O cudownym obrazie Matki Bożej w Karmelu Krakowskim na Piasku/Toż r. 1655
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | O cudownym obrazie Matki Bożej w Karmelu Krakowskim na Piasku |
| Podtytuł | Wiadomość historyczna |
| Data wyd. | 1898 |
| Druk | W. L. Anczyc i Spółka |
| Miejsce wyd. | Kraków |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Pobierz jako: EPUB |
| Indeks stron | |
VI. Po śmierci Władysława IV., dzielnego króla, który miał szczególniejsze nabożeństwo do świętego w Karmela krakowskim cudownego obrazu Matki Bożej, nastąpił Jan Kazimierz, i okropne dla Polski nieszczęśliwej nastały czasy. Czego się przedtem obawiano, to teraz niestety nastąpiło. Naraz Moskwa, Kozacy z Tatarami, Szwedzi i Węgrzy — ze wszystkich stron napadli na Polskę, i już układali się o rozbiór Polski[1]. Cały kraj z wyjątkiem Częstochowy poddał się królowi szwedzkiemu, który w końcu podstąpił pod Kraków, zdobył go i Karmel krakowski w gruzach zagrzebał.
Przedtem jednak, nim to nastąpiło, jakby przepowiednią mających stać się tych nieszczęść i całej Polski, i tego tu polskiego Karmelu cudownego, dziwne, niepojęte, nadprzyrodzone w obrazie cudownym stało się zjawienie. (1655 r.) Historyograf Karmelu Grodziński, sekretarz królewski, tak o tem pisze (w przekładzie Wojciechowskiego): „...A tu naprzód, postrach na serce i pióro moje zarzuca, straszne ono, i bojaźni pełne widowisko najjaśniejszej twarzy, która żałosnym przemienieniem swojem, stan bardzo opłakany, jaki wnet potem nastąpił, Polskiemu prowokującej królestwu, którego widzenia (pod onym bardzo smutnym obłokiem, a niezwykłym strachem, żalem i bojaźnią oczy patrzących naprzemiany smucącym) wypisać niepotrafi, by też i największa piszących usilność. Pamięć jednak tego tu najpierw wyrazić zdało się nam dlatego, aby z miary tak wielkiej żałoby szczerze uznała Polska, jaką tu na Piasku, i jak bardzo w niej kochającą (Polska) ma Matkę i królowę: także aby zrozumiała (Polska) jako wielkie ono nieszczęścia utrapienia było, na którego pierwszym obaczeniu (przejrzeniu) i samo nieustraszone oblicze (Matki Bożej) wzdragać się musiało: już, już i w on czas, gotując się do onych ran i razów, które wkrótce potem poniosła zadane, świętokradzkiemi heretyków rękami; dla tego nieomylnie, aby ręce zagniewania Boskiego uchwyciła i na siebie samą obróciła, żeby całą pomsty sprawiedliwość surowością na nasze nie siliły się karanie. Z tego zaprawdę zaćmienia twarzy, zawsze najjaśniejszej łatwo dojdzie Polska, jak śmiertelnego czasu swej prawie ostatecznej zguby, za jej obroną uszła; gdzie mało ku temu nie przyszło, iż będąc rękami tak wiela narodów pojmana i duszona, że do końca nie skonała. A byłoby to podobno (nastąpiło), gdyby nie wolała (Matka Boża), aby świętą twarz jej, nie tylko srogość żalu zasmuciła, ale też potem zeszpeciła i poraniła — nader haniebna ręka: ażeby tylko tak wielu nieprzyjaciół i srogich wojen szturmy ostatniej pamięci Królestwa Polskiego nie wygładziły były. Takie przeto Twarzy (Matki Bożej) przemienienie, gdy przychodzisz widzieć o Sarmacyo! w niej uważaj; jak bardzo (Matka Boża) za tobą przed Pańskiem zasłaniała się obliczem, abyś była nie zginęła do końca“. (Nb. Przytoczyliśmy dosłownie cały ten ustęp ze współczesnego pisarza, aby czytelnik z tego poznał, jak się wówczas zapatrywano na zaszły wówczas wypadek, który tu znowu dla większej dokładności wypisujemy).
W tym samym bowiem dniu (26 lipca) i nawet godzinie (dziesiątej), w której Szwedzi przez zdradę Radziejowskiego, podkanclerzego koron. i Opalińskiego, wojewodę poznańskiego, weszli do Poznania: „Twarz (powiada Grodziński, 81) w świętym obrazie jakoby nagle przerażona, srogich boleści wzruszeniem, śliczność swoję i zwykłą majestatu ozdobę tracić, a niezwykłą jakąś straszącego zaćmienia[2] postać na się przyobłuczyć... po prawej stronie jakiemiś czerwonemi zapalała się płomieńmi, czym dłużej, tem bardziej, i zdało się, jakby coś ognistego na sobie nosiła... za obronienie Polski wyciśniona, i pomieszana z żalem. Lewa strona Twarzy przenajświętszej srogą boleścią i smutkiem utrapiona, — wszystka żółknieć zdawała się i blednieć, i pokazywała z siebie coś, jakoby umarłego, niemającego żywego ducha... a najbardziej, gdy na czcigodnem czole wyniknęły były i wypłynęły krople wielkie jak orzech laskowy, które częścią na czole stały, częścią, że upadały i na podesłaną tuwalnię spadały. Twarz zasie sama tak niezwykłą żałością zalana na uproszenie, że coś nazbyt wielkiego usilnie odpraszała... straszną to tedy rzeczą patrzącym było. Trwało to smutne przemienienie przez dwie godziny... do południa“ — i wywarło w klasztorze i w całem mieście (gdzie niewiedziano o zajęciu przez Szwedów Poznania) największy przestrach i przerażenie powszechne.
- ↑ Dziwna, niepojęta prawie, bo bez żadnej słusznej przyczyny odwieczna, zawzięta nienawiść ościennych narodów do Polski. Co zaś do projektów podziału Polski. rzecz osobliwsza, pierwszą, co o tem powziął myśl i wchodził w tym celu w układy z Krzyżakami i książętami rakuskiemi z królem węgierskim i czeskim, był właśnie książę Władysław Opolski, ten sam, co fundował Paulinów w Częstochowie, której cudowna obrona właśnie ochroniła Polskę wówczas od podziału (Ob. Szajnocha „Jadwiga i Jagiełło“, IV, 391).
- ↑ Tegoż roku 1655 d. 12 sierpnia było zupełne zaćmiene słońca w Polsce widziane.