Przejdź do zawartości

O cudownym obrazie Matki Bożej w Karmelu Krakowskim na Piasku/Spalenie kościoła i klasztoru, a ocalenie cudownej kaplicy z cudownym obrazem (1587 r.)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Edward Nowakowski
Tytuł O cudownym obrazie Matki Bożej w Karmelu Krakowskim na Piasku
Podtytuł Wiadomość historyczna
Data wyd. 1898
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

IV. Szczęśliwe były to czasy dla Polski, szczególniej, gdy na tron Polski wstąpił Stefan Batory, jeden z najznakomitszych królów polskich, który wzniósł Ojczyznę naszą, jak przedtem Bolesław Chrobry, do szczytu najwyższej potęgi i sławy i chwały. I gdy z jednej strony dzielną swą prawicą odparł najazdy moskiewskie i niemieckie w Gdańsku wiarołomstwa skarcił, z drugiej powstrzymał szerzące się groźnie herezye, które, korzystając z wolności polskich, zuchwale gnieździć się w Polsce poczęły, i zrywały jedność, łączącą cały naród w jednej, wspólnej wszystkim świętej wierze. Rozdział ten w wierze poprowadził do rozdziału jedności politycznej, bo z zasady herezyi każdy osobistość swą i swoje zdanie i upodobanie przekłada nad wszystko i wszystkich. A nie mogąc o własnych siłach wznieść się po nad innych, szuka pomocy u obcych i dla otrzymania tej pomocy staje się ich narzędziem zdradzieckiem w nieprzyjaznych ich względem Polski zamysłach. I w tem właśnie początek i źródło wszystkich późniejszych zdrad Ojczyzny, oraz główna przyczyna rozkładu i upadku Polski[1]. Żeby Stefan Batory pożył dłużej, utrwaliłby w Polsce porządek i zabezpieczył jej przyszłość. Niestety, umarł zawcześnie, a po jego śmierci hydra podniosła głowę i przeciw obranemu Zygmuntowi III (urodzonemu z Jagielonki) szukała poparcia w Austryi, i niebacznego arcyksięcia Maksymiliana zamierzała gwałtem osadzić na tronie polskim. Szczęściem, że żył jeszcze wielki Zamojski, który odparł zapędy zdradzieckie; a gdy w tym czasie nastąpiło spalenie starożytnego, wspaniałego kościoła i klasztoru fundacyi królowej Jadwigi i cudowne ocalenie z obrazem świętym kaplicy, więc o tych wypadkach, będących w związku z Karmelem, słów kilka powiedzieć należy.
Korzystając z wewnętrznych w Polsce rozterek, zaproszony przez wichrzycieli, arcyksiążę Maksymilian przybył pod Kraków ze znacznem wojskiem, spodziewając się, że groźbą zmusi Kraków do poddania się. A kiedy groźby i namowy nie skutkowały, postanowił w końcu siłą zdobyć stolicę. W tym celu 23 listopada z Mogiły z całemi siłami zbliżył się do Krakowa, a wybrawszy 1000 najlepszych ze swej piechoty, od strony Garbarskiej szturm gwałtowny przypuścił. Reszta wojska stała w odwodzie pod bronią. Śmiało (Heidensztejn II, 258) i szybko biegli na bój austryacy, a odwaga ich ta tak przeraziła stojących na wałach, że gdy pod mury przyprowadzone zostały armaty, poczęli cofać się w trwodze. Maksymilian tryumfował, — niedługo jednak: Zamojski nadbiegł i sam porwawszy chorągiew, wpadł odważnie na pewnych już zwycięstwa nieprzyjaciół, odpędził atakujących, a zabrawszy ich armaty, przeciw nim takowe skierował[2]. Z wojsk Maksymiliana poległo 1564 głów. Pomimo to siły Maksymiliana były większe od polskich. W obawie więc nowego ataku, Zamojski kazał spalić przedmiejskie zabudowania, w których odparty nieprzyjaciel szukał schronienia. Wiele bowiem (Grodziński, str. 25) tam mieszkało Niemców, którzy, aby nie stali się zdrajcami, tając nieprzyjaciela, bardzo się obawiano. Zamojski już był dobrze obmyślił, aby kościół z klasztorem cały i bezpieczny od spalenia został, i dla tegoż, któraby kościoła tego od ognia broniła, piechotę był przydał. Ale Łaski, który był porucznikiem jezdnych, czy dla pijaństwa, czy dla heretyctwa, którem był zarażony, nalegał i przymuszał, aby i blizko przyległym kościoła budynkom ogień narzucono, i sam pochwyciwszy głownię gorejącą, wrzucił do domostwa, przytykającego do klasztoru. W mgnieniu oka wiatrem pędzony ogień się rozszerzył i objął płomieniem cały klasztor i kościół. Zamojski, zaledwo o tem się dowiedział, zaraz nadbiegł i z piechotą usiłował zatamować pożar, ale nie było już ratunku. Straszny ogień niedopuszczał przystępu; rozpalone mury pękały i rozpadały się; i w niedługim czasie na miejscu wspaniałej świątyni i okazałego klasztoru pozostały same zgliszcza. Nic nie uratowano; wszystko, co było w klasztorze i kościele, znaczna biblioteka, bogata zakrystya i skarbiec zamożny w kosztowności — wszystko to uległo zniszczeniu. Niepojętym tylko sposobem, zaiste cudownym, nietknięta ocalała kaplica z obrazem Matki Bożej, chociaż wszystko w około kaplicy ogień ogarnął i zniszczył do szczętu. Wielką to było ulgą w żałości po spalonym kościele, bo ta kaplica, w której doznawano tyle łask cudownych, dla wszystkich była jakby niebem, jakby ubłogosławieniem na ziemi. „Trawili tu różni (powiada Grudziński, str. 26) nocne i dzienne godziny w gorącem ku Najświętszej Pannie nabożeństwie, któremu wszystek prawie przyzwyczaiwszy się i wezwyczaiwszy Kraków, iż żył pod dobrodziejstwem miłosiernej Matki i obroną królowej nieba na Jej codziennej chwale ustawicznemi to oświadczał znakami.“





  1. Mickiewicz (Prelekcja 4) mówi: „W Polsce cios zadany religii katolickiej wywracał od razu rzeczpospolitę, bo tu wszystkie zwyczaje wojenne i cywilne opierały się na mocnej wierze w zależność bezpośrednią świata ziemskiego od świata wyższego — w to objawienie się tego związku, które nazywamy cudami. Z tej wiary wypływa cała moralna i polityczna siła organizmu Polski; do niej też trzeba było odwoływać się zawsze, ilekroć chodziło o wydobycie z narodu potęgi bądź czynnej, bądź odpornej“.
  2. Rzecz godna uwagi, co jeden znakomity człowiek może uczynić. Ciż sami, co już poczęli w trwodze uciekać, gdy przybył Zamojski, przez niego z ucieczki zwróceni do boju, odnieśli najświetniejsze zwycięstwo nad tymi z którymi nawet walczyć nie śmieli.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Edward Nowakowski.