakoby zwątpiwszy o polepszeniu przetnimy to miejsce słowy proroka tak mówiącego: Biada wam, którzy wstawacie rano, abyście szli za pijaństwem; a pijecie aż do wieczora, abyście pałali winem — harfa, będen, piszczałka na biesiadach waszych i t. p. . . . . . . . . . . . .
XXIX. Zgromadzenie wszytkich nauk, a zamknienie pierwszych ksiąg o obyczajach.

Swarom przeto, waśniom i nienawiściom bynajmniej nie trzeba przywykać, lecz cichości, pokoju a zgody pilnować. Każdemu jego cześć ma być wyrządzona; nie trzeba tak rozumieć, żeby on miał sławnym zostać dla tego, że drugiemi gardzi; bo wszyscy miłują i wielce ważą ony, które wiedzą, że też i oni drugie wielce ważą; ale ci, co drugiemi gardzą, pospolicie bywają u wszech w nienawiści. Każdy też w sprawach swoich ma pilnie patrzyć na ten sposób żywota, w którym mieszka; ma go powinności swej dosyć czyniąc zalecać i zdobić, a w cudze się urzędy nie wtrącać. Bo stąd roście pomieszanie stanów, gdy ludzie wdawają się w sprawy sobie nie należące; stądże też i własne powinności swe opuścić muszą, albo je wżdy niedbale sprawują, mając dla cudzych spraw myśl roztargnioną, i sama rzeczpospolita nie dobrze się ma, gdy każdy, nie przestając na swym urzędzie, miesza cudze chciwością górności—nieinaczej jedno jako i ciało byłoby roztargnione, gdyby członki, miejsca swe opuściwszy, przeniosły się na drugich członów miejsce, a w ichby się urząd wdały. A przetoż ludzie dobrzy i pragnienia górności wystrzegać się mają i miłość samego siebie zbytnią z serca swego wykorzeniać. Czego każdy tym łacniej dokaże, czym skromniej o sobie będzie rozumiał, a dary, któremi był obdarzon, częstoby obaczał; a nadtoby i ono uważał że mu więcej do doskonałości żywota nie dostawa, niż dostawa. A przetoż też nikogo sobie lekce ważyć nie trzeba, ale siłami i majętnościami naszemi ludziom, ile możemy, usługować. Nie godzi się nam, którzy się za bracią liczymy, sobie tylko gwoli żyć; ale rzeczy dobrodziejstw ojca naszego między się udzielać, które on różne i różnym dał, aby tą różnością a spólnym udzielaniem powinowactwo braterstwa między nami zachowano było. Kto tedy jest bogaty, niech się szczodrobliwością ukazuje być ubogiego bratem; kto jest rozumem i mądrością obdarzon, niech nauki swej i rady użycza potrzebnym; kto szlachectwem abo możnością wiele może, niech zwierzchność i możność swą obraca na bronienie niewinnych a pokornych. Bo się zda, jakoby wszelaką ludzkość zwlekli z siebie i prawo braterstwa porzucali oni, którzy bogatemi będąc, sobie tylko bogaci są, którzy uczeni i mądrzy, sobie tylko nauką i mądrością swoją obmyślają. Bo prawdziwa ludzkość i braterstwo udzielaniem wszech rzeczy ludziom zawiera się, albo na rozpominaniu i użaleniu tych przygód, którym wszyscy poddani jesteśmy. Zaprawdę nie jest godzien w przygodzie swej miłosierdzia drugich, który nad nędznemi nie ma zmiłowania; nie godzien jest pomocy ludzkiej, który w niebezpieczeństwie będącym ratunku nie dawa, kto zamyka uszy przed proszącemi a drzwi przed potrzebnemi. A tak ustawicznie trzeba się o to starać, abychmy, ile możemy, drugim dobrze czynili, abyśmy się ludźmi nie brzydzili ani niemi gardzili; abyśmy składali nadętość, a nic pysznego nie czynili, nic hardzie, nic okrutnie. Bo te wady z siebie wygnawszy, choć różne są majętności ludzkie, przedsię równość umysłów będzie zachowana, która jest najpotrzebniejsza do zachowania pokoju i zgody. Którzy tej równości zachować nie chcą, naprzód jawnie dawają znać, że nie chcą mieć spólnego ojca z temi, których za bracią mieć nie chcą. Bo to być nie może, aby ten w powinności braterskiej nie miał chcieć zostać z tym, z którym się do jednego ojca przyznawa. Potym też sami sobie stawają się proroki, że ktemu przyjdzie, iż którzy nie chcą być z drugiemi równo, ci bywają poniżeni. Bo to wyrokiem Syna Bożego jest postanowiono, aby, kto się powyższa, był uniżon, a kto się uniża, był powyższon. To mamy dobrze znać i głęboko do serca pokładać, a jako boskie rozkazanie rozpominać i do tego wszytkie nasze sprawy obracać. A przeto nikim gardzić nie mamy, każdego dobrą chęcią i powinnościami zawżdy naszemi uszanować, szczęśliwe i przeciwne rzeczy znaszać, rady uczciwej a z cnotą złączonej zawżdy się trzymać, a powodzenia od Boga wszechmogącego prosić i czekać, przed którego stolicą stanąć, a jemu liczbę ze wszytkich naszych spraw, mów i myśli dać pewnie musimy. A to niechaj będzie dosyć o obyczajach; które acz wszem ludziom należą, ale najwięcej tym, którzy na urzędziech są — nie iżbym o tym więcej mówić nie mógł (gdyż szeroki plac ku mówieniu, i filozofowie o tym bardzo szeroce pisali), alem ja tylko o onych rzeczach był umyślił rozmówić, które się najwięcej przed oczyma ludzkiemi wiercą.

Których dochodząc, chocia doszedłem, chociam też nie doszedł, mam tę nadzieję, że ludzie dobrzy pracy mojej ganić nie będą, jako tego, którybym rzeczypospolitej rad pomógł, a stąd żadnego pożytku sobie nie naganiam. Przeto drugie rzeczy odprawujmy.

KSIĘGI WTÓRE.

O PRAWACH,

to jest: o ustawach statutowych.


I. Prawa lub statuty dla złych ustawione.

Jako wiele na dobrych obyczajach należy, a jako i pospolite i każdgo z osobna rzeczy niemi się zawierają, a bez nich ani lud pospolity posłuszny być może, ani przełożeni dobrze rozkazować mogą: w pierwszych księgach dosyć dostatecznie, ile się nam zda, ukazaliśmy. Teraz zaś o ustawach, wedle których by sądy odprawowano, napisać umyśliliśmy. Lecz ono źrzetelna[61] rzecz jest, iż gdyby stateczne wychowanie, wstyd, dobroć, cnotliwe a święte obyczaje w której rzeczypospolitej moc miały: tedyby tam statutów lub praw nie trzeba: bo ustaw nie piszą ludziom dobrym, którzyby z skromności a z obyczaju nie z bojaźni posłuszni są poczciwości. Lecz taka jest w ludziach przewrotność, niewstydliwość i źle czynienia swowolność, iż trzeba bardzo twardych praw, któremiby rostącemu[62] złemu zabiegano, wylewającej z brzegów swejwoli zapory zakładano a na wynurzające się zuchwalstwo wędzidła kładziono. A ponieważ tak jest, tedyć i to zatym iść musi, że mnóstwo a srogość praw w każdej rzeczypospolitej jest wielkim znakiem złego wychowania ludzkiego, nieszczęśliwego przyrodzenia i złości ustawicznie rostącej[62]; którym gdy urząd zabieżeć chce, musi z większą pilnością prawa stanowić i kaźni[63] nie po chwili, czym dalej, większe zaostrzać. Mówmy przeto, jakie mają być prawa i co z nich za pożytek.


II. Prawa a obyczajów różność. Prawa bardzo są ważne dla przyczyny, przez które postanowione, a wszakoż i dla zwierzchności urzędu.
Praw i obyczajów zda się być tenże sposób, bo prawa rozkazują mieć dobre obyczaje, a złych zabraniają. Ale do praw przydane bywają zapłaty i karania, aby niemi ludzie bywali zatrzymowani w powinności ich, którzy z dobrej woli swej mało baczenia mają na dobre a słuszne rzeczy. Są tedy obyczaje jakoby źródła a początki, z których prawa ciec i płynąć mają. Lecz te prawa mają się na jakiej przyczynie sadzić, bo o niej tak wszyscy rozumieją, że jest duszą praw albo ustaw. Przez tę obyczajni ludzie od grzeszenia bywają odstraszeni i w powiności zatrzymani więcej, niż karaniem albo jakiemi zapłatami. A to jest najprzedniejsza powinność praw, aby nie tylko kaźni 1) okazowały grzeszącemu, ale by też to w ludzi wmawiały, że się nie godzi grzeszyć. Co jeśliże których praw żadna się przyczyna pokazować nie może (bo wiele rzeczy przyczyny zakryte są, a niektóre zgoła przyczyn nie mają), wszakże tak trzeba czynić, żeby rozumowi nie były przeciwne, a takowe tylko dla zwierzchności urzędu mają być ważne. Lecz, ile być może, trzeba się o to starać, aby nietylko zwierzchność urzędu, ale też przyczyna, jeśli nie potrzebna, tedy wżdy taka, któraby się pochwalić mogła, zacności praw broniła i onę zdobiła. Bo dla tego rozum z łaski Bożej jest ludziom dan, aby był wodzem i mistrzem życia ludzkiego i wszytkich spraw; a którzy go na stronę zarzucają, ci niegodni, aby je ludźmi zwano, bo to zarzucają, czym człowiek drugie zwierzęta przechodzi. A jako promieńmi 2) słonecznemi wszytko bywa oświecono, a szpetne rzeczy od pięknych bywają rozeznane: tak rozum rady ludzkie, powieść i wszytkie sprawy, jeśli są uczciwe albo sprosne, bywają doznane.
III.

1. Praw ten ma byc warunek, aby wszytko ku uczciwości a pospolitemu pożytkowi stanowiono tak, aby jednakie zapłaty cnotom a zasię też jednakie karania złościom ustanowione były. 2. A żadne wolności nie mają być tak wielce ważone, aby kto broniąc się niemi miał karania uchodzić, abo niejednakość karania odnosić. Bo prawdziwa wolność należy w powściąganiu złych myśli i występków, nie w swowolności brojenia, co się komu podoba, ani w lekcejszym karaniu występnych. 3. Jeśliże dla jednakiego występku różność karania ma być zachowana, tedy ma być obracana nie na rozpuszczenie wodze złościom, ale na hamowanie. A przetoż mocarze, szlachta i osoby na urzędziech będące mają być ciężej karani, niźli ubóstwo, chłopstwo i ludzie od urzędów wolni; a jeszcze ciężej ci, którzy przeciwko urzędowi grzeszą, niźli ci, którzy przeciwko prostym osobom.

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Jakoż tedy to prawo może być chwalone, które niejednako wszytkiej rzeczypospolitej jest pożyteczne, które jednakie cnoty niejednakiemi zapłatami nagradza; ani tejże złości, której się różni jednako dopuszczają, nie jednakim karaniem karze, ale jednym, nazbyt folgując, rozpuszcza wodze do występków, a na drugie srogie karanie stanowiąc, odejmuje im moc bronić się od krzywdy? Bo mówię (dając na przykład) o prawie, którym na jedne bardzo srogie, a na drugie bardzo lekkie karanie za mężobójstwo jest postanowione. Ale co o jednym prawie rzeczono, to się i o drugich im podobnych niechaj rozumie. Trafiło się w niektórym powiecie, iż dwa człowieki[64], jeden prostego stanu a drugi szlacheckiego, oba bogaci i rolej[65] mieli dosyć, ci srodze zranili jednego człowieka, acz nie tak bogatego, jako sami, ale przedsię[66] szlachcica. Onego ranionego wzięto do balwierza[67], ale iż niektóre rany były w nim śmiertelne, przeto w miesiąc abo we dwa umarł. Ci, którzy go z strony powinności przyjacielskiej nawiedzali, abo też i ci, którzy na oglądanie ran od urzędu przysłani byli, pytali, któremuby z onych dwu, co go bili, większą w tym winę dawał? Odpowiedział, że szlachcic swaru bitwy początkiem był, ale bijąc, oba mu zarówno byli ciężcy, iż zgoła nie wiedział, od ktorego z nich szkodliwsze rany podjął. Tedy oni pytając dokuczali mówiąc, iż o rany oba oni, co bili, mają być karani, ale jeśli z tych ran śmierć przyszła, tedy jeden z nich tylko o głowę ma być obwinion, bo dwa o jedno zamordowanie wedle naszych praw nie mogą być na gardle karani. Na to on raniony odpowiedział, że o swym zdrowiu zwątpił, ale na sumieniu swym, które w rychle ma sądu Bożego doznać, nie może tego u siebie pewnie postanowić, na którego by wina o morderstwo kładziona być miała, gdyż od tych ran, które oba jednako zadali, schodzi z tego świata. Skoro tedy on ranny umarł, wnet poczęto szukać onego prostego stanu człowieka, a gdy postawion przed sędzią, winę mu dano, a potym go ścięto. Bo statut jest, iż człowiek prostego stanu, jeśliby szlachcica (któryby przyczyny z siebie najścia nie dał) zabił, albo ochromił[68], albo srodze ranił, da gardło. To tedy jest karanie, które prostego stanu mężobójca za występek już podjął—lecz on szlachcic jeszcze żyw i mieszka między ludźmi; powiedają, że z osiadłości ma być do sędziego pozwan, a wedle postępku prawa polskiego albo za rany albo za głowę pieniężną winą ma być karan. Izali dla Boga! ta sprawa nie jest takowa, która dwu rzeczypospolitych potrzebuje dla tych dwojga rodzajów ludzi, a tak daleko od siebie oddalonych, iż z jednej do drugiej przystęp żadny nie może być, że też jedna od drugiej pomocy nie potrzebuje tak, że się ich obywatele między sobą ani pojmują, ani się znają; naostatek że też ani wody, ani powietrza, ani słońca nie mają wspólnego? Bo to, co jest u nas w obyczaju, iż oboje ludzie, mieszkające w jednej rzeczypospolitej, dla jednej przyczyny jedne ścinają a drugim folgują, aza nie poszło na dziw? Nie trzeba w tej rzeczypospolitej, w której takie prawa panują, spodziewać onego końca, ku któremu ludzkie zgromadzenia bywają: aby wszyscy obywatele spokojnie a szczęśliwie żyć mogli; w której tenże jest żywota twego i śmierci twej pan, a ty bojąc się śmierci, musisz szkody i sromoty albo łajanie od niego cierpieć; w tejże rzeczypospolitej jemu jest żart a jakoby igrzysko zabić ciebie, a tobie to za główny występek poczytają, jeśli go zabijesz albo ranisz. Aleśmy o tym indzie mówili i jeszcze będziemy. . . . .

Któż tedy nie baczy, że ta wolność z wielką ludu prostego, a niemężnego niewolą jest złączona? Lecz i niewola i wolność zbytnia przemierzła jest; jako zaś oboja rzecz mierna do długości trwała jest i do mniemania u ludzi bardzo dobra: tę sprawę dawają historykowie, iż jako perskie panowanie dla niewoli, tak ateńskie dla zbytnej wolności zaginęło. U nas pospolity człowiek niewolstwem nad miarę jest uciężon, a szlachta zasię nazbyt z wielkiej wolności buja. Czegoż się tedy dobrego mamy spodziewać z tego rzeczy sobie bardzo przeciwnych używania albo przywłaszczania? Niech u siebie rozważy każdy, kto chce, obyczaje tych ludzi, u których w sercu przywileje i tytuły świebody[69] moc wzięły. Wiele ich, którzy z nienawiści ludzi, a drudzy z przyrodzonej okrutności, niektórzy acz z przyrodzenia dobrzy i skromni, ale towarzystwem złych ludzi zarażeni, wiele złego wyrządzają ludziom podlejszego stanu, cnocie ich jawnie zajźrąc, a sprawy ich dobrze uczynione niepobożnie sromocąc i szpecąc. A o onych co mam mówić, którzy swowolnie mężobójstwa broją—atoli od tego artykułu są pobudzeni, który i krzywdy i mężobójstwa lekuczko karząc, przekłada bogate nad ubogie, szlachtę nad miejski i chłopski stan, to jest: ludzi nad psy, jako więc pospolicie tej wolności obronicielowie i rozumieją i mawiają? Ile tedy jest szlachciców, tyle jest nad podlejszym stanem królów, i owszem, ile możniejszych, tyle nad chudzinami królów. Bo żaden król i owszem żaden tyran mie może mieć większej mocy, jedno nad żywotem i śmiercią czyją; która moc iż przez nasze prawa jest zawikłale dana możniejszym, tedy to na inszym miejscu szerzej okażemy. Nic tedy nie jest rzeczypospolitej szkodliwszego, jako praw a karania różność wedle różności występujących. Bo jednym a jednakim głosem prawo ma do wszytkich mówić, jednym a jednakim panowaniem ma wszytkim panować tak w rozkazowaniu jako w zabranianiu, jednym a jednakim sposobem o pożytkach i o trudnościach i krzywdach wszytkich wobec stanowić i radzić trzeba. A którzy takim prawom służą, ci za prawdziwie wolne mają być rozumiani, jako on, który, aby długo mógł być wolnym, pragnął tego, aby był niewolnikiem praw. . . . . . . . .
A przeto jeśliżeby jaką różność karania stanowić miano, tedyby więcej ci mieli być karani, którzy są na wysokich urzędziech[70], niż podlejszego stanu ludzie; srożej bogaci, niż ubodzy, srożej szlachcicy[71], niźli miejskiego albo chłopskiego stanu, srożej ci, co są na urzędziech[72], niźli ci, co bez urzędu — bo oni będąc i rozumem i bogactwy od Boga lepiej obdarzeni więcej przyczyn mają, które je od występków odwodzą, a przeto ich występek cięższy jest. . . . . . . . . . . . .


X.

Prawa o krzywdach, które bywają uczynione słowy albo rzeczą. 1. Starać się o to trzeba, aby drobnego stanu ludzie, im najwięcej może być, bezpieczni byli od krzywd, a iżby każdemu wolno było skarżyć na tych, którzy komu krzywdę uczynili. 2. Prawa mają być opisane przeciwko tym, co łają, sromocą i biją. 3. Przeciwko gwałtownikom, cudzołożnikom i złodziejom. 4. Także przeciwko mężobójcom. 5. Przeciwko onym, co przeciwko majestatowi występują. 6. Na lichwiarze i urzędy łapające.

O krzywdach też ma być uczyniono postanowienie o tych, które i słowy i rzeczą bywają czynione; bo wszytkie wedle sposobu występku, albo występujących, szkodami, sromotami, więzieniem, wywołaniem z ziemie[73], niewolstwem albo śmiercią mają być karane.

A o tym ma być pilne staranie, aby podłego stanu ludzie od krzywd co najwięcej byli bezpieczni. Wiele szlachty i bogatych osób lecą do czynienia krzywd ludziom podłym i ubogim. Ci, jeśliby je winą pieniężną karano, nic się nie polepszają; przeto niechby abo na długi czas więzieniem, albo jaką zelżywością karani byli. Niech żaden nie ma za to, aby który człowiek, by najuboższy, miał być taki, żeby krzywdę nie zemszczoną a nie skaraną miał skromnie znosić — co acz na czas taić musi, wszakże się trzeba obawiać, aby się ona waśń zastarzała kiedykolwiek ku szkodzie rzeczypospolitej nie wywarła, zwłaszcza iż wszytek ten ubogich ludzi naród dla wzgardy swej a niekarności baczy to, że jest na krzywdy wystawiony. A przeto trzeba o tym radzić, jakoby dla niekarnych krzywd waśń a gniew ubogich ludzi nie rósł a nie zastarzywał się, a ktemu, aby czym kto bogatszy albo zacniejszy jest, tym sroższemi, albo wżdy sprawiedliwszemi, a powinnemi kaźniami[74] od czynienia krzywd był odstraszon. . . . . . . . . . . . . . .
Ale między wszytkiemi rzeczami najwięcej godzi się, aby my, którzy jesteśmy niebieską nauką napojeni, rozmyślaliśmy w sercu przykazanie mistrza naszego, które nam rozkazuje, abyśmy drugim tego nie czynili, czego nie chcemy, aby nam czyniono. Tak się tedy drugim zachowajmy, jako chcemy, żeby się też i oni nam zachowali. Jeślić się zda ciężka rzecz cierpieć od drugiego krzywdę, a ten, który ją uczynił, zda się być złośliwym: toż też i o sobie rozumiej, że i ty, jeślibyś komu kiedy krzywdę uczynił, jesteś i złośliwy i godzien, abyś karanie za to odniósł. To przykazanie, jeśli się głęboko wkorzeni w serca nasze, może nas odstraszać od czynienia krzywd.
Sromocenia, któremi wszytek stan którykolwiek sromocon bywa, cięższe bywają, niż które się dzieją prywatom[75]; które jeśli będą napisane, tedy mają być za sromotne książki poczytane, jako onych, którzy niedawno pióro nie w inkauście[76], ale w jadowitej truciźnie maczając, jawnie napisali, że chłopska krew nigdy nie jest życzliwą szlachcie. Niech przeto tego statutem zabronią i przeciw wszelakiemu sromoceniu, łajaniu, zbiciu, osieczeniu i wszelakiemu oszpeceniu, cobykolwiek gwałt czyjemu żywotowi przynosiło, niech na to będą artykuły spisane.
Każdy gwałt niesłuszny tak rzeczom jako osobom, którym wyrządzony, nie wiem, jeśliby inszym karaniem sprawiedliwszym, niż gardłem mógł być skarany. Cudzołostwa, złodziejstwa, krzywoprzysięstwa takie są występki, o których każdy rozumieć musi, że srogiego karania godne; wszakże zwykłe karanie za złodziejstwa zda się być niejako umiarkowania godne, aby ci, co małą rzecz ukradną, nie byli na gardle karani. Wedle starodawnych rzymskich praw jawne złodzieje karano nagrodzeniem we czwórnasób, a niejawne w dwójnasób; zaś boskie prawa wedle różności rzeczy ukradzionych jedne złodzieje wracaniem w pięciornasób, drugie we czwórnasób, a insze we dwa karały. Którzy nie mieli czym płacić, te albo w niewolę dawano onym, u których co wzięli, albo onym bywali zaprzedani, którzy z takich handlów umieją czynić pożytek. Aleby kto rzekł, że to była rzecz okrucieństwa pełna ludźmi handlować. Prawda jest, ale też to nie mniejsza — o rzeczy doczesne gardło człowiekowi wziąć. Lecz prawo Boże jasny wyrok czyni: Jeśli złodziej nie ma czym oddać, niechaj będzie przedan. Bo tym sposobem szkoda bywała nagradzana albo oddaniem w dwójnasób, albo daniem w niewolę albo zaprzedaniem złodzieja. A dziś i temu się nic nie wróci, komu co wezmą, i złodziejów przedsię nie mniej niż przedtym bywało. A przedsię i rzeczypospolita pożytków zbywa, któreby tu z tych na na śmierć skazanych być mogły abo na wojnach, abo na domowych robotach; i złodzieje przedsię nic się nie polepszywszy wnet bywają wieszani — a podobnoby się polepszyli, kiedyby im żywota przedłużono Teraz po wszytkim chrześcijaństwie złodzieje szubienicą karzą, które karanie iż Fryderyk III[77], rzymski cesarz, naprzód wymyślił, pewną sprawę mamy, a potym je przodkowie nasi w tej rzeczypospolitej wzięli w obyczaj. Ale to zaprawdę dziwna, iż oni — którzy zaniedbawszy pożytku, który albo z zapłaty albo z przysądzenia złodzieja im przychodził, na główne karanie pozwolili — ciż zasię odrzuciwszy na stronę artykuł przeciw mężobójcom, aby gardłem karani byli, mogli się do tego nakłonić, aby z zabijania przyjaciół swoich czynili sobie pożytek, jakoby tego mniemania byli, że więcej mają być ważone rzeczy doczesne, niż zdrowie ludzkie, a więcej im ginęło kradzeniem rzeczy, niźli zabijaniem przyjaciół.
A iż gardłem karać mężobójstwo jest najprzystojniejsza i zgadza się z boskim, ludzkim i przyrodzonym prawem: okazałem to ja cztermi oracjami wydanemi; tamże zarazem okazałem różność karania wedle różności przyczyn mężobójstwa.

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

O! jako wiele jest ludzi pobitych za naszej pamięci w domu i na ulicach, w mieście i na polu, na świętych i nieświętych miejscach! A któryż był z tych morderców, któryby się nie wymknął z tego siedzenia dorocznego? Lecz niech tak będzie, żeby był jeden między tak wielem set ich, który wysiedział rok na dnie w plugawstwach w wieży — jakąż potym śmiercią on umarł? Aza dla tej polskiej kaźni dostatecznego podjęcia był wolen od karania mężobójcom od Boga postanowionego? Takci się zda, jeśliby to więzienie sroższe było, niż na gardle karanie. A nuż i sam zabit aza się nie dawa znać by jakim z nieba znakiem państwu sarmatskiemu, że nie stoją te więzienia za za występek mężobójcy? Azaż nie sprawiedliwsza rzecz była, aby urząd tego (którego między tak wielem set powiedziałem być jednego) skarał karaniem prawu Bożemu przystojnym, niźli aby miał przyjść w ręce zabójcy, którego też samego że toż nieszczęście czeka, Bóg sam powiedział? Niebądźmyż przeto mędrsi, niźli on Bóg, który oną mądrością, którą stworzył wszytkie rzeczy, tąż je w całości zachować chce. Ale nuż teraz: niech to doroczne siedzenie będzie sroższe, niż karanie na gardle, ale to za głowę szlachecką — a za głowę chłopską co? Bo ta tylko pieniądzmi bywa pomszczona, a daleko mniejszemi, niż głowa szlachecka, tak, iż chociaby się w nagrodzie szlacheckiej głowy zdało być co słusznego, ale w nagrodzie głowy chłopskiej jest wielka nieprawość. A przeto i nierównością i zaniechaniem więzienia dzieje się wielka różność około szacowania głów ludzkich. Lecz Bóg sam, ustawując mężobójcom na gardle karanie, zarazem i przyczynę przydał, mowiąc: Bo na wyobrażenie Boże jest człowiek uczynion, a przeto kto krew ludzką przeleje, tego też krew musi być przelana. Cóż przeto, aza ludzie pospolici nie na wyobrażenie Boże stworzeni są, których gardło mniejszą sumą pieniędzy płacą? Niech by dosyć było prostym na tym, że chociaby cnotliwi i dobremi naukami ozdobieni byli, aby nie mogli trzymać przedniejszych urzędów, niechby na tym dosyć, że tę lekkość[78] cierpią; niechaj im nie będzie przydana ta wielka a ze wszech najsroższa nędza, aby ich gardła tą trochą pieniędzy były płacone. Zaprawdęć rzeczpospolita sama tylko szlachtą kwitnąć nie może, bo a któż będzie dodawał żywności i nam i bydłu, jeśli żadnego oracza nie będzie? Któż nam dodawać będzie odzienia i ubioru, jeśli nie będzie rzemieślników? Któż rzeczy potrzebne będzie przywoził, jeśli żadnego kupca nie będzie? Któż naostatek będzie szlachcicem, jeśli żadnego chłopa nie będzie? Cóż to tedy złego za okrutność jest, iż, bez których się posługi obejść nie możemy, tych gardło tak lekce ważymy! Ale i wyżej zganiłem różność karania za tenże występek od różnych uczyniony. . . . .
Wiele ich jest, którzy częścią słowy, częścią też inszym sposobem obrażają pana i rzeczpospolitę — co zowią obrażeniem majestatu; o tym przeto muszę nieco powiedzieć. A wiele się za naszego czasu o tym i u prawa i w senacie mieszało, o czym przodkowie nasi (jako powiadają) nie słychali; przeto trzeba o tym co pewnego postanowić; jakoby to miało być ograniczono i jakim karaniem ma być karano? Teodosius, cesarz, tych, co o nim źle mówili, nie tylko nie poczytywał za obrażające majestat jego, aby za to co przykrego albo złego cierpieć mieli; i owszem, jeśli go kto z płochości łajał, tego on sobie nie miał nizacz[79], a jeśli z jakiej krzywdy, tedy to odpuszczał. Cesarskie zaprawdę i majestatu pełne zdanie, którym się dawa znać, że ludzie w wielkich dostojnościach będący wiele krzywd mają przebaczać a wiela ludzi wiele złorzeczenia skromnie znosić — jako o Aleksandrze Macedońskim powiedają, że mówił: Królewska to rzecz, gdy co dobrze uczynisz, łajanie odnieść. Bo to nie przynosi zwierzchnemu panu ani rzeczypospolitej pożytku, gdyby lud pospolity i przedniejsi panowie zwyczaili się nie mówić ani rozumieć, jedno coby się ich panu podobało. Zwierzętamiby niememi taki niech rządził, nie ludźmi rozumnemi, ktoby chciał, aby się poddani jego do tego zwyczaili. Jeśliś pan, albo to uczynisz, co tobie nie przystoi, albo tego, co na twój urząd należy, zaniedbawasz: winujże się sam, jeśli wedle tego, jakoś zasłużył, ludzie o tobie mówią. Jeśli się w urzędzie swym nie potykasz i z strony żywota twego nie występujesz, a przedsię nie inaczej o tobie mówią, jedno jako gdybyś wiele wystąpił; a wszakże wspaniałego męża rzecz jest a prawie królewskiego serca, jako on mówi, źle słynąć, gdy dobrze uczynisz; a za nic nie mając mów pospólstwa, o wszelakiej wielmożności i godności, że w męstwie a zacnych sprawach zależą, rozumieć. A tak jeśli na wyrok Teodozjuszów zezwolić chcemy, zaiste nie każdy występek, którego się przeciwko panu dopuszczają, nie każde słowo, nie każdy uczynek będzie występkiem przeciw majestatowi. Aleksander też cesarz, widząc, że mało co wyższych czasów przed nim wiele ludzi dla leda podejrzenia jakoby przeciw majestatowi występne karano: wolniejsze prawo na ten występek uczynił, a nie chciał, żeby się tak szeroko, jak przedtym, ściągało, i wiele rzeczy które takowaym występkiem zwano, rozwiązał, chcąc, aby za jego wieku więcej nie były. A tak i my nie mamy się tego dopuszczać, abyśmy mieli przyczyny tego występku rozszerzać; gdyż oni sami, od którycheśmy tego występku kształt wzięli, skrócili go a lżejszym uczynili. Wiele o tym Herennius i Modestinus[80] uczą. Bo i na osobę trzeba mieć wzgląd: czy to mogła uczynić i, jeśli co przedtym takiego uczyniła, czy była zupełnego rozumu? a nie już, jeśli się język w czym skiełznie, karać; o których rzeczach i o wielu inszych tym podobnych w prawach rzymskich jest napisano. Lecz my wypiszmy pierwej, co to jest majestat, żebyśmy dobrze rozsądzili, komu obrażenie majestatu zadane być może. Majestat tedy jest wielmożność a dostojność rzeczypospolitej i królewska i tych, którzy słusznie a przystojnie rzecząpospolitą rządzą, pochodząca z mniemania zacności, a zależąca w sądziech i władzy rozkazowania. Bo wszelka urzędu dostojność do tego się ciągnie, aby prawem a rozkazowaniem rzecząpospolitą rządził. Kto tedy oną zwierzchność miesza albo sądy gwałci, a kto albo przeszkadza albo obejmuje urzędowi możność czynienia, co na jego powinności należy: ten, iż to przeciwko rzeczypospolitej czyni, niech będzie za występnego przeciw majestatowi osądzon. Krótko mówiąc, ten mi się zda być winien obrażenia majestatu, kto przeciwko panu, albo przeciwko urzędowi, albo rzeczypospolitej, albo przeciwko temu, któremu część jaka rzeczypospolitej poruczona jest, uczynił co złą zdradą, zamieszaniem, zaburzeniem jawnym i jakkolwiek nieprzyjacielsko, abo co takiego dumał, skądby teraźniejszego rzeczypospolitej postanowienia albo zwątlenie, albo nachylenie, albo ku gorszemu odmiana urość mogła. Ale to z praw rzymskich łacniej poznać może, które skazują, że karanie takiego występku od tego, któryby nieprzyjacielskie serce przeciwko rzeczypospolitej albo przeciwko królowi wziął, też do dzieci i potomków, chociaby nic takiego nie zasłużyli, ma się ściągać tak, że i dziedzictwa na nie spadać nie mają. To niech będzie dosyć o majestacie.
Lecz i owo znamienite są krzywdy, któremi lichwiarze, łakomi, a urzędów łapacze rzeczpospolitą trapią. Starodawni Rzymianie srodzej karali lichwiarza, niżli złodzieja, a ustawili byli to prawo, aby złodzieja wróceniem we dwójnasób, a lichwiarza we czwór karano. Prawa też papieskie rozkazują, aby jego testament nic nie ważył, jeśli pierwej nie wróci lichwy niesłusznie wziętej. Tym tedy rzeczom prawem ma być zabiegano, a zbytnie i przymnażanie bogactw i łapania urzędów pożądliwości mają być hamowane. Co się łacno sprawi, jeśliby łapacze urzędów przyganą jaką karano, i bogactwa gdyby w mniejszej wadze były. Bo widzimy, jako w wielkiej uczciwości są bogacze: tym większą mądrość przypisują i męstwo, tym pierwsze miejsca wszyscy dawają i nic nie mówią, nic nie czynią, czegoby wnetże pospolicie nie wysławiano. I takci oni stopniami swemi złotemi i srebrnemi czelniejszych urzędów dostępować chcą, do których jeśli im dopuszczą przystąpić, to się wnet kosztownym obiciem, drogą szatą, srebrem, złotem i mnostwem domowników, to jest: skutkami bogactw, ponieważ sprawami dowcipu i nauki nie mogą, popisują. Zaprawdę, gdzie taka chęć albo nabywania, albo okazowania bogactw: mężnych i leniwych, dow nych i nikczemnych różność zginąć musi. Pożądanie też urzędów i dostojności zganione jest wyzej. A przetoż i to prawem ma być zabroniono, i wszyscy do skromnego a miernego życia karności mają być przyciągnieni.

XIV. Prawa o postępkach i dowodziech[81] prawnych i dylacjach i dniach prawu należących.
. . . . . . . . . . . . . . . . . .

Naszedł kto twój dom, zabił ojca twego, brata albo syna, a ten złoczyńca jest szlacheckiego stanu, bogaty, u ludzi ma łaskę: pozowiesz go, naznaczy mu sędzia rok — a odkładają go dla wielu przyczyn, i za długi czas nie sądzą. A on przez ten czas, zbroiwszy zły uczynek, chodzi gdzie chce, sługi i życzliwe towarzysze sobie jedna, a przeciwko tobie tak się sprawuje, iż krzywo na cię patrzy łając i grożąc tobie, chcąc cię chodem i wszytką postawą ustraszyć a serce twe zwątlić. Zważdy miecz prży boku, łotrowców na to najętych mając około siebie dosyć, chodzi z siekierkami, z mieczmi[82] i strzałami; z niemi do sądu chodzi i na biesiady i do kościoła. Jeśli z tobą na jednym miejscu jest, wyższego się miejsca przed tobą domaga. Jeśli jedną drogą z tobą idzie, chce cię mnóstwem służebników swoich przechodzić. Jeśli się z tobą na drodze spotka, tedy albo z drogi zstąpić albo z nim o żywot ręką czynić musisz. Cóż tedy wolisz, czy aby ten złoczyńca tak się wolno wałęsał a zawżdy nad głową twą wisiał, czyli radniej aby z więzienia wyszedszy sprawował się? Ale rzeczesz, że tę wolność ma szlachecki stan, a ty też dla tego to cierpisz, żebyś też i sam, jeślibyś się czego takiego dopuścił, z takiej wolności weselić się mógł. A wierę[83] — a skądże ta cierpliwość i ta przyczyna tej znamienitej wolności, której i złoczyńca teraz używa, i ty napotym używać się jej spodziewasz? Lecz z wami, którzy jednej chęci jesteście, nielza o tym i dowodnie mówić, którzy nienawistne a niebezpieczności pełne rzeczy cierpliwie znosicie przeto, że się też sami w tym być spodziewacie. Ale znosicie częstokroć z wielkim waszym złem — bo widzi on Bóg złościwej tej cierpliwości waszej złościwe przyczyny; a przetoż w te doły pierwej was wtrącą, niźlibyście wy drugie w nie wtrącić mogli. O nędzny stanie rzeczypospolitej naszej! w której i ci, co uczynili krzywdę, i ci, co ją odnieśli, i ci, co od niej są daleko, tęż jednaką niekarność odnoszą albo w nadzieję sprośnego pożytku, albo dla tej bardzo nieprzystojnej wolności; i to swowoleństwo cierpią, za którym niebezpieczności, nędze i zabijania sprośne idą. Lecz wy, którzy i zdrowie ojczyzny najwięcej miłujecie i prawdziwej wolności sposób wiecie, obaczcie to ze mną, co to ma do tego, zbroiwszy mężobójstwo, chlubić się szlachectwem i wielką majętnością? Niech mają miejsce majętności twoje, gdy idzie o granice albo o dochodzenie której rzeczy — ale co one mają do bicia, do ran, co ochromienia, do zamordowania, któregoś się ty dopuścił? A chociabyś też i najmniej winien nie był, wszakże nieprawie nie słuszna rzecz będzie, niewinnego do czasu pókiby się o tym dowiedziano, poimawszy potrzymać, niźli winnego z rąk upuścić albo nieskaranemu dać gdzie chce, chodzić; a toby rzeczypospolitej niech było odpuszczono, w której się wszytkie rzeczy ludzi urzędów nie mających zamykają. Bo co niektórzy powiedają, iż cnocie szlacheckiej ma być tak wiele pozwolono, aby im wierzono, że oni okrom[84] pojmania stawią się do sądu a wszytkiemu, co prawo najdzie, dostoją: ale iż się to inaczej znajduje, zwykłemi obyczajami może się pokazać. Bo ta od tarasu[85] wolność nie szlachetności rodzaju, ale majętnościom bywa wyrządzana; gdyż chociaby się kto szlachcicem urodził, a nie ma osiadłości, imają go, gdy mu o złoczyństwo winę dadzą; a który ma osiadłość jaką, nie bywa pojman, chocia ona majętność za to, aby z niej rzecz, o którą gra idzie, mogła być nagrodzona. A dziwna rzecz jest, że oni, którzy to prawem obwarowali, aby żaden szlachcic osiadły nie był iman, że też tego nie obwarowali, aby było baczenie na majętność, jeśli się z niej może nagrodzić szkoda, o którą winę dawają. A tak należy to rzeczypospolitej, aby wszyscy złoczyńcy od urzędu tego miejsca, gdzie się zbrodnia stała, wnet pojmani byli; z iżby w tym nie miano żadnego baczenia ani na szlachcica, ani na chłopa, jedno tym sposobem, jakom powiedział wyżej, gdym o różności karania wspomniał. A iż to jest rzecz niesłuszna, aby niewinny i jedną godzinę trapiony być miał, przeto trzeba o to staranie mieć, aby sprawa tych, ktorzy siedzą w tarasie rychło się toczyła i iżby albo przekonany wnet był karan, albo jeśli ma być wolen, aby długim więzieniem nie był suszon. Bo tak o tym ustawili cesarze rzymscy. Kto niewinnie będąc pojman, musi o sobie sprawę dawać, niech to odpuści rzeczypospolitej, że ona, dowiadując się o występku, toż nad nim czyni, co i nad winnym, z którymby nie mogła być tak snadnie sprawiedliwość uczyniona, gdyby nie był pojman. A niech się cieszy przykładem Chrystusa Pana naszego, który będąc najniewinniejszy, pojman był od roty żołnierzów i sprawował się w rzeczy, która szła o głowę, a nadzieję pokładał w niewinności swojej, iż do tego przyjść miało, że jego niewinność się miała okazać. To też każdy wie, iż nie taras czyni sromotę, ale występek. A żeby nie każdy mógł swowolnie a niesprawiedliwie donaszać kogo do sędziego abo komu w czym winę dawać, ma być ustawiono karanie na takowe: bo niesłuszna rzecz, aby się ten w niczym nie miał bać o się, kto kogo złościwie w niebezpieczność dawa. A zasię niemasz nic słuszniejszego, jako aby ten — który się waży przywieść kogo w niebezpieczność o majętność, o żywot i o dobrą sławę — rozumiał, że też i jego majętność, zdrowie i dobre mniemanie jest w niebezpieczeństwie. Zaiste i prawo Boże na takich postanowiło, aby tak byli karani, jako mieli ci być karani, którym winę dali.....

XXI.

1. Praw kto ma poprawować? 2. Sposób ich skąd ma być bran? 3. Niechaj będą spisane słowy jasnemi, przydawszy przyczyny do każdego artykułu 4. A o rzeczach jednakich niech będą jednakie. 5. Jeden lud jedne prawa niech ma. 6. Więcej mają ważyć, niż mandaty królewskie.
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
A tę wszytkę sprawę około praw poruczmy ludziom w prawie biegłym, filozofom i historykom, jako tym, którzy wżdy większy rozsądek mają, a skromniejszych i nie tak bestliwych namiętności, jako insi ludzie, używają. Bo wielkie podobieństwo, że oni i roztropniej i z mniejszym, albo snać z żadnym na osoby baczeniem o rzeczypospolitej radzić będą i lepiej w każdej rzeczy przystojność, obaczą, niźli ci, którzy zawżdy na jaśni między ludźmi żyjąc więcej albo czasowi, albo przyjaciołom, albo własnym namiętnościom służyć zwykli. . . . . . . . . . . .
Piszą o niektórych prawnikach albo ustawcach praw starodawnych, którzy ustawili prawa królom pożyteczne, albo poddanym niepożyteczne, niektórzy bojaźnią, drudzy nadzieją, drudzy miłością, drudzy też inszemi namiętnościami przypędzeni; jakiemi i ci zdadzą się być, którzy nieszlachecki stan w nienawiści mając, wiele szlacheckiemu stanowi kwoli uczynili. A przedsię prawa przyjęte są od ludzi częścią głupich, częścią bojaźliwych albo też rozmaitemi żądzami przypędzonych; ale pospólstwo nieuczone, głupie a niepotężne, łacno może być przypędzone ku znoszeniu wszytkiego. Tym rzeczom wszytkim zabieżeć należy na mądrego ustawcę praw, aby się czego nie dopuszczał w ustawowaniu praw, coby za dobre a przystojne nie mogło być poczytano. Niegodzi się temu być jednej stronie przychylnym, który o wszytkiej rzeczypospolitej radzi. . . . . . . .
Lecz niech będą spisane prawa słowy znacznemi, którychby nie trza wykręcać; a o podobnych rzeczach sobie podobne, a jednym ludziom jedne; niech też będą jakie przyczyny przydane, któreby słuszność prawa ukazowały. Bo owe nieznaczne słowa wiele nam wykładaczów narodziły i przyczyny rozmaitego prawowania dały. Jest to w naszych prawiech napisano, iż ktoby komu sprośne słowo zadał, a natychmiast tego, co rzekł, nie odwołał, ma być karan sześćdziesiąt grzywien i zarazem ma odwołać. Pozową kogo o to, że zadawszy przykre słowo, natychmiast nie odwołał: on przed sędzią odwoływa, a powiada, że to słówko „natychmiast” ma się rozumieć o onym czasie, którego będąc pozwany przed sędziego, na pierwszy dzień się stawi. Aleć to jest wykręcać, nie wykładać. . . . . . . . . . . . . . . .

Do każdego też artykułu prawnego niech będzie przydana jaka przyczyna, okazująca słuszność, bo i ludzie mądrzy radniej im będą posłuszni, gdy je do słuszności ustosowane być ujźrą, i źli nie łacno je z tym wykładem wykręcą. Bo niech będzie ten artykuł, o którym mówiłem, w ten sposób napisany: Ci, co złorzecząc ku czci przymawiają, niech będą sześćdziesiąt grzywien karani, chybaby co z przygody wymówiwszy przeciwną rzeczą bez odwłoki zaraz zganili; bo on godzien jest odpuszczenia, komu natychmiast uczynku jego żal; a niema być ten uczynek poczytan za umyślnie uczyniony, który jego powiedacz po chwilce odwołać gotów. . . . . . . . . .

Niemniej też i to jest rzecz potrzebna, aby o rzeczach podobnych podobne prawa stanowiono, boby się w tej podobności roztropność, dobra rada i przystojność jaśnie okazowała; a gdyby były sobie niepodobne, pokazowałaby się nierozmyślność, niedostatek rady, nieprawość i krzywda. Jest u nas prawo o sołtysie niepożytecznym, aby go ruszono z tego stanu i z majętności skupiono. Dobre zaprawdę prawo i godne tego, aby go w rzeczypospolitej używano; bo to na dobrego sołtysa należy, sądzić swoje obywatele, a wszytkich bojaźnią karania i nadzieją uczciwej nagrody w powinności ich zatrzymawać, a z majętności, którą mają większą niźli drudzy, wedle zwyczaju naszego, aby czasu potrzeby wojnę służyli; a któryby sołtys temu nie mógł dosyć czynić, ten nie ma być na tym urzędzie cierpian. Więcej mamy rzeczypospolitej życzyć, niźli pożytkom jednej osoby; lecz jeśli to należy na rzeczpospolitą o tym staranie mieć, czemu też to prawo i na insze urzędniki nie ma być rozciągane? Ano z onych ludzi, którzy wyższe a zacniejsze urzędy trzymają, nierówno więcej złego do rzeczypospolitej przychodzi, niż z niepożytecznego sołtysa. Przeto jeśli ten tym sposobem, jakom powiedział, bywa z miejsc ruszan, czemuby też niepożyteczni wojewodowie, niepożyteczni starostowie, niepożyteczni sędziowie, niepożyteczni pisarzowie z miejsca nie mieli być ruszeni, ponieważ każdego z tych niegodność daleko więcej szkodzić może rzeczypospolitej, niźli wiela sołtysów? Ale podobno ci, którzy to prawo o sołtysiech stanowili, byli pany sołtysów, a tak postanowili prawo takie, jakie chcieli, to jest: straszliwe sołtysom; a im samym nic. Lecz a cóż inszego jest tyranem być, jeśliże to nie jest? gdyż w tej mierze nie mieli baczenia na rzeczpospolitą. Bo kto chce o rzeczypospolitej staranie mieć, ma i wszytkie części jej opatrzyć i większe części na większym baczeniu mieć; na których, gdy będą w dobrym porządku, więcej należy zdrowie rzeczypospolitej, niźli na drugich.

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

Pospolicie panowie wykładają niepożytecznego sołtysa być onego, którego ziemię albo grunty na swój pożytek obrócić mogą. Lecz nie jest to wykładać, ale prawa dobrze napisane wykręcać; boć zaprawdę niepożytecznym ma być on rozumian, kto nie czyni tego, co na jego powinność należy, albo kto żadnego pożytku rzeczypospolitej albo komukolwiek dłużen, nie czyni. Bo jeśliby on wykład miejsce miał, tedyby się panom takowym podała do tego droga, aby poddane łupili, którychby majętność posieść chcieli. . . .

A gdy się to już o poprawieniu i stanowieniu praw skończy, toż dopiero to trzeba ustawić, aby nic przeciwko prawom nie mogło być ważno, ani samo rozkazanie królewskie. Bo rzeczpospolita nie wedle woli królewskiej, ale wedle praw pisanych ma być rządzona. Tyranów to jest wyrok, którym zmyślają, jakoby król mógł co przeciwko prawom; a tak jako jedna pochodnia, do złych pożądliwości serca królewskie zapalająca, ma być zagaszon a z rzeczypospolitej zgoła wyrzucon. Lecz ono, co niektórzy mówią, że zwierzchny pan wolny od praw, zda się, że to rozumieją o panu, któryby był we wszym doskonały, a taki ma być najmędrszy i najsprawiedliwszy nad wszystkie inne ludzie; który jeśliby był taki, a cóżby mu po prawiech, ponieważby z dobrej woli swej czynił wszytko, cobykolwiek prawo rozkazało? I owszem taki pan byłby żywym prawem i wzorem każdemu ku naśladowaniu przed oczy położonym. Ale iż wiele panów czuli do siebie krewkość swoję, przeto napisali, że ona rzecz majestatu królewskiego godna, iż się zwierzchny pan do tego przyznawa, że jest pod prawem i zwierzchność jego wisi ze zwierzchności prawa: rozumieli to, iż większa rzecz jest panowanie poddać pod moc praw, niźli panować; a co się inszym nie godzi, to się i im samym nie godzi. Które zdanie więcej ma być przypominane zwierzchnemu panu, aby się znał być człowiekiem, to jest: zwierzęciem poddanym błędom, a iżby wiedział, że moc ustawowania praw jest mu od rzeczypospolitej dana i stanowi je imieniem rzeczypospolitej, której osobę na sobie nosi. A ponieważ i on sam do tejże rzeczypospolitej jako głowa do wszytkiego ciała należy, przeto słusznie z inszemi członkami żyć ma. . . . . . . . . . . .

Godzi się tedy, aby i nad królmi i nad wszytkiemi urzędniki zwierzchność miały prawa, któremiby się przeciw popędliwościom serdecznym obwarowali, a pewną nauką i siebie i swój lud rządzić mieli. Teć są rzeczy, któreśmy o ustanowieniu nowych praw, albo poprawieniu dawnych, też o sędziach i o innych rzeczach k tym należących powiedzieć mieli. W pierwszych też księgach powiedziałem i o obyczajach i o osobach, któreby obyczaje rządziły i ich broniły; Boże daj! aby się temu wszyscy przypatrowali a wedle możności i powinności swej temu dosyć czynili. Wielkie jest wszędzie, a jakoby śmiertelne, praw i karności rozruszenie, które pospolicie oznajmia rozruszenie a zginienie rzeczypospolitej. Przeto też więcej pilności i srogości urzędowej trzeba, aby i obywatele swe w powinności ich zatrzymywał, bystrość hamował, karności bronił, a sądy srodze sprawował; zaś obywatelom przystoi, aby urzędu swego posłuszni byli, to wszysko, com powiedział, u siebie rozważali, a postronnemi się przykłady karali. Tenci jest zaprawdę czas, którego pospolite klęski opłakawać a wiszące nad nami ustawicznemi modlitwami oddalać mamy; bo którzy nie poprawują obyczajów a praw nie są posłuszni, o tych ma być rozumiano, że na wszytkie spólną nędzę przyciągają — zaprawdę godni, aby z rzeczypospolitej byli wykorzenieni; aby dla ich złości i dobrzy skarani nie byli i wszytka rzeczpospolita nie zginęła. Drugie rzeczy, któreśmy obiecali, już wyprawujmy.

KSIĘGI TRZECIE.

O WOJNIE.


II.

I. Sprawiedliwość i uczciwość wojny przekłada się, która aby była słuszna i szczęśliwa, ma mieć sprawiedliwą przyczynę; a nie ma być wszczynana aż zgotowawszy potrzeby i wszytkie rzeczy o skończeniu jej pilnie uważywszy. II. Opisano też dostatecznie, co jest sprawiedliwa przyczyna wojny. 1. Aby dla rozszerzenia sławy i państwa nie była podnoszona, co się pokazuje z trudności 1) panowania, 2) i z nieskończonej prace rządzenia, 3) i z różnej chęci, którym ma być rozkazowano, 4) z niepewności granic, których wojną chcą dochodzić, 5) i z nieskończonych nędz i trudności wojennych. 2. Ale wojna ma być podnoszona dla pomszczenia albo odwetowania krzywd, które inaczej nie mogą być nagrodzone. . . . . . . . .
Naprzód przeto o świętobliwości wojny, jako nabożnie starodawnych czasów rozumiano, nie jeden o tym pisał; bo nigdy wojny nie wszczynali, aż upomniawszy się swego, a wojnę, przez osobliwego na to obranego posła opowiedziawszy.
I. Bo aczkolwiek ciężko grzeszy, kto uczyniwszy krzywdę, dawa przyczynę wojny, wszakże, kto się krzywdy uczynionej przystojnie mści, kto o nabożeństwo, o dom, o żywot i o majętność ludzi swoich walczy, ten rzeczypospolitej zacną posługę czyni. A takci Abraham, ojciec ludu Bożego, dla wyzwolenia brata wojnę przeciwko nieprzyjaciołom podniósł. Wiele też panów hebrejskich wiedli wiele wojen dla wolności. Ale potrzeba, aby była sprawiedliwa przyczyna wojny, której gdy nie będzie, możemy się zwycięstwa nie spodziewać. A jeśliby się takie zwycięstwo trafiło: podobno przeto, że się Bóg przez nas mści złości nad temi, z któremi mamy sprawę; wszakże niemoglibyśmy go długo używać, a trzebaby się nam bać, aby on najwyższy sprawiedliwości mściciel nie obrócił jej nam w wielką ostateczną hańbę i w wielką nędzę. A przeto jeśli chcemy, aby się nam szczęśliwie wiodło, trzeba, abyśmy mieli sprawiedliwą wojnę.
II. Którzy nie dla inszej przyczyny wszczynają wojnę jedno dla sławy albo dla rozszerzenia państwa: ci bardzo źle sprzyjają ludziom i ich rzeczom. Bo gdy swoje imię rozsławić chcą, tedy swych obywatelów majętność i zdrowie w niebezpieczność wdawają, morderstwy i porażkami obu stron niezmiernemi wszytkie miejsca napełniają; a przedsię nie prawie rzeczy tej rozumieją, której się tak wielce domagają. . . . . . . . . .
Tatarskać to rzecz i turecka, mocą, ogniem, mieczem, pustoszeniem pól, krwią ludzką nabywać sławy. Bo to na prawdziwe męstwo należy nie tak dalece sławy szukać, jako uczynków sławnych, któreby z uczciwością a przystojnością złączone były. Koniecznie to nie jest prawdziwa sława, gdzie niemasz żadnego baczenia na słuszność i sprawiedliwość; ani ma być między wielkie ludzi liczon, kto ukłony, roznoszenia wieści próżne, a wielmożne tytuły tak wielce waży, że się za niemi przez okrutne uczynki goni. Ale podobno rozkoszy, albo też insze pożytki wojną bywają nabywane. Lecz i te trwalsze bywają i gruntowniejsze, gdzie mniej starania i frasunku — a nadto, a jakie wtenczas twoje sumnienie? co za rozkosz tobie przynosi, który tak wielce panowania pragniesz? Cóż u ciebe waży baczenie na Boga, któremu liczba wszytkich spraw naszych musi być dana? aza cię nie ruszają złości, sprosności, sromoty i niezliczone nędze, które za wojną idą? Bo coć się dzieje w inszych rzeczach, to widzimy, że i wojny przynoszą, iż jako jeden powiedział, czego królowie nabroją, to się na ludzi zwiezie. Królom i inszym zwierzchnym panom tak bitwą, jako i dobrowolnym podaniem zwyciężonym albo folgują albo wżdy mniejszej srogości nad niemi używają, niźli zasłużyli, chocia przyczyną wojny byli — a niewinni i którzy tego nie zasłużyli, którzy żadnej przyczyny wojny nie dali, srodze tego przypłacają; gdy jednym majętność odejmują albo pustoszeniem, albo ogniem, albo łupiestwem, albo poborami; drugie z ziemie ich wykorzeniają; drugie zabijają głodem, mieczem i inszemi rozmaitemi obyczajmi, żony ich zelżone bywają, panny gwałcą, dzieci gwałtem biorą, niemowlątka roztrząsają; drugim zabraniają rzemiosła ich robić, także orać, kupczyć, uczyć się wszytkich tych rzeczy, któremi albo żywność albo insze pożytki bywają nabywane; niektórzy warstaty i rzemiosła swe opuściwszy draby zostawają dla lenistwa i aby im wolno łupić. Stądże wiele sieroctwa, zaniedbywania dziatek, panien i mężatek sprzedawanie, żebractwa, brud, a k temu dobrych obyczajów spustoszenie; a w żołnierzach zasię, za których sprawą wojna się wiedzie, roście zwyczaj grzeszenia, swowoleństwo, wzgarda i łajanie Bogu i świętym ludziom, krzywoprzysięstwo, rozboje, nachodzenie domów, świętych rzeczy zaniedbanie i splugawienie, i wszytkie naostatek insze sprośne a główne występki — w których wszytkich rzeczach wiele musi przebaczać hetman, jeśli chce mieć powolne a posłuszne żołnierze. Nad to styskowanie onych, którzy się z tobą w towarzystwo wdali na wojnę; jeśli od ciebie takiej nagrody nie odnoszą, jakiej czekali, tedy prace i nędze i nakładu swego wyliczać a wymawiać nie przestaną. A o zacnych osobach co mam mówić, którzy w bitwie polegli dla twego łakomstwa? co o zwyciężonych mam mówić, którzy cię zawżdy tajemnie a skrycie nienawidzą, czyhając zawżdy na to, jakoby na wolność wyść mogli? Co naostatek mam mówić o poddanych twoich, na któreś często pobór wkładał, wielekroć strach zadawał, aby się nie przeciwili chęci twojej, którzy od żołnierzów tak domowych, jako i postronnych nieskończone nędze podjęli; co rozumiesz, jakiego serca przeciwko tobie są? Zaprawdęć żelazne serce musi być, któreby w tak wiele złego wejźrzawszy nie zdrygało się, wspomniawszy wojnę, choć sobie zwycięstwo obiecywało — którego zwycięstwa, któż wie, kto doczeka, albo po nim żyw zostanie? A chociaby ich też wiele żywych zostało, przedsię żadne pożytki z wojny nie mogą być tak wielkie, któreby z szkodami zrównać mogły; bo z korzyści by najobfitszej nikt rozkoszy uczuć nie może, jedno rozbójnik; a z katowania i z okrutnosci nikt, jedno kat. Sławy lepak[86] kto z nędze[87] i z upadku drugich dostał, chyba u Centaurów[88]; a u tych plugawców, którzy żywotem swoim skażonym a uczynkami sprośnemi sprawiedliwy o rzeczach rozsądek stracili? Wiele ich było, którzy uważywszy u siebie nędze wojenne, gwałty, zabijania i upadki, tak rozumieli, iż żaden człowiek okrom ogromnego występku w wojnę się wdać nie może. Lecz mamy pogotowiu przykłady wielu panów i hetmanów zacnych i świętych, którzy dla sprawiedliwych i potrzebnych przyczyn wiele wojen wiedli. Więcej tedy trzeba uważać przyczyny wojny i sposób wiedzenia jej. A pańska rzecz jest, co najwięcej starać się o to, nie dosypiać a opatrzeć, albo zabiegać temu, aby się żadne krzywdy nie działy; a jeśliby się które stały, ma wszytką mocą do tego się przyłożyć, aby okrom miecza były odegnane. Lecz jeśliże krzywdy ani odegnane, ani okrom miecza nagrodzone być nie mogą: tedyć koniecznie trzeba wojnę zacząć; ponieważ ludzi złośliwych, którzy nie mają ani na Boga, ani na ludzi żadnego baczenia, swowolność źle czynienia inaczej pohamowana być nie może, ani rzeczy wzięte nie mogą być wrócone ani krzywdy poczynione zemszczone okrom tego lekarstwa, to jest: oprócz do broni ucieczki. Aczkolwiek tedy nie mamy się tego dopuszczać, żeby albo chciwość mienia i rozszerzenia państwa, albo też chciwość sławy i zacność do wojny nas pobudzać miała: wszakże krzywdy ludziom naszym uczynione, a chęć bronienia rzeczypospolitej naszej ma wielkie pobudki dawać do wojny, to jest: abyśmy żyli w pokoju, zachowawszy w całości pożytki i zacność rzeczypospolitej. Bo któryby król taką wojnę opuszczał a nie starałby się, jakoby usiłowanie nieprzyjacielskie zebrawszy żołnierze przełomił, rzeczy od niego zabrane odjął a krzywd się pomścił: tenby drogę nieprzyjacielowi pokazał, aby i potym takie rzeczy napotym czynił; urząd miecza, który mu w ręce jest dan na karanie złych, na stronę zarzuca; a nie ma być rozumian za pana, ale za wydawcę rzeczypospolitej, który ją czasu potrzeby opuszcza. Bo jako powieda Cicero[89]: kto nie broni i nie zastawia się krzywdzie, jeśli może; tak jest występnym, jako ten, który rodzice, albo przyjacioły, albo ojczyznę opuszcza. . . . . . . . . . . . . . .


IV.

1. O biegłości i ćwiczeniu rycerskim. 2. A czego przestrzegać mają wojennicy.
Owszem jeśli w każdej rzeczy, tedy to pewna, że najwięcej w rycerstwie trzeba biegłości; bo acz dla niezliczonych sposobów walczenia a rozmaitych i nagłych odmian ledwie się jaki kształt, albo ustawa około boju czynienia dać może: wszakże ludzie mądrzy wiele rzeczy z doświadczenia dawnego zebrali, które do otrzymania nad nieprzyjacielem zwycięstwa wiele pomóc mogą. A jako wszytkie insze nauki, tak i rycerska roście [90] i niszczeje, tak wychowaniem, jako ćwiczeniem. Nie godzą się do rycerskich spraw kochankowie, a zbyteczni ludzie, jako mówi Numanus, gdy Trojanom ich pieszczotę temi słowy wymawia:
Vibos picta croco, et fulgenti murice vestis,
Desidiae cordi, juvat indulgere choraeis:
Et tunicae manicas, et habent redimicula mitrae.
To jest:
Wy w szatach przekosztownych, w świetnym karmazynie,
Kochacie się w lenistwie, w tańcach, co wnet minie,
U szat rękawy drogie, a czapki z bindami,
Wielcyście rozkosznicy, nie zrównacie z nami.[91]
Bo tu dawa znać, że ludzie rozpieszczonego żywota nie godzą się na rycerski stan, pancerza i przyłbice [92] nie mogą długo nosić, ani we zbroi długo chodzić, a gorąca, zimna, głodu i prace wycierpieć nie mogą. Nie zawżdy tedy rycerski człowiek w komnatach i w domiech mieszkać ma. Winien wiedzieć, co to jest wał, przekop, namiot: nie ma się nazbyt w rozkosznych szatach kochać, ale ma przywykać wojennemu ubiorowi i pancerzowi, nie zawżdy w cieniu leżeć, ale słońcem a mrozem skórę swoję ma hartować. . . . . .
Godziłoby się też hufy szykować, a jako się z nieprzyjacielem czołem przeciw czołu spotkać bądź w skok, bądź lekko, ukazować; czasem też kopijami słabemi bez grotu i kulami lekkiemi albo z ręki, albo ciskając z proce[92], bitwę staczać, a okrzyk wielki w potkaniu dla ustraszenia nieprzyjaciela czynić. Zaś jako hufy albo stające powrócić, albo pomieszane sprawić a zastanowić; k temu też jako nieprzyjaciela gonić, albo też przed nim uchodzić? Trzeba tedy do tego uczyć się ostrożności, a onych, ile być może, używać. Niemniej też do tego żołnierze ćwiczyć trzeba, jako straż we dnie i w nocy trzymać, jako się ukrywać i szpiegować rzeczy nieprzyjacielskie, jako też podsadzki na nie zasadzać, k temu też, jako się mają w ciągnieniu po przestronnych i po ciasnych a nieprzystępnych miejscach sprawować? Zaś w ciągnieniu tego najwięcej trzeba pilnować, aby, ile może być, żołnierze w sprawie a ciasno albo często szli; aby, jeśliby się długo przewlekli nie dali przyczyny nieprzyjacielowi uderzyć na się, skądby potym mogło być, iż przedni nie mogąc w czas dać ratunku zadnim, ani zadni przednim, wszytkieby równo pobito. A jeśliby ciasnemi drogami wojsko szło, przeto trzeba z pilnością ubiegać miejsca sposobniejsze, a na wszytko snadniejsze. Naostatek tego się trzeba pilnie uczyć, jako to uczynić, żeby wielkie wojsko małym się zdało, a zasię małe wojsko aby się na wejźrzeniu wielkie zdało, bo tym sposobem czasem nieprzyjaciela ku bitwie wywabi, czasem go odstraszy. Bywało też i w tym u starych ludzi ćwiczenie, że żołnierze kąpali się w rzekach, które niedaleko mieć mogli, nie tylko dla omycia ciała z brudu i z potu, ale też aby się uczyli pływać — która rzecz jako jest potrzebna na wojnie, ci dobrze wiedzą, którzy kiedy mieli bitwę z nieprzyjacielem przy wodnych miejscach. Trzeba przyzwyczaić do tego żołnierze, aby znaków, które hetman dawa, pilnowali; które dawają ku potkaniu i zasię na odwrót, na stanowienie obozu i na ruszenie z miejsca. A dawają te znaki czasem słowy, czasem trąbieniem, czasem też inszemi znaki, jako: schyleniem drzewca na dół, zagaszeniem ognia i inszemi tym podobnemi rzeczami, jako gdzie jest obyczaj. Są też jeszcze i drugie sposoby ćwiczenia, o których dowodniej mogą powiedzieć ci, którzy się na wojnach więcej bawili. A do takiego ćwiczenia w niektórych rzeczachpospolitych pewne szkoły są postanowione, zapłaty też tym, którzy wygrali, bywają naznaczone; a przeto takowe szkoły i w naszej rzeczypospolitej byłyby bardzo potrzebne, w którychby się młodzi ludzie do wszelakiej broni ćwiczyli. Jest też to rzeczypospolitej bardzo pożyteczno, dawać na każdy rok czas, któregoby się na pewne miejsce wszytek rycerski stan zjeżdżał; aby się tam każdy okazował wedle majętności i przemożenia swego, z końmi, sługami, zbroją i wszelaką bronią tak, jako na wojnę jechać winien. Ale w tym przestrogi trzeba, aby jeden dzień ustawiono, któregoby się to we wszytkich powieciech działo; by zasię, jeśliby to nie jednego dnia było, nie pożyczał jeden u drugiego zbroi i broni; trzeba też do tego przyłożyć ludzi stateczne, a w rzeczach rycerskich biegłe, którzyby wojska doglądali, liczbę tych, którzy się okazować mają, spisowali, hufy jako ku bitwie szykowali, a uczyli, jako się potykać i jako z nieprzyjacielem czynić; żeby też gonitwy za tarczą i potykanie kiryśników i insze takowe ćwiczenia sprawowali, bez którego naczynie, by najlepsze, nic nie waży. A dobrzeby, aby dla tego ćwiczenia przyzywano żołnierzów ukrainnych, którzy w rozmaitych bitwach bywali; dobrzeby też, aby z każdego powiatu na ukrainę ludzie szlacheckiego stanu jeździli — nie wszyscy zaraz, ale jednego roku jedni, drugiego drudzy, aby tak na przemiany żołniersko służąc i rzeczypospolitej służyli i w rzeczach rycerskich się ćwiczyli. A do takowego ćwiczenia godziłoby się, aby wojewodowie, kasztelanowie, starostowie i insi tym podobni urzędnicy osobami swemi przyjeżdżali, aby się wszytko pod zwierzchnością, a z większą pilnością działo, i żołnierze aby byli posłuszniejsi. Bo ponieważ to żołnierska jest rzecz, i zastanowić się i ruszyć się, albo postąpić i uderzyć na nieprzyjaciela, i cofnąć się nazad i inszych rzeczy wiele wedle czasu i miejsca umieć: tedyć zaprawdę, którzy się w takowych jakoby cieniach wojny nie ćwiczyli, nie może to być, aby, gdy przyjdzie i ku samej niebezpieczności, mogli sobie dobrze i mężnie poczynać. . . . . . . . . . . . . .
Bo są i drugie rzeczy, jakoby nie do tych należące, ale przedsię potrzebne, które jednak żołnierze, a zwłaszcza hetmanowie mają wiedzieć: naprzód trzeba wiedzieć żołnierzów tak swoich jako i nieprzyjacielskich przyrodzenie, rozum, obyczaje i wady; bo stąd wiele oboja strona porozumieć może, coby do zwycięstwa pomagało, albo przekażało[93]? Przytym trzeba też wiedzieć położenie i sposób onej krainy, do której się wojna ciągnie, jeśli jest górzysta, czyli równa, co za rzeki, lasy, miasta i zamki ma; także też obyczaje obywatelów onej ziemi. Ale najwięcej trzeba wiedzieć miejsca albo do toczenia obozu, albo do szykowania wojska. Z tych rzeczy wiele się inszych do dobrej sprawy dróg naleźć może. Nie każde miejsce da się oblec, nie do każdego się można z działy przyszańcować; inaczej sobie trzeba poczynać przeciwko onemu Ulisesowi chytremu mędrcowi, a inaczej przeciwko Ajaxowi, chocia wielkiemu mężowi, ale nie tak fortelnemu; Polifema onego okrutnego i srogiego chceszli podchodzić, trzeba, żebyś mu dał dobrego napoju, którymby się upił. Wiele tedy rzeczy, wedle sposobu wojny i nieprzyjaciela, z którym się wojna toczy, rozczytać trzeba. Bo z temi, którzy nie kochając się w uciekaniu, nie urywczą ale wstępną bitwę dawają, inaczej się trzeba obchodzić, niźli z Turki i Tatary, którzy rzkomo uciekają, z trzaskiem goniące zabijają i bitwę, pokrzepiwszy się, wznawiają i nieobaczne mnóstwem swoim łacno obskoczą. To wszytko mądrzy walecznicy wiedzieć i tego się trzymać mają, bo to wielekroć więcej do zwycięstwa pomaga, niźli moc i mnóstwo ludzi. Dlatego i Turek, chocia mnóstwem ludzi i naczyniem wojennym wszytkie monarchy przewyższa, wszakże fortelmi a snadnością tak czasu, jako miejsca więcej bitew wygrał, niźli mocą. Wie on każdego narodu, z którym ma mieć sprawę, obyczaje, wie położenie krainy i miejsca; stara się przez szpiegi albo chrześcijany na to najęte, aby je wymalowane mieli, i nigdy on do nas nie przychodzi, aż wszytko pierwej przewiedziawszy i przepatrzywszy. A stądże wie, gdzie ma wojsko szykować, gdzie bitwę dać a zastawić się. Wielekroć z naszych obyczajów zwycięstwo sobie obiecuje, bo dobrze świadom naszego narodu obżarstwa, wszelakiego zbytku i niezgód. Tego się tedy trzeba strzec, a do każdej rzeczy drogę dostatecznie wiedzieć. Wiele się ich dziwuje, iż Rzymianie za dawnych czasów miewali wielkie szczęście do wygrywania bitew tak, iż wszytek świat pod swą moc byli podbili. Aczkolwiek to jest pewna rzecz, że Rzymianie wielkie szczęście naówczas mieli — wszakże kiedyby ćwiczenie i karność rycerska tak wielka u nich nie była, jakowa ledwie u drugich narodów bywała; kiedyby byli wszelakich do walczenia pogód nie pilnowali: żadnym sposobem by byli tak dobrze szczęścia swego nie użyli; a tak wiele historyków o tym pisze, iż oni nie tak mnóstwem żołnierzów, jako dobrą sprawą a biegłością zwycięstwo otrzymali; i Vegetius powiada, iż się to u każdego historyka najduje, że każdy konsul rzymski przeciwko największym nieprzyjaciołom nie miewał więcej jako dwa legjony, przydawszy do tego pomoc przyjacielską, których także tyle bywało, albo trochę więcej. Tak wielkie ćwiczenie mieli Rzymianie i tak wielką śmiałość, iż na każdą potrzebę wojennę rozumieli być dosyć dwanaście tysięcy. To pisze Vegetius, który powiada, iż w każdym legjonie rzymskim bywało sześć tysięcy, a czasem i więcej żołnierzów, czasem też i mniej, jako w tej wojnie, która była przeciwko Antyochowi; za czasu Scypjona były dwa legjony rzymskie, a dwa nieprzyjacielskie, z których każdy legjon miał tylko pięć tysięcy i czterdzieści żołnierzów, jako Livius pisze. Co tu dlatego przypominam, aby każdy rozumiał, że Rzymianie małym wojskiem, ale ćwiczonemi żołnierzmi i hetmany sprawnemi a biegłemi wielkie wojska częstokroć porażali. Bo i natenczas trudnę wojnę wiedli, gdy się o najmożniejszego króla, a o trzecię świata część, jakoby o nowy świat kusili. Ale się ich wiele uskarża, że umiejętność walczenia i ten wszytek około szykowania wojska postępek mało jest pożyteczny za naszego wieku, dla dział, od których wiele tysięcy ludzi ginie. Co aczkolwiek prawda jest, wszakże i to się też wyznać musi, że wiele się stacza bitew okrom wystrzelania dział. Nadto, miewali też i starzy ludzie niejakie działa, albo insze naczynia tym podobne, a przedsię misterstwem hufy sprawowali. Ano i Turcy, którzy wiele dział używają, a przedsię o nich powiadają, że się macedońskim obyczajem szykują; to też pewna, że mają na to szkoły postanowione, gdzie się młodzi ludzie uczą wojennej nauki, a przetoż i nasi ludzie nie mieliby tego opuszczać. Lecz o różności broni, o szykowaniu wojska, o liczbie i kozaków i husarzów, także i o kiriśnikach i o drabiech i o strzelcach, co z rusznicami i z łuki i z procami, i kopaczów i tych, co kosze działają, i o inszych rzeczach do wojny potrzebnych pisać albo naukę dawać, nie jest moja rzecz. Są w tej mierze mistrzowie, od których się tego uczyć przystoi. A to niech będzie o nauce i ćwiczeniu rycerskim. . . . . . . .


XI.

1. O dostawaniu pieniędzy na wojnę potrzebnych.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
4. O założeniu skarbu rzeczypospolitej, na które założenie miałby każdy raz połowicę dochodu swego dać, a potym na każdy rok po dwudziestej części; o pożytku takiego skarbu, o miejscu i o podskarbiech albo szafarzach tego skarbu.

A ponieważ wszytka moc wojny należy w pieniądzach, przeto powiem nieco, jako ich dostawać — o czym często i wiele wszyscy stanowie koronni na sejmiech rozmawiali, i ta najprzedniejsza jest przyczyna tak wiela co rok sejmów; bo okrom wojny jakiej wielkiej i ciężkiej od Turka, albo jakiego inszego nieprzyjaciela, mamy Tatary pograniczne nieprzyjacioły na wszelaką pogodę wojny czyhające, którzy nie sieją, ani żną, uczciwego nic nie robią, łupiestwem żywą, prawom u nich ani wierze miejsca wielkiego nie masz. Ci ilekroć czują, że naszych żołnierzów na ukrainie nie masz, wnet przypadają a wtargnąwszy w ziemię, wszytko mieczem a ogniem pustoszą, plony jako największe mogą, i bydła i koni i ludzi zaganiają. A ci są ustawiczni nasi nieprzyjaciele, którzy ani swego się upomniawszy, ani posła z odpowiedzią posławszy, wojnę wszczynają, a raczej rozbój w ziemiach naszych działają. Przeciwko tym trzeba żołnierzów, którzyby na ukrainie zawżdy czuli.
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
Bo był niektóry senator[94], któremu się zdało, żeby w rzeczypospolitej by jednę zbożności górę zbudowano; tak on zwał one spółki lub pieniądze, któreby wszyscy wedle możności swej, każdy raz, zrzucili, a potymby tych co rok przyczyniali. Ale i ten sposób i insze, którym powiedział, ilekroć bywały podawane, tylekroć też zarazem i odrzucne. Dziwne bowiem są naszego narodu dowcipy! każde nowe a niesłychane rady, by nie wiem jako uczciwe i pożyteczne były, przedsię je zarzucają. Co rok się przeto na sejmy zjeżdżają, z wielkiemi je zjazdami wszytkich stanów sprawują, koszty wielkie na nich wiodą, wiele czasu na biesiadach trawią, a naostatku na kmiecie i na mieszczany podatek ustawiają. To koniec, to kres wszytkich rad, który gdy przyjdzie, już ani sądzą, ani o poprawieniu praw wiele myślą. A aczkolwiek, jakom powiedział, trudno nasze ludzi na inszy sposób nawieść, niźli którego do tego czasu używano; wszakże ponieważem już dwa sposoby ukazał, wyłożę i ten trzeci — aza wżdy kiedy albo czas albo chęć nasza przywiedzie nas do tego, abyśmy się którego z nich chwycili. Pospolity skarb, jakom ja słyszał, on sławny a mądry wielce człowiek Jan Łaski, będąc i w nabożeństwie i w rzeczypospolitej naszej przedniejszy, na niektórym sejmie w Piotrkowie założyć tak radził: niektóre sumy zwał pierwszemi, drugie wtoremi, a niektóre trzeciemi. Pierwsze sumy rozumiał połowicę pożytków; którą aby każdy raz oddał, za to miał, żeby było dosyć; licząc za pożytki i czynsze gotowe i co się z gumna przychodzi. Za które sumy liczył, żeby co rok dwudziestą część tychże dochodów każdy dał. Trzecieby sumy przypadające były te, o których niżej powiemy, gdy o pierwszych i wtórych co postanowimy. A aczkolwiek ani pierwsze ani wtóre sumy nie mogą być postanowione, jedno oszacowawszy dochód każdego, tak iż ledwie się co może postanowić na wieczność, aż ustawiwszy pierwej podatek, ale iż pierwsza tylko raz miała być składana: przeto był tej nadziei Łaski, że wszyscy rzeczypospolitej miłownicy byliby tak na nię łaskawi, żeby ją chętnie i szczodrze złożyli okrom dostatecznego majętności albo dochodów szacowania. A jeśliby się to ciężko zdało dla trudności o pieniądze, pierwszą sumę wszytkę zarazem złożyć: wszakże tak rozumiał, że bez trudności za dwie lecie, albo najdalej za trzy, mogłaby być złożona i od króla i od wszytkich wieczną osiadłość mających, a także też i od wszytkich duchownych osób, którzy beneficja dożywotne mają. Bo tak rozumiał, że ci duchowni mieli być od tego podatku wolni, którzy do roku co trzymają, a potym wedle wolej[95] starszych miejsca odmieniać muszą; ale którzy beneficja dożywotne mają, ci wedle przemożenia każdego beneficjum i wedle dochodu z gumien i z czynszów przychodzącego żeby pierwszą i wtórą sumę składali. Toż się i o świeckich paniech i o szlacheckim stanie, folwarki i inne pożytki mającym, wedle jego zdania rozumieć miało. Toć było Łaskiego o skarbie rzeczypospolite zdanie. W którym ono — gdzie o pierwszej sumie mówi, że ją raz przez wszytek żywot dać — zda się, że tak trzeba rozumieć, iż ma dać każdy duchowny, który imienie[96] jakie dzierży, raz tylko przez wszytek żywot; a kto po nim na jego miejsce nastąpi, także raz, także i trzeci i dalej etc. Bo a ktoby nie rad dał, by też snać i cały jednego roku dochód, raz przez wszytek czas żywota swego, aby go potym do samej śmierci używał? A przetoż ktoby na jaki duchowny chleb chciał wstąpić, niech będzie pierwej na to obowiązan. A iżby jaka zdrada nie była w tym podatku, niechajby wszytkie beneficja na rejestr spisano, a one albo na synod kościelny, albo na sejm doniesiono; które beneficja niechajby sami, którzy je dzierżą, pod sumieniem szacowali i w rejestr pospolity to dali, aby potym wedle onego oszacowania podatek dawano. A prawo niechby ustawiono, iż na kogoby fałszywe oszacowanie przewiedziono, aby go za krzywoprzysięzcę miano i beneficjum aby mu odjęto. A iżby też na tej szczodrobliwości duchowni nie szkodowali, każdy, ktoby się na rzecz którego duchownego targnął, niechby był srodze karan; a iż dam na przykład: niechby za pierwszym przewinieniem w pięciornasób to nagrodził, co uszkodził, za wtórym w dziesięcior, a za trzecim aby był wywołan z ziemi; zaś z majętności wywołanego niechby uczyniono nagrodę ukrzywdzonemu, a ostatek niech będzie do pospolitego skarbu obrócono. Jeśliby też ten, co krzywdę uczynił, nie miał tak wiele majętności, aby z niej oną szkodę nagrodzić mógł: ten będąc do starosty onego miejsca oskarżon niechby jego kosztem i pracą był nalezion, a potym albo do więzienia wsadzon, albo w niewolą ukrzywdzonemu dan, albo jakim inszym karaniem skaran. Starosta, któryby temu dosyć nie czynił, niechajby starostwa zbył, a za występcę przeciwko rzeczypospolitej mian był. Co jeśliże duchowne stany, którym wolności wedle praw i obyczajów naszych dane są, tak wielką szczodrobliwość przeciwko rzeczypospolitej pokażą, a co rozumiesz przystoi czynić ludziom świeckim, którym bronienie rzeczypospolitej właśnie należy, którzy majętności swej pewne dziedzice mają, którzy wiele przywilejów albo wolności od rzeczypospolitej używają? Zaprawdę, gdy jedna część złoży taki podatek, niesłuszna będzie rzecz, aby się drugie wolnościami jakiemi w tym zastawiać miały. Wszyscy się wieziemy jakoby w jednej łodzi rzeczypospolitej; gdy jeden członek ciała trapienie jakie cierpi, drugim żywot nie może być, a czego Boże uchowaj! gdyby nieprzyjaciel burzył, w jednej niebezpieczności byłyby majętności wszytkich, tak świeckich, jako i duchownych. Tego nie wiem, jeśli w liczbie ten podatek składających mają być policzeni mieszczanie i owi, co się w miasteczkach rolą żywią. Bo kmiecie, zda mi się, że zgoła od tego mają być wolni: ponieważ i na każdy rok dawają czynsze panom swoim i na każdy dzień robią — a zaprawdę nietylko że wielkie a ustawiczne z nich pożytki idą, ale też mało je nie za niewolniki, albo za bestye mają. I rozum tedy i przystojność radzi, aby ci, którzy ledwie kiedy wytchną od ciężkich brzemion, wytchnęli wżdy od takiego podatku. Ale o mieszczanach, którzy rolę mają, co mam mówić? Nie słyszę, aby każdego z nich miała być tak wielka majętność, żeby do składania pierwszej sumy wiele pomóc mogli, z której ledwie sami siebie z czeladzią na rok wyżywić mogą. K temu, jawna to rzecz jest, że częstokroć oni przedawają role swoje a drudzy też na insze majętności przychodzą. A nie widzę, ktoby chciał pierwszą sumę dać z roli, krórą drugiego albo trzeciego potym roku ma przedać. Mniemam tedy, żeby dosyć na tym było, aby oszacowano ziemię tych mieszczan, z których każdy wedle przemożenia majętności niechajby na każdy rok do wtórej sumy dawał dwudziestą część pożytków dorocznych. Tożby się niechaj rozumiało o majętności szlacheckiej, w której kmieci niemasz. O kupcach, rzemieślnikach i szynkarzach, którzy żadnej ziemie nie mają, ale dowcipem swym żywności szukają, trudno co pewnego może być stanowiono. I zda mi się, żeby lepiej, aby to było poruczono urzędowi miejskiemu, który mając przed oczyma majętność i rzemiosła mieszczanów swoich, łacno wiedzieć mogą, jako wiele na rzeczpospolitą dawać mają. Widziałem, że się tak w niektórych rzeczachpospolitych zachowuje, iż kupcy i rzemieślnicy, którzy za staraniem swym wielkie pożytki miewają, pod przysięgą zeznawać muszą, wiele który zyskał. Który obyczaj, nie wiem, czemuby miał być ganion. Owszem i oracze, jeśliby tego było potrzeba, nie wiem, czemuby też nie mieli pod przysięgą zeznawać, wiele ziemie[97] zasiewają. Aleć kupców i rzemieślników towar, albo suma na towar nałożona nie może być okrom szkody majętności ich umniejszona. Bo tak ma być o niej rozumiano, jako o grunciech albo rolach kmiecych; jako oracze nie same role, ale pożytki z nich przychodzące, albo pieniądze miasto nich dawają: tak też towar, albo suma na towar nałożona cała ma być kupcowi zachowana. A tak pobór z zysku, jako z pożytku (który pod przysięgą, jakom powiedział, zeznać mają) na nie ma być wkładan. Szynkarze albo karczmarze we wsiach, nie wiem, komuby lepiej poruczeni być mieli, jako ichże panom; rzemieślnicy, którzy od miejsca do miejsca chodzą robiąc, a mieszkania pewnego nie mając, i owi też ubodzy kramarze, którzy się ledwie swoim kramikiem pożywić mogą, niechby byli od wszelkich takich brzemion wolni. A com tu o mieszczanach, kupcach, rzemieślnikach i karczmarzach powiedział, to do onych pierwszych dwu sposobów wojny może być włożono, jeśli się który z nich spodoba. Bo wszytka suma od tych wszytkich złożona albo na wojenną potrzebę, albo na jaki inszy rzeczypospolitej pożytek ma być obrócona. K temu też wszytkie pieniądze za winy wedle prawa i zwyczaju brane od tych, którzy w jakich występkach przeświadczeni są, nie wiem gdzieby lepiej (wyjąwszy te pieniądze, które obrażonemu należą) obracane być miały, jedno do skarbu rzeczypospolitej, skądby i obrona mogła być i inszeby pospolite potrzeby opatrzono. O założeniu skarbu rzeczypospolitej mam zato, żem już powiedział; teraz powiem, co go za pożytek, gdzie miejsce jego, a kto jego stróżem ma być. Miejsce tak wielkiego skarbu niechby było ze wszech najmocniejsze, a od granic nieprzyjacielskich co najdalej położone; i nad krakowski zamek do tego lepszego nie baczę, bo jest mocny i ludny — chyba żebyśmy rozumieli ten rzeczypospolitej skarb być warowniejszym, gdyby na inszym miejscu był chowan, niż gdzie albo królewski albo kościelny; bo mniejby było szkody, jeśliby jeden z tych, niźli wszytkie zarazem na jednym miejscu będąc schowane, w niebezpieczność jaką przyszły. A jeśliby się ta rzecz podobała, tedyby nie najgorszy był do tego zamek piotrkowski, kiedyby był ludniejszy; albo nawet sam piotrkowski kościół, około którego ludzi jest więcej. Lecz łacnoby miejsce naleźć, by też snać i nowe zbudować, kiedyby się pierwej wszyscy o założenie tego skarbu zgodzili. . . .

Takim też tego skarbu założeniem i postanowieniem wybawilibyśmy kmiecie nasze z tej ustawicznej niewoli — którego pożytku nie leda jako sobie zaiste ważyć mamy, ponieważ nadeń, nie wiem, któryby mógł być większy. Każdy baczyć może, że żywot kmiecy nie jest od niewolniczego różny; do ziemie a do pługu ustawicznie są przywiązani, na każdy dzień albo sobie albo panu robią; wiele ich jest, co im chleba ledwie do półrocza dostawa, a ostatek roku wielkiej nędzy wykonywają. Którzy między nimi są bogatsi, ci wiele krzywd odnosić muszą; ano źli panowie różne fortele, jako je łupić, umieją; bo kmieć nie może się na swego pana przed nikim skarżyć, ani go pozwać. Na każdy rok dawają i panom i plebanom. Jeśli który rok od podatku jest wolny (co się za mego wieku kilkakroć trafiło), przedsię pod zasłoną wojennej wyprawy muszą swoim panom często dawać; a tak tylko imię podatku odmieniają, ale rzeczy nigdy. Nie wiem, jeśli egipska niewola była nad tę kmiecą większa. A więc tego mniemania nie będziem, że to rzecz wielce słuszna i miłosierdzia pełna, gdyby wżdy od tego podatku byli wolni? Z sługami, którzy się na rok u nas najmują, tak się zachowujem, że im i strawę i odzienie i pieniądze dawamy; a to ani nam, ani rzeczypospolitej z tego nic nie dawają. A kmiecie co inszego są, jedno wiecznie niewolnicy z dziećmi i z czeladzią swą? Azaż nie dosyć na nie, że ustawicznie robią, na każdy rok i panom czynsze i plebanom dziesięciny dawają? Zaprawdę i bezprawie się dzieje i wielka się nieludzkość okazuje, gdy i tę potrzebę, bronienia rzeczypospolitej, na nie wkładają. Bo a któż tego nie wie, że dawniej, niż my pomniemy, tych wszytkich ukrain oni sami bronić poczęli? Bo a cóż na tym, choć sami bronią, choć tym płacą, którzy bronią? Ale choćby to płacić winni rzeczypospolitej, azaby już nie dosyć uczynili powinności swej? Azaby jeszcze nie czas na ich służby mieć baczenie? Toć należy na szlachecki stan, którzy się weselą z tej wolności, że mogą urzędy dzierżeć, majętności mają wielkie, żeby albo sami rzeczypospolitej bronili, albo tym płacili, którzyby jej bronić mieli, a tym sposobem nagradzali rzeczypospolitej łaskę przeciwko sobie okazaną. Coby im jednak nie trudno uczynić, kiedyby chcieli w zbytku jako miarę zachować, albo zamierzyć. Bo a kto to oszacuje, jako wielkie nakłady bywają na kosztowne szaty, na czci, na łańcuchy złote? Temi rzeczami i łaskę sobie jednają i z wielmożnością swoją u pospólstwa popisują. Boże daj, aby ci, którzy nowe podatki wymyślają, starali się też, aby jaką ustawę około nakładów uczynili: bo jeślibyśmy się od niepotrzebnych nakładów powściągnęli, będzie skąd potrzebnych nakładów dodawać. Ja mniemam, żeby większy i trwalszy pożytek rzeczpospolita wzięła z obrony tym kształtem postanowionej, niż z kmiecych podatków, by też snać i największych. Pan Bóg wszechmogący uczyniłby to, żeby czasu złej przygody sam był wybawicielem i obrońcą naszym, jako Dawid król i prorok święty świadczy, mówiąc: Błogosławiony to człowiek, który ma baczenie na ubogiego a potrzebnego, czasu złej przygody wybawi go pan. Któremiż tedy obietnicami możemy być pobudzeni ku uczynieniu miłosierdzia ubogim a nędznym niedostatecznym kmiotkom, jeśli temi bożemi nie będziemy pobudzeni, któremi nam błogosławieństwo i czasu złej przygody wybawienie obiecuje? A co wiedzieć: jeśli na nie tak srogiemi być nie przestaniemy, nie przyjdzieli na to, że miasto błogosławieństwa przekleństwo nad nami od Boga będzie wisiało, a czasu złej przygody nie najdziemy żadnego miejsca miłosierdzia? Wielki tedy pożytek rozumiejmy być skarbu rzeczypospolitej, o którym powiedziałem, jeśli przezeń kmiecie nasze z tej niewoli wybawimy. Przydajmy i czwarty pożytek niepośledniejszy: iż jeśliby rzeczpospolita natenczas żadnej obrony nie potrzebowała, alboby skarby wielkie miała, mogliby obywatele swoi, ktoby chciał, z tego skarbu tyle pieniędzy pożyczać, ileby zastawy albo rękojemstwa na to mógł mieć. A ten, ktoby pożyczył, niechby był winien dochodu od tych pieniędzy na każdy rok cztery, albo pięć złotych, albo mniej dawać; które pieniądze niechajby były do skarbu przyłączone, a trzecią sumą zwane. Aleby trzeba dobry warunek na każdą sumę pożyczoną czynić; na który niechby pierwsze baczenie miano, niźli na owe ludziom prostym uczynione, i pierwej je, niźli insze długi, wyciągano, ponieważ rzeczypospolite mają być przekładane nad każdego własne. Niechby się nie godziło rzeczy jakiej rzeczypospolitej zastawionej przedawać; jeśliby ją kto kupił, z swojąby szkodą kupił, bo każda suma z zastawu ma być nagrodzona. A ten też, który pożycza, ma taki warunek albo zapis uczynić, iż na potrzebę rzeczypospolitej albo sumę wnet ma zapłacić, albo niechajby się godziło z rzeczy zastawnych jej wetować. A ponieważ niektórzy poborce, co zwykle podatki wybierali, częstokroć w wielkim podejźreniu bywali albo z strony łakomstwa, albo niewierności, albo miesłusznego wybierania: przeto nadziewałbych się, żeby takiemu podejźreniu miejsca dalej żadnego nie było, gdyby i ci, którzy je brali, zobopólnie sobie kwity pod pieczęciami dawali. Zaprawdę dla takiego podejźrenia trzebaby w każdym powiecie mieć dwa przysięgłe poborce, którzyby wspólną ręką i pieniądze wybierali i cerografy podpisowali tak, aby jeden bez drugiego nic nie czynił; byliby pilniejsi i wierniejby wszytko sprawowali, gdyby jednaką a spólną mieli wiadomość rzeczy od siebie wespołek sprawionych. Takowąż wierność i pilność mieliby w sobie mieć stróże, o których powiedziałem wyżej, skarbu rzeczypospolitej, którzyby i starszemi w skarbie zwani być mogli, od którychby cerografy wespołek z pieniądzmi wybranemi poborce powiatowi odnosić mieli i poborcomby zasię swoje cerografy dawali; aby, gdyby do liczby przyszło, oboje cerografy obojej stronie były świadkami. A byłaby to bardzo pożyteczna rzecz, zachować ten obyczaj przy każdym oddawaniu i wybieraniu pieniędzy, aby i ten, co daje, i ten, co bierze, okazali świadectwo cerografy spólnie z obu stron danemi, któreby pod przysięgą oboja strona do skarbu kładła. Tym sposobem nigdy albo ledwie mogłaby jaka zdrada być uczyniona około wybierania i oddawania pieniędzy. To niechaj dosyć będzie o skarbie i o inszych sposobach obrony rzeczypospolitej, które, wiem dobrze, że kilkakroć na sejmie w radzie były podawane i rozbierane, ale że nigdy nie były w używaniu, każdemu jest jawno. . . . . . .
KSIĘGI JEDNE.

O SZKOLE.


I. Zalecanie a wychwalanie szkoły i rozmaite jej pożytki

Starodawny a jeszcze od początku wszytkich rzeczy jest obyczaj, że o szkołach ma staranie rzeczpospolita, w których dobrym postanowieniu położone są wielkie żywota ludzkiego i nabożeństwa ozdoby, a w zaniedbaniu ich wielkie oszpecenie. Jakożem tego sam doznał, rozczytując dawne dzieje. Nie widzę żadnego narodu ani ludzkością wypolerowanego, ani tak grubego, któryby nie miał osobliwego starania o dobrym ćwiczeniu młodych ludzi; przeto też i miejsca osobliwe na to postanawiali, do którychby się dla nauki młodzi ludzie schadzali, i mistrze przekładali, którzyby dobre nauki podawali, a ten wiek bardzo ślizki zdrowemi naukami do ludzkości i do wszelakiego sposobu poczciwego życia zaprawowali. Znamienity obyczaj, a urząd wielkiej prace pełen. I dla tego też, którzyby się tym żywotem nauczycielstwa bawili, te od praw i ustaw i od wszelakiej rzeczypospolitej powinności wolnemi i oswobodzonemi mieć chcieli. Skąd też to imię szkoła dano, jakoby upróżnienie; daje bowiem szkoła tym, którzy jej służą, wolność od nakładów, i żołnierskich i wszytkich innych powinności. Lecz o szkołach dawnych wiele ludzi szeroce pisali, którzy też wiele dawnych w Grecji szkół liczą tak i mistrzami, jako wszelakich nauk wynalezieniem wielce zacnych. A przedtym jeszcze w Egipcie kwitnęły naukami gwiazdziarskiemi szkoły bardzo sławne. Lecz ze wszech za najdawniejsze wspominają Ebrejskie, które naprzód przy namiecie Mojżeszowym, a potym przy kościele Salomonowym krzewiły się. Na których miejsce nastąpiła szkoła Chrystusowa, który i sam mistrzem nazwan i ucznie miał wybrane, które przy sobie osobliwie, nie między mnóstwem ludzi, ćwiczył. . . . . . . . . . . . . . . . . . .
A przetoż tak mamy rozumieć, że filozofowie w rzeczypospolitej jakieś swoje osobne królestwo mają, a na straży prawdy jakoby pospolitego dobra zasadzeni są. Przeto jako na króle należy mocą się obchodzić z onemi, którzy z dobrej woli swej nie chcą być posłuszni cnocie: tak filozofowie czerstwej mocy serdecznej używają ku przywodzeniu ludzi do wszelakich rzeczy uczciwych. Niechże tedy filozofskie panowanie naprzód idzie przed królewskim w rzeczypospolitej, a gdzieby ono prze ludzką złość było zaniedbane, toż dopiero niech się wynurzy królewska władza. Ale o królach było insze miejsce mówienia; teraz o filozofiech[98] a o szkolnych ludziach mówimy, którzy jako na wsparze[99] rzeczy wszytkich boskich i ludzkich zasiedli. Aczkolwiek lepak[100] za to pospolicie mają, że królowie i biskupowie wyższy w rzeczach ludzkich stopień trzymają, a świetnością żywota i bogactwy, by promieńmi, drugie stopnie zaćmiają i zasłaniają; wszakże jeśli chcemy w tej mierze prawdziwy rozsądek dać, szkolny stan zasługami przeciw rzeczypospolitej swemi o porównanie z najwyższemi stany spór wieść może. Bo szkoły naprzód otwierają źródła i przyczyny wszytkich cnót, na których zasię jako na fundamenciech postanowione są te prawa, któremi rzeczpospolita bywa rządzona. . . . . . .
Dla tego też, ilekroć albo w wierze albo w prawie jakie spory bywają, nikogo się więcej pospolicie nie radzą, jeno szkół; one mają władzę jawnie wszytko rozsądzać, one o wszytkich rzeczach rozsądek dawają, wedle ich przepisowania i kaznodzieje uczyć i sędziowie sędzić mają. . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Lecz zwrócił, nie wiem jako, z placu i z zawodu onych starych obyczaj tych czasów; których i szkoły pospolicie lekce ważą, i ci, którzy się naukami bawią, mniemają, że im nic do tego, com powiedział. A tak trzebaby odnowić starodawny szkolny zwyczaj, a obyczaje dawne przywrócić, abyśmy też i my z nauk te pożytki wzięli, które zasłużyli brać ci, co się niemi bawią. . . . .
Tak tedy rozumiejmy, że szkolny stan jest najcudniejszy i rzeczom ludzkim najpożyteczniejszy, który nam tak wiele mistrzów dobrych nauk spłodził, z którego też tak wiele pożytków wszyscy drudzy stanowie brać zwykli. A to o jego zacności dlatego powiedam, abychmy tak rozumieli, że ten stan wszelakim sposobem ma być bronion przeciwko przewrotności sądów i rozpustności ludzi naszego wieku, którzy nic inszego tak nie pragną, oprócz świetności żywota, a mnóstwa bogactw i możności; których tylko rzeczy dziś wszędy pilnują, zaś nauki i ten wszytek uczenia się i nauczania warstat ludziom podłym zostawują.

II. Którzy mają o szkolnych osobach radzić i skąd je opatrować? Tuż też jest o imionach[101] kościelnych.

A tak odprawiwszy to, mówmy, jaką nagrodą i czcią tak mistrzowie, jako uczniowie w naukach mają być zatrzymani? Bo to należy na biskupy i na sprawce rzeczy ludzkich, aby stanu szkolnego ze wszytkiej mocy bronili, a w całości go zachowali — co im łacno będzie uczynić, jeśli i studentom, nie mającym na naukę nakładu, potrzeby, i nauczycielom słuszną zapłatę obmyślą. Widzimy, że na każdy dzień bardzo wielki koszt idzie na rozmaity sprzęt, na kosztowne budowanie, na wydworne potrawy i na insze rzeczy niepotrzebne. Czemuż tedy nie może być nalezion jaki sposób potrzebnych kosztów, które nie mogą być nigdzie indzie potrzebniej obrócone, jako na podmaganie szkół? Bo jeśli pożytku szukać chcemy, zaiste niemasz nad tym większego, który z szkół przychodzi do religiej[102] i do rzeczypospolitej. A jeśli, czymby to wykonać, szukamy, to jest nakładu: zaprawdę ci to najlepiej uczynić mogą, którzy w hojności i w bogactwa kościelne obfitują. Wieleby potrzeb studentów opatrzyć możono z dochodów klasztornych, w których gdyż częstokroć nie wiele mnichów mieszka, a dochody są bardzo wielkie, należy to na rzeczpospolitą, oszacowawszy dochody, postanowić, jako wiele każdy klasztor studentów ma chować. Którzy studenci alboby byli posyłani do akademji, alboby się w tychże klasztorach uczyli u mistrzów na to najętych; mogliby też psalmy w kościele na przemiany śpiewać, albo insze powinności czynić, a ci zasię na potym na potrzebę kościelną albo rzeczypospolitej posługi swe obrócić mogą. Tożby też mogło być postanowiono o tych, którzy mają wielkie dochody kościelne, aby też i oni udzielali nieco studentom.. . . . . . . . . . . .
Byli niektórzy przeszłego wieku, którzy co najprzedniejsze beneficja samej szlachcie za przywilejami aż z Rzymu otrzymanemi przysądzali; byli też i ci, którzy u nas, to jest w pośrodku Polski, klasztory ludziom obcego narodu przywłaszczali; było też i to za naszej pamięci, że bogate opactwa w moc szlacheckiego stanu przychodziły — a tymczasem, ktoby o ludziach uczonych osobliwe staranie miał, nie był żaden. Byli, jeśli się nie mylę, biskupi nasi wedle praw powinni, aby do każdego takiego zgromadzenia ksieżej po dwa doktory dawali—zaś naleźli się ci, którzy, synod zebrawszy, uczynili biskupy od tej powinności wolne, a miasto dwuch doktorów tylko jednego napisać kazali. O mierziona sprawo! żaden w tym zgromadzeniu nie siedział, któryby ludzi uczonych rzecz forytować a tej się ustawie zastawić chciał. Cóżeście wtenczas czynili kochankowie nauk, którzy macie zwierzchność? Coście zaprawdę uczynili mistrzom waszym, którym zacności uwłaczano, gdy ona dwojaka liczba, ze wszytkiej liczby najmniejsza w niwec się obracała? Wyście milczeli ano i między pospólstwem najdują się ci, którzy zacności nauk bronią, i między niewolnikami bywają, którzy rozgniewanym panom wolnie odmawiają. Czyli snać i naonczas takie czasy były, iż wszytko na jednego wolą zdawać musiano, przeciw któremu żaden bez karania nie mógł mówić? Dobrzeć już ci te czasy minęły. Nuż tedy wy, którzy się naukami bawicie, którzy zwierzchność macie, poźryjcie sami na się, radźcie z biskupy o zacności nauk, poprawie onej ustawy a, iżby miasto jednego doktora już nie dwa ale całe ludzi uczonych gromady były przekładane, o to się mocnie zastawiajcie. Co jeśliby którzy byli, coby chcieli żeby tego nie ruszano, aby z odmiany nie urosło jakie zamieszanie: ci niechajby to u siebie pilnie uważali, jeśli się tego więcej mają bać, czyli tego żałować, gdy wiela ludzi osobne rozumy z niejakiej rozpaczy, albo raczej z niedostatku potrzeb niszczeją. A k temu niechajby to u siebie rozmyślali, iż w tak wielkiej liczbie ludzi beneficjami kościelnemi ozdobionych, żaden nie był u nas, któryby chciał na koncyljum być, gdy się dla wiary świętej spraw i potrzeb mało nie wszytek świat niedawno na nie zjeżdżał. A cóż mniemamy być przyczyną tego, jak nie to, iż jedni się do tej sprawy nie godzili, drudzy urzędów, na których się próżnuje, używać woleli, niźli się w sprawy pracowite wdawać?

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

Czas już, aby wżdy kiedy rzeczy przezwiskom swoim były wrócone; niech będą poprawione przeszłego czasu omyłki, dostojeństwa kościelne niech będą dawane tym, którzyby im byli ku poczciwości. Boć się tak rzecz sama w sobie ma, tak prawda, której ja sobie, chociaby wszyscy przeciwko niej mówili, wydrzeć nie dam: że wszytkie one grunty i majętności ludziom uczonym należą, które jeśli kto okrom nich posiędzie, niech wie, że rzecz cudzą niesprawiedliwie posiada. W starodawnych rzymskich prawach napisano, iż ktoby rzecz świętą albo kościołowi należącą ukradł i wydarł, niech będzie jako mężobójca. Kradną a wydzierają wszyscy, którzy na inszą drogę, niźli na drogę cnoty albo nauki nastąpiwszy, na dobra kościelne targają się, którzy je na co inszego, niźli na święte potrzeby obracają. Nie trzeba ludziom uczonym na te majętności przywilejów ani zwierzchności rzymskich — urzędy i same przezwiska takich beneficji, których nikt dobrze okrom ludzi uczonych sprawować nie może, stoją za wszystkie przywileje, które tak się w te dostojeństwa wlepiły, iż skoro które dostojeństwa pomienisz, wneteś już zarazem w sercu człowieka myślącego wyrozumienie i złączenie jego wyraził. A dziwna jest nieobaczność tych, którzy zgwałciwszy tak owe przywileje, dopuścili przezwiskom cało zostać, zaiste albo niesprawiedliwość im ma być przyczytana[103], iż rzecz od przezwiska oderwali, albo przodkom naszym głupstwo, iż rzeczom przezwiska najmniej przystojne dali. Ale byłci ten czas, kiedy i te przezwiska z rzeczą się zgadzały i te beneficja ludziom uczonym dawano dla obchodzenia powinności. Potym nastały czasy, gdy biskupowie i ci, którzy w swej mocy beneficja mają, więcej się poczęli kochać w tych, coby im ku myśli mówili, coby z niemi spólnie jadali, pijali i grali, coby im zwodzili a nierządnej pożądliwości ich sługami byli; którzyby umieli rozmnażać bogactwa i rozszerzać możność, którzyby im byli krewni, którzyby im towarzyszmi i sługami byli. I tym się stało, że z majętności starodawnych, a prawie jakoby dziedzicznych, ludzie uczeni zrzuceni są, a na miejsce ich dano ludzi, jakom powiedział, kościołowi niepożyteczne, ale rzeczom ich i podawcom bardzo pożyteczne. . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Tylko wy, którzy sprawy ludzkie rządzicie, życzycie, aby ludzie uczeni w uczciwości byli, bądźcie życzliwi rozumowi i dowcipowi, to jest: sławie kościelnej i pożytkom rzeczypospolitej. Waszci to własny urząd, aby tak szkoły były postawione, aby tak młodzieńcy byli ćwiczeni, jakoby oni rodziców i przyjaciół swych żądzy, a rzeczypospolitej i kościelnemu oczekiwaniu dostateczniej i obficiej niekiedy dosyć uczynili. Wy z tej powinności liczbę przed najwyższym sędzią dać macie; karanie też, jeśli w tym niedbale postąpicie, słuszne odniesiecie. Macie tedy o to staranie czynić, aby mistrzom słuszne zapłaty były naznaczone tak, żeby oni nie musieli sobie pożywienia takiemi sposoby szukać, któreby ich od nauk odrywały. K temu też, aby i mistrzowie i uczniowie jakiemi pożytkami do nauk byli przywabiani; bo to czasem bywa, iż niektórzy jeśliby albo pożytków jakich nie mieli, albo się też nadzieją nagrody, albo dostojności jakiej nie cieszyli, rzadko do czego zacnego bywają pobudzeni. Trzeba się tedy o to starać, aby od tego czasu urzędy kościelne samym tylko uczonym były dawane. Nigdy okrom osobliwego gryzienia na ten nieporządek patrzyć nie mogę, gdy widzę, ano mistrze szkolne prawie za nic mają; któreby jednak w tej uczciwości winni mieć, jako lekarze, prawniki i insze rzeczypospolitej dobrze zasłużone. Nie mniejsząć pracę ma nauczyciel szkolny, niźli który z tych, i pożytek z nich równy, albo większy; a jeśli bez tych rzeczpospolita nie może być, a jako bez onych będzie, którzy staranie mają o pomnażaniu nauk, z których wiele bardzo wielkich pożytków do rzeczypospolitej i do kościoła przychodzi? Wszakże aby którzy mistrzowie nie domagali się łakomie urzędu tego, któremuby nie sprostali: przeto byłaby to rzecz bardzo pożyteczna i do ostrożności bardzo potrzebna (jako słyszę zachowuje się w szkołach włoskich), aby żadnemu urzędowi pewnego a wieczystego myta nie stanowiono; aby ten, ktoby na onym urzędzie był, jakim takim będąc, onej wszytkiej zapłaty nie brał; ale jako kto ucząc urzędowi swemu dosyć będzie czynił, tak mu też mniejszą albo większą zapłatę niech dawają—coby zaprawdę w każdym urzędzie tak świeckim, jako i duchownym miało być zachowywano. . . . . . .
Zamknienie tych wszytkich ksiąg.
Tośmy mieli, cobychmy[104] o szkole napisali, i owszem o wszytkiej rzeczypospolitej, to jest: o spólnym ludzkim stowarzyszeniu, które, jako najwyżsi filozofowie powiadają, najwięcej sprzyjaźną chęcią bywa jednane, pomnażane i w całości zachowane; bo ta jest prawidłem a jakoby prawem, która złe chęci kiełzna, bo się żaden nie gniewa na onego, któremu z serca wszytkiego dobrego życzy, ani idzie jego rzeczy wydzierać i żadnej się rzeczy nieprzystojnej przeciwko niemu nie dopuszcza; a sprzyjaźna chęć, aby była trwała i mocna, trzeba, żeby się opierała o korzeń wiadomości i przyzwyczajenia rzeczy uczciwych; chwieją się bowiem wszytkie rzeczy ludzkie, które na tych fundamenciech nie są postanowione. Ale iż tak wielka jest przyrodzenia ludzkiego wątłość, iż onę prawdziwą sprzyjaźność częstokroć dla leda przyczynki dopuszczamy sobie wydrzeć albo zwątlić: przeto prawa na to są ustanowione, aby niemi niespokojne namiętności były hamowane, a owa sprzyjazność towarzystwa ludzkiego związku była naprawowana, winni aby byli karani, a dobrzy nagrodami pocieszani. Z ludźmi też postronnemi, z któremi ani praw spólnych nie mamy ani sędziów, jeśli się inaczej pojednać nie możemy, tedy dla tego są wojny ustanowione; które nie mogą być sprawiedliwe, jeśliby wprzód nie były przystojnie przez upominanie się swego opowiedziane. A tak ponieważeśmy już te rzeczy przełożyli, które i do obyczajów, na wiadomości i na ćwiczeniu w uczciwych rzeczach zasadzonych, i do spraw wszelakich i do sprawiedliwego walczenia należą: przeto ten wszytek spis kończymy—w którym jeśli się komu zdamy być albo przydłużsi, albo krótcy, ten niech wie, iż tak bardzo ludzkie dowcipy są różne, że im wszytkim nie może jeden nigdy dosyć uczynić. Sama tej rzeczy, o którejśmy to pisali, wielkość, a dowcipu naszego mdłość i niesposobne zdrowie, k temu też starania i sprawy rozmaite wielką chęci i pilności mej przyniosły trudność, żem wszytko nie tak, jakoby trzeba, wyprawił. Wszakże jednak to wszytko takieśmy wyprawowali, żeśmy w każdej rzeczy do cnoty, aby na nią największy wzgląd miano, ukazali. W tym jeśliśmy co wystąpili, tedyśmy to z wielkiego na cnotę zapatrzenia uczynili. Której cnoty, wiem, żem nie tak, jako przystoi, wysławił; aleć zaiste sama przez się taka jest, iż gdyby się jej prawie przypatrzono, a ona moc swą okazała: dziwnieby serca ludzkie ku miłowaniu siebie poruszyła: nie trzebaby praw ani ustaw, ani żadnej pracy około rozkazowania, nie byłoby żadnego miejsca zazdrości, waśni, łakomstwu, niepowściągliwym pożądliwościom ani łakomemu łapaniu urzędów, ani nieukróconym chęciom. Sama cnota, jako niejaki duch Boży, miarkowałaby złe żądze i wszytkie sprawy obracałaby do panowania statecznego rozumu; pożądliwościby sprośne hamowała, nikomuby podejścia nie myśliła, ni pod kimby dołów nie kopała, na swymby, acz małe, przestawała, nikomu gwałtu nie działała, krwi by człowieczej folgowała, ozdoby i życzliwościby dobrym naukom szukała, sławy a pochlebstwaby od ludzi gardziła; rzeczyby prawdziwych, prostych a otworzystych naśladowała, a zaś fałszywych a ubarwionych nie najźrała, zacność i pożytekby rzeczypospolitej nad swoję część i pożytki przekładała, żal, wzgardę i nieprzyjaźńby znaszała i samejby się śmierci dla zacności religjej, choćby ją straszono, podjąćby się nie bała a, gdyby ją już zadawano, mężnieby podjąć kazała. Tą cnotą blizko każdy do Boga przystępuje, który ją wynalazł i jest jej początkiem i pomnożycielem. Nie może to być, aby on sprawca, jakoby się kolwiek rzeczy ludzkie wiodły, nie miał tego chcieć, aby ta jego sprawa była wielce ważona a wszytkie insze rzeczy aby za nic były miane, jeśliby z nią jaki spór miały. Tej sprawie Bożej ani król, ani senat, ani żaden lud nie może poczciwie sprzeciwić. Tej ktoby chcąc i wiedząc nie był posłuszen, tenby sprawcy jej, Boga samego, posłuszen nie był, przyrodzenieby ludzkie z siebie zawlókł, a srogiejby się złości dopuścił. Niechajże tedy będą ważne, ile chcą, bogactwa, zacność rodu, dużość ciała i możność — ale gdzie przyjdzie z cnotą na sztych, wszytko to ma być za nic. Tego prawy rozum chce, tego i przyrodzenie na wszytkie rzeczy rozdane stateczne i wieczne, tego też chce lepszy nad przyrodzenie Bóg, on najwyższy mistrz, hetman, mściciel i nagrodziciel, którego dnia onego ostatniego oczekiwamy, gdy trąby swojej głosem do majestatu swego sądowego wyzowie żywe i umarłe, odbierać liczbę z spraw od każdego, a przypominając rachunek opuszczenia cnoty jego. Nie będzie tam na pomocy mnóstwo sług, ani życzliwość ludu, ani mowy przyjacielskie na upodobanie wyrzeczone. On sędzia, którego oczy wszytko widzą, uczyni, nie mając żadnego baczenia na osoby, wedle każdego uczynków godny a sprawiedliwy wyrok: dobre, pobożne, którzy żywot swój z cnotą zgodny wiedli, weselem nieśmiertelnym obdarzy; a złe, którzy wszytko wedle lubości swej czynią, a złym chęciom się poddawają, ręką nieżyczliwą uciśnie i do onego tarasu wrzuci, gdzie będzie płacz a zgrzytanie zębów. Pana Boga tedy proszę, aby nas zapalił sprawiedliwą miłością cnoty, a dodał nam mocy ku czynieniu tego, coby było ku zacności rzeczypospolitej i wiary świętej, a napotym aby nas żywotem wiecznym przez Jezusa Chrystusa darował.
PRZYPISY WYDAWCY.
I. Tabela bio- i bibljograficzna.

ANDRZEJ FRYCZ MODRZEWSKI.
(Andreas Fricius Modrevius).

(1503-1572).



Nazwisko rodowe autora dzieła „O naprawie rzeczypospolitej” (Commentarium de Republica Emendanda) było Frycz; tak się on sam nazywał i tak nazywali go współcześni[105]. Dodatku Modrevius zaczął używać później, występując jako autor dzieł.
Frycze pochodzili ze Śląska. Jednak już w drugiej połowie wieku XV dziad Andrzeja piastuje urząd wójta wolborskiego[106]. Na tym samym urzędzie znajdujemy i ojca Andrzeja, Jakóba, w chwili urodzenia Andrzeja, najprawdopodobniej r. 1503[107].
R. 1503.
O pierwszych latach chłopca nic nie wiemy. W r. 1514 znajdujemy jego nazwisko między uczniami szkoły krakowskiej, w której przygotowuje się do studjów na uniwersytecie. R. 1514.
W trzy lata później (1517) zapisuje się na wydział sztuk wyzwolonych, jak to zwykle czynili studenci, zanim wstąpili na właściwy wydział: prawo, teologję i t. p.; w dwa lata potym otrzymuje stopień bakałarza. W szeregu ośmiu innych, ubiegających się w tym roku o ten stopień, księga promocyjna kładzie go na pierwszym miejscu i z przyciskiem zaznacza to pierwszeństwo nad innemi Andrzeja Wolborczyka. Choć niewątpliwa, że Frycz jeszcze po r. 1519 na uniwersytecie się znajdował, jednak nazwiska jego między promowanemi na stopień magistra nie znajdujemy. R. 1517.


R.1519.
Z ideami reformatorskiemi (tezami Lutra, proklamowanemi r. 1517) zapoznał się Frycz już na uniwersytecie. Według jego własnego świadectwa idee te wywarły na nim nadzwyczajne, nigdy już nie zatarte wrażenie: „W pierwszej chwili dalecyśmy byli od myśli przywtarzania onym doktrynom. Boć nie mała to jest zaprawdę rzecz, zwlekać z siebie dawną wiarę, którą się niemal z mlekiem matki wyssało. Ale z czasem... Jako ci, którzy wiele chodząc na słońcu, ogorzałemi się stają, chociaż powód ich po słońcu chodzenia jest inny, jak żeby się opalić: tak też i ja, rozczytując się w rzeczonych księgach dla ich tylko poznania, w nieuchronny sposób zacząłem chwiać się w swoich dawnych wyobrażeniach i nasiąkać nowemi”[108].
Była też to chwila największego rozkwitu humanizmu na Uniwersytecie Krakowskim, spotęgowanego jeszcze z chwilą przesiedlenia się z Niemiec księgarzy i drukarzy.
Na czas od opuszczenia uniwersytetu (prawdopodobnie w r. 1522) do 1525 przypada zbliżenie się Frycza do domu Łaskich. Wówczas też obejmuje Frycz urząd notarjusza przy boku biskupa poznańskiego Jana Latalskiego, przyjaciela prymasa Łaskiego[109]. R. 1522.
R. 1525.
W Poznaniu przebywa do r. 1529. Odtąd datuje się bliższy stosunek Frycza z Janem Łaskim, synowcem prymasa[110].
W r. 1532 udaje się Frycz z Mikołajem Anianusem, pupilem Łaskiego i Erazma z Roterdamu, do Witenbergi, jako stolicy i źródła reformacji. Naówczas przypada poznanie się Frycza z Melanchtonem. W roku 1537 odbywa podróż po Alzacji, odwiedza Strasburg i Norymbergę, Lipsk, wreszcie Paryż. W tymże roku z listem Melanchtona do Wita Dietricha jedzie po raz wtóry do Norymbergi i pozostaje tam przez lat trzy. R. 1532.

R. 1537.
Te podróże i długi pobyt za granicą były w ścisłym związku z interesami Łaskich; nic dokładniejszego przecież o tych sprawach nie wiemy.
W roku 1540 Frycz zostaje sekretarzem królewskim, a rychło potym rozpoczyna działalność publicystyczną i literacką. R. 1540.
W pierwszym swym piśmie z r. 1543 p. t. „Ad serenissimum et inclytum Regem Poloniae Sigismundum Augustum Lascius, sive de poena homicidi, Andrea Fricio Modrevio Authore (Do najjaśniejszego i przesławnego Króla Polskiego Zygmunta Augusta Łaski, czyli o karze za mężobójstwo przez Andrzeja Frycza Modrzewskiego) porusza sprawę, która szczególniej i już do końca życia R. 1543.
najbardziej leżała mu na sercu: mianowicie nierówność w kodeksie karania za zabicie chłopa i szlachcica[111].
W latach następnych w tejże sprawie ogłasza podobną „przemowę” do senatu, stanu rycerskiego i narodu polskiego (1545), do arcybiskupów, biskupów i kapłanów kościoła polskiego (1545) wreszcie czwartą do narodu i gminu polskiego, czyli do całej ludności polskiej (1546).
Wraz z przemową do senatu wydaje Frycz „Oratio Philaletis” (Mowa miłośnika prawdy) pismo osnowy politycznej, w którym uderza na ustawę, zapadłą jeszcze za króla Jana Olbrachta (Statuty piotrkowskie z r. 1496), a potwierdzoną za Zygmunta I (1538), zabraniającą mieszczanom nabywania dóbr ziemskich: „ponieważ ci na wyprawach wojennych i w szyku bojowym nie zajmują miejsca w szeregach rycerstwa, a mając tego rodzaju dobra, chwytają się wszelkich sposobów, aby się od służby wojennej uchylić”. Frycz wykazuje niesprawiedliwość, niepraktyczność i szkodliwość tej ustawy.
Dążności reformatorskie Frycza pierwszy swój wyraz znajdują w „przemowie”, ogłoszonej r. 1546 p. t: „Ad Regem, Pontifices, Presbyteros, et populos Poloniae Oratio A. Fricii Modrevii De legatis ad Concilium Christianum mittendis” (Do króla, biskupów, kupłanów i stanów Polskich przemowa A. Frycza Modrzewskiego O posłach, których należy wysłać na Sobór chrześcijański).
Podówczas wstępuje też do koła humanistyczno-innowierczego (t. zw. małopolskiego),
którego członkowie marzyli o przeprowadzeniu zmian najrozmaitszych w Rzeczypospolitej; należeli tu starszy Trzecieski, Wojewódka, Jakób Przyłuski, Jakób Uchański, Lismanin i inni.
Lata następne 1547—49 upływają Fryczowi na podróżach poselskich. Towarzyszy naprzód Stanisławowi Łaskiemu do Danji, następnie do Augsburga do cesarza Karola V i Ferdynanda, króla niemieckiego. Sam posłuje do Alberta, księcia pruskiego, a w r. 1549 towarzyszy Hozjuszowi, biskupowi chełmskiemu znowu do Karola i Ferdynanda. Przebywa w Pradze, a potym w Antwerpji. Utwierdza się widocznie w dwuch żądaniach reform kanonicznych: komunji dla wszystkich pod obiema postaciami i skasowania bezżeństwa księży. W pierwszej kwestji ogłasza w Pradze 1549 dwie rozprawy, niejako odpowiedź Janowi Hasembergowi, wychowawcy dzieci królewskich (De utraque specie sacramenti Eucharistiae...”), rzeczy napisane w formie djalogu, w którym zwycięstwo odnosi obrońca komunji pod dwiema postaciami. W Antwerpji zaś tegoż roku roztrząsanie słów apostoła Pawła o celibacie. Traktaty te były następnie przedrukowane jako dodatki do wydań bazylejskich dzieła Frycza „O naprawie rzeczypospolitej”, które ukazuje się po raz pierwszy w Krakowie roku 1551. R. 1547—1549.



R. 1549.
Jest to dzieło najcelniejsze, najobszerniejsze ze wszystkich, które Modrzewski napisał. Wydane po łacinie, znalazło pilnych i gorliwych tłumaczów na język polski, niemiecki, hiszpański i francuski. R. 1551.
W roku 1553 sejm wyznacza poselstwo na Sobór Trydencki. Składali je: Jan Drohojowski, biskup kujawski, Jakób Uchański, naówczas biskup chełmski i Stanisław Tenczyński, kasztelan lwowski. Zygmunt August ze swego ramienia dodał im, w charakterze sekretarza, Modrzewskiego. Poselstwo to spełzło na niczym, gdyż ani w r. 1553, ani w następnych Sobór się nie zebrał. R. 1553.
Księga jednak czwarta dzieła ,,O naprawie
rzeczypospolitej”, mianowicie księga „O kościele”, która w krakowskim wydaniu z r. 1551 wydrukowana nie była, lecz ukazała się w wydaniu bazylejskim, zawiera pomysły, które Modrzewski Soborowi miał przedstawić. Tę księgę Frycza papież Paweł IV umieścił na liście ksiąg zakazanych, a imię Frycza jako autora w spisie heretyków.
Potępienie przekonań pociągnęło dla autora prześladowania materjalne.
Lecz prześladowanie utwierdziło tylko Frycza w słuszności podjętej sprawy i wzmogło zapał do kwestji teologicznych i kanonicznych. Na tułaczce r. 1556, kiedy musiał ustąpić chwilowo z wójtostwa Wolborskiego, objętego po ojcu, kończy swe dzieło De ordinibus Ecclesiae, przypisane Pawłowi IV. U hetmana Tarnowskiego, dokąd wówczas się schronił, powstało też pięć traktatów teologicznych, traktujących o różnych kwestjach spornych wówczas między protestantami i katolikami. Z tych pięciu traktatów cztery przypisane Tarnowskiemu, a piąty Orzechowskiemu. Wszystkie znajdują się w zbiorowym wydaniu dzieł bazylejskim w 3 tomach.
Pod koniec tegoż roku nastąpiła zgoda między biskupem i jego wójtem; Frycz powrócił do Wolborga, a kiedy biskupstwo kujawskie objął zwolennik Frycza, Jakób Uchański (1557—1562) nie mogło już być mowy o wrogich krokach stolicy biskupiej względem swego wójta.
Odtąd Frycz (1557—1565) ogłasza niemal wyłącznie pisma teologiczne (oprócz jednego jeszcze pisma o karze za mężobójstwo na sejm 1557). Są to traktaty o kwestjach, przeważnie już poruszanych dawniej przez Frycza, a mianowicie: o komunji pod dwiema postaciami, o celibacie księży, o soborze powszechnym, lecz przybywają i nowe wątpliwości, wypływające z owoczesnych sporów religijnych między sektami protestanckiemi: o Chrystusie, jako pośredniku pomiędzy Bogiem a ludźmi (De Mediatore libri tres, 1562), polemika z Orzechowskim, wynikła z dysputy na dworze R. 1557—1565.
biskupa Uchańskiego w Wolborzu; rozprawy o grzechu pierworodnym, o wolnej woli, o opatrzności bożej i predestynacji.
Lecz najgłośniejszemi z tych wszystkich pism stały się t. zw. Sylwy, napisane z inicjatywy Zygmunta Augusta dla sprowadzenia zgody w wyznaniach wiary między rozmaitemi sektami protestanckiemi, mianowicie między kalwinami a socjaninami (arjanami).
Pierwsze dwie Sylwy napisane były r. 1565; w drugiej między innemi dowodzi Modrzewski potrzeby zwołania synodu narodowego, na którymby zebrały się wszystkie sekty i wyznania bez wyjątku; wzywa też króla, żeby, nie oglądając się na postanowienia soboru trydenckiego, pojednał je.
Pismo to ściągnęło tym razem nieodwołalne rugowanie autora z wójtostwa wolborskiego. Od tego czasu Modrzewski nie posiada własnego domu. Bawi to tu, to ówdzie u przyjaciół i krewnych. Lecz nie łamie to bynajmniej ducha reformatora, ani odciąga od głoszenia tego, co uważa za prawdę.
Trzecia Sylwa „O Jezusie Chrystusie, synu Bożym i człowieczym a zarazem Bogu i Panu naszym" była napisana na Śląsku 1568, czwarta zaś i ostatnia (De Homousio) datowana z r. 1569, traktuje o podwójnej naturze Zbawiciela.
Było to ostatnie pismo (29-te) Modrzewskiego. Śmierć jego dla współczesnych nastąpiła tak niepostrzeżenie, że historykom z trudnością udało się określić datę jego zgonu. Nastąpił on w całkowitym zapomnieniu w drugiej połowie r. 1572.
Oto jak to odosobnienie reformator sam sobie uświadamia i tłumaczy:

...„Wprawdzie już za młodu chwiać się zacząłem w dawnych moich wyobrażeniach, a nasiąkać nowemi. Tych nowych zdań jednakże nigdy tak nie przyjąłem, żebym je miał wyznawać, albo też rozumieć, iż mi się z nich żyć godzi (to jest: iżby miał odgrywać rolę jakiego ministra akatolickiego). Żyłem zawsze podług obyczajóww społeczeństwie i kościele przyjętych. I jako żyję w rzeczypospolitej, chociaż nie wszystkie jej ustawy pochwalam, a główszczyznę nawet wręcz zaczepiłem publicznie wydanemi pismami: tak też i do kościoła nie przestałem należeć, chociaż ani jego nauka, ani obrzędy nie ze wszystkim zdaniu memu odpowiadają... Tymczasem pomiędzy papistami a lutrami wrzał ciągle bój zacięty o kwestje, dotyczące religji i kościoła. Nie wiem, z jakiego dopuszczenia się stało, że ja między nich wdałem się w samo niejako ognisko walki i żem pisał takie rzeczy, które miały, czy to sprowadzić pokój pomiędzy stronnictwami, czy też więcej odpowiadać bezstronnej prawdzie. Dlatego też to niezawsze piszę takie rzeczy, któreby się wszystkim mogły podobać. Bo jestże też to podobne w takiej rozterce wyobrażeń? Niektóre słowa moje potępiają luteranie, niektóre znowu papiści; tak więc ani jedni, ani drudzy nie liczą mnie do swoich. Ale najwięcej zacięci przeciwko mnie są niektórzy z papistów!...”

(Do Pawła Głogowskiego 1558).



II. Objaśnienia do dzieła
O naprawie rzeczypospolitej”.


1. Najobszerniejsze i najważniejsze dzieło Andrzeja Frycza Modrzewskiego ukazało się w Krakowie r. 1551. Kompletny tytuł tego dzieła brzmi:
Andreae Fricii Modrevii, Commentariorum de Republica Emendanda libri quinque, ad regem, senatum, pontifices, presbyteros, equites, populumque Poloniae ac reliquae Sarmatiae. Liber primus de Moribus, Secundus de Legibus, Tertius de Bello, Quartus de Ecclesia, Quintus de Schola Cracoviae, Lazarus Andreas excudebat mense aprili, 1551.
To pierwsze wydanie krakowskie nie zawiera wszystkiego, co tytuł zapowiada. Brak w nim mianowicie dwu ostatnich ksiąg: o kościele i o szkole. Zostały one usunięte już podczas tłoczenia, wskutek starania duchowieństwa.
R. 1554 wychodzi wydanie drugie w Bazylei; zawiera ono wszystkie pięć ksiąg, t. j. łącznie z księgą o kościele i o szkole, tudzież apologję, czyli obronę tych ustępów w księdze o kościele, które, poznane w rękopisie, najbardziej były atakowane.
Miarą poczytności pism Modrzewskiego wogóle, a dzieła „O naprawie rzeczypospolitej” w szczególności, służyć może to, że już w lat pięć, 1559, ukazuje się również w Bazylei zbiorowe wydanie dzieł Frycza w 3 tomach. W tomie I (od str. 1 do 392) mieści się całkowite w pięciu księgach dzieło De Republ. Emendanda. Pozostałe tomy zawierają pisma teologiczne i polityczne przed r. 1559 napisane lub ogłoszone. Rychło też po ukazaniu się oryginału pojawiają się przekłady: 1. niemiecki przez Wolfganga Wyssenburga („Von Verbesserung des gemeinen Nütz V Bücher”) w Bazylei r. 1557; przekład ten zawiera, podobnie jak oryginalne łacińskie wydanie krakowskie z r. 1551, wbrew tytułowi, tylko trzy księgi; 2. francuski, o którym "Frycz wspomina dwukrotnie a mianowicie w trzeciej Sylwie i w Narratio simplex rei novae; 3. hiszpański, który pozostał w rękopisie, przechowywanym w Bibljotece Wiedeńskiej, zawiera tylko przekład księgi o wojnie; 4. polski, dokonany przez Cyprjana Bazylika ukazuje się r. 1577 w Łosku, folio kart 144; zawiera tylko ksiąg czworo (z pominięciem księgi o kościele).
2. Plan dzieła (patrz dr. Kot „Wpływ starożytności klasycznej na teorje polityczne Andrzeja Frycza z Modrzewa”) jest następujący:

Życie świeckie wewnątrz państwa Ks. I. obyczaje
" II. prawa
zewnątrz państwa " III. wojna
Życie duchowe: " IV. kościół
Staranie o przyszłe pokolenia: " V. szkoła.

Najobszerniej traktuje autor o obyczajach, uważając je za podstawę praw i dobrego, uczciwego (t. j. szczęśliwego) współżycia obywateli. Rzecz o obyczajach jest dwa razy obszerniejsza od księgi o prawach i o wojnie, bardzo krótki jest rozdział o szkole. (Rozdział o kościele w wyd. naszym został pominięty).
O planie ogólnym oraz części oddzielnych poucza też sam autor: rzeczpospolita stoi uczciwością obyczajów, srogością sądu i biegłością w sprawach wojennych, przeto ów podział na księgi o obyczajach, prawach i wojnie.
Zwyczajem starożytnych tytuły rozdziałów bywają nieraz obszerne, zawierają streszczenie lub przynajmniej plan rozdziału (summa).
3. Księgę obyczajów rozpoczyna autor od określenia, co stanowi rzeczpospolitą i jaki jest jej cel, idąc w tym względzie za Arystotelesem (porówn. dr. Kot l. c.). Ponieważ obyczaje są tak ważne, studjuje ich źródła i przyczyny (rozum i przyrodzenie) tudzież sposoby umacniania (ćwiczenie). Ponieważ rzeczpospolita składa się z rozmaitych stanów, na których leżą rozmaite obowiązki, obyczaje, jakie mieć winny te stany, rozpatruje z kolei w rozdziałach o królu, senatorach (o panach radach), sędziach, hetmanach, starostach. Od „naprawy” tych instytucji, które istnieją, przechodzi do luźnych projektów nowych urzędów lub instytucji, od których spodziewa się poprawy obyczajów. Są tu rzeczy bardziej i mniej ważne; radby ustanowić dozorców obyczajów, na wzór tych, jacy istnieli w starożytnych respublikach greckiej i rzymskiej, podaje zaraz potym rady, jak zapobiec wyszrubowywaniu cen przez nieuczciwych spekulantów na środki spożywcze i jakby należało budować domy, żeby uniknąć częstych pożarów, które były plagą miast drewnianych. Uwagi w sprawie gospodarki miejskiej przeplata zasadniczemi rozważaniami doniosłości ogólnopaństwowej o rozdawnictwie urzędów lub o prawie własności dziedzicznej i szlacheckiej. Od powinności poddanych przechodzi do zbytku w pokarmach, trunkach, do pychy i próżności. Ostatnie rozdziały wreszcie księgi o obyczajach traktują o pojedynkach i noszeniu broni.
Tę pozorną różnorodność tematów można tłumaczyć ich aktualnością, niektóre bowiem spotykamy i u innych pisarzy, np. o pojedynkach i noszeniu broni u Górnickiego w „Rozmowie o elekcyey”; lecz nad tą różnorodnością panują wyraźnie dwie idee najdroższe autorowi, a wypływające z jednego źródła: głębokiego poczucia sprawiedliwości spółecznej, które znieść nie może, iż panowie bezkarnie (t. j. prawnie) zabierają kmieciowi rolę, kiedy się im podoba, że kmiecia bezkarnie i prawnie „dławić i uciskać mogą, że nietylko majętność, lecz żywot kmiecia jest w ich ręku na łaskę i nie łaskę zdany”. Do tej myśli przewodniej wraca wciąż, staje się wtedy wymowny, wspaniały, uroczysty, niewyczerpany w argumentach i dowodach: „Aczkolwiek jako inszych rzeczy, tak też i wolności są niektóre stopnie, a jako Paweł powiada: Gwiazda od gwiazdy różna jest jasnością. Którąż tedy wolność kmieciowi twemu zostawujesz? Nie jest wolen od dawania dziesięcin, ani od płacenia czynszów i poborów, ani od roboty tobie powinnej: nie ma żadnej wolności starać się o urzędy, którą ty wszytkę masz zupełną. Któraż się przeto wolność zostawa? Aza nie ta, która w równym opisaniu praw i sądów zależy? I kmiecie i insze nieszlacheckiego stanu ludzi pospolicie szlachta ma za psy; stądże one nieczystych ludzi mowy: Ktoby wieśniaka albo chłopa zabił (bo tak każdego nieszlachcica zową, choćby daleko ode wsi był), jakoby też psa zabił. To głos wyrzezania godny, który z niesłusznego szacowania mężobójstwa i nierówności praw urósł”.
4. Księga o prawach o połowę mniej obszerna od poprzedniej, gdyż właśnie w księdze o obyczajach autor wyłożył wszystkie rzeczy najważniejsze. Od naprawy bowiem obyczajów oczekuje autor więcej, niż od naprawy praw. Prawa są dla tych, dla których dobre obyczaje nie są dostatecznym hamulcem.
Księga ta zawiera 21 rozdziałów, z tych I—V poświęca autor rozważaniu, jakie prawa mają być wogóle, w pozostałych zaś rozdziałach zajmuje się poszczególnemi dziedzinami życia prawnego, przyczym nie pomija też i strony procedualnej. Sądownictwo, nie dość szybkie, było przedmiotem troski Modrzewskiego, podobnie jak było powodem narzekania Łukasza Górnickiego (Patrz „Rozmowa o elekcyey”). Niektóre z projektów Modrzewskiego zostały urzeczywistnione, choć w zmienionej formie, np. projektowana przez Frycza ławica sędziów podobna jest do trybunałów, ustanowionych za Stefana Batorego w 1578 dla Korony i 1581 dla księstwa Litewskiego. Tylko udział reprezentantów miejskich w tych trybunałach na długo pozostał marzeniem. Tak bolesna dla serca Frycza i tak nieznośna dla jego poczucia sprawiedliwości nierówność karania za zabójstwo szlachcica i kmiecia wprawdzie na Litwie została już zniesiona r. 1588, na mocy trzeciego statutu litewskiego, lecz w Koronie przetrwała do czasów Stanisława Augusta (1768).
5. O wojnie pisze Modrzewski jako mąż państwowy i polityk, nie zaś jako specjalista (był sekretarzem królewskim, dyplomatą, długie lata spędzającym na poselstwach do dworów, odgrywających największą rolę w sprawach polskich) zarazem jednak jako reformator i moralista. Wojna jest nieszczęściem (złem), należy czynić starania, żeby jej unikuąć. W pewnych tylko warunkach może być świętobliwa (rozdz. III), stąd potrzeba biegłości i ćwiczenia w rzemiośle rycerskim. Równie jednak muszą być dobre obyczaje żołnierzów i wodzów; dla tego autor daje przepisy jak wojsko ma ciągnąć, jak żołnierze zachowywać się mają w obozie. Wreszcie porusza punkt słaby organizacji Rzeczypospolitej: podatków na wojnę, i podnosi projekt założenia skarbu wojennego pod nazwą „góry pobożności”.
6. O potrzebie ćwiczenia dziatek, wychowywaniu młodzieży nietylko wspomina w księdze I, lecz poświęca tym sprawom całe rozdziały. W księdze zaś V-ej, porusza kwestję właściwego szkolnictwa, urządzenia szkół i wynalezienia funduszów na szkoły. Nie jest to pismo pedagoga, tym Modrzewski nigdy nie był, lecz — reformatora i moralisty, przedewszystkim, tak jak księgi poprzednie, głęboko ujmującego zagadnienia państwowe męża stanu.
7. Zwykły sposób traktowania zagadnienia, metoda Modrzewskiego jest następująca: z określenia kwestji, sprawy, przedmiotu, wyprowadza wniosek, wniosku tego dowodzi zapomocą argumentów przeważnie moralnych (niematerjalnej np. korzyści), w końcu na poparcie swego zdania przytacza opinje pisarzy starożytnych. Z tych najchętniej cytuje pisarzy rzymskich: Cycerona i poetów, z szczególniejszym upodobaniem Wergiljusza (również jednak Horacego, Owidjusza, Juvenala, Martiala i inn.), wreszcie Pismo Święte.
8. O wpływie pisarzy starożytnych na Frycza wnosić można już z tych licznych cytat, rozsianych w głównym jego dziele. Cała zresztą nauka polityczna owoczesna opierała się na politycznych pisarzach greckich, a szczególniej Arystotelesie. Modrzewski nie stanowi pod tym względem wyjątku. Część jego pracy teoretyczna, tam gdzie wywodzi „istotę” rzeczypospolitej i jej atrybucji, jest oparta na nauce greckiej; zgadza się też z nią w pojęciu państwa, opartego na obyczajach i moralności (strona teoretyczna), radby, idąc śladem starożytnych (którzy wyprowadzali swe wnioski z doświadczenia maleńkich respublik) rozszerzyć funkcje państwa i udzielić mu wpływu w tych dziedzinach życia prywatnego, w których my mieszania się państwa nie dopuszczamy, lecz kiedy schodzi na grunt stosunków realnych Rptej Polskiej ustaje zależność umysłowa, rozumowania autora idą niezależnie i kierują się nowoczesną etyką chrześcijańską, narzędzie krytyki stosuje bezwzględnie (choć krańcowym nie bywa), przesądom żadnym nie daje do siebie przystępu i staje się jednym z najoryginalniejszych pisarzy politycznych w. XVI w Europie.
9. Przekładu na polskie niemal jednocześnie z ukazaniem się oryginału dokonał mieszczanin sieradzki Cyprjan Bazylik[112]. Dzieło wyszło z druku nakładem Mikołaja Dorohostajskiego, wojewody połockiego, w Łosku w drukarni Jana Karcana z Wieliczki, 1577. Przedrukowane było w w. XVIII, a mianowicie r. 1770 w Wilnie p. t. „Andrzeja Frycza Modrzewskiego o poprawie rzeczypospolitej księgi czwore. Pierwsze o Obyczajach, Drugie o Statucie, Trzecie o Woynie, Czwarte o Szkole. Do ś. p. Monarchy Zygmunta Augusta Króla Polskiego etc., do Senatu y Stanu Rycerskiego, y w obce do wszech ludzi Sarmackich językiem Łacińskim napisane. Przez Cypryana Bazylika z łacińskiego na polskie przetłumaczone a teraz nakładem J. W. I. P. Dominika Aleksandrowicza, Marszałka Trybunału Głównego W. X. L, Pisarza Ziem. Ptu Lidz., Porucznika Petyhor., Regimentarza Dywizyi Litewskiej przedrukowane. 8-vo str. 576. Wreszcie w w. XIX przedrukował je K. J. Turowski w swojej „Bibljotece” w Przemyślu r. 1857.
W porównaniu z edycją pierwszą krakowską oryginału z r. 1551 przekład Bazylika zawiera więcej, gdyż oprócz trzech pierwszych: ma księgę V, O szkole. Ta jednakże nazywa się tu księgą czwartą, rzeczywista zaś księga czwarta (O kościele) jest opuszczona. W wydaniu wileńskim i późniejszym Turowskiego rzecz się ma podobnie.
Po raz czwarty przedrukowany był przekład Bazylika w „Bibljotece Mrówki” T. 156-160 we Lwowie (bez roku). Niniejszy „wybór” jest więc wydaniem z kolei piątym.
Cyprjan Bazylik był gorliwym inowiercą i pilnym tłumaczem dzieł, mających związek z nową wiarą. Jego też przekładania jest rzadka książka, drukowana w Brześciu Litewskim r. 1567, nosząca przydługi tytuł:
Historja o srogim prześladowaniu kościoła bożego, w której są wypisane sprawy onych męczenników, którzy począwszy od Wiklefa i Husa aż do tego naszego wieku, w niemieckiej ziemi, we Francjej, Angljej, Frandrjej, we włoskiej ziemi, w Hiszpanjej i w inszych ziemiach, prawdę ewanjeljej świętej krwią swą zapieczętowali. — Przydana jest ktemu historja o postanowieniu, i potym rozproszeniu kościołów cudzoziemskich w Londynie, nad któremi był prawdziwym a krześciańskim Biskupem on świętej pamięci mąż Jan Łaski—z łacińskiego języka na polski przełożona przez Cyprjana Bazylika”.
10. Źródła i dzieła do poznania życia i działalności Andrzeja Frycza Modrzewskiego są przedewszystkim własne dzieła Frycza, korespondencja z współczesnemi i akty dyplomatyczne, sądowe i inne.
Dokładny obraz życia i rozbiór dzieł, dotychczas nie przestarzały i wymagający tylko w niewielu szczegółach uzupełnień pozostawił nam Antoni Małecki: „Andrzej Frycz Modrzewski” w „Bibljotece Ossolińskich”, poczet nowy, tom V, Lwów, 1864, str. 124—210. Z cudzoziemców między innemi pisali o nim po niemiecku: CaroAndreas Fricius Modrevius, seine Lehr- und Wanderjahre” w „Zeitschr. der histor. Gesellsch. für die Prowinz Posen”, 1905.

Najnowszą pracą, roztrząsającą poglądy państwowe i polityczne Modrzewskiego, jest dzieło Władysława Maliniaka (po niemiecku): „Andreas Fricius Modrevius”, w Sprawozdaniach z posiedzeń Wiedeńskiej Akademji Nauk, 1913. O wpływie starożytności klasycznej na teorje polityczne Andrzeja Frycza z Modrzewa posiadamy dzieło dra Stanisława Kota w osobnym odbiciu z rozpraw Wydz. historyczno-filozoficznego T. LIV Akademji Umiejętności w Krakowie, 1911, str. 95. Temuż autorowi zawdzięczamy rozprawę p. t. „Andrzej Frycz z Modrzewa 0 wychowaniu i szkole na tle ówczesnej literatury pedagogicznej”, w dodatku do 26 tomu „Muzeum”, Lwów, 1910.
SPIS RZECZY.

I. O OBYCZAJACH.

Str.
1. Co to jest rzeczpospolita? 1
2. Czym w całości zachowania bywa rzeczpospolita? 3
3. O tym, że dobremi obyczajmi rzeczpospolita bywa bardzo dobrze urządzona 5
4. Jakie staranie ma być około dobrego ćwiczenia dziatek i młodzieńców? 13
5. O królu 21
6. Panowie rady i posłowie ziemscy dlaczego do radzenia o rzeczypospolitej bywają królowi przydani 29
7. Co przynależy na senat i na wszystkie insze osoby radne 33
8. O dozorcach obyczajów 37
9. O urzędzie, któryby się o domowy pokój starał, próżnujące z miasta wyganiając, a pijane i hultaje karząc 40
10. O dozorcach ludzi ubogich 44
11. O urzędziech, na które synowie albo drudzy potomkowie po rodzicach właśnie następują... O wychowaniu synów wielkich panów. O ludzkości przeciwko poddanym 47
12. O zbytku, który bywa w szatach, w pokarmach i trunkach. A potym o biesiadach i tańcach 54
13. Zgromadzenie wszytkich nauk, a zamknięcie pierwszych ksiąg o obyczajach 60

II. O PRAWACH.

Str.
1. Prawa lub statuty dla złych ustawione 64
2. Prawa a obyczajów różność 65
3. Warunki praw 67
4. Prawa o krzywdach, które bywają uczynione słowy albo rzeczą 72
5. Prawa o postępkach i dowodziech prawnych i dylacjach i dniach prawu należących 82
6. Praw kto ma poprawować? 86


III. O WOJNIE.

1. Sprawiedliwość i uczciwość wojny przekłada się, która aby była słuszna i szczęśliwa, ma mieć sprawiedliwą przyczynę 94
2. O biegłości i ćwiczeniu rycerskim. A czego przestrzegać mają wojennicy 100
3. O dostawaniu pieniędzy, na wojnę potrzebnych. O założeniu skarbu rzeczypospolitej 108


IV. O SZKOLE.

1. Zalecanie a wychwalanie szkoły i rozmaite jej pożytki 121
ZAMKNIĘCIE TYCH WSZYTKICH KSIĄG 131
PRZYPISY WYDAWCY 137



Dzieło Andrzeja Frycza Modrzewskiego ukazało się po raz pierwszy w Krakowie r. 1551 (po łacinie). Przekład Cyprjana Bazylika został wydany w Łosku w r. 1577. Druku wyboru niniejszego dokonano w końcu grudnia r. 1914 w drukarni Rubieszewskiego i Wrotnowskiego w Warszawie dla E. Wendego i Spółki.

PL Modrzewski-O naprawie Rzeczypospolitej graf160.jpg


Przypisy

  1. 1,0 1,1 a+bych+my = a+byś+my ; bych—os. 1-a aorysta od być. —
  2. w w. XVI przy podmiocie, wyrażonym zapomocą rzeczownika zbiorowego (=rzeczpospolita), kładziono łącznik i orzecznik w liczbie mnogiej.
  3. bez; i tak Bazylik używa bardzo często.
  4. autor najczęściej cytowany przez M.; sławny filozof grecki ur. w Stagirze w Macedonji (384—322 przed Chr.), założyciel szkoły filozoficznej perypatetycznej, nazwanej tak od zwyczaju przechadzania się filozofa podczas wykładu; był to jeden z umysłów najrozleglejszych, jakiekolwiek istniały. M. cytuje najczęściej jego Politykę i Etykę. —
  5. najznakomitszy mówca rzymski (106—43 przed Chr.); zostawił wiele pism, z których największej sławy używają t. zw. filippiki i mowy przeciw Katylinie. M. cytuje go kilkadziesiąt razy i w wielu miejscach wypowiada jego poglądy.
  6. 6,0 6,1 -mi jedno z dawn. zakończ. narzędn. l. mn.; por.: końmi.
  7. 7,0 7,1 kary. —
  8. przecież. —
  9. 9,0 9,1 9,2 9,3 zakończenie -e w bierniku (i mianowniku) l. mn. posiadały również rzeczowniki osobowe z osn. na -io; porówn. dzisiejsze: zwyczaje, pokoje i t. d.
  10. szczególnej. —
  11. zajmowanie się. —
  12. tak w dawn. polszczyźnie od tem. żyw- według konjug. I-ej.
  13. według dawn. konjug.: widam, widasz...; dziś mamy od tego tematu formę widać. —
  14. 14,0 14,1 od osn. rost-; porówn.: od-rost-ek.
  15. zazdrościmy; zajrzemy z zaźrzemy od tego pierwiastku, co źrenica. —
  16. na miejscu otwartym; tutaj powiedzielibyśmy dziś: na posterunku, na placu, sama jedna.—
  17. 17,0 17,1 17,2 patrz str. 8 obj. 3.
  18. 18,0 18,1 rzeczownikowa forma przymiotnika w przyp. 1-ym r. n.
  19. 19,0 19,1 patrz str. 7 obj. 2.—
  20. patrz str. 8 obj. 3.
  21. tylko.
  22. rachunek; żądając zdania sprawy.
  23. poeta łaciński, autor "Metamorfoz", ur. 43 przed Chr., zm. 16 po Chr.
  24. patrz str. 14 obj. 1. —
  25. 25,0 25,1 25,2 rozrywki; igra, dziś gra, porówn.: igraszka, igrać. —
  26. orzeźwienia. —
  27. łatwiej.
  28. 28,0 28,1 patrz str. 16 obj. 2.
  29. 29,0 29,1 29,2 z pierw. e zam. późn. a w jadło. —
  30. morderca, z czes. mordéř.—
  31. patrz str. 1 obj. 1.
  32. rzeczown. forma przymiotn. w przyp. 1-ym r. n.—
  33. tak dawn. biern. l. mn. również w r. m. w zastosowaniu do rzeczown. osobowych.
  34. patrz str. 2 obj. 1. —
  35. dop. l. p. według dekl. rzeczownikowej.
  36. patrz str. 6 obj. 3. —
  37. -ech dawn. zak. miejsc. l. mn ; porówn.: na Węgrzech, w Niemczech.
  38. historyk grecki (484–425 przed Chr.), zwany ojcem historji; podróżował wiele i zostawił opisy bardzo ścisłe zwiedzanych krajów.—
  39. patrz str. 6 obj. 3.
  40. prawodawca ateński, jeden z „siedmiu mędrców greckich” (640—558 przed Chr.).
  41. patrz str. 8 obj. 1. —
  42. łć. benevolentia.
  43. utyskiwać.—
  44. fale.—
  45. zaś; le+czes. pak.—
  46. mian. l. mn. od rzecz. rada; tak nazywano senatorów oddzielnie i jako zgromadzenie.
  47. urząd w starożytnym Rzymie, ustanowiony r. 493 przed Chr. po buncie pospólstwa rzymskiego dla obrony jego interesów. Z początku było tylko dwuch trybunów; wbrew zdaniu tych urzędników obieralnych żadne prawo nie mogło być wprowadzone.
  48. dawn. zak. dop., cel. i miejsc. l. p. rzecz. r.ż. i zakończonych na -a z osn. spółgł. podniebienną.
  49. stp. napomionąć, (napomięnąć ; dziś: napomnieć, napomniał.
  50. mimo, pomimo, oprócz.
  51. nicponiów, nikczemników.
  52. stp. postać przysłówka po ludzku, powstała z miejsc. l. p. r. n.—
  53. Bawarję.
  54. -ej, (-e) dawn. zak. w dop. cel. i miejsc. l. p. rzecz. r. ż. z osnowną spółgł. podniebienną.
  55. skrócone z prawi.
  56. bierwiona.—
  57. stopień wyższy od tem.: rad-.
  58. żupan z plecami na fałsz, t. j. płóciennemi.
  59. panują.—
  60. niemożna.
  61. oczywista; źrzetelny od tego samego pierwiastku co źrzeć, źrenica (z źrzenica); obecna postać tego wyrazu: rzetelny.
  62. 62,0 62,1 patrz str. 8 obj. 3. —
  63. patrz str. 6 obj. 1.
  64. mian. i biern. l. mn. rzecz. żywotnych miewał w w. XVI zakończenie -y (po k-i). —
  65. patrz str. 51 obj. 1. —
  66. przecież.—
  67. felczera, pomocnika lekarskiego.
  68. uczynił chromym, kaleką, czyli okaleczył.
  69. swobody, wolności.
  70. patrz str. 24 obj. 2.
  71. patrz str. 68 obj. 1. —
  72. patrz str. 24 obj. 2 —
  73. patrz str. 51 obj. 1.
  74. patrz str. 6 obj. 1.
  75. osobom prywatnym.—
  76. atramencie.
  77. ur. 1415 zm. 1493.
  78. upokorzenie. —
  79. ni+za+co=za+ni+co=zanic.
  80. prawnicy rzymscy.
  81. patrz str. 24 obj. 2.
  82. patrz str. 5 obj. 1.—
  83. zaiste, prawdziwie.
  84. bez.—
  85. tutaj: więzienie, turma, wieża.
  86. zaś.—
  87. patrz str. 35 obj. 1.—
  88. dziki szczep w Tessalji (Grecji), później przedstawiany w postaci pół ludzi pół koni.
  89. patrz str. 3 obj. 2.
  90. patrz str. 8 obj. 3.—
  91. z Eneidy Wirgiljusza, 9.
  92. 92,0 92,1 patrz str. 35 obj. 1.
  93. przeszkadzało.
  94. Mikołaj Dziergowski arcybiskup i prymas; pierwotny projekt pochodzi od prymasa Jana Łaskiego.
  95. patrz str. 51 obj. 1.
  96. mienie po zatraceniu początkowego i.
  97. patrz str. 35 obj. 1.
  98. patrz str. 24 obj. 2. —
  99. wspara, wspora = wsparcie.—
  100. zaś.
  101. patrz str. 111 obj. 2.
  102. patrz str. 51 obj. 1.
  103. przypisana.
  104. patrz str. 1 obj. 1.
  105. Zarówno w dziełach o nim wspominających, jak w aktach Uniwersytetu Krakowskiego.
  106. Wolborz — miasteczko, położone w województwie Sieradzkim, ongi własność i rezydencja biskupów kujawskich, dziś w gub. Kaliskiej.
  107. Oboje rodzice Andrzeja byli pochodzenia szlacheckiego. Powołuje się na to Frycz, występując w obronie stanu mieszczańskiego, żeby go nie posądzono, że przemawia pro domo sua, również w odpowiedzi Orzechowskiemu na uczyniony sobie zarzut gminnego urodzenia: „Genus meum plebeium non est”.
  108. W przypisie jednego ze swych traktatów (Defensio eorum quae antea scripsit de Concilio unversorum) Pawłowi Głogowskiemu, przyjacielowi i koledze szkolnemu.
  109. Wydawcy Statutu; zm. 1531
  110. Ur. r. 1499, został z nominata biskupa katolickiego superintendentem „kościołów cudzoziemskich” w Anglji (1551), a po powrocie do kraju (1556) głową sekt religijnych protestanckich.
  111. Podczas gdy chłop zamach na życie szlachcica gardłem płacił, szlachcic okupywał się dziesięcią grzywien. Łaski wymieniony został w rozprawie na pamiątkę Hjeronima Łaskiego, który zmarł rokiem przed jej ogłoszeniem, i nigdy w senacie w sprawie tej głosu nie zabierał, lecz takichże był przekonań jak Modrzewski.
  112. patrz str. 147.