Przejdź do zawartości

O cudownym obrazie Matki Bożej w Karmelu Krakowskim na Piasku/Cudowny obraz Matki Bożej i wystawienie kaplicy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Edward Nowakowski
Tytuł O cudownym obrazie Matki Bożej w Karmelu Krakowskim na Piasku
Podtytuł Wiadomość historyczna
Data wyd. 1898
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

III. Po wystawieniu wspaniałego kościoła i obszernego klasztoru, Karmelici wkrótce zjednali sobie w Polsce powszechną przychylność, czego dowodem, że z czasem powstały w Polsce 72 ich klasztory, podzielone na 4 prowincye. Na czele tych wszystkich klasztorów, jako rozsadnik i macierzysty klasztor, przez wszystkie czasy stał zawsze na straży klasztor krakowski, sławny wielką liczbą zakonników (bywało ich tu do 70), pobożnych i gorliwych o wiarę i naukowo w akademii krakowskiej wykształconych, najściślej wypełniających swoją regułę[1]. Grodziński (str. 10, „Ogród Fijałkowy“) powiada: „Konwent krakowski Karmelitów miał wielu nader dostojnych mężów świętobliwością i nauką chwalebnych“. Z powodu zaś cudownego obrazu Matki Bożej i uroczystych przy tym obrazie nabożeństw prawie nieustannych, przez całe dnie i noce całe (Grodziński, str. 26) i niemal codziennych cudów — Karmel krakowski pociągnął do siebie wszystkich nietylko mieszkańców Krakowa, lecz i z najdalszych stron przybywających czcicieli Matki Bożej. Królowie polscy, biskupi, senatorowie spieszyli tu, u podnóża cudownego obrazu szukać dla siebie, dla swoich rodzin i dla Ojczyzny opieki i ratunku i ofiarami hojnemi świadczyli o wdzięczności za otrzymane łaski. O tak zwanem pospólstwie, wypowiedzieć prawie trudno, jak dla nich ta kaplica z cudownym obrazem zawsze była miłą i ukochaną przez wszystkie czasy aż po dzień dzisiejszy. Kto się chce o tem przekonać, odczuć to w sobie i odetehnąć powiewem Niebieskiego Karmelu, niech pójdzie do tej kaplicy na prymaryę o 5-ej godzinie, a zobaczy, czego gdzie indziej z pewnością nie ujrzy z jaką czcią, uwielbieniem, z jak rzewną i tkliwą czułością wszyscy klęczący pokorni, potulni otaczają tu swoję Matkę cudowną. Patrząc na ten tu zebrany ubogi ludek pobożny, serdeczny, zda się widzieć odtworzone pierwszych chrześcijan z katakumb nabożeństwo; i przychodzą na myśl słowa Zbawiciela: błogosławieni, ubodzy, błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię. Jakoż oni kaplicę tę mają jakby za swoją własną, i w niej czują się jakby w rodzinnym swoim domu. Uroczyste, wspaniałe, wystawne nabożeństwa w naszych kościołach krakowkich, ale tutaj podczas tej prymaryi w szczególniejszy dopiero sposób czuje się, że to dom Boży, że ta Brama Niebieska — hic est domus Dei et porta coeli. I wszystkich zebranych tu spojrzenia, wszystkie myśli i uczucia i westchnienia jednoczą się w wizerunku świętym Matki Bożej cudownej, która z macierzyńską czułością, niedającą się słowy wyrazić, sama niegdyś na ziemi uboga, sama własnemi rękoma pracująca, patrzy na tych biednych, pracowitych wyrobników, jakby na swoją najmilszą czeladkę. Każdy cudowny obraz ma swoją wyłączną jakąś cechę, wyrażającą coś sobie tylko właściwego, szczególnego. W obrazie Częstochowskim czuć, „Majestat królowej Nieba i ziemi“, w obrazie Ostrobramskim — uosobione jaśnieje miłosierdzie i litość nad nieszczęśliwymi; w Berdyczowskim — straż bezpieczeństwa; w tym zaś obrazie na Karmelu — dobroć, słodycz i jakaś żałość w spojrzeniu tak przenika do serca, taką to serce napełnia rzewnością, ufnością, pociechą, takiem uczuciem niebieskiem, i tak je cudownie przeistacza, że tu nikną wszelkie cierpienia, smutki i trwogi; nikt tu nie czuje swojej niedoli, ubóstwa, sieroctwa, i pomimo woli wyrywają się słowa: O! Matko moja ukochana, Matko najdroższa, Matko najmilsza! Ty pamiętasz, że my dzieci Twoje i nas strzeżesz, bronisz jako własności swojej!
I zaiste, przedziwny, przecudowny ten obraz, i jak podanie niesie, chce się wierzyć i wierzy się temu zaprawdę, że nie ludzka ręka go namalowała. Bądź co bądź nadzwyczajne, nieustanne, niezliczone cuda, które się działy przy tym obrazie, utwierdzają wiarę w to podanie. Podanie zaś takie:
Jeden Karmelita, ksiądz pobożny i snadź niepospolity artystamalarz (około 1500 r.), powziął szczęśliwą myśl z wyższego widocznie natchnienia, odmalowania wizerunku Matki Bożej na zewnętrznej ścianie, ponad drzwiami bocznemi kościoła, żeby zwrócony do miasta (kościół był wówczas za murami), wskazywał mu Karmel i był dla niego jakby gwiazdką niebieską na ziemi, jakby portem ucieczki i źródłem przezeń spływających błogosławieństw. Zaledwo atoli nakreślił kontury, aż tu zadzwoniono na pacierze, więc odkładając malowanie do jutra, pospieszył do chóru. Ale tymczasem cóż się stało? Niewidoma ręka odmalowała zakreślony obraz, co więcej jasność z niego świecąca zwróciła nad rankiem uwagę przechodzących, i wywołała podziw i zdumienie. Rychło zebrało się mnóstwo ludzi, i poczęli wyrażać swe uczucia w słowach, wołaniach i uniesieniach radosnych. Gwar ten niezwykły przeniknął do klasztoru; przybiegli Karmelici, a upadłszy na twarz, cześć oddawali temu cudownemu zjawieniu obrazu. Wiadomość o tem rozniosła się w calym Krakowie, i całe miasto spieszyło przypatrzyć się cudowi. A gdy zaś rozległy się nad jasnością przedziwne melodye śpiewu (Rogalski 49, Grodziński 26, Speculum Carmel. 662, Pruszcz „Klejnoty“ (1745) uniesienie granic już nie miało i przeszło w zachwycenie. Dowiedziano się o tym wypadku i w okolicy, i z całej okolicy lud tłumnie tu pospieszył. Władza też duchowna i miejska niedługo nadeszła; nastąpiły dopytywania się, najściślejsze badania i świadectwa przysięgami stwierdzone. Ztem wszystkiem dla przekonania się, czy nie jest to jaki podstęp, postawiona straż miała baczność na wszystko, co się wokoło działo. Lecz gdy i wobec straży i wielkiego mnóstwa przybyłych i czuwających ludzi światłość i melodye śpiewu przecudnego każdej nocy się powtarzały, a co więcej, gdy w ślad zatem niezwłocznie poczęły się dziać cuda, snadź dla udowodnienia tego cudownego zjawienia, — i jakież cuda? nietylko natychmiastowe uzdrowienia, lecz i kilka wypadków umarłych wskrzeszenia — wszelka wątpliwość znikła i tylko starano się w modlitwach najgorętszych wyrazić wdzięczność i uwielbienie za to zjawienie cudowne i płynące ztąd łaski i błogosławieństwa zaiste bez miary i liczby[2].
Dla uczczenia i zabezpieczenia cudownego obrazu od słoty, wystawiono przy nim ze składek z ciosowego kamienia przyozdobioną marmurami wspaniałą kaplicę, do której wchód był wprost od ulicy. Kaplica ta rychło stanęła, tak że już 1518 r. (Duracz, str. 6; Gumppenberg, str. 580) królowa Bona zaraz po przybyciu do Krakowa, każdego czwartku i soboty z zamku na nabożeństwo do kaplicy tej (już wystawionej) przychodziła i korony kosztowne dla Matki Bożej i Pana Jezusa ofiarowała[3].





  1. R. 1541 Jan z Kazimierza, Dr. Teologii, przeor Karmelitów, mianowany był pierwszym inkwizytorem dla czuwania nad zachowaniem wiary. (Łęt. II, 115).
  2. Ustęp powyższy jest prawie dosłownem powtórzeniem tego, co wskazani wyżej autorowie, i inni w ślad za nimi idąc, podali. Dla wszechstronnego wyczerpania przedmiotu, przytaczamy jeszcze, co o powstaniu tego obrazu podał Gumppenberg w dziele swojem Atlas Marianus — bardzo rzadkiem, i dla tego zapewne o tem nikt z piszących o obrazie karmelitańskim, nie znając tego dzieła, nie wspomniał. Zawdzięczając uprzejmości Dyrektora biblioteki Jagiellońskiej, p. Estreichera, który to dzieło z Wiednia sprowadził, wypisujemy z niego co następuje: »Pieta haec Deiparae Imago est extra Cenobium, quod in Arenis RR. PP. Carmelitae habent; qua Cracoviam respicit: pinxitque eam ante sesqui saeculum pius ejusdem instituti Religiosus, saepe eam, dum viveret flexo genu salutavit, moriturus petiit et obtinuit, sub dio ad hanc suam Imaginem sepeliri. Prostabat deinde publico s. Imago, sed neglecta nemine uno invento, qui singulari pietate coleret, dum anno 1512 septena e coelo lumina nocturno tempore illustrarent, monitus ab excubitoribus Magistratus, legum diligentia perscrutati veritatem fidem populo fecere, honores huic s. Imagini e coelo decermi: vellequoque ipsam virginem hic coli testabantur, qui inter primos hue deportati sunt aequi, appensisque miseriae suae nobis, rediere salvi, gratiarum novarum praeconens....“ (Nr, 489. str. 579).
    A także i w Pruszcza klejnotach (str. 164) opisanie zjawienia się obrazu w wydaniu r. 1745 dodane, w pierwotnych edycyach (1650 r.) nieznajduje się; toż i w dziele jego „Morze Łaski Bożej“, a również i u Franciszka Cesarego r. 1647. „Stołecznego Miasta Krakowa kościoły“ (str. 65 nr. 52) niema.
  3. A nawet i później, owdowiawszy, zawsze do tego cudownego obrazu chodziła i hojne ofiary składała.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Edward Nowakowski.