O cudownym obrazie Matki Bożej w Karmelu Krakowskim na Piasku/Zburzenie kościoła, klasztoru i kaplicy i zagrzebanie w gruzach cudownego obrazu
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | O cudownym obrazie Matki Bożej w Karmelu Krakowskim na Piasku |
| Podtytuł | Wiadomość historyczna |
| Data wyd. | 1898 |
| Druk | W. L. Anczyc i Spółka |
| Miejsce wyd. | Kraków |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Pobierz jako: EPUB |
| Indeks stron | |
VII. Z wyjątkiem Jasnej Góry, której obrona była oczywistym cudem[1], cała niemal Polska była w ręku najezdzców. Moskale opanowali Litwę i Wilno, niebronione przez Janusza Radziwiłła, zajęli. Kozacy z Tatarami plądrowali aż po Lwów i Zamość. Szwedzi z pomocą 20.000 Węgrów pod Rakoczym spieszyli do Krakowa, gdzie Jan Kazimierz postanowił bronić się, mówiąc: „Na tem miejscu, gdzie ukoronowany zostałem, na tem miejscu niech i życie położę w jego obronie“. Ale na uwagę senatorów, że gorszy od śmierci może go los spotkać, bo mogą go wziąść do niewoli, powierzywszy obronę Krakowa sławnemu wojownikowi Stefanowi Czarneckiemu, usunął się na Bielany, i tam z klasztoru Kamedułów, zalewając się łzami, patrzał na palące się przedmieścia Krakowa (dnia 25-go września).
Nazajutrz 26 września podeszli Szwedzi do Krakowa i opanowali Kazimierz. „Zdobywszy Kazimierz (Kochowski pod r. 1655) wojska szwedzkie od bramy św. Mikołaja do św. Floryana szły, a ztamtąd przez Kleparz i na Piaski do klasztoru Karmelitów rozciągały się; sławne tam cudami miejsce, a Szwedzi heretycką nogą profanowali, na kościół wpół spalony windami armaty wciągali, a zważywszy, że onym miejsce to niepożyteczne, do tych czas ocalony klasztor zapalili, pierwej zrabowawszy“. Gdy zaś później opanowali Kraków, niedosyć, że spalili kościół i klasztor, i zburzyli do szczętu kaplicę, i jeszcze miejsce to święte z zajadłości profanowali i znieważali. Z kaplicy zburzonej zaledwie tylko kawał ściany, przytykający do kościoła — właśnie z cudownym obrazem, zaiste cudownie, wśród gruzów walącego się sklepienia, ocalał. I na to miejsce wyrzucali z miasta wszelkie śmiecie i zdechłe swe konie — na wzgardę świętemu obrazowi, który po nad te rumowiska na cząstce ocalonej ściany, jakby na oderwanej skale jeszcze czas jakiś wystawał. Dzikie barbarzyństwo albo raczej złość heretycka miała upodobanie w znieważaniu miejsca świętego szydząc, naigrawając się i urągając mu. A nadomiar złości okrutnej jeden z nich, widząc, jak pobożni z użaleniem się modlą przed obrazem, mówiąc: doświadczę ja, jeśli wasza Matka cuda jeszcze czyni“ szpadą uderzył w oblicze obrazu. Lecz rzecz osobliwa i godna uwagi, że zaledwie tej zbrodni się dopuścił, i okrzyk zgrozy obecnych przy tem się rozległ, aż oto, jakby z nieba zesłany na pomstę, wyrządzonej zniewagi Matce Bożej, najniespodziewaniej wpadł podjazdowy hufiec polski i pędząc spłoszonych Szwedów, pierwszym wystrzałem nieopodal tegoż miejsca, dosiągł owego nikczemnika. Pozostałe dotąd od uderzenia wtedy szpadą na obrazie dwa znaki, a także w piersi obrazu wbity gruby hak żelazny — najboleśniejsze wywierają wrażenie. I dziwny jakiś zbieg okoliczności. Patrząc na te znaki zniewagi na obliczu i na nosie w obrazie cudownym, nasuwa się myśl, że właśnie na tem samem miejscu Władysław Herman przez pośrednictwo Matki Bożej cudownie został uzdrowiony z ran, które miał także na twarzy i na nosie. (Ob. wyżej).
Zburzenie kościoła i klasztoru tłumaczyli Szwedzi obawą, żeby Polacy ze wszystkich stron wokoło Krakowa podjazdami snujący się, z murów tego kościoła nie mogli im w mieście będącym szkodzić (Mączyński, II, 137). Tłumaczenie niesłuszne, gdyż Szwedzi spalili kościół i klasztor jeszcze przed wzięciem Krakowa i nadto, sami się przekonali, windując armaty na kościół, że nieda się z kościoła zrobić fortyfikacyi. Ale jakże mogli wytłumaczyć znieważanie tego miejsca świętego? Rzeczywistą przyczyną była jakaś niczem niewytłumaczona złośliwa zawziętość, wyłącznie do tego miejsca skierowana: bo, jakkolwiek dostawszy się do Krakowa pomimo zobowiązania samego króla szwedzkiego, że kościoły będą zabezpieczone, niebawem zaczęli rabować kościoły, księży dręczyć, na tortory brać (ob. Kochowski), aby wydawali im skarby ukryte i następnie wypędzać ich z miasta, kościoły na stajnie obracać (Szujski), dla znieważania obrzędów religijnych cyganów w apparaty kościelne stroić, to jednak do żadnego kościoła, do żadnego innego miejsca nietylko w Krakowie, lecz i w całej Polsce nie okazali takiej nienawiści zapamiętałej i tyle zniewag, jak do tego świętego Karmelu. Wyraźnie jakaś demoniczna siła w tem ich kierowała. Ta jednak piekielna ich zawziętość do Karmelu, jeszcze do większej pobożności, niż przedtem, pobudzała wiernych. Jakoż przekradali się tajemnie do obrazu, narażali się na szyderstwa, nawet na utratę życia, i nie ich nie mogło od tego powstrzymać i odstręczyć. Popatrzeć na święty obraz, pomodlić się przed nim, zapłakać gorzkiemi Izami nad jego okropnym stanem — stało się już potrzebą, koniecznością rozżalonego ich serca. I Matka Boża, jakkolwiek tak znieważona w swoim obrazie cudownym, odpłacała im za tę ich rzewną pobożność jeszcze większymi cudami, niźli dawniej za spokojnych czasów. Uzdrowienie, pocieszenia strapionych, nawet wskrzeszenia umarłych świadczyły, że miła Jej była ich o Niej pamięć.
Na krużgankach klasztoru w malowidle al fresco przedstawione jest zdarzenie, które wówczas się stało, mianowicie: Jedna kobieta z bliższej wsi Krakowa, słysząc o codziennych nadzwyczajnych cudach, jakie się działy na Karmelu przy obrazie Matki Bożej, kiedy mąż jej utonął, powzięła myśl, snadź z wyższego natehnienia, udania się do Matki Bożej. Przywiozła więc ciało jego płachtą przykryte przed gruzy kaplicy, a sama, wydostawszy się na gruzy przed sam obraz, załamując ręce, poczęła błagać Matkę Bożą o cud wskrzeszenia —o! jakże wielka była wiara tej niewiasty. Kiedy tak się rzewnie modli, płacząc, naraz światłość ogarnia obraz, i jednocześnie chłopek zmarły powstaje na nogi; i już teraz razem oboje klęczą z wzniesionemi rękoma w zachwyceniu wyrażają Matce Bożej swoją wdzięczność. W ślad zatem, patrząc na obraz, przyszła tej niewieście myśl szczęśliwa, osłonić go dla zabezpieczenia od słoty i kurzawy rumowisk; więc tą samą plachtą, którą okrywała męża — okryła obraz, i tem właśnie ochroniła go, gdyż z czasem przybywało tych gruzów, rumowisk i śmiecia coraz więcej, tak, że z czasem zakryły były zupełnie obraz, i tylko w tem miejscu ponad obrazem wznosiła się jakby mogiła.
- ↑ Załoga Jasnej Góry składała się: ze 160 żołnierzy, 68 zakonników i 50 szlachty z rodzinami i służbą. Szwedzkiego wyćwiczonego wojska było 10,900 i 25 armat pod dowództwem zdolnego generała Millera, przy którym wieszali się jeszcze lekkomyślni Polacy, którzy nie wierzyli, żeby Polska mogła się podźwignąć — i Jasna Góra obronić. A jednak stało się to — i stało jako cud oczywisty.