O kobiecie indyjskiéj

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Eliza Orzeszkowa
Tytuł Z ulotnych kartek
O kobiecie indyjskiéj
Pochodzenie O kobiecie
Wydawca S. Lewental
Data wydania 1888
Drukarz S. Lewental
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron

Z ULOTNYCH KARTEK
„O KOBIECIE INDYJSKIÉJ.”


Najstarszém ze świadectw, które o cywilizacyi Indyi Wschodnich opowiadają, są: księgi Wedów i prawo Manusa. Uczeni obu księgom tym, niezbyt dawno odkrytym, odczytanym i wyjaśnionym, przypisują starożytność wielką, przyznając jednak, że przedstawiają one nie zarodki cywilizacji, lecz dość daleko już posuniętą jéj fazę. Wszystko to przecież, co je wyprzedziło, pokrytém jest grubą ciemnością.
Najstarszą epoką literatury indyjskiéj jest epoka Wedów. Widzimy tu myśl starożytną, przyobleczoną w starożytną formę. W hymnach Wedyjskich ukazuje się nam człowiek, samoistnie usiłujący rozwiązać zagadkę życia. Widzimy go, jak, wytworem ziemi będąc, pełza on po ziemi, z całym ciężarem zwierzęcych żądz swych i słabości. Dostatki, bogactwo, władza, liczna rodzina i długie życie, oto wyłączne przedmioty codziennych jego modłów. Niemniéj wzrok jego podnosić się już zaczyna. Ciekawie już przygląda się on sklepieniu niebios i zapytuje, kto je zawiesił. Otwiera słuch na szelesty wiatrów i bada, zkąd przybywają i dokąd odlatują. Jutrzenka budzi go ze snu, rozpraszając nocne ciemności, a temu, którego nie spostrzegają jego oczy, lecz który co rano zdaje się mu przynosić dar istnienia, nadaje on nazwy: Życia, Tchnienia, błyszczącego Pana i Opiekuna. Nadaje on nazwy wszystkim siłom natury i nazwawszy ogień: Agni, światło dzienne: Indra, burzę: Maruty, jutrzenkę: Usza, upodabnia je z sobą i zarazem wyższość ich uczuwa. Modli się do nich, opiewa ich chwałę, wielbi je. Lecz po-za temi bóstwami, które go otaczają, które znajdują się u stóp jego lub nad jego głową, pierwotny ów poeta uczuwa jeszcze w samym sobie wzruszenie i niepokój. Tam także, we własném swem wnętrzu, odkrywa on siłę, którą nazwać pragnie, siłę jakąś, która wraz z nim odmawia modlitwy, trwoży się, drży, cierpi. Ona nawet dyktuje mu modlitwy jego, a zarazem zdaje się ich słuchać; zdaje się ona żyć w nim samym a jednak zachowywać go przy życiu i wszystko to, co go otacza. Jedyną nazwę, którą nadać on może tajemniczéj sile téj, jest Brahman, czyli potęga, wola, żądza, siła popędowa i twórcza.[1]
Oto są postępy: rozbudzony duch ciekawości i badania, wywołany do życia pierwiastek poezyi, religijne wierzenia, powstające z wrażeń, otrzymywanych od zjawisk przyrody i wewnętrznych poruszeń uczucia i myśli.
A jednak na wszystkich punktach życia daje się spostrzegać wielka jeszcze blizkość dzikości pierwotnéj. Hymny Wedyjskie świadczą o niezmiernie nizkiéj skali żądań i marzeń ludzkich, a prawa Manusa, okrucieństwem przepisów karnych i potwornością przewidywanych zbrodni, dowodzą, jak nizkim jeszcze był stopień uspołecznienia i z jaką trudnością wypracowywało się przejście do obyczajowości teraźniejszéj. W mitologicznéj biografii reformatora Krischny znajduje się ustęp: Ci, którzy używają ludzi do ofiar (składanych bóstwom) i kobiety, pożerające ludzi, na ofiary zamordowanych, będą w Jamie (piekle) dręczone przez ofiary swe, które, odrąbując członki ich toporem, zjadać je będą i tańczyć, i śpiewać tak, jak to czynili na ziemi ci ludożercy. Ci, którzy ufność wzbudzającemi słowy uprowadzili niewinnych w miejsce puste, aby tam wbijać ich na pale i rozkoszować się ich mękami, oddani będą wszystkim męczarniom Jomy.
Tak więc nad świetnemi narodzinami przyszłości wznosiły się cienie przez przeszłość rzucane; obok błysków poezyi, nauki i wysokich spekulacyi umysłowych, istniało pożeranie ludzi przez ludzi i rozkoszowanie się męczarniami, zadawanemi niewinnym.
Naturalnie, że zmieszanie to pierwotnéj dzikości z powstającą cywilizacyą panować musiało także w położeniu kobiety ówczesnéj, zarówno jak w panujących o niéj wyobrażeniach.
W dziedzinie wyobrażeń spostrzegamy przedewszystkiém dwie pozostałości stanu pierwotnego: wyobrażenie zależności kobiety od pracy męzkiéj, i upośledzenia, w jakie ją wprawiają właściwe jéj stany fizyologiczne, które teraz występują już w postaci wrodzonego jéj piętna hańby.
„Ani jedno prawdziwe szczęście nie staje się udziałem kobiety inaczéj, jak przez jéj męża; on to uczynił ją matką, on dostarcza jéj odzieży i klejnotów; od niego ma ona kwiaty, sandał, szafran, perfumy i wszelkiego rodzaju dobra.“
A następnie:
„W czasie miesięcznych swych przypadłości, kobieta powinna udać się na trzy dni w miejsce samotne; przez czas ten nie wolno jéj podnosić oczu na kogokolwiek, ani na dzieci swe, ani nawet na słońce; dnia czwartego dokonać winna ustanowionych ablucyi, wykonywając zarazem obrządki, dla okoliczności téj przepisane.“
Zależną będąc i przez samę już naturę zhańbioną, kobieta, nieskończenie niższą jest istotą od mężczyzny i w jednym stoi rzędzie ze starcami, niedołężnymi umysłem, kalekami i żebrakami.
Manus zobowiązuje panującego, aby nie wykonywał ciężkiéj kary na nikim, wprzód, zanim skutków jéj nie wypróbuje na kobietach, starcach, niedołęgach umysłowych, kalekach i ubogich.
Z drugiéj strony, jeżeli w stanie pierwotnym wybitnie już objawiała się w niéj zalotność, jakiemiż podnietami były teraz dla niéj owe kwiaty i klejnoty, perfumy, szafran i sandał, o których wspomina Manusowe prawo. Obowiązywano ją zresztą do szczególnéj o wdzięki swe dbałości; wskazywano jéj zalotność jako obowiązek.
„Kobieta powinna codziennie nacierać ciało swe szafranem, ubierać się starannie, zabarwiać brzegi powiek i malować na czole znak czerwony. Czesanie i układanie włosów, oto czynności, które uczynią ją podobną do Laskusy.“ A odziedziczoną po czasach pierwotnych skłonność jéj do udawania, stosownemi przepisami wzmagano do stopnia systematycznéj i przymusowéj obłudy.
„Jeżeli mężczyzna śmieje się, żona jego niech się śmieje także; jeżeli jest on smutny, niech będzie smutną... jeżeli śpiewa, niech okazuje się zachwyconą; jeżeli tańczy, niech przygląda mu się z rozkoszą; jeżeli mówi o mądrości, niech słucha go z podziwem; nakoniec, niech w obecności jego będzie zawsze wesołą, a strzeże się oznak smutku i niezadowolenia.“
„Jeżeli mąż jéj, uniesiony gniewem, rzuca na nią zniewagi i groźby, jeżeli nawet niezasłużenie ją bije, powinna odpowiadać mu łagodnie, pochwycić jego ręce, całować je i o przebaczenie go prosić.“
Wątpliwości nie podlega, że takie, więcéj niż niewolnicze naśladownictwo, i taka automatyczna pokora, dla większości organizacyi ludzkich, w żadnéj epoce historyi szczerze możliwą nie była. Skoro jednak nietylko stanowiły one przepis obowiązujący, ale jeszcze dostarczały mnogich korzyści: dobréj sławy, spokoju domowego, i nieraz pewnie rzadkich, choć tajemnych wpływów, obłudne wykonywanie ich w szerokiéj mierze praktykować się musiało.
Cóż dziwnego, że, zależna i przez samę już naturę zhańbiona, w jednym rzędzie stojąca z niedołężnymi na ciele i umyśle, a coraz wzrastająca w zalotność i obłudę, które z konieczności zdradzać się musiały fatalnemi następstwy, — kobieta przybierała w oczach mężczyzny znaczenie złego i zgubnego w ludzkości pierwiastku. To téż krążą o niéj sądy i ścigają ją złorzeczenia, które Manusowa księga na kartach swych przechowuje.
„Nicość, wichry, głębiny przepaści, trucizna, śmierć, razem wzięte, nie są tak złe, jak kobieta.“
„Bóg uczynił kobietę naturalnie złą.“
„Kobieta pozostaje wierną mężowi swemu nie przez względy rozsądku i serca, ale z obawy razów i kar.“
Ten sam poeta, który ze świetnością barw i głębokością uczucia dotąd nieprzewyższoną, opiewał cnoty i wdzięki niewieście (Walmiki Ramajana), w usta doświadczonego i świętego starca wkłada następne o kobiecie słowa.
„Słabość i trwoga były zawsze przyrodzeniem kobiety.
„Towarzyszyć małżonkowi przy wietrze pomyślnym, opuścić go w czasie burzy, oto jakim bywa często ich charakter.
„Postępowanie ich podobném jest do gzygzaku błyskawicy, do kolącego ostrza strzały, do lekkości płomienia i wiatru.“
W tym samym poemacie młody i mężny rycerz w podobnyż wyraża się sposób:
„Nie jest rzeczą niezwykłą usłyszéć z ust kobiecych słowa niesprawiedliwe.
„Oto charakter kobiety taki, jakim się okazuje na wszystkich światach: jest ona zmienną, nie lubi wędzidła obowiązku, lubuje się w sianiu niezgody pomiędzy braćmi.
„Słuchajcie mnie, o mieszkańcy leśni! Gdym przemawiał do niéj w sposób przystojny i w imię zdrowego rozsądku, odpowiadała mi tylko twardemi i srogiemi słowy.“
Stosowném do panujących o niéj wyobrażeń, musiało być położenie jéj domowe i społeczne. Prawo Manusa określa je w sposób następujący:
„Mąż jest Bogiem ziemskim kobiety, a najdoskonalszym ze wszystkich czynów, jakie wykonać ona może, jest staranie o przypodobanie się jemu.“
„Jedyną jéj pobożnością bezwarunkowe posłuszeństwo mężowi.“
„Gdyby on był kalekim, starym, niedołężnym, wstrętnym przez grubijańskie obejście się swe, rozpustnikiem, pijakiem, graczem;
„Gdyby brał udział w złych towarzystwach, żył z innemi kobietami, zaniedbywał interesów domowych, biegał we wsze strony jak opętany;
„Gdyby był pozbawionym czci wszelkiéj, ślepym, głuchym, niemym i potwornych kształtów;
„Jakiekolwiek posiadał by przybory, jakkolwiek byłby złym, kobieta, przekonana zawsze, że jest on Bogiem jéj, powinna być dla niego troskliwą, nie zważać na jego charakter i nie sprawiać mu żadnego zmartwienia.“
„Nie wolno jest kobiecie inaczéj jeść, jak po skończeniu jedzenia przez jéj męża. Jeżeli on pości, ona także pościć będzie.“
„Nie wolno jéj używać pokarmów, które nie przypadają do smaku jéj mężowi, ani nacierać głowy oliwą, gdy on tego nie czyni.“
„Nie wolno jéj nabywać przedmiotu, którego posiadania zapragnie, bez otrzymania na to pozwolenia męża.“
„Jeżeli mąż jéj przyjmuje odwiedziny człowieka obcego, powinna oddalić się z głową spuszczoną i zajmować się daléj robotą swą, żadnéj uwagi nie zwracając na gościa.“
„Jeżeli mąż jéj, albo rodzice jego, tracą na rzeczy marne całe mienie rodzinne, nie powinna się na to uskarżać, ani tém mniéj sprzeciwiać się temu.“
„W obecności męża swego nie powinna ona patrzéć w inną stronę, lecz, trzymając wzrok utkwiony w niego, oczekiwać jego rozkazów; gdy mówi, nie przerywać mu, a gdy zawoła jéj, wszystko porzucać i do niego przybiegać.“
„Niech wszystkie słowa i postępki jéj będą świadectwem, że czci ona męża swego jak Boga.“
„Jeżeli zaś umrze on, a ona postanowi umrzéć z nim razem, nagrodą jej będzie szczęście na tamtym świecie, do którego wprowadzi ją mąż jéj.“
Dwie ustawy społeczno-religijne, czy téż lepiéj dwie formy obyczaju: wielożeństwo i odmówienie kobietom roli czynnéj w obrzędach pogrzebowych, z konieczności zwiększać musiały poniżenie ich i wszelkie jego następstwa. Jedno i drugie przedstawiają linie, przedłużające się z czasów pierwotnych do czasów względnie oświeconych. Pozagrobowe życie i szczęście ojców zależało od spełnienia odpowiednich obrządków i modłów religijnych przez potomstwo męzkie. W braku synów, czynność tę wykonywali krewni mężczyzni. Modły zaś kobiet w zjednywaniu przodkom szczęśliwéj nieśmiertelności nie posiadały wagi żadnéj, a nawet synowi córki zaledwie wolno było stać się oswobodzicielem pozbawionego męzkich potomków dziada. W wyłączeniu tém widziéć należy jednę z przyczyn szczególnego, a na całym starożytnym Wschodzie panującego, pożądania jak najliczniejszego potomstwa. Wielce bowiem chodzić musiało ludziom o pewność pozostawienia po sobie potomków płci męzkiéj, pewność, która zwiększała się wraz z liczbą rodzących się dzieci. Nie było ono zapewne jedyną przyczyną pożądania tego, które źródło swe miało także w wielkiém potrzebowaniu sił ludnościowych wogóle, a w szczególności męzkich, zdatnych do wojen i wynagradzających straty, przez wojny ponoszone; niemniej wzgląd ów pozagrobowy przyczyniać się musiał w znacznej mierze do podtrzymywania wielożeństwa, które, jak to zobaczymy potém, w znacznie późniejszych jeszcze, bo w greckich czasach, uważaném było za środek, służący ku liczbowemu zwiększeniu młodych pokoleń. Ustawie téj, czy temu obyczajowi, kobieta Indyjska poddawać się musiała biernie, pokornie...
„Jeżeli mężczyzna ma dwie żony, niech każda z nich strzeże się mówienia o drugiéj, bądź źle, bądź dobrze, i rozważania piękności jéj lub szpetności; powinny one żyć ze sobą w zgodzie i nie obrażać się wzajemnie.“ Równości jednak żon, choćby względnéj i takiéj, która-by spoczywała w ustawie i obyczaju innego, z późniejszą już cywilizacyą, narodu żydowskiego, nie było tu wcale. Stanowisko każdéj z kobiet tych, mieszkających pod jednym dachem i będących własnością jednego mężczyzny, warunkowaném było przez pochodzenie i macierzyństwo. W czasach, gdy kasty nie zwarły się jeszcze tak silnie, jak potém, i gdy wolno było kapłanom i rycerzom pojmować za żony kobiety z niższych warstw narodu, najwyższa pochodzeniem najdostojniejsze w domu u boku małżonka zajmowała miejsce i jéj tylko służyło prawo pielęgnowania wespół z nim domowo-religijnych obrzędów. Lecz daleko większe jeszcze wpływy wywierało na los kobiety posiadanie lub nieposiadanie zaszczytów macierzyństwa. Ponieważ głównym celem małżeństwa wogóle, a wielożeństwa w szczególności, było potomstwo męzkie — biada bezpłodnej! Ścigała ją groźba opuszczenia. Kobietę, niemającą wcale dzieci, wolno było mężczyznie opuścić po ośmiu latach małżeństwa; tę, która powiła same córki, po jedenastu; tę, której dzieci śmierć zabrała, po dziesięciu. Nieopuszczona nawet, wzgardzoną być musiała; ciążyło bowiem na niéj podejrzenie, iż przez złość i występek ściągnęła na siebie niedolę tę i hańbę. To téż, w podaniach i starych powieściach Indyjskich, głosy zhańbionych tych i poniżonych brzmią bólem rozpacznym.
„Biada kobiecie bezpłodnéj, kobiecie występnéj, która szanowaną nie jest, ani przez małżonka, ani przez domowników swoich, na którą ze wzgardą spoglądają mające piękne dzieci!“
„I pocóż skarżą się niewolnice, służące panu swemu, który je miłuje! Myśmy to, my, nieszczęsne, niewolnice niewolnic!“
Jednakże każda aspiracya wyższa w człowieku powstająca, każde urządzenie, mające na celu potrzeby i pragnienia wyższe nad zwierzęce i chwilowe użycie, rodzić musi, w oddalonych choćby wynikach swych i przez pośrednie swe związki, dobroczynne następstwa. Jakkolwiek mężczyzna, który o nieśmiertelności zamarzył, odmówił kobiecie możności wyjednywania mu dobrodziejstw zagrobowego życia, nie mógł jednak wyłączyć jéj z udziału, który przyjmowała ona w sprowadzaniu na świat tych, co mu je wyjednywali. Była ona matką synów jego, którzy nietylko byli dziedzicami mienia jego i zastąpić go mieli w wojennych szeregach, ale bez których nie było dlań po śmierci spokoju ni chwały. Macierzyństwo więc stało się pierwszym blaskiem, dojrzanym przez mężczyznę na czole kobiety, piérwszą zasługą jéj, przed którą on czoła swego uchylił, piérwszą nakoniec pobudką, rodzącą względem zdrowia jéj i sposobu życia pieczołowitość prawodawcy.
„Kobieta, znajdująca się w stanie brzemienności, unikać powinna towarzystwa kobiet wątpliwego prowadzenia się i tych, których dzieci poumierały; powinna ona usuwać się od wszelkich przyczyn smutku, unikać widoków przykrych lub strasznych, nie słuchać wzruszających opowiadań, żywić się pokarmami zdrowemi. Zachowując przepisy te, stanie się matką pięknych dzieci, inaczéj może uledz zronieniu.“
Ostatniego wypadku tego musiały lękać się rodziny, skoro przestrzegał przed nim prawodawca. Dla uniknięcia go musiano szacunkiem i troskliwością otaczać kobietę, w tych właśnie porach jéj życia, które zkądinąd ściągały na nią zależność i hańbę.
„Ktokolwiek gardzi kobietą, gardzi matką swoją.“
„Ktokolwiek zapomina o bolach matki swéj, przy urodzeniu jego poniesionych, trzy razy odrodzi się w ciele sowy.“
Tak mówił prawodawca. Poeta zaś, w dziele swem, (Mahâbharata) w następny sposób określał wielkie znaczenie to, które w większości zapewne spółczesnych jego posiadała w rodzinie kobieta matka:
„Przeciw przekleństwom wszelkim istnieją środki zaradcze, lecz nie wiem kędy i jakie może być zbawienie dla tych, których przeklęła matka. Przekleństwo to straszniejszém jest od tego, które pochodzi od nieśmiertelnego, nieograniczonego i nigdy niezawodzącego Boga.“
Lecz w epoce téj nie jedno już tylko przyprowadzenie na świat synów było narzędziem, służącém do podnoszenia się stanowiska kobiety. Pomagały jéj w tém pierwotne religijne, zawarte w księgach wedyjskich, wierzenia, ukazujące w powstawaniu wszech bytu czynność dwu pierwiastków: męzkiego i żeńskiego. Pierwiastek męzki nosił imię Nara; żeński: Nari, albo Aditi. Z połączenia ich powstał Oirady — wszechświat. Związek ten zresztą trwałym jest tak, jak wszechświat, bo tylko z wiekuistéj i bezprzestannéj miłości Nara i Nari spływa nań ciepło i życie; gdyby związek ten rozprzęgł się, na tak krótką chociażby chwilę, jak przelotna myśl, wszystko natychmiast wróciło-by do nicości. Jako nieodzowny dla aktu tworzenia i podtrzymywania życia, żeński ów pierwiastek bóztwa, pozostawał we czci wysokiéj. Udzielano mu w modłach nazw najwspanialszych: dziewicy nieśmiertelnéj, matki powszechnéj, macicy złotéj duszy wszechstworzeń, królowéj świata, niebieskiéj światłości, wiekuistéj płodności, czystego płynu, najwyższéj wiedzy, pięciu żywiołów, wiecznego dziewictwa i t. d. Budowano dlań świątynie, których kapłankami były kobiety. Przechowane w księgach wedyjskich hymny świadczą o wysokiéj czci, któréj doznawała, i o licznych czynnościach, które spełniała kapłanka Nari.
„Wstępuj przed ołtarz, czarnowłosa córo Aditi! niech czyste ręce twoje mieszą poświęcone ciasta, a miód i mleko zsiadłe leją na błagalną ofiarę, do stóp nieśmiertelnéj bogini.“
„Niech Nari-Aditi rzuci na nas wzrokiem pomyślnéj wróżby; niech wdzięczne głosy kobiet uczynią nam łaskawą matkę powszechną.“
„Nari zawiera w sobie troisty pierwiastek, bo w jéj-to łonie powstaje płód; matki więc tylko mocne są wzywać matkę powszechną; wstępuj przed ołtarz, córo czarnowłosa Aditi.“
One to święciły ogień i wodę.
„Ogniu jasny, palący się na ofiarę, słuchaj śpiewów kapłanki córy Aditi. Ogniu jasny, tyś obrazem modlitwy, nieś bogom prośby śmiertelnych.“
„Kiedy kapłanki wyleją na cię, o ogniu jasny, święte libacye, bozki sok somy (rośliny używanéj do ofiar) pod wpływem twym zamienia się w parę i wzlatuje ku nieśmiertelnych przybytkom.“

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Wodo czysta, wodo libacyi i ofiar, gdy wymykasz się z rąk kapłanki, która cię poświęciła, jesteś źródłem wszystkich dóbr i oczyszczasz wszystkie grzechy“...
...„Niech kapłanki, czarnowłose córy Aditi, rozleją cię na ołtarz...”
Spełniały one nietylko religijne obrzędy, lecz także połączone z tamtemi obywatelskie czynności. Poświęcały oręż rycerzy i sposobami, właściwemi czasom, dopomagały mężczyznom w walkach.
„Kapłanki, czarnowłose córy Adity, poświęciły broń; z wysokości świętych wielbłądów zagrzewały rycerzy do walki i piérwsze rzuciły na wrogów śmietelne strzały.“
„Czarnowłose córy Aditi wzywały pomocy Agni, i Agni zesłał im ogień, który rzuciły one na czerwonowłosych wrogów i dały zwycięztwo dzieciom Manusa.“
„Kapłanki, czarnowłose córy Aditi, wzywały Indrę, a Indra spuścił strumienie niebieskie, aż wyszły z łożysk swych wody Gangesu i Syndusu: i zalały wrogów; kapłanki, dzielne córy Aditi, dały zwycięztwo dzieciom Manusa.“
Dzięki macierzyństwu zdobywając stopniowo powagę i cześć w rodzinie, w skutek dostrzeżonego w naturze i na równi z męzkim ubóstwionego pierwiastku żeńskiéj twórczości, piastując godność kapłanki, kobieta Indyjska, mocą zewnętrznéj piękności swéj, połączonéj z wyjątkowemi zaletami charakteru i umysłu, zdobywała niekiedy tytuł i władzę królowéj. Jedno ze zdarzeń takich przechowały stare księgi Indyjskie, pod postacią pięknéj legendy, związanéj z dziejami starożytnego miasta Asgharty. O Asgharcie podróżnicy piszą w sposób następujący:
„Postępujący w dół Gangesu, od Delhi, do Benares, spostrzega po prawéj stronie rzeki olbrzymie ruiny marmurowych schodów, których ostatnie stopnie okruszyły się już od dawna pod wpływem oblewających je wód. Dokoła równina naga, smutna, stercząca kolumnami, do połowy pogrążonemi w ziemi, okryta połamanemi posągami, obalonemi kapitelami i szczątkami płaskorzeźb. Wszystko tu, na piasczystém tém łożu, wielkiém jest i w wspaniałém. Odkryć tam można szczątki pałaców, których rozmiary przechodzą wszelkie granice znanéj nam sztuki budownictwa, i posągów, rzniętych w granicie, których wysokość sięgać musiała pięćdziesięciu łokci. Można-by rzec, iż było to zdruzgotane obalającą się górą miasto olbrzymów.
„Siedm tysięcy lat przesunęło się nad gruzami temi, karawany przeciągające tędy od Benaresu do Kabulu, nie wiedzą wcale, czém było miasto to i jak zniszczoném zostało. Z zapomnianéj przeszłości téj jedno tylko imię wypłynęło i pozostało w podaniach ludu, to jest imię Kumarity, wielkiéj królowéj, która broniła Asgharty przeciw napadowi Himalajskich górali i wolała zgorzeć w płomieniach, niźli poddać się zwycięzcy.”
Lecz kimże była Kumarita owa, i jakim sposobem zdobyła stanowisko, na którém objawić mogła wielkość charakteru swego? Opowiadające o tém starożytne powieści Indyjskie, których zbiór nazywa się Puratam Sastra, ze czcią przechowują w tegoczesnych jeszcze pagodach.
Kumarita była córką tkacza, należała więc do poniżonéj kasty wyrobników Sudrasów, o których powiedzianém jest w księdzie Manus, że Brama, stworzywszy ich, popchnął nogą i przeznaczył im jednę tylko na ziemi czynność: służyć kastom innym.
Wnet po urodzeniu się swém, Kumarita poświęconą została przez rodziców czci Nari i oddaną świątyni, w któréj wychowywać ją miano aż do czasu, gdy wiek stosowny pozwoli jéj spełniać wszystkie przepisane obrzędy. Najważniejszemi z obrzędów tych były bachanalie, dwa razy do roku, na wiosnę i w jesieni, odbywane. W pewnych, wyznaczonych ku temu dniach, świątynie Nara i Nari napełniały się woniami sandału, myrry i cynamonu, a w ciężkiéj, upajającéj atmosferze téj, kapłani i kapłanki, uwieńczeni kwiatami i wyexaltowani użyciem odpowiednich napojów, oddawali się przychodniom, którzy, tłumnie tłocząc się do świątyń, wraz z nimi składali hołd płodności i wiecznéj twórczości natury.
Tu nadmienić wypada, iż strzedz się należy sądzenia obrzędów powyższych wedle miary tegoczesnych pojęć i uczuć. Czyny, które dziś uchodziły-by za karygodną nieobyczajność, uświęcone podówczas przywiązywaném do nich znaczeniem religijnego obrzędu, nietylko były obowiązującemi, ale owszem, stawały się rodzajem przywileju dla tych, których do spełnienia ich obowiązywano. To, co w epoce naszéj przyniosło-by kobiecie każdéj hańbę niezmazalną, kapłankę bogini Nari udostajniało w oczach ogółu, a przez to podnosiło stanowisko i polepszało los kobiety Indyjskiéj.
Kumarita, na równi z kapłankami innemi, wnet po doścignięciu odpowiedniej pory życia, wziąć miała udział w spełnianiu powyższego obrzędu. Wielka piękność jej, a bardziéj jeszcze niepospolity rozum, zwróciły na nią szczególną uwagę Braminów (kapłanów) i Kszatryów (książąt), którzy lica jéj porównywali do ambrozyi, rozum do zapachu kwiatów, a rozmowę do śpiewu ptaszęcia. Z wielką téż niecierpliwością oczekiwano dnia, w którym po raz piérwszy ukazać się ona miała w świątyni Nari na widok publiczny i spełnić przepisaną ofiarę. Dzień ów nadszedł i trafem, sprowadzonym przez śmierć księcia Asgharty, zbiegł się z wyborem nowego Artakszatry, któremu hołdowało wielu sąsiednich Kszatryów, czyli książąt. O najwyższą tę po bramińskiéj w świecie ówczesnym godność ubiegali się dwaj ksiażęta, krewni zmarłego: Agastya i Jodah. Piérwszy, jakkolwiek młodszy wiekiem, lecz znany z męztwa i mądrości, przez radę braminów wybranym został.
Na wozie z sandałowego drzewa, zdobnym w złoto i kość słoniową, a przez dwanaście wielbłądów ciągniętym, w orszaku dwunastu hołdowniczych kszatryów, młody Agastya przebywał ulice miasta; dewadazisy, (córy Ewy nieba, w języku naszym bajadery) tańczyły dokoła wozu, 20,000 Sudrasów usypywało drogę kwiatami i oblewało ją wonnościami.
Przecież do świątyni Nari, w któréj dnia tego właśnie odbywały się święte bachanalie, Agastya wejść nie miał prawa. Każda kobieta, którąby przez chwilę choćby posiadał Artakszatrya, włączoną być musiała do kasty książęcéj, ustawy więc bramińskie, strzegące nienaruszalności i uroczystości kast, zobowiązywały Artakszatryą do czystości obyczajów i jednożeństwa.
Jednak orszak książęcy, zatrzymywany co chwila przez cisnące się do niego tłumy, stanął przed wspaniałym portykiem świątyni, a w téj saméj chwili najpiękniejsza i najwspanialsza z kapłanek, w liczném otoczeniu towarzyszek swych, braminów i kszatryów, przedarła się przez ciżbę, stanęła u książęcego wozu i, wznosząc rękę, donośnym głosem zawołała:
— Jestem dziewicą i oddaję siebie czci ognia!
Były to słowa straszne. Oddawać cześć poświęconemu ogniowi (arasathya) w świątyni dla niego wzniesionéj miały prawo tylko dziewice i tylko pochodzące z kast wyższych; córka Sudrasa, która przysięgę tę wymawiała, nie mogąc wstąpić do świątyni z powodu pochodzenia swego, musiała spłonąć na stosie i nic już jéj od spełnienia ofiary téj uwolnić nie mogło, z wyjątkiem, jeśliby który z kszatryów zażądał jéj na żonę. Wtedy siłą odpowiedniego prawa wyniesioną ona zostawała do kasty książęcéj i otrzymywała wszystkie jéj przywileje.
Kumaritę, która wobec braminów, kszatryów i ludu, straszną wykonała przysięgę, pociągnięto w głąb’ świątyni; Artakszatrya zaś, wróciwszy do pałacu swego, wezwał wróżbitę (guru) i rozkazał mu czytać w gwiazdach. Wróżbita wyczytał przepowiednią następną: „Gołębica wylatuje z płomieni ofiarnych i chroni się do przybytku słońca“.
Nazajutrz, nad brzegiem Gangesu, wzniesionym został stos z cedru, sandału i cytrynowego drzewa. O wschodzie słońca przywieziono Kumaritę, ubraną w kwiaty i klejnoty, otoczoną kobietami, które ochładzały ją powiewem wachlarzy. Kapłanka Nari zbliżała się do stosu, gdy stojący u stóp jego żebrak zrzucił okrywające go łachmany, z pod których ukazały się wspaniałe książęce szaty. Był to Jodah, współzawodnik do tronu Agastyi. Donośnym głosem zawołał: „Jestem księciem Kozalu i Hymawatu i żądam dziewicy téj na żonę!“ Tłum wydał okrzyk radości, lecz zaledwie uciszył się, Kumarita, wznosząc rękę, odpowiedziała: „Jestem dziewicą i oddaję siebie czci ognia!“
I wstępować zaczęła na wschody stosu.
W tém rozległy się dźwięki trąb bojowych i sto wielbłądów z uzbrojonemi rycerzami wyjechało na plac i otoczyło stos ofiarny. Na czele ujrzano Artakszatryą, który, wychylając się z pod szkarłatnych osłon, postawił stopę na głowie białego wielbłąda swego, a wyciągając rękę ku kapłance Nari, nakazującym głosem wymówił: „Jestem Artakszatryą, panem ziemi, i żądam dziewicy téj na żonę!“
Tym razem Kumarita nie powtórzyła morderczéj swéj przysięgi i została żoną Artakszatryi Agastyi, panującego w stolicy swéj, Asgharcie.
Legenda mówi daléj, że Kumarita była wierną i mądrą towarzyszką królewskiego małżonka swego, w rządach jego brała udział czynny i podzielała z nim trudy bojowe. Raz, gdy z wojskiem, na grzbiecie wielbłąda swego przebyła rzekę Brama-puthrę, otrzymała od władzcy i ludu tytuł Massa Ramy, Wielkiéj królowéj. Nakoniec po długich i chwalebnie przeżytych latach, dokonała czynu najwyższego na one czasy bohaterstwa. W nieobecności Agastyi, zręcznie i wytrwale broniła stolicy swéj od napadu górali, zostających pod dowództwem mściwego Jodhy, a gdy już obronić jéj nie mogła, warunków, podanych jéj przez zwycięzcę przyjąć nie chcąc, własnoręcznie zapaliła pałac swój i w nim, wraz z dziećmi swemi i królewskiemi skarbami — spłonęła.
Wybornym rysem epoki, w któréj najgrubsza pierwotna dzikość mieszała się z objawami względnie wysokiéj już cywilizacyi, jest ostateczne zakończenie podania.
Asgharta nie została nigdy odbudowaną, lecz Agastya, po powrocie swym, kazał wznieść na cześć Kumarity grobowiec marmurowy, mający kształt niebieskiego sklepienia, a pod sklepieniem tém, ku pomście za śmierć jéj, zarznąć dziesięć tysięcy wojennych jeńców.
Legendę tę, mającą niewątpliwie historyczną podstawę, tłómaczyć można w sposób dwojaki: Bohaterka jéj przedstawiać się nam może jako uosobienie czystości i wzniosłości uczuć, wtedy już dostępnych kobiecie, albo, jako wzór, wtedy już przez kobietę doświadczanych ambicyi i praktykowanéj intrygi. Albo Kumarita była tak czystych i wyniosłych uczuć, że przekładała śmierć męczeńską nad składanie w świątyni Neri hołdu twórczości natury; albo była ona tak ambitną, iż zamarzyła o dostojeństwie małżonki Artakszatryi, i tak odważną, iż, narażając się na śmierć w ogniu, probowała marzenia te urzeczywistnić, i tak zręczną, iż z próby téj wyszła zwycięzko. Ze względu na pojęcia czasu, wedle których obrzędy, dokonywające się w świątyni Neri, nietylko hańbiącemi nie były, lecz owszem przynosiły zaszczyt i zasługę; ze względu téż, iż dziecię, wyhodowane w świątyni, mniéj niż ktokolwiek inny przejąć się mogło wstrętem ku temu, co stanowiło chwałę jéj i racyą bytu, przechylić się możemy ku drugiemu raczéj, niż ku pierwszemu, tłómaczeniu, i w historyi Kumarity widzieć jeden z piérwszych znanych nam objawów ambicyi i intrygi niewieściéj, które, z upośledzenia powstałe, nieprzerwanym już szlakiem ciągnąć się miały przez dzieje ludzkości. Wiele téż dającym do myślenia jest wróżbita ów, który rozkochanemu już Artakszatryi ukazał w gwiazdach obraz gołębicy, przed ogniem ofiarnym chroniącéj się do przybytku słońca i, na podstawach tak ówczesnego ustroju społecznego, jak późniejszych dziejów kobiety, wolno nam przypuszczać, że pomiędzy gołębicą ową i owym wróżbitą braminem zachodziły stosunki takie, jakie przez długi ciąg wieków łączyć miały kobietę ambitną i intrygującą z tymi, którzy ku wywyższeniu się swemu posługiwali się ambicyą jéj i intrygą. Legenda wspomina, że nazajutrz po wzięciu Kumarity za żonę, Artakszatrya posłał Braminom, jako okup jéj, wspaniałe dary. Czém późniéj Wielka królowa, wychowanica kapłanów i kapłanek, stać się miała dla kasty téj potężnéj bardzo, nie tyle jednak aby wszelkiéj trwogi zbyć się mogła wobec możnych i walecznych Kszatryów, przewidział to może i obrachował wróżbita, mocą wyroczni, wyczytanéj w gwiazdach, sprowadzający wychowankę świątyni w objęcia pana ziemi...
Jakkolwiekbądź, jeżeli piérwsza część dziéjów Kumarity pozwala nam wnosić, że ówczesna kobieta indyjska pragnęła już wysokich dostojeństw, a posiadając rozum, subtelny jak „woń kwiatów,“ umiała je osiągać, — druga część dziejów tych ukazuje, że bywała już ona wtedy mężną i wierną, mądrą w radzie, a bohaterską w walce i śmierci.
Lecz literatura indyjska, będąca, jak zwykle bywa, zwierciadłem obyczajów i pojęć narodu, przedstawia nam typ i takiéj jeszcze kobiety, która pragnieniem i umysłem wznosi się do najwyższéj już, o zagadki i tajemnice wszechbytu zaczepiającéj, mądrości.
Devahuti pojętą jest za żonę przez mędrca Kardamę, który ją, obleczoną w szaty wspaniale i uwieńczoną kwiatami, obwozi po świecie na czarodziejskim wozie. Wóz ten, błyszczący od drogich kamieni, okryty miękkiém wysłaniem, napełniony białemi gołębiami i łabędziami o piórach olśniewających, unosi małżonków w różne strony świata.
Po dziewięć razy Devahuti zostaje matką, lecz pośród wszystkich szczęśliwości i blasków życia swego — uczuwa dolegliwe cierpienie; czuje ona, że Kardama chwilowo tylko oddawać się może uciechom ziemskim, że wkrótce opuścić ją musi, aby wrócić do życia mądrości i rozmyślań. A jéj cóż pozostanie wtedy? jéj, która uczuwa już całą próżnią i boleść materyalnych rozkoszy?
„O Kardamo! — mówi ona, — ten, który za cel swój nie ma ani obowiązku, ani poświęcenia, ani czci bogów, za życia jest już umarłym!“
Pragnienie to wyższych celów życia spełnioném zostać miało przez syna Devahuti.
— Rozwinę przed matką moją — mówi on — rozwinę przed matką moją naukę najwyższą, przez którą uwolni się ona od wszelkiéj trwogi i boleści.
W długich rozmowach, pełna skupienia i uwagi, kobieta żądna wiedzy otrzymuje z ust syna swego filozoficzne i religijne nauki, które ją zagrzewają do cnoty i dobra. A gdy nakoniec Bhagarat (błogosławiony mędrzec) kończy słowy: „Otom rozwinął już przed tobą, niewiasto szanowna, naukę, będącą okiem Bramy, naukę, przez którą dochodzimy do zrozumienia natury i ducha; otom już rozwinął ją przed tobą.“ Ona głębokim pokłonem oddaje cześć synowi, który oświecił duszę jéj blaskami prawdy. Opuszcza potém wóz swój czarodziejski, zstępuje na ziemię, aby cierpiéć i pełnić cnotę, aż nakoniec, gdy dusza jéj wyzwolona wzlatuje ku niebiosom, ciało oczyszczone i święte rozpływa się w świętą i dobroczynną rzekę.
Macierzyństwo, kapłaństwo i dostępowana niekiedy królewskość, a także, i nadewszystko może, konieczna przy rozwijającéj się cywilizacyi wspólność prac i pojęć męzkich i kobiecych, sprowadziły do prawodawczéj księgi szereg zdań i przepisów dziwnie niezgodnych z poprzedzającemi, a chaotycznie z niemi zmieszanych. Księga Manusa, tak okrutnie upośledzająca kobietę i tak bezwzględnie oddająca ją na łaskę i niełaskę mężczyzny, na jednych i tych samych kartach przemawia w sposób następujący:
„Mężczyzna staje się istotą zupełną tylko przez połączenie się z kobietą, i człowiek, który wraz z dojściem do wieku dojrzałości nie żeni się, winien być napiętnowanym hańbą.“
„Ktokolwiek gardzi kobietą, gardzi matką swoją,“
„Ktokolwiek przeklętym jest przez kobietę, przeklętym jest przez Boga.“
„Łzy kobiety sprowadzają ogień niebieski na tych, którzy je wyciskają.“
„Śpiew kobiecy słodkim jest uchu Boga. Mężczyźni, jeśli pragną wysłuchanymi zostać, nie powinni śpiewać chwały Boga bez kobiet.“
„Niechaj kobieta zarządza dochodami i rozchodami rodziny, przygotowywaniem żywności, staraniami około bielizny, odzieży i domu.“
„Nie przez zamykanie jéj w domu, ani utrzymanie nad nią czujnéj straży, utwierdza się kobietę w cnocie. Najlepiéj jest strzeżoną ta, która strzeże się sama.“
„Gwałtowne obchodzenie się z kobietami wzbronioném jest stanowczo. Najlepszém z niemi postępowaniem jest uprzejmość i użyteczne zapełnianie im czasu.“
Szczególniéj jednak znaczenie kobiety-żony, téj tylko wprawdzie, która była zarazem matką synów, podnosiło się zczasem, jeżeli nie w ustawach, to w obyczajach i wyobrażeniach, do niepospolitéj wysokości. Poeta (Kalidasa w Sakontali) przez usta bohaterki swéj następujące wygłaszał o niéj zdania:
„Człowiek, który łączy się z kobietą, przez nią odżywa w swych potomkach, a gdy syn rodzi się człowiekowi wiernemu wierze swéj, zbawionymi są przodkowie jego... Małżonka jest dla domu przedmiotem czci; ona-to wychowuje dzieci; małżonka jest tchnieniem życia męża swego... jest ona połową jego, jest mu ona przyjacielem najlepszym. Małżonka jest źródłem dostatku, korzeniem rodziny i jéj trwania... Na pustyniach żony są przyjaciółkami, lejącemi przez słodkie słowa pociechę w serca mężów; są one jako ojcowie w poważnych czynnościach życia i jako matki w strapieniach... To téż małżeństwo, o książę! jest stanem pożądanym bardzo: mąż bowiem posiadł żonę nietylko w tém życiu, ale i w przyszłém... Kobieta-małżonka jest stałém i świętém źródłem bytu, bez niéj bowiem, sami mędrcy święci czyliż-by mogli sprowadzać na świat dzieci? A gdy małżonek spogląda na dziecię swéj małżonki, niby zwierciadło, odtwarzające oblicze jego, doświadcza takiéj radości, jak ten, który otrzymał niebo... A gdy syn przybiega do ojca swego i otacza go uściskiem, jestże wyższa radość na ziemi?“
Jak zawsze i wszędzie, tak i tu, kobieta najenergiczniéj rozwinęła się w tym kierunku, w którym najstaranniéj kształciły ją opinie i obyczaje publiczne, wywołane przez potrzeby czasu i miejsca. Potrzebą czasu i miejsca było sprowadzenie na świat potomstwa jak najliczniejszego i dającego jaknajlepsze gwarancye zdrowia i długiego życia. Najwyższy ów pożytek społeczny w ogromnéj mierze zależał od miłości, uległości i cnoty małżeńskiéj kobiety. Nad wzbudzeniem i utrwaleniem w niéj przymiotów tych czuwał prawodawca i wykonawca ustaw prawnych, pracowała nad niemi opinia publiczna, rozdająca wedle ich miary szacunek lub hańbę, dostojeństwa lub najsroższe kary; spływały one z pokolenia na pokolenie pod postacią tradycyi i ideału, wzmagały je i potęgowały zarówno fizyczne moce dziedziczenia cech po ubiegłych pokoleniach, jak towarzyszący doskonalącéj się cywilizacyi rozwój władz uczuciowych i moralnych. To téż wszystkiemi czynnikami temi wypracowana postać małżonki indyjskiéj zarysowała się w historyi i poezyi kraju tego, z taką wspaniałością i zarazem słodyczą konturów, jakich nie dosięgnęła nigdy już późniéj, w czasach nawet najbardziéj zkądinąd dla ogólnego rozwoju indywidualności kobiecéj przyjaznych. Jako matka, jako kapłanka czyli pełnicielka publicznych i społecznych czynności, jako królowa i władczyni narodu, kobieta indyjska przewyższoną została w czasach późniejszych i u ludów innych o nieskończoność. Lecz miłość i wierność małżeńska znalazły tu, rzec można, ostatni swój wyraz, a wszystko, co w dziedzinie téj uczuć i czynów niewieścich powstawało potém, co podziwianém i opiewaném było, wydaje się tylko mniéj lub więcéj barwném lub bladém naśladowaniem owych prastarych aryjskich wzorów.
W samych już różnych sposobach, używanych przez Indyan dla aktu zawierania małżeństwa, widzimy wyraźnie stopniowe wypracowywanie się idei małżeństwa i podnoszenia go w sfery coraz czystszych i wznioślejszych pojęć i uczuć. Sposobów tych, znanych nam dziś, istniało pięć: piérwszy z nich zwał się małżeństwem w imię złych duchów i dokonywał się przez kupowanie kobiety. Z czasem używały go już tylko kasty najniższe, a w pośród wyższych zostawał w pogardzie i zaniedbaniu zupełnem. Drugim sposobem było łączenie dziewicy z Braminem, w imię Brahmy. Widzimy tu dowód czci téj, któréj doznawała kasta kapłańska i niezmiernych korzyści, które dla siebie pośród społeczeństwa zdobyć potrafiła. Poślubić córkę w imię Brahmy, czyli, oddać ją za żonę Braminowi, znaczyło to dokonać małżeństwa jéj przez akt najdostojniejszy. W imię Stwórców zaślubiał ojciec córkę, oddając ją człowiekowi jéj kasty, z przemówieniem do obojga małżonków: „Pełnijcie wspólnie powinności przepisane.“ Potém, wśród form najwyższych, zjawia się znowu forma z pierwotnego bytu wyniesiona: Małżeństwo przez porwanie kobiety, noszące nazwę Kakszasów, czyli imieniem tém zwanych Autochtonów, których, przybywając do Indyi, znaleźli i pod władzę swą w części podbili, a w części wytępili Aryowie. Lecz ostatnią już a najwyższą formą zaślubin było małżeństwo, dokonane pod wezwaniem Gandharwów, czyli duchów dobrych, a wedle któréj wzajemne zgodzenie się mężczyzny i kobiety udzielało związkowi ich prawnéj i religijnéj sankcyi. Jedno z pozostałych świadectw ostatniéj téj formy zaślubin znajdujemy w bardzo staréj legendzie indyjskiéj o królu Duszjancie i żonie jego Sakontali, która w następstwie czasu posłużyła poecie (Kalidasa) za temat do jednego z najpiękniejszych dramatów literatury Wschodniéj. Wedle legendy téj, król Duszjanta, spotkawszy pośród myśliwskich łowów dziewicę Sakontalę i rozmiłowawszy się w niéj, w ten do niéj przemawia sposób:
„Zezwól na zostanie żoną moją, a do ciebie należéć będzie całe królestwo moje. Połącz, dziewico skromna, połącz dni swe z mojemi małżeńskim węzłem Gandharwów; bo ze wszystkich sposobów zawiązywania małżeństwa, sposób ten uchodzi za najlepszy“.
Sakontala błaga króla, aby pozwolił jej czekać z postanowieniem na powrót jéj opiekuna. Niech on na związek ich udzieli zezwolenia swego i błogosławi go z radością. Lecz król odpowiada. „Przez przyjaźń łączy się dusza z duszą, ucieczkę swą dusza w innéj duszy znajduje; sama téż dusza z inna duszą się łączy i takiém jest prawidło, które wykreśla dla ciebie prawo bozkie“.
Sakontala przystaje, lecz z warunkiem, aby syn, który z niéj się urodzi, był dziedzicem tronu Duszjanty. Król przyrzeka spełnić jéj żądanie i kochankowie łączą dłonie swe przed obliczem bogów.
Tu koniecznie zauważyć należy, że obie ostatnie formy małżeństwa: przez porwanie i przez zobopólne zgodzenie się stron obu, stanowiły wyłączny przywilej Kszatryów i Braminów, czyli kast najwyższych, na dowód jakby, że uprzywilejowane warstwy narodu posiadać muszą to, co je podnosi, i to, co je poniża; to, co rozwija je, potęguje, i to, co staje się źródłem zepsucia ich i upadku.
Sudrasy i Wajscyowie nie mieli prawa żenić się ani sposobem Kakszasów ani pod wezwaniem Gandharwów. Kobiety ich nie posiadały prawa wyboru mężów, szeroko, jak o tém świadczy literatura, praktykowanego w kastach wyższych. Córki Kszatryów dostępowały często szczęścia tego, jakiém jest dobrowolny wybór towarzysza życia, towarzysza szczególniéj, który, bądź co bądź i pomimo wszystko, panem ich miał być i bogiem na ziemi. Opiewane przez poetów dzieje królewien i księżniczek ukazują je paniami serc swych, oddającemi serce i rękę w zamian najwaleczniejszego czynu, najwyższéj zręczności czy siły rycerskiéj. Odbywały się tu wyścigi i turnieje, niezmiernie podobne do tych, które stanowić miały zabawę i przepych ogromnie późniejszych czasów i oddalonych miejsc. Akt ten ubiegania się o rękę książęcéj dziewicy, za pomocą rycerskich popisów i czynów, nosił nazwę Swayambary. Mahâbharata, w jednym z epizodów swych, opisuje Swayambarę Draupadi, córki władzcy Pantchalów.
Plac, przybrany w tryumfalne łuki, festony i wieńce, przedstawiał arenę popisów dla starających się o rękę księżniczki. Królowie i książęta przypatrywali się mu z tronów swoich, umieszczonych na krużgankach pałaców, które, otoczone złotemi balustradami i zdobne w perły, odbijały ognie upalnego słońca.
Przez piętnaście dni trwały wspaniałe zabawy. W dniu 16 ukazała się na widok publiczny księżniczka Draupadi; okryta klejnotami wstąpiła w arenę i, stanąwszy w środku jéj, uwieńczyła głowę swą złotym wieńcem. Uroczystość rozpoczęła się ofiarą, złożoną ogniowi, poczem bębny uderzyły, zabrzmiały trąby, a gdy wszystko umilkło, Drichtadymma, brat Draupadi, trzymając ją za rękę, pokazał rycerzom cel i nagrodę ich trudów. Zwracając się zaś do niéj, przemówił:
„Ci i innych jeszcze wielu, królowie krajów różnych, rycerze urodzeni i sławni w świecie, zgromadzili się tu do ciebie, o szczęśliwa!“
Rycerze strzelali z łuków i wyprawiali różne gonitwy i walki. Zwyciężył wszystkich Karna, który był synem słońca (króla zapewne), lecz o którym było powszechne mniemanie, że powstał z krwi Sudrasów. Na widok zwycięzcy, Draupati, drżąc z gniewu, woła: „Nie chcę Sudrasa.“ Oporu tego nie przełamuje nikt. Turnieje rozpoczynają się na nowo, aż zwycięża w nich rycerz, któremu księżniczka oddaje dobrowolnie wieniec nagrody i zarazem swą rękę.
Zarówno wyraźnie, lecz w stokroć piękniejszéj formie, swoboda ta serca i woli dziewic książęcych objawia się w historyi Dayamanti, córki króla Widarbhów, Bhimy.
Kiedy zaświtał dzień swayambary, przez wrota, zdobne w złote kolumny, weszli królowie, jak lwy wstępujące na górę. Głowy ich uwieńczone były kwiatami, brylanty jaśniały w ich kolcach; — zasiedli na przeznaczonych im tronach.
Dayamanti weszła do areny, wzrokiem szukając Nali. Nagle ujrzała stojących przez sobą pięciu ludzi, zupełnie do siebie podobnych: czteréj z nich byli bogami, którzy przybrali na się postać jéj ukochanego. Jakże rozróżnić zdoła ona człowieka od bogów? Oto spostrzega, że czteréj owi unoszą się nieco nad ziemią. Suknie ich wolne są od kurzawy dróg, wieńce świeże, a czoła nieuznojone upalném słońcem. Piąty zdwojony jest cieniem swym, a okryty potem i pyłem; wieniec ma uwiędły i stopami dotyka ziemi. Ku temu to strudzonemu człowiekowi zbliża się Dayamanti, ujmuje brzeg jego szaty i rzuca mu na ramiona świeży wieniec. Wybrała go na małżonka. W zamian mówi on do niéj: „Ponieważ w obec bogów mnie hołd złożyłaś, zostaję małżonkiem twym i przyjmuję cię za małżonkę. Dopóki duch ożywiać będzie ciało to, zostanę z tobą”.
Ceremoniał ślubny taki, jakim badacze odnajdują go dziś w podaniach i świętych księgach ludu tego, pełen był powagi i uroczystości, a kładąc nacisk pewien na zależne zawsze stanowisko kobiety, objawiał téż pieczołowitość o szczęście jéj i wykréślał granice domowych działań jéj i wpływów. W chwili zaślubin, kapłan wymawiał: „Biorę ją z pod władzy ojca, a oddaję w zależność mężowi. Oby mogła ona, o dobroczynny Indro, szczęśliwą być i miéć liczne potomstwo!”
Narzeczony zaś przemawiał do narzeczonéj: „Biorę cię dla szczęścia naszego, chcę abyś była żoną moją i razem ze mną postarzała”.
Potém kapłan: „Nie rozłączajcie się, żyjcie razem, szczęśliwi w domu waszym, igrając z dziećmi i wnukami swymi”.
Narzeczony: „Oby pan stworzeń udzielił nam potomstwa licznego, oby Aryaman przedłużył nam życia! Pod dobrą wróżbą wejdź pod dach małżeński. Niech szczęści się u nas dwunogim i czworonogim!”
„Pójdź, o pożądana Bogom, miła sercu tkliwemu z wdzięczném spojrzeniem, dobra dla męża swego, dobra dla zwierząt, przeznaczona na matkę bohaterów. Pójdź i niech szczęści się u nas dwunogim i czworonogim!”
Kapłan: „Wspaniałomyślny Indro, uczyń ją szczęśliwą! Niech ma liczną rodzinę, niech mężowi swemu da dziesięcioro dzieci, a on sam niech dla niéj będzie jako jedenaste”.
„Panuj z teściem i świekrą twą, panuj z siostrami i braćmi męża twego!”
Nic więc dziwnego, że z człowiekiem ukochanym dobrowolnie połączona, a cała przejęta pojęciem o wyższości jego nad sobą i niezłomnych jak śmierć względem niego obowiązków, małżonka indyjska wzniosła się do takiéj wysokości uczucia i poświęcenia, że poeci z rysów pochwytywanych w naturze, a harmonizowanych przez sztukę, stwarzać mogli postacie kobiece takie, jak Savitzi, żona anachorety Swayamby (Mahâbharata) i Sita, małżonka Ramy, (Ramajana).
Savitzi, córka królewska, wybrała sobie za małżonka Satyavatę, syna anachorety, zdetronizowanego króla. Kiedy dworacy i sam ojciec żądają od niéj, aby inny uczyniła wybór, odpowiada dumnie: Raz tylko człowiek poddaje się przeznaczeniu swemu, raz tylko dziewica zaślubia mężczyznę, raz tylko ojciec jéj wymawia: oddaję cię! Oto trzy razy raz ludzi uczciwych”.
Lecz wedle przepowiedni świętego mędrcy Narady, Swayambo umrzéć ma w pierwszą rocznicę swych zaślubin. Nic to. „Czy długo żyć on będzie, lub krótko i jakiekolwiek posiada zalety, lub jakichkowiek nie posiada, skoro raz wybrałam go na małżonka, innego już nie wybiorę”.
Połączona z wybranym swoim opuszcza dwór i przepych królewski a zamieszkuje puszczę, będącą schronieniem wygnanéj i pozbawionéj tronu rodziny. Lecz przychodzi straszny dzień, wyznaczony na śmierć Swayamby. Savitzi usiłuje wyjednać mu życie modłami i umartwieniami ciała. Przez trzy dni i trzy noce zachowuje stojącą postawę, nakoniec, niby cień do kroków jego przywiązana, towarzyszy mu w odległe miejsca puszczy, kędy on udaje się dla ścinania drzewa. Tu, wśród uśmiechniętéj wszystkiemi czarami wschodu, porannéj sielanki, Swayambo skłania głowę na ramię towarzyszki — umiera. Jednocześnie przed wzrokiem jéj staje postać dziwna, w szkarłat obleczona, z promienną, lecz zarazem czarną twarzą i płomienistemi oczyma. Jest to Jama, czyli śmierć. Oddziela on od ciała duszę Swayamby i uwiązaną na sznurze pociąga ją w stronę swego państwa. Za uprowadzoną duszą męża swego wierna małżonka postępuje spłakana, lecz mężna. Daremnie Jama mówi jéj, aby wracała.
„Uczyniłaś już dla męża swego wszystko, coś uczynić mogła; szłaś tak daleko, jak tylko iść mogłaś”.
Savitzi postępowała wciąż za nim i za duszą męża.
„Dokąd uprowadzanym jest mąż mój, tam i ja iść powinnam; obowiązek to mój wiekuisty. Zaklinam cię, w imię pokuty i uległości, w imię szacunku dla mistrzów duchowych (braminów), w imię miłości méj i poświęcenia dla męża mego, pozwól mi iść za sobą”.
Nie samemi tylko objawami żalu usiłuje ona zmiękczyć i wzruszyć Jamę. Próbuje utorować sobie drogę do rozumu jego. Przedstawia mu wszystkie wdzięki i pożytki dobroci i litości, ku którym skłonić go pragnie.
Jama odpowiada:
„Wracaj! lecz że rad jestem z mowy twéj wzniosłéj i przystojnéj, proś mię o łaskę jakąkolwiek, a z wyjątkiem życia męża twego, spełnię czego zażądasz, szanowna!”
Tu przedstawia się żywo przywiązanie kobiety, nietylko już do męża, ale i do jego rodziny. Savitzi prosi Jamę o przywrócenie wzroku niewidomemu jéj teściowi... Jama przystaje, lecz skłania ją znowu do powrotu. Droga staje się coraz cięższą, a ona jest już zmęczoną.
„Jakżebym zmęczoną być mogła, skoro idę za mężem moim? Tam, dokąd udaje się on, ja iść muszę. Droga, którą wiedziesz męża mego, jest drogą moją. Panie bogów, posłuchaj mię jeszcze”...
I opowiada mu znowu, jak wielką jest moc dobroci, jak rzadkiemi są jéj owoce, jak skosztowane raz nabierają one nieprzepartéj ponęty.
Jama pochwala słowa jéj, tchnące cnotą i mądrością, i pozwala jéj znowu żądać łaski jakiéj, z wyjątkiem zawsze życia jéj męża. Savitzi żąda, aby teść jéj odzyskał utracone królestwo.
„Żądanie twe spełnioném będzie, lecz wracaj!”
Ona nie wraca. „Droga ta długą dla mnie nie jest, skoro jestem z mężem moim, bo miłość moja dla niego stokroć rozleglejsza: idąc daléj, słuchaj mię jeszcze...
Opowiada Jamie, że śmiertelni nazywają go potomkiem słońca i królem sprawiedliwości. „Wielki to tytuł, lecz o ileż potężniejszą jest dobroć, która zniewala serca...
W nagrodę słów tych, Jama przyrzeka spełnić jeszcze jedno żądanie jéj, z wyjątkiem życia Swayamby.
„Niechaj stu synów miłych, ojców tyluż rodzin mocnych i wspaniałych urodzi się ze mnie i ze Swayamby!”
Jama przystaje. Lecz: „O, córo królewska! wracaj, wracaj! droga daleką jest jeszcze!”
Ale ona nie lęka się niczego. Jakże błogo jest przestawać z dobrymi! „Dobrzy postępują zawsze drogą cnoty; dobrzy nie męczą się niczém; dobrzy lubią przebywać z dobrymi; przestawanie dobrych z dobrymi słodkie przynosi owoce. Dobrzy-to kierują słońce ku prawdzie; dobrzy są podporą ziemi; dobrzy, o panie, gotują drogi istotom, mającym żyć w przyszłości! Dobrodziejstwo wyświadczone jałowém nigdy nie jest, nic go zmazać nie potrafi, ani wielkości, którą sprawia. O ile trwałém jest panowanie dobrych nad samymi sobą, o tyle dobrzy są zbawcami świata!”
Tym razem Bóg śmierci, król cieni, wzruszonym się czuje: „Proś mię o nieporównaną łaskę jaką, o niewiasto, wierna mężowi swemu!” Nie wyłączył już tym razem Swayamby. „Niech Sawyamba mój żyje! — woła kobieta, — bo bez niego jam jest jako nieżywa. Bez niego nieba samego nie pragnę i niéma dla mnie rozkoszy żadnéj; bez niego — nie chcę żyć!“
Zwyciężyła! Bóg śmierci rozwiązał sznur swój straszliwy i uwolnił duszę Swayamby, które uleciała ku ciału jego. Podówczas téż Savitzi wróciła, usiadła przy uśpionym tak, jak przy konającym siedziała, i głowę jego na łonie swém złożyła...
Nieporównanie téż piękną jest w Ramajanie postać Sity, małżonki bohatera i półboga Ramy. Kiedy przez złą macochę i niedołężnego ojca, Rama skazanym jest na czternaście lat wygnania na puszczy, Sita, w ten sposób do nieszczęsnego wygnańca przemawia: „Rozłączona z tobą nie chciała bym przebywać w niebie samém: przysięgam ci to na miłość mą i me życie.“
„Tyś panem moim, przewodnikiem, drogą mą i mém bóztwem. Pójdę za tobą i takiém jest ostateczne postanowienie moje.“
„Jeżeli pójdziesz w lasy cierniste i gęste, iść będę przed tobą, stopami memi gnąc, aby ci drogę ułatwić, kolczaste, wysokie trawy.“
„Uczyń mi łaskę tę i niech idę pomiędzy lwy, tygrysy, wielbłądy, dziki i niedźwiedzie.“
„O jakże szczęśliwą będę, zamieszkując z tobą te lasy cieniste, napełnione zapachem kwiatów! O, z jakąż rozkoszą zanurzę się w te wody samotne, śród których łabędzie i kaczki igrają w cieniu lotusów.“
„Tysiące lat przeżytych tam, u boku twojego, wydadzą mi się dniem jednym.“
„Bo raj bez ciebie wydał-by mi się obmierzłym, a z tobą piekło było by rajskim pobytem.“
Prostym już było wynikiem podobnego natężenia małżeńskich uczuć kobiet, że mężczyzni płacili im za nie podobnąż miłością, a niekiedy i czcią.
Na powyżéj przytoczone słowa Sity, Rama, po długich wahaniach się, spowodowanych troskliwą o los jéj trwogą „w gorączce bolu“ odpowiada:
„Dla mnie téż niebo bez ciebie nie miało by uroku, o kobieto ze słodkiém obliczem! a przy tobie serce me jest bez trwogi, nawet wobec Swayambtona, istoty, która sama przez się istnieje!“
„Pójdź więc i idź za mną, jako żądasz, ukochana. Chcę czynić zawsze to, co jest miłém sercu twemu, o niewiasto godna czci wielkiéj!“
Potém zaś gdy, porwaną w puszczy przez Kakszasów, traci ją z oczu, żal i rozpacz jego granic nie mają.
„Jako żałuje człowiek całego straconego mienia, uczt z ambrozyi, przy których już nie zasiada, raju, z którego wygnanym został, tak ja żałuję szlachetnéj méj Dżakonidy! (rodzinne imię Sity).
„Biada, o ukochana moja, z oczyma jelonka i pozłacaném licem! Albo-li nie wiész żem nieszczęsny, zginiony, że zbłąkał się mój umysł!“
„O nie opuszczaj mnie, mnie wygnańca Kekei (macochy), odartego z Królestwa swego, skazańca puszczy! O, jakżeś mogła opuścić tego, który nie ma ojczyzny i — odejść.“
„Kędyż jest miłość twoja? Gdzie słodkie twoje słowa? W cóż obróciła się tkliwość twa i czułość? O, bo nie wiész, bo nie wiész ty, Dżakonido! jak duszę moję ból i smutek dręczą!“
Niekiedy zjawiało się, oprócz miłości, wysokie uznanie dla rozumu kobiety-małżonki. W Ramajanie, zwyciężony król Kakszasów, oddając w ręce zwycięzcy dziedzictwo swe, którego część nieodłączną stanowiły żony jego, jednéj z nich następującego udziela świadectwa:
„Tarâ jest niewiastą dobréj rady w sprawach zawikłanych i nigdy nie zbraknie jéj wiedzy do wyjaśnienia natury wypadków. Jeżeli powié ona: „to dobrze!“, pełń zamiar twój bezpiecznie, bo nic nigdy nie stanie się inaczéj, jak wedle jéj sądu.“
Zaznaczyć jednak wypada, że ślady wyższego umysłowego rozwoju kobiet, pozostawione w kreślonych przez poezyą i podania indyjskie typach niewieścich, są wielce rzadkie i zaledwie dające się znaleźć i spostrzedz. Tkliwość głęboka i do wszelkich poświęceń zdolna, niezłomna wierność uczuć, połączona z zaledwie wyraźnym odbłyskiem rozumowego pojęcia cnoty i obowiązku, oto cechy, czyniące z wybranek prastaréj téj cywilizacyi postacie przedziwnie, lecz zawsze w jednym kierunku i na jeden niby wzór ukształtowane. Cechy te zakreślają zresztą tu i owdzie kręgi szersze, niż życie rodzinne, dosięgają wysokich sfer tego już wszechludzkiego współczucia, które mieści w sobie litość nad cierpieniem istot choćby obcych i oddalonych, przebaczenie uraz i krzywd, czynną pomoc, udzielaną tym, którzy jéj potrzebują. Że przebaczenie wrogom nie było obcém i nieznaném prastarym czasom i sercom owym, świadczą o tém mnogie ustępy dwu najrozleglejszych poematów indyjskich: Ramajany i Mahâbharaty. Rama przebacza macosze wyrządzane sobie śmiertelne krzywdy i obelgi, a przebacza tak dalece, że wzbrania przyjaciołom źle o niéj mówić, imię jéj wspomina z szacunkiem, a w modłach poleca ją opiece bogów wraz ze wszystkimi, którzy mu byli mili i drodzy. W tym téż rysie charakterów dorównywa mu małżonka jego Sita. Zostając w niewoli u króla Kakszasów, doświadczyła ona mąk i utrapień najrozmaitszych od kobiet, straż nad nią trzymających, istnych jędz ohydnych a srogich. Wyzwolona przez rycerzy, na których czele był mąż jéj, w ten sposób odpowiada jednemu z obrońców swoich, który zamierzał pomścić jéj cierpienia. „Oszczędź kobiety te, które były tylko ślepemi narzędziami strasznego pana swego, sługami, zmuszonemi do posłuszeństwa, poruszanemi wolą cudzą... Słabą będąc sama, umiem przebaczać słabym!...“
W obrzędzie ślubnym zauważyć należy ustęp przemówienia narzeczonego do narzeczonéj, w którym nazywa on ją „dobrą dla zwierząt,“ a pomimo, że pamięć ta o losie „czworonogich“ przypisaną być może w znacznéj części pojęciu metempsychozy, jak téż uczuciu wielkiéj użyteczności owych pomocników człowieka, zawsze jednak ze słów tych wnosić należy o wysokim stopniu, którego dosięgło już wtedy miłosierdzie serca kobiety, umiejącego być dobrém nawet dla zwierząt. Miłosierdzie jéj względem ludzi obrazuje jeden z hymnów wedyjskich, opiewających chwałę niewiasty dobréj: „Upatruje ona tego, który jest zmęczony, uciśnięty przez głód i pragnienie i ku niemu-to zwracają się wszystkie jéj myśli.“
Takiemi były zdobycze, w cywilizacyi indyjskiéj przez kobietę otrzymane; takie wśród cywilizacyi téj zjawiają się nam wysokie i piękne typy matek, kapłanek, królowych, pań domu, a szczególniéj i przedewszystkiém — małżonek. Zapatrując się na nie, myśléć-by można, że los kobiety dosięgnął tam, z biegiem czasu, najdalszego już kresu szczęśliwości, że otrzymała ona tam zupełnie już sprawiedliwie wymierzony udział, tak w obowiązkach, jak w prawach, tak w pojęciach o niéj panujących, jak w człowieczéj i społecznéj dostojności. Z sądem przecież takim — ostrożnie! Uchylmy się z pod wpływu, wywartego na nas przez czarującą piękność wybranych owych postaci niewieścich, a ujrzymy z łatwością, że były one — wyjątkami, wyjątkami pośród ogółu, jako wyłącznie córy dwu kast, dwu odłamów narodu, posiadających to, co innym niedostępném było. Wszystkie postacie owe matek, córek, żon, niewiast kochających, wiernych, poświęconych, mądrych i miłosiernych, to matki, córki, żony Braminów i Kszatryów, towarzyszki panów ziemi, królów, albo władzców duchowego państwa: kapłanów i anachoretów. Jeżeli kiedy córka Sudrasa wznosi się ku dostojności, zapisującéj imię jéj na kartach poezyi, lub dziejowego podania, dzieje się to nieinaczéj, jak przez wyjątkowe zdarzenia lub z cudownością graniczące przymioty, za pośrednictwem wszechwładnéj świątyni, dzięki kaprysowi lub namiętności książęcéj. Kumarita, ażeby zostać żoną Artakszatryi, musiała wyjść z wrót kościelnych, błysnąć heroiczną czystością i odwagą, otrzymać w umyśle i sercu pana ziemi sankcyą, przez usta kapłańskie, wyczytaną w gwiazdach. Jakiż tu wyjątkowy charakter! co za olśniewająca piękność! jaki zbieg okoliczności przeróżnych, popartych może zręcznością i intrygą! Cóż jednak działo się z ogółem mieszkanek niższych piętr społecznego gmachu? jak żyły, czuły i myślały córy Sudrasów i Wajscyów, najliczniejsza więc część kobiecéj społeczności indyjskiéj? Milczą o tém podania; poezya promienistą pochodnią swą nie rozświeca przed nami nizin, tych pozostałości pierwotnego stanu, pełnych sprzeczności z tém, co powstawało u szczytów. Lecz i u szczytów także nie wszystko było jasném. W jakiémże otoczeniu ukazują się nam Dayamanti, Savitzi, Sita, Tara i inne wspaniałe uczuciem i cnotą bohaterki indyjskiéj poezyi? Otoczenie to złożoném jest z najróżniejszych ujemnych cech, które ustawy, sposób życia i odziedziczenie, wypracowały w naturze niewieściéj; z najróżniejszych cierpień i upośledzeń, któremi obarczone były losy kobiety. W plastycznych i aż jaskrawych niekiedy obrazach widzimy tu wpływy wielożeństwa, owego sposobu życia w zamkniętych i przeludnionych gyneceach, kędy zawiść i współubieganie się o przelotne względy wspólnego pana tępiły wszelką godność, a zaostrzały jedyne oręże w zapasach tych użyteczne: zalotność i obłudę. Macocha Ramy, owa Kekeja, która na korzyść syna swego pracuje nad zgubą syna rywalki, jakiż przedziwny przedstawia typ intrygantki i zalotnicy, ufnéj we wpływ wdzięków swoich na niedołężnego a rozkochanego w niéj starca! Posiada już ona tak zwany pokój gniewu czyli pokój do gniewania się, coś nakształt nowożytnego budoaru, do którego udaje się, gdy pragnie zatrwożyć króla i przez trwogę tę nakłonić go do chęci swoich. Z jakąż sztuką przywdziewa ona smętne szaty, gdy udaje się do pokoju tego! jak malowniczo umié upadać w zemdleniu! jak zręcznie schlebia namiętnościom i porusza najdrażliwsze struny w piersiach starca! A po otrzymaném zwycięztwie, jak nieubłaganie i okrutnie tryumfuje nad rywalką, łzami jéj i poniżeniem! Istne to i pełne w sobie upostaciowanie cech niewieścich, wypracowanych przez wielożeństwo i niewolnictwo, lepiéj jeszcze, przez ogólne poniżone stanowisko jéj wobec mężczyzny.
Gdzieindziéj widzimy jadowity pierwiastek, przenikający do głębi istotę kobiecą, a mający źródło w hańbie, przywiązanéj do bezpłodności, czyli, zapatrywaniu się na kobietę tylko ze stanowiska jéj macierzyństwa. Z jakąż zawiścią gorzką i nienawistną kobiety pozbawione dzieci spoglądają na tę, która powiła syna; jak namiętnie dłonie ich, nieświadome zresztą niczego w naturze i życiu, wynaleźć umieją pośród bujnéj rośliności wschodu drobną jakąś, lecz trującą trawkę, która zniszczyć ma życie dziecka, a zarazem szczęście, wyższość nad niemi, a z wyższości téj płynącą pychę i wyniosłość matki! (powieść ze zbioru Bhagavata Purana).
Tam znowu piérwsza małżonka króla „towarzyszka jego młodości” spostrzega, że serce męża jéj i pana, pociągnięte wdziękami niewiasty obcéj, odwraca się od niéj. Dumna i kochająca, nie czeka aż odrzuconą zostanie, idzie sama na spotkanie boleści swéj i we wdowich szatach, uwieńczona białemi różami, staje przed mężem, aby w słowach pełnych niewolniczéj pokory, a zarazem przejmującego do głębi smutku, zrzec się prawa piérwszéj małżonki i złożyć ślub dośmiertnych ascetycznych umartwień. Obraz to kobiety, zdeptanéj przez kaprys lub namiętność mężczyzny, życie to złamane, nawskróś przejęte melancholią bezdenną, płynącą z pustkowi bez granic. Odrzucona od serca i oblicza pana swego, cóż królowa, pomimo że jest królową, czynić będzie? czémże żyć będzie na ziemi? Bezgraniczną pustkę jéj dni, serca i myśli, zapełnią umartwienia i okrucieństwa, nad samą sobą dokonywane, a niewynagrodzone tém nawet dostojeństwem, jakie otrzymywali mężczyzni anachoreci, za życia już uświęcani, (dramat Sakontali).
Ale i w dziejach samychże wybranych i najszczęśliwszych ileż sprzeczności! jak bardzo mieszają się tu postępy, sprowadzone przez rozwój cywilizacyi, z pozostałościami czasów dawnych, zaszczyty z upośledzeniami, przywileje z wyłączeniami. Dayamanti wybiera dobrowolnie Kalę na małżonka, wybiera go nawet z odtrąceniem bogów; lecz w jakiż sposób odpowiada jéj ów wybrany? „Ponieważ złożyłaś mi hołd wobec bogów, zostanę małżonkiem twoim i ciebie za małżonkę przyjmuję.“ Jakże w odpowiedzi téj brzmi uczucie niezmiernéj wyższości, która przyjęcie najpożądańszego choćby szczęścia za wyświadczoną przez się łaskę uważa.
Sita, owa wierna i poświęcona Sita, na wygnaniu, wśród którego dobrowolnie towarzyszy mężowi, sporządziwszy pożywienie, do którego zasiada on z bratem swym, pokornie stoi na stronie i oczekuje, aby głód własny nasycić, w chwili, w któréj panowie ziemi jeść przestaną; albowiem żadna cnota, żadna nawet wzajemna miłość, wymazać nie mogły z pamięci pobożnego Aryi słów, zapisanych w księdze ubóstwionego prawodawcy. „Kobieta nie powinna siadać u stołu, dopóki mąż jéj jeść nie przestanie.“
Porwaną przez Kakszasów Sitę, Rama wywalcza i odbiera z tysiącem trudów i szwanków wojennych. W czasie nieobecności jéj, odgłosami swoich żalów napełnia puszcze i doliny górskie, kocha ją, nie rozmija się z prawdą, gdy mówi, że niebo bez niéj było-by dla niego bez ponęty; jednak wszystko to nie przeszkadza temu, że, ku zadowoleniu męzkiéj i królewskiéj swéj dumy, odzyskaną postanawia poddać próbie ognia, mającéj wobec ludzi dowieść zachowania przez nią nieskazitelności. We własnych oczach jego nie ulega ona podejrzeniu żadnemu, lecz biada, jeżeliby ktokolwiek przypuścić mógł, że małżonka Ramy mniéj czystą jest i niepokalaną od perły téj, którą w dniu zaślubin przyozdobił on jéj głowę. Niech spłonie raczéj kobieta najmilsza i najcnotliwsza, byleby cześć mężczyzny żadnéj na sobie nie nosiła skazy. I wedle fantazyi poety, odzwierciedlającéj w sobie uczucia i pojęcia współczesnych, trzeba było wstawiennictwa samego Brahmy, aby kobietę, bohaterską i wierną aż do męczeństwa, uchronić od śmierci w płomieniach.
Nakoniec, żaden szczegół społecznego życia nie rozwija się samoistnie, lecz w rozwoju swym warunkowanym jest przez wielostronne, a wielce liczne zwykle czynniki. Tu czynnikiem olbrzymio a złowrogo potężnym było zorganizowanie się społeczeństwa indyjskiego w ściśle zamknięte i rozgraniczone kasty, zorganizowanie się, które ostateczną formę swą przybrało w momencie najwyższéj potęgi Braminów i ku utrwaleniu potęgi téj służyć miało. Wedle ogólnego sposobu myślenia i wierzenia ludów wschodnich, kastowa organizacya społeczna za podstawę miała wolę samego bóstwa. Bramini wyszli z ust, Kszatryowie z ramion, a Sudrasowie z nóg Brahmy. Kszatrya winien był Brahminowi cześć i posłuszeństwo synowskie, dla Sudrasa (rzemieślnika i pasterza) obaj byli samowładnymi panami i nieledwie bogami ziemskimi. Poniżéj istnieli jeszcze paryasy, wyłączeni całkiem ze wszelkiego społecznego i towarzyskiego życia, strąceni poniżéj zwierząt swojskich, bardziéj gardzeni i prześladowani od zwierząt dzikich. W takim układzie społecznym, który skomplikował się jeszcze przez rozpadnięcie się samychże kast na mnóstwo drobnych, lecz równie ściśle zamkniętych w sobie odłamów, uczucie i pojęcie sprawiedliwości powstrzymanemi być musiały w rozwoju swym, zarówno jak srodze utrudnionemi drogi dla wszelkich indywidualnych zdolności i usiłowań. Stłumienie sprawiedliwości, tego najważniejszego czynnika w uspołecznianiu się i cywilizowaniu ludów, i skrępowanie indywidualnéj pracy i myśli, czyli zatamowanie u źródła odnawiających i twórczych sił narodu, stały się przyczynami zmartwiałości, w którą popadli indyjscy Aryowie, a która nie pozwoliła im ani bronić się skutecznie od nieprzyjaciół zewnętrznych, ani zmieniać lub modyfikować formy wewnętrznego życia. Rozkładowa czynność religii, coraz groźniejszéj a wzbierającéj w uciążliwe obrzędy i ogłupiające baśnie, pogrążenie się w metafizyce, absolutnie stawiającéj się na miejscu wszelkiéj przyrodzonéj i pozytywnéj wiedzy, usypiający nakoniec wpływ klimatu i przyrody, który, powyższe zjawiska możliwemi uczyniwszy, umacniał ich trwałość; pracowały wspólnie z urządzeniami kastowemi nad zdrętwieniem, zesztywnięciem w raz przyjętych formach bytu, czyli nad moralném uśmierceniem narodu. Gdy zaś wszystko usnęło i zamarło, jedna ze spraw społecznych żyć i poruszać się nie mogła. Owszem, z opadnięciem poziomu twórczéj energii narodu, musiała ona na punkcie każdym tracić wiele z tego, co już nabytém i zdobytém było. Los kobiety, na równi ze wszystkiemi innemi składnikami społecznemi, uległ zastojowi i częściowym pogorszeniom. To ostatnie ukazuje się najwybitniéj w położeniu, wytworzoném dla dwóch kategoryi kobiet, mianowicie: dla wdów i kapłanek.
Powszechnie znanym jest, do dziś trwający, a oburzenie Europejczyków budzący, obyczaj palenia kobiet indyjskich wraz ze zwłokami zmarłych ich mężów; rzadko kto jednak zdać sobie umie sprawę dokładną, tak z pierwotnego pochodzenia, jak z historycznego rozwoju obyczaju tego. Pierwotne pochodzenie to nie jest inném, jak owo w zmroku przedwiekowym zrodzone pojęcie bezwzględnéj zależności kobiety od mężczyzny, zależności, w skutek któréj winną była ona towarzyszyć i służyć mu w życiu pozagrobowém tak, jak dobrowolnie lub z musu towarzyszyła mu i służyła w ziemskiém. Życie zaś pozagrobowe przedstawiając sobie w postaci mniéj lub więcéj utożsamionéj z ziemskiém, umierający pan stworzeń ziemskich mieć pragnął przy sobie tam wszystko, co mu miłém i użyteczném było tu. Na stos więc, na którym spłonąć miał, ażeby z prochów odrodzić się gdzieindziéj, lecz niezmienionym samym sobą, zabierał on broń swą, narzędzia domowe, zwierzęta swojskie, niewolników czyli sługi swe i kobietę. Wszystko to wraz z nim i dla niego z prochów odrodzić się i służyć mu miało. Źródło to obyczaju najpiérwsze. Następnie utrwaliło go pojęcie zupełnego nicestwa kobiety w odosobnieniu od mężczyzny. Istota zależna mogła była uniezależnioną zostać przez śmierć swego władcy; lecz istota tak niedołężna i niemocna, że istnienie jéj bez niego niemożliwém się stawało, a tak upośledzona, że, gdy jemu nie służyła, żadne już dostojeństwo i żadna zasługa dostępnemi jéj nie były, po odejściu jego nie posiadała już możności ani racyi bytu.
„Jedynym Bogiem kobiety jest mąż... cokolwiek posiada ona, pochodzi od niego.“
Oto niemożność istnienia bez niego, jako bez Boga i bez chleba. Nieśmiertelność chwalebną i szczęśliwą, dla blizkich i ukochanych swych, wyjednywać mogą spełnianiem odpowiednich obrzędów tylko mężczyzni. Oto brak racyi bytu. Kobieta najpierwotniéj umierała wraz z mężem swoim, w skutek zależności swojéj i swego nicestwa.
Widzieliśmy jednak, jakim modyfikacyom uległy z biegiem czasu dwa te pojęcia. Kobieta, widocznie przedstawiająca piérwiastek macierzyństwa do ubóstwienia wyniesiony, kobieta towarzyszka domowych prac mężczyzny, piastująca godność kapłańską, a niekiedy królewską, nie przedstawiała już ani bezwarunkowéj zależności, ani niezmiennego nicestwa, i, co za tém idzie, mogła w odosobnieniu od mężczyzny pojętą zostać, miała lub przynajmniéj mogła mieć własną swą racyą bytu. Wtedy-to, w czasie modyfikujących się albo zmodyfikowanych ról kobiety i wyobrażeń o niéj, rozkaz, wydawany kobiecie, umierania wraz z mężczyzną, zmienił się w udzielaną jéj radę, mus ustąpił przed dowolnością. Kobiety szły za mężami swymi na stos gorejący, jeżeli dobrowolnie zażądały tego; w przeciwnym razie Rig Veda (obrządkowa księga Wedyjska) śmiertelny akt ten zastępować rozkazywała jego udaniem. Kobieta wstępowała na stos, na którym złożono zwłoki jéj męża, lecz ztamtąd wzywano ją do powrotu następnemi słowy: „Powstań, kobieto, i wróć do świata żyjących; poszłaś za tym, który niegdyś podał ci rękę i uczynił cię matką. Spełniłaś tém powinność swą względem małżonka swego, wróć do nas!“
Kobieta wracała, a że czyniła najogólniéj, dowodem tego jest zapisane w Manusowéj księdze prawo, rozkazujące wdowie, aby podległą była synom swoim. Prawa stanowione są dla ogółu, nie zaś dla wyjątków.
Dowolność owa w wyborze śmierci lub życia, zrodzona w epoce postępu, przetrwała i nadal, lecz tylko pozornie. Epoka zastoju, odznaczająca się zwykle i wszędzie ślepą prawowiernością, czyli niewolniczém przywiązaniem do najdawniejszych, więc najbardziéj przeżytych, form bytu, wytworzyła dla owdowiałéj kobiety społeczne położenie i psychiczny nastrój, które swobodną wolę jéj czynią pustym i czczym wyrazem. Dozwoloném było wprawdzie kobiecie owdowiałéj pozostać przy życiu, z tém jednak zastrzeżeniem, że życie to będzie nieprzerwaném pasmem upokorzeń i udręczeń. W kraju tym kast i rozgraniczeń wytworzono też i z wdów odłam społeczny odrębny, przeróżnemi cechami zewnętrznemi odznaczony. Naprzód zobowiązaną ona została do żałoby dośmiertnéj; nie miała prawa nosić klejnotów, ani sukien innych, jak z lnu białego, ani używać perfum i pomad, ani malować na twarzy znaków, powszechnie używanych. Powinna téż była co miesiąc głowę golić. Następnie wzbroniono jéj przyjmowania udziału w uroczystościach domowych i religijnych; nie mogła ona towarzyszyć obrzędom ani weselnym, ani pogrzebowym, bo obecność jéj przynosiła nieszczęście, zarówno nowożeńcom, jak zmarłym. Nakoniec, w skutek zapewne wszystkich wyróżniań tych i wyłączeń, uczyniono ją przedmiotem powszechnéj wzgardy i zamknięto przed nią wrota ratunku, przez niemożność powtórnego zawarcia związków małżeńskich. Z innéj znów strony, przyrzeczenia najwyższéj czci u ludzi i szczęśliwości w życiu pośmiertném udzielanemi były tym z kobiet, które dobrowolnie niby rzucą się w płomienie za zwłokami mężów. Naturalnie, wobec dilemmatu takiego, kobiety indyjskie poczęły najpowszechniéj wybierać śmierć, i ten-to stan rzeczy, przez wiele wieków trwający, trwał jeszcze w porze podboju Indyi przez Anglików i po części dziś jeszcze nie przestał trwać. Interes, który mają Bramini w najściślejszém utrzymywaniu wszelkich form wierzenia i życia, nadających im wielką społeczną przewagę, i fanatyzm ludu, uniemożliwiający dla kobiety postęp wszelki, umniejszyły znacznie otrzymane już niegdyś przez nią zdobycze i na tym punkcie cofnęły ją ku najpierwotniejszym zarodzinom ludzkich społeczeństw.
Toż samo zniżenie skali dostojeństwa społecznego zaszło w stanowisku kapłanki. Obrzędy, ustanowione pierwotnie ku czci Nari, ubóstwionego pierwiastku miłości, twórczości i macierzyństwa, pod wezwaniami bóstw różnych, trwały i spełnianemi były przez kobiety. Lecz z biegiem czasu to, co było aktem religijnym, przynoszącym zaszczyt tym, które go pełniły, zmieniło się w zmysłowe uciechy i przedmiot kupna i sprzedaży. Dawadadzisy, czyli córy nieba, które, posiadane przez wielu, zachowywały zawsze tytuł i dostojeństwo dziewic, gdyż dziewictwo swoje oddawały w ofierze nie ludziom, lecz bóstwu, stały się niejako majętnością Braminów, oddających je za najwyższą z ofiarowywanych cen. Wysokie czynności ich religijne i obywatelskie: święcenie wody, ognia i oręża, znikły, a zastąpił je taniec, taniec, noszący wprawdzie charakter religijnego obrzędu, lecz wykształcający samę tylko fizyczną stronę niewieściej istoty i z téj tylko strony cenić ją rozkazujący. Z kobiet tych, których stanowisko było niegdyś na równi z macierzyństwem piérwszym krokiem kobiety ku szczytom społecznym, wytworzyła się także z biegiem czasu kasta; a raczéj stanęły one po za kastami innemi, nie mogąc przez potomstwo swe nawet wejść do żadnéj z nich, więc w żadnéj z nich otrzymać stale wpływowego miejsca. Tanecznice i przedmioty fizycznych pożądań bardziéj niż kapłanki otrzymały w udziale więcéj wzgardy niż szacunku. Ustanowione dla nich pogrzebowe obrządki są tego świadectwem. Zmarłą Dawadadzisę (bajaderę) palą na stosie z ceremoniałem i zbytkiem, używanym dla członków kast najwyższych, lecz na placu oddzielnym, a prochy jéj rzucają na wiatr, albo téż nawpół spalone jéj zwłoki oddają na pożarcie szakalom i sępom.
Jednakże był w dziejach Indyjskich moment, w którym naród ten zdawał się być blizkim podstawowego zreformowania tak pojęć swych, jak stosunków. Był to moment wytworzenia się wielkiego odszczepieństwa od despotycznego i przestarzałego Braminizmu, sprowadzony przez doktryny religijno-moralne, które na 600 około lat przed erą chrześciańską głosił Sakya-Muni, znany w dziejach pod nazwą Buddy (doskonałego mędrca). Podstawami doktryn tych były: równość i miłosierdzie. Pierwsza rozkazywała znieść granice, dzielące ludzi na wyższe i niższe kasty; drugie skłaniało do oszczędzania cierpień wszelkiéj istocie żyjącéj, do udzielania czynnéj pomocy poniżonym i skrzywdzonym. O równości ludzi jeden z uczniów Buddy wyraża się w sposób następujący:
„Cnoty nie mają związku z kastami. Jeżeli człowiek wysokiego urodzenia popełnia występek, mówi się o nim: „to grzesznik“ i gardzi się nim. Lecz jeżeli człowiek, pochodzący z rodziny nizkiéj, odznacza się cnotami, na klęczkach czcić go należy. Ktokolwiek bez zbadania siebie mówi: „Jam szlachetny“ owinięty jest w błąd. Przy świetle mądrości niéma różnicy pomiędzy księciem a niewolnikiem. Skóra, ciało, kości, głowa, jednostąjnemi są u ludzi wszystkich, a suknie tylko i ozdoby odznaczają ciała jedne od drugich. Lecz rzeczą najważniejszą w świecie, rzeczą, która znaleźć się może w najbardziéj wzgardzoném ciele, jest to, przed czém mędrcy ze czcią skłaniać się mogą.“
Legendy opowiadają, że miłosierdzie Buddy i uczniów jego było tak wielkiém, iż on sam, znalazłszy wśród pustyni tygrysicę, zdychającą z głodu, ku nakarmieniu jéj oddał własne swe ramię, a jeden z uczniów jego, widząc okręt blizki utonięcia, rzucił się w morze, aby ofiarą życia swego, zbawić życie tonących.
Rzecz prosta, iż podniesienie takie poziomu sprawiedliwości i wzajemnéj miłości, wynieść musiało i kobietę po-nad to stanowisko, do którego przykuła ją nieruchoma religja braminów i towarzysząca jéj kastowa organizacya społeczna. W dostojeństwie rodzinnem Budda nie czynił różnicy żadnéj pomiędzy ojcem i matką, a jedna z nauk jego, udzielanych gromadzącym się dokoła niego uczniom, brzmi, jak następuje:
„Brahma, o pobożni, przebywa z rodzinami, w których ojciec i matka doskonale są szanowani, czczeni i obsługiwani. Bo, wedle prawa, ojciec i matka są dla synów rodziny Brahmą samym.
„Mistrz, o pobożni, przebywa z rodzinami, w których ojciec i matka są doskonale szanowani czczeni i obsługiwani. Bo, wedle prawa, ojciec i matka są dla synów rodziny mistrzem samym.“
„Ogień ofiarny, o pobożni, przebywa z rodzinami, w których ojciec i matka są doskonale szanowani, czczeni i obsługiwani. Bo, wedle prawa, ojciec i matka są dla synów rodziny samymże ogniem ofiarnym.“
Dla pamięci własnéj matki swéj, któréj nie znał, utraciwszy ją w kilka dni po urodzeniu, okazywał téż sam wielką cześć i tkliwość, a legendy opowiadają, że nauczenie ją doktryny nowéj stanowiło ciągłą troskę jego i że w celu tym kilka razy wstępował on do zaziemskiego miejsca jéj pobytu.
Szanując wysoko macierzyństwo, Sakya Muni, wierny duchowi ludu swego, przykładem własnym szerzył szlachetne o małżeństwie pojęcie; wymagał on od przyszłéj żony swojéj nietylko zewnętrznéj piękności, ale zalet charakteru i umysłu, które-by ją równą mu czyniły. Zgadzając się na prośby rodziców i dworzan, był bowiem synem królewskim, pragnących skłonić go do zawarcia małżeństwa, wyraził następujące żądania: „Chcę, aby kobieta, mająca zostać żoną moją, nie była istotą pospolitą i pozbawioną woli. Nie obchodzi mnie wcale jéj urodzenie; wezmę ją z pomiędzy Sudrasów i Wajscyów, zarówno jak z pomiędzy Braminów i Kszatryów, byleby miała przymioty, które-by ją towarzyszką moją uczynić mogły.“ I doradcom swym dał długi spis przymiotów moralnych, które wedle niego kobieta winna była posiadać. Długo poszukiwana małżonka owa Buddy piérwsza wprowadziła w obyczaju niewiast Indyjskich, drobną na pozór, lecz ważną w gruncie reformę. Przestała ukrywać twarz swą pod zasłoną. W siedzącéj, stojącéj lub chodzącéj postawie, — mówiła ona, — zasłonięci lub z odkrytą twarzą ludzie szanowni są zawsze pięknymi. Kobiety, które panują nad myślami i zmysłami swemi, a zadowolone z mężów swych nie myślą o innych, mogą ukazywać się bez zasłon, jako słońce i księżyc. Bogowie znają myśli moje, obyczaje i przymioty, pocóż więc mam twarz swoję zakrywać?“
Głosząc równość wszech stanów wobec mądrości i miłości, Budda do poznania nauki swojéj w jednakim stopniu przypuścił płci obiedwie. Kobiety zaś pociągnięte nowością, a w części i głęboką uczuciowością nauki téj, żarliwie i tłumnie przechodziły na stronę wielkiego nowatora. Żona jego, Gopa, i mnóstwo niewiast innych udawały się za nim na pustynią, śród któréj rozmyślał i nauczał, a potem, wraz ze znaczną ilością uczniów jego mężczyzn, przywdziały szaty i przyjęły na się niesłychanie ciężkie trudy i obowiązki zakonne.
Nie tu jest miejsce dla szerokiego objaśnienia przyczyn, które sprawiły rychły upadek Buddaizmu w Indyach i przeniesienie się jego do krajów innych: Tybetu, Tartaryi, Mongolii, Chin, Japonii i t. d., jak téż tych, które wpływy jego na reformy i postępy społeczne sprowadziły do niezmiernie małych rozmiarów. W Indyach, podtrzymywany przez interes kast i apatyą niższych, prastary braminizm zwyciężył. Gdzieindziéj moralno-społeczna doktryna Buddy, — jak bywa zwykle ze wszelkiemi doktrynami, przychodzącemi na świat w szacie religijności, — oplatana subtelną siecią metafizyki, przysłonięta niedorzeczną cudownością, obarczona przytłaczającą mnogością obrzędów, utraciła pierwotną jasność swą i siłę, skryła się przed wzrokiem ludzkim, jak ziarno zamknięte w grubą skorupę. Zresztą ze wspaniałomyślnemi i pełnemi sprawiedliwości pomysłami indyjskiego heretyka skrzyżowały się właściwości klimatów, ras i tradycyi, stanowiące dla doskonałego ich urzeczywistnienia niezłomną przeszkodę. Wraz z innemi urządzeniami społecznemi, stanowisko kobiety nie otrzymało przez nie ważnych i trwałych ulepszeń, na dowód jakby téj wielkiéj a zbyt mało znanéj prawdy, że zjawiskiem wszelkiém nie rządzi nigdy przyczyna jedna, lecz wielce splątana więź przyczyn, że zatém wszelka, najwznioślejsza chociażby nauka, osiągnąć nie może odpowiednich sobie wyników, dopóki inne a liczne składniki społeczne współdziałać z nią nie zaczną. Gruntowi społecznemu, z którego wyrósł Buddaizm, niedostawało światła i energii, które-by, w połączeniu z doktrynami jego, sprowadzić mogły na świat równość i miłość, — sprawić, iżby niewiasta, chodząca „z odkrytą twarzą jako słońce i księżyc,“ a umiejąca zrozumiéć i głosić „mądrość“ i „prawo,“ stać się mogła typem powszechnym i trwałym.





Przypisy

  1. Max Müller: Essais sur l’histoire des réligions.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Eliza Orzeszkowa.