O cudownym obrazie Matki Bożej w Karmelu Krakowskim na Piasku/Nadzwyczajne r. 1634 przemienienie w cudownym obrazie jako objaw wstawienia się Matki Bożej za Polską
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | O cudownym obrazie Matki Bożej w Karmelu Krakowskim na Piasku |
| Podtytuł | Wiadomość historyczna |
| Data wyd. | 1898 |
| Druk | W. L. Anczyc i Spółka |
| Miejsce wyd. | Kraków |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Pobierz jako: EPUB |
| Indeks stron | |
V. Po otrzymanem przez Zamojskiego zwycięstwie pod Byczyną i wzięciu arcyksięcia Maksymiliana do niewoli, przycichli burzyciele i spokój w kraju został przywrócony, i niezwłocznie wzięli się Karmelici do odbudowania klasztoru i kościoła, który jeszcze wspanialszy stanął (opera eleganti structura Italica), do czego w znacznej części przyczyniła się królowa Anna Jagiellonka (wdowa po Stefanie Batorym) a profesor uniwersytetu krakowskiego Roch z Poznania własnym kosztem kościół i klasztor dachówką nakrył.
Widocznie cudowne w tym pożarze ocalenie kaplicy i obrazu i nastałe w ślad za tem niezliczone prawie cuda (Grudziński, str. 27-59) jeszcze większą ku temu miejscu świętemu rozbudziło pobożność. I wszyscy spieszyli tu do Karmelu, szukając w potrzebach swoich niebieskiej pomocy, pociechy, utulenia. Królowa też Anna, żona Zygmunta III, ubłagała tu przed cudownym obrazem Matki Bożej uzdrowienie cudowne ze śmiertelnej choroby syna swego Władysława. Wskutek czego „radością wielką (Grodziński, 72) napełnieni Najjaśniejsi rodzice (król Zygmunt III i Anna Austryacka), pospieszając z uroczystością wypełnienia ślubu, który za zdrowie syna swego przyobiecali byli, Władysława królewicza przed ołtarz Najśw. Panny stawiają“ i publicznie oświadczają, że życie i zdrowie jego cudownej łasce N. M. Panny zawdzięczają, i jako wyraz tej wdzięczności ze złota odlany na wzrost Władysława posąg — ofiarowali“.
Pamiętny otrzymanej tu od Matki Bożej łaski uzdrowienia, zostawszy królem Władysław IV siebie i Polskę zawsze tu polecał opiece Matki Bożej, i następnie, przyznając tej opiece zwycięstwo swe, pod Smoleńskiem nad Moskwą otrzymane r. 1634 d. 14 lutego, zdobyte w tej wojnie łupy i korzyść za wdzięczność przynosząc, i aby je był jawnem poślubieniem nieśmiertelne uczynił, wszystkiej wojny pod Smoleńskiem wygranej, i zwycięstwa porządek wyraźnie odmalować kazawszy, w kaplicy, z której wypłynęło, wiekuistej poświęcił pamięci“. (Grodziński, 73). NB. Obraz ten obecnie znajduje się we Wrocławiu u jednego kupca (widział go pułkownik Konstanty Górski).
Lecz oto w tymże samym jeszcze roku 1634 w ślad za zwycięstwem nad Moskwą groziło Polsce wielkie nieszczęście. Moskale na głowę pobici, zmuszeni zwrócić Polsce dawne Witoldowe posiadłości, księstwa Smoleńskie i Siewierskie, ze złości zgrzytali zębami, czując się w obec Polski bezsilni, a nie mogąc nie sami przeciw Polsce przedsięwziąść, starali się jej szkodzić, szczując inne państwa na Polskę. W tym celu wysłali uroczyste poselstwo do sułtana tureckiego i przez przekupionych głównych dygnitarzy tureckich zachęcali go do wojny z Polską. I Turcy z wielkiem wojskiem niespodzianie wkroczyli do granic Polski pod dowództwem Abazy (także przekupionego przez Moskali). Trudno, niepodobna było na razie stawić im opór, więc wysłany był do sułtana Stanisław Trzebiński, podkomorzy lwowski, dla odwrócenia tej wojny przez zawarcie przymierza. „Czego tu chcesz?“, zapytał Amurat Trzebińskiego na audyencyi. „Chcę donieść o wstąpieniu na tron króla mego“, odpowiedział Trzebiński, „niemniej zanieść skargę za zerwanie pokoju zuchwałością Abazy“ „Nie ma tu co mówić o pokoju“, zawołał sułtan, „ale raczej o wojnie, bo wtenczas tylko może być o przyjaźni mowa, jeśli król twój moją wiarę przyjmie, haracz płacić będzie“. „W takim razie,“ odrzekł spokojnie Trzebiński, „lepsza wojna“. Na to Amurat rozwścieklony, wyciągnąwszy z pochwy, wzniósł szablę do góry, wołając: „Niepoznajesz, widzę, władcę, przed którego mieczem drżą narody“. „Zapewne“, odrzekł Trzebiński, „jesteś potężnym monarchą, ale Bóg mocniejszy od ciebie, a ten Bóg i memu królowi dał szablę do obrony ludów swoich. Zwycięstwo w ręku Boga!“
W ślad za wojną trrecką odnowiłaby się wojna i z Moskwą. Austrya także nadstawiała ucha podszeptom moskiewskim i łakomem okiem patrzyła na Polskę, i z jej nieszczęść radaby skorzystać. Toż samo i Prusy zaczęły pokazywać rogi: książę ich nie chciał osobiście składać hołdu, do czego był obowiązany. Szwecya czekała tylko sposobności do wystąpienia przeciw Polsce, jak to nastąpiło za Jana Kazimierza. Kozacy, Dyzunici, Aryanie i malkontenci, których zawsze było pełno w Polsce, gotowi byli każdej chwili łączyć się z nieprzyjaciółmi Polski. Słowem czarne, groźne chmury, piorunami ciężarne gromadziły się nad Polską, i już wieści zatrważająco przelatywały błyskawicami i miało się już wtenezas stać to, co zaszło niedługo później za Jana Kazimierza.
W tym właśnie czasie dziwne nastąpiło w obrazie cudownym zjawienie. Roku 1534 d. 20 października, kiedy się Msza święta odprawiała, naraz, jak pisze Grudziński (str. 60), „obraz najpierw blednieć, potem powoli i czernieć począł, aż 22 dnia tego miesiąca wszystka twarz nakształt jednego węgla zapadła w zaćmienie, potem ku swej ozdobie pierwszej wracała się powoli, składając z siebie owe węgliste cienie“. Dnia 28 obraz wrócił zupełnie do dawnego stanu.
Jakaż temu bywa przyczyna? Malarze i znawcy badali, czy to nie nastąpiło wskutek wilgoci muru, lub samychże kolorów malowidła, albo z jakiej innej zwyczajnej przyczyny, lecz po najściślejszem i sumiennem dochodzeniu przekonali się, że nie był to wynik ani wilgoci muru, ani żadnej innej zwyczajnej przyczyny, lecz że to było jakieś niepojęte, nadzwyczajne, nadprzyrodzone zjawisko. Nie wdając się wreszcie w dochodzenie przyczyn, niepodobna wszakże nie zwrócić uwagi na to, że jak w r. 1684, i później 1655 z tymże obrazem, tak również z innymi obrazami działy się rzeczy nadzwyczajne, zawsze w związku z nadzwyczajnie wielkimi wypadkami, jakby przez to miały przypominać ludziom o związku świata nadprzyrodzonego z przyrodzonym i ostrzegać ich przed grożącem im jakiemś nieszczęściem, żeby przez pokutę starali się przebłagać Boga i odwrócić od siebie te nieszczęścia. W tym wypadku, cośmy opowiedzieli, zdaje się być widocznem, — objawione współczucie Matki Bożej dla Polski, i wskutek żałosnego Jej wstawienia się za Polską odwrócenia od niej grożących nieszczęść. Takie wreszcie w onym czasie powszechne było przekonanie, jak świadczy współczesny Grudziński[1].
Otóż w tym samym właśnie czasie — naraz, prawie nad wszelkie spodziewanie na korzyść Polski zaszła zmiana. Ów sultan turecki, co to tak groził Polsce, posła moskiewskiego, który w poselstwie był przybył i zachęcał do wojny, kazał wtrącić do więzienia, a owego dowódzcę wojsk tureckich, Abazę, przekupionego przez Moskali, i do wojny z Polską naglącego — kazał udusić, a z Polską na słusznych warunkach zawarł przymierze.
- ↑ Stanisław Albrecht Radziwiłł, kanclerz wielki litewski, w dziele swojem „Dyskurs Nabożny“ mówi: „Znałem kapłana jednego, wielce pobożnego, Ordinis Minorum de Observantia, którego Mszy św. słuchiwałem w Rzymie, Patrem Bartholomeum, prostaczka wielkiego, że najmniej nie wiedział, co jest Polska; ten gdy Mszę świętą miał tegoż właśnie dnia, którego Zygmunt III pod Guzowem bitwę miał, in memento przed podniesieniem Najśw. Sakramentu krzyknął głosem po włosku: „O Polsko, jak ty masz wiele obrońców!“ Spytany, dla czego się tak głośno ozwał, odpowiedział, iż widział, a ono Bóg dekret wydał na jakąś Polskę, aby zginęła, a oto Najświętsza Panna, powstawszy, padła na oblicze swoje przed Majestatem Bożym, a za Jej powodem i patronowie polscy upadli, prosząc o odmianę dekretu. Uczynił to Pan Bóg, o co prosili.“