O dziewoczy i złotym wojwodzu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj


O dziewoczy i złotym wojwodzu • Władysław Orkan
O dziewoczy i złotym wojwodzu
Władysław Orkan

Na widnym leśnym groniu
Pasła dziewocza owce.
Jachał na wojną pod Płowce
Wojwódz na białym koniu.
 
Zbrój złota na nim sie lśniła
Jak słonko o wychodzie.
On ci był, którego śniła
W tej prześwietnej urodzie.
 
Wybiega na cypel gronia,
Patrzy za nim w tęsknocie,
Jak wej jedzie przez błonia,
Cały we słońcu i złocie...
 
Dojrzy on postać dziewoczy —
Nie minie włady uroku —
Co prędzej z konia zeskoczy
I już jest tuż, u stoku...
 
Krzykła doń: „Zlaty wojwodzu!
Inaksze u nas som wiece —
Ty ku mnie haw nie wychodzuj,
To ja do tobie zlecę.
 
Ino owce zeżenę,
Coby sie nie rozstrachały —
Ino plusnę w zdrój biały —
Nie zejdzie mi z godzinę.
 
Sen mi cię słodki już wieścił —
Będę z tobą do rana —
Ino-ch nie wykąpana —
Jakże byś mię tak pieścił?"
 
To rzekłszy, pomknęła skocznie,
Ino sie kosy migały —
A on przyostał nieśmiały,
Jakby usłyszał wyrocznię.
 
Czeka ją w lesie u stoku,
Czeka ją godzin wiele,
Wierąc, że pluska sie w potoku
Leb łoże z liści ściele.
 
A gdy o późnej porze
Chciał wstać spod snu kamienia,
Nie mógł udźwignąć ramienia
I w piersi poczuł noże...
 
Nim duch uleciał z ciała,
Słyszał: „Wojwodzu zlaty!
Dziewocza nas wysłała —
A myśmy som jej braty".

Rano, nim słońce zaświeci,
Stanie dziewocza na groniu —
Patrzeć w dal, jak po błoniu
Sam koń biały poleci...


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Orkan.