O miłości ojczyzny (Libelt)/XII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Karol Libelt
Tytuł O miłości ojczyzny
Wydawca Wilhelm Zukerkandel
Data wydania ok. 1924
Druk Wilhelm Zukerkandel
Miejsce wyd. Lwów — Złoczów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

XII.
Omnium societatum nulla est gravior, nulla arior, quam ea, quae cum republica est unicuique nostrum. Cari sunt parentes, cari liberi, propinqui, familiares, sed omnes omnium caritates patria una complexa est: pro qua quis bonus dubitet mortem oppetere, si ei sit profuturus?[1]
Cicero de officiis I. 17.

Od czego zaczęliśmy, na tem kończymy pojęcie nasze o Ojczyźnie. Ziemia była jej pierwszą podwaliną materyalną, do tej ziemi wraca naród spełniający posłannictwo swoje. Te liczne mogiły braci naszych, te pola krwią ich utłuszczone, te groby wreszcie pomartych pokoleń, wszystko to w tę ziemię zstąpiło, która była teatrem spełniającej się misyi narodu. Ta sama ziemia nas i nasze dzieci, i późne jeszcze pokolenia zagarnie, i będzie jedność narodu i ziemi, a nad tą ziemią w dziejach ludzkości świecić kiedyś będzie nieśmiertelnością gwiazda tego narodu.
Pojęcie ojczyzny przeprowadziliśmy przez dziewięć jej rozczłoń w następującym całokształcie:
Żywot Ojczyzny:

Państwo + Kościół = Posłannictwo.

Rozczłonia Ojczyzny:

1 materyalne:   Ziemia + Lud = Prawa
2 duchowe: Narodowość + Język = Piśmiennictwo
3 żywotne: Byt polityczny + Religia = Dzieje

W tym całokształcie widzimy trzy razy trzy trójki: bo prawa łączą ziemię i lud; piśmienność łączy narodowość i język; dzieje łączą byt polityczny i religji. Znów byt polityczny wiąże ziemię i narodowość, religia wiąże lud i język, dzieje wiążą prawa i piśmienność. Nakoniec każdy z trzech żywotów ojczyzny jest jednością wszystkich rozczłoń, a żywot zewnętrzny i wewnętrzny łączy się w bożostanie ojczyzny. Tym sposobem idea ojczyzny jest ideą najpełniejszego żywota, a żywot ten utrzymuje się myślą bożą, — posłannictwem danem narodowi do spełnienia. Misyą tą nie jest co innego, jak dążenie do postępu, do wolności, do świata. Ogromna jest praca ducha, szczeblami wieków pnie się naprzód, i cały naród trudami tysiąca lat czyni zaledwie krok jeden postępu. Miłość, jak wszędzie, tak i tu łamie zawady i trudności. Bóg wlał w duszę narodów miłość, tak wielką i tak potężną, że tę olbrzymią pracę wieków z chęcią i poświęceniem podejmują. Tej miłości na imię miłość ojczyzny. Spojrzyjmy na cały system jej pierwiastków, na te dziewięć rozległych konarów, którymi spojona w trojaki żywot ojczyzna! Cóż, gdyby i byt polityczny utraciła — bo to jedne tylko, jako zewnętrzne, ulega przemocy zewnętrznej, — gdy ziemia i silna narodowość zostaje, niedostawa tylko spoju; a lud, a język, a religia, a dzieje, a piśmiennictwo narodowe, jakież to potężne rozłogi narodowe ducha, których nikt narodowi odebrać nie potrafi, i które nie zatracają się, dopóki ich naród sam nie porzuci. Atoli wszystko to w mursz się obraca, gdy posłannictwo narodu spełnione. Żadna wtedy myśl boska w tych masach ni wiary, ni wolności nie rozpala. Napróżnoby też takiemu narodowi prawić o miłości ojczyzny. Byłyby to słowa po niewczasie, byłby głos Jonasa u Niniwitów. Zaś u narodu, w spełnieniu misyi będącego, głos taki przyjmie się do serc i do myśli, rozświeci, rozciepli; — myśl podniesie w sferę ducha wszystkiem władającego, a zapał serca rozpościele szeroko na żywotne rozczłonia ojczyzny. Nadewszystko pomoże takie rozpatrzenie się w pojęciu ojczyzny, aby poznać, gdzie jej ciało, gdzie jej duch, gdzie jej żywot, aby wiedzieć, że jak w organizmie człowieka i każdego tworu, tak w organizmie idei wszelakiej ciało i duch oddziaływają na siebie, a żywot z połączenia obojga się rodzi, i nie będzie inny, tylko jako był duch i jako było ciało. Harmonia między funkcyami ciała i funkcyami ducha jest harmonią żywota, tę więc utrzymywać należy i miłością ojczyzny, będącą harmonią samą w sobie ogarnąć. Żywotność wszelka odrośnie, choćby na chwilę postradaną albo nadwerężoną została, byle w ciało i w ducha harmonia wstąpiła. Zdrowie i siły wracają człowiekowi, gdy tak ciało, jak dusza, wróciły do stanu normalnego. Cała sztuka lekarska polega na tem, by pomagać naturze w restytucyi onej harmonii, której nadwerężenie sprowadziło niemoc. Cała też sztuka polityczna — cała cybernetyka, i to jest rzeczywiste jej znaczenie — jest sztuką lekarską żywota ojczyzny. Kręcenie się około form rządowych, a jeszcze wystawianie jednej, jako najprawdziwszej, chybia celu. Formy rządu należą li tylko do zewnętrznego żywota ojczyzny, a i w tym żywocie nie są nawet treścią żywota, tylko jego obliczem. Polityka ogarnąć ma trojaki żywot narodów; a wiedząc, że żywot jest tylko połączeniem materyi ducha, z tych podwalin wychodzić powinna; niejako patologii swojej położyć za podstawę anatomię i psychologię ojczyzny.
Idea ojczyzny wyjaśnia nam zatem, ile sądzę, po raz pierwszy, prawdziwe stanowisko polityki.
Wracając do założenia naszego, do miłości ojczyzny, możnaby tej teoretycznej rozprawie naszej dać jeszcze część praktyczną, i wykazać w całej przeszłości narodów jej historyę, jej coraz rozleglejsze rozwijanie się. Tu tylko nadmienimy, że gdy prawa, piśmienność i dzieje są jedniami, a tem samem potęgami ojczyzny, — że w mężach reprezentujących te jednie w czystem pojęciu musiała objawić się miłość ojczyzny do wysokiej potęgi. Patrz na Francyę i Anglię, masz tam adwokatów kolosami miłości ojczyzny. Z nich wyszli i wychodzą najpotężniejsi mężowie stanu. Pojrzyj na wszystkie narody, a ujrzysz w pisarzach narodowych najdzielniejsze zastępy obrońców światła i wolności, gorejących silnym ogniem miłości ojczyzny. Rozpatrz się w życiu dziejopisarzy narodów, a dopatrzysz, jak duszą swoją i sercem swojem ogarnęli naród swój. Byli to zawsze mężowie najwyżej postawieni w narodzie.
Podobnie byt polityczny, reprezentowany w wojsku w rządzie i w naczelnikach obojga, najjaśniej pokazuje, że miłość ich rozciągała się najwięcej do ziemi i narodowości. Dość wspomnieć naszych Bolesławów, Kazimierzów, naszych Czarnieckich, Chodkiewiczów, Kościuszków. Zaś obrońcy wiary w każdym narodzie przez miłość religii ukształcali język i lud. U nas Wujkowi, Skardze, Kopczyńskiemu zawdzięcza język swą jędrność i czystość, a duchowni po parafiach są dziś jeszcze prawie jedynym nauczycielami ludu, i byliby potężną dźwignią tego ludu, gdyby lepiej pojmowali stanowisko swoje.
Widzimy zatem, że rozczłonia ojczyzny, potęgowane tylko z dwóch lub kilku czynników, takie wydały silnie miłości ojczyzny. Zastanów się, krajowcze każdego narodu, czegoby dokazała miłość ojczyzny, spotęgowana przez wszystkie dziewięć czynników swoich? — Miłość taka równałaby się miłości do Boga, który rzekł człowiekowi: miej wiarę (to jest miłuj mnie), a rzeknij tej górze, aby się przeniosła, a przeniesie się.




Otóż rozprowadziłem ci, czytelniku, ideę ojczyzny we wszystkich jej żywotach, potęgach i silniach, tak jak ją sam pojmowałem. Wypowiedziałem rzetelne moje przekonanie, którego żaden wzgląd partykularny nie mieszał, i wypowiedziałem z takiem uczuciem, jakie chciałem w czytających rozbudzić. Znaleźli się jednak czytelnicy, którzy w słowach, co mi z duszy i przekonania płynęły, dopatrywali ukryte żądła, kolące osoby i stany. Zdanie o stanie średnim miało być szczególniej powodem oburzenia widzących w niem poniżenie najdzielniejszego stanu i apostazyą samego autora.
Pomijam, że tam tylko mowa o materyalnej ojczyźnie, a zatem o jednem z dziewięciu jej rozczłoń; że tylko wyłączność stanu potępiona, gdy naród cały jest ojczyzny synem; pomijam, że gdybym był pod stanem średnim rozumiał samych przemysłowych i światłych, nie mógłbym bez inkonsekwencyi miłości ojczyzny zakładać na podniesieniu przemysłu i światła — o co ważniejszego tu chodzi. Chodzi o ową ideę średniego stanu, co dziwnem złudzeniem u nas pokutuje. — Jeżeli utrzymywanie, że naród upadł dlatego, że średniego stanu nie miał, jest prawdziwe, jeżeli przytem przyzna każdy rozsądny, że wieków trzeba na wywołanie stanu, wynika stąd, że średniego stanu u nas niema jeszcze. Mógłże więc autor obrazić stan, którego niema?
Stan w właściwem oznaczeniu jest to korporacya polityczno-społeczna z łona średnich wieków wyrosła, zamkniona w sobie przez osobny ród, osobne zatrudnienia, osobne prawa, osobne przywileje. Stany takie są kasty, w najściślejszem tego wyrazu znaczeniu. Takim stanem był w Polsce tylko stan rycerski. Na zachodzie powstał obok rycerskiego drugi stan miejski. Lud do politycznej wolności nie dopuszczony nigdzie się w osobny stan nie sformował. — Drugie znaczenie stanu jest wzięte od zatrudnień, które jednak w kastową korporacyę się nie zawiązały, i mamy stan duchowny, stan wojskowy, stan kupiecki, stan rolniczy, stan nauczycielski itp. Oba te stany są rzeczywistościami, bo jeden na historyi, drugi na zatrudnieniu oparty.
W nowszych dopiero czasach powstała na zachodzie nazwa stanu średniego (tiers état, Mittelstand), nazwa stanu urojonego, bo żadnemi granicami nie określonego, nie opartego ani na historyi, ani na zatrudnieniu; stanu, który chce dopiero zostać stanem, kastą, korporacyą społeczną. Początek jego taki, że z łona stanu miejskiego wyłączać się poczęli pod nazwą stanu średniego znakomitsi majątkiem i oświeceniem, reszta obróconą została na helotów (proletaryuszów) nazwanych pospólstwem, motłochem (Pöbel), których ten stan średni tak wyzyskiwa na swoją korzyść, jak u nas szlachta chłopa wyzyskiwała, tak nim gardzi, jak stan rycerski gardzi miejskim. A że pogarda za pogardę, więc najpotężniejsza nienawiść stanu średniego przeciw szlachcie. Oto stan średni. Z jednej jego strony jest motłoch ciemny, uciśniony i biedny, a z drugiej szlachta, najczęściej dumna i głupia. I takiegoż to stanu średniego żądamy dla nas? — stanu wyłącznych swobód, nabywanych majątkiem; stanu, który wyłącza masy ludu, który w Anglii i Francyi patrzy obojętnem okiem na tego ludu niesłychaną nędzę?
Gdzie jest stan średni, musi być niższy i wyższy, a takie stopniowanie narodu nie byłoby postępem, ale wstecznością. Stany wyrobiły się w średnich wiekach, dziś zużyte i robak oświaty je stoczył. Na tych próchnach niech nikt przyszłości nie buduje. Przemysł wspieraj między rodakami, handel wspieraj, naukę, sztuki wspieraj; — wspieraj, co chcesz — ale stanu nie wspieraj, bo to kastowość i wyłączanie się z całego narodu. Co tobie, że ten w pocie czoła pługiem orze, ten suknie ci chędoży, ten dobra wielkie posiada, a ten ma naukę lub urząd, abyś ich na stan niższy, średni i wyższy klasyfikował. Nie budujmy więc u nas żadnego stanu, bo czego czas nie zbudował, my nie zbudujemy; ale budujmy postęp, a do niego niech się garną ludzie wszystkich stanów, to jest wszystkich zatrudnień, i niech będzie jeden tylko stan prawych i oświeconych obywateli, których naród za swoich przewodników i reprezentantów uważać będzie; zaś droga i sposobność przejść w ich grono, niech każdemu będzie dana. Chcieć i dopomagać, aby się podnosiły bogactwa narodowe i zamożność krajowców, chwalebna i godziwa jest; ale chcieć i dążyć, aby podnieść bogactwo jednego tylko stanu, jest plutokracyą. Tak pojmuję stany i przyszłość naszą i w tem pojęciu wyrzekłem: że stan średni ojczyzny nie zbawi i że plutokracyę wyrodzi.





Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Omnium societatum nulla est gravior... (łac.) — fragment traktatu O powinnościach (łac. De oficiis) Marka Tulliusza Cycerona; w przekładzie Erazma Rykaczewskiego brzmi on: żadnego nie znajdziesz ważniejszego, droższego, jak ten [związek], który między każdym z nas a Rzecząpospolitą zachodzi. Drodzy nam są rodzice, drogie dzieci, drodzy krewni i przyjaciele, ale wszystko co nam jest najdroższem, ojczyzna w sobie zawiera, za którą jaki dobry obywatel wahałby się dać gardło, gdyby mógł jej przez to dopomódz?


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Karol Libelt.