Przejdź do zawartości

O «Lalce» słów kilka

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
>>> Dane tekstu >>>
Autor Leon Okręt
Tytuł O «Lalce» słów kilka
Podtytuł Głód i powódź «jednodniówek»
Pochodzenie Kraj, 1890, nr 15
Redaktor Erazm Piltz
Wydawca Erazm Piltz
Data wyd. 1890
Druk Drukarnia «Kraju» (Trenke i Fusnot)
Miejsce wyd. Petersburg
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


Odcinek „Kraju”.


LUŹNE KARTKI.

[O «Lalce» słów kilka. Głód i powódź «jednodniówek»].

lo. Od epickiego spokoju i klasycznych form historycznego romansu Sienkiewicza do uczuciowej nierównowagi, trochę bezładnej, jakby nerwowej budowy romansu Prusa — skok wielki. Prości bohaterowie trylogji: Bohunowie, Skrzetuscy, Wołodyjowscy, mają świadomość, charakter, temperament, ale nawet ich świadomość nosi wyraźne cechy charakteru, temperamentu; żądania i żądze mają określone: kochają, cierpią bez namysłów, bez literatury, nie lubują się w procesie własnych odczuwań, nie stawiają nieustannie rozmysłu pomiędzy wolą a czynem; działają pod ciśnieniem nielicznych, prostych impulsów: patryotyzmu, honoru, miłości lub ambicyi, chciwości, okrucieństwa. Wypadki, wśród których żyją — krwawe, ale nie skomplikowane, nie skłębione, nie zmieszane.
My, zmęczeni widokiem tłumnej, nieokreślonej codzienności, zachwycaliśmy się tą prostotą ubiegłych epok, mistrzowskiem odtworzeniem tych szerokich planów, wielkich rysów, ruchów masowych, rozległych. Była to przyjemność podobna do tej, jakiej doznaje się, patrząc przez teleskop na niebo.
W «Lalce» — od czasów «Ogniem i Mieczem», najważniejszym wyrazie polskiej beletrystycznej twórczości, mamy inny świat, życie w jego nowych formach, zmodyfikowanych nowemi warunkami; życie strasznie pomącone, zawikłane; gdzie każdy fakt, każde zjawisko jest tylko cząstką ogólniejszej całości, gdzie się one przeplatają, mieszają z sobą, bez miedzy, bez linji odgraniczającej. Zamiast dawnych prostych impulsów, ludźmi kierują najsprzeczniejsze oddziaływania: wyjątkowe uczucia, wyjątkowe poglądy, wyjątkowe szczęście, wyjątkowe dążenia. Charakter Wokulskiego, Rzeckiego, Ochockiego, Szumana, przeinaczany wciąż przez refleksyę, zmieniającą kierunek woli, ubarwiającą ją po swojemu, władczynię bezpośrednią, kapryśną. «Z otwartej przestrzeni światła i dźwięków» przechodzimy do «ciemno-purpurowego młyna namiętności», jak powtarza Brandes, wchodzimy wraz ze wszystkimi tymi ludźmi, którzy wespół z nami badają każdy swój ruch, każde uczucie; widzimy mechanizm ich życia, widzimy, że nie potrafią zakreślić sobie jasno sfery obowiązków, nie wiedzą czego chcieć od siebie, od swego serca, od ludzi, od natury.
Wielkim ich bólem jest coś, czego w tym stopniu dawniej nie znano — nierównowaga pomiędzy pragnieniem a możnością; zamiast dawnej decyzyi prędkiej, gotowej, widzimy rozmarzenie, leniwą idealizacyę; zamiast energji stałej, silnej — chwiejną, przypływającą, odpływającą.
Widzimy, że ci ludzie czujnie słuchają, jak ich coś woła do czynu i do miłości, ale nie umieją pójść za głosem tej wewnętrznej pobudki; widzimy, że łagodna bierność kobieca przeradza się w bezduszność, półzmysłowe marzycielstwo, teoryzującą, niebezpieczną, zbyt pobłażliwą kokieteryę. Zamiast miłości prostej, szczerej, mamy uczucie trawiące, refleksyjne, niewłaściwy jego kierunek, tragedyę jego zboczeń, walkę pomiędzy zbytkiem serca z jednej, brakiem z drugiej strony.
Fala życia, która niegdyś tak gwałtownie i wysoko biła, teraz tylko szybko przesuwa się, jak piasek w klepsydrze, małostkowa, nieznaczna. Wypadki zdrobniały: mrowią się, roją i żyją jakiemś drobnicowem życiem: widzimy arystokracyę, szlachtę, mieszczaństwo, polaków, żydów, niemców, o rysach od siebie pozapożyczanych; wspólnie żyją, kryjąc i uwydatniając egoizmy, łataną harmonję niezgodnych usposobień. Kontury wszędzie niezdecydowane, pomieszane; niewiadomo, kto do kogo należy, dokąd idzie; wszyscy wahają się, odtrącają, rzucają w objęcia, łączą, rozchodzą — jak w sennem marzeniu.
A my, czując, że pomimo wszystko jesteśmy dziećmi tej niespokojnej, niewyraźnej epoki, porwani prawdą i masą życia, jaką wre powieść, poddajemy się czarowi świetnego pióra, zachwycamy pięknością «Lalki». Jestto przyjemność podobna do tej, jakiej doznaje się, patrząc przez mikroskop na rozmaite ruchy żyjątek w kropli wody.
W nowej swej powieści Prus wzniósł się do wyżyn prawdziwego współczesnego powieściopisarza, wtłaczającego w dzieło syntezę narodowego życia, mieszczącego w niem historyę epoki lub jej odłamu, całe armje żyć, całe szeregi stosunków. Prototypem takiej powieści jest «Pokój i Wojna» hr. Tołstoja; «Lalka» na mniejszą skalę, rozległością pomysłu, szczerością postrzegania, wrażliwością autora na wszystkie kwestye, nurtujące współczesnego człowieka, ma dla nas wartość analogiczną.
Prus również daje nam znać poniekąd, jak bohaterowie jego rozwijają się, starzeją, jakie zmiany zachodzą w ich usposobieniu; całą historyę kilku dziesiątków ostatnich lat rzuca za tło powieści; od opisów staromiejskiego życia, węgierskiej kampanji, złudzeń ówczesnej młodzieży, jej entuzyazmu, kiełkowania późniejszych prądów, przechodzimy do obrazów, jak się mieszczaństwo powoli rozpanosza, żydzi zaczynają grać coraz większą rolę, arystokracya biednieje, jak warstwy chrześcjańskie patrzą na liczną obok siebie ludność żydowską, jak miasto podnosi się, zabudowywa.
Widzimy zwątpienia wieku starego, upartą chęć wiary, rozmaite prądy moralne w społeczeństwie, zetknięcia z odmiennemi kulturami, rozbudzenie praktycznych celów, niemoc ich osiągnięcia, potęgę handlu, przemysłu, — wszystko to niepedantycznie, przyrosłe do życia jak codzienna troska — i obok tego wieczyste źródło najgłębszych prawd o człowieku: miłość w postaci nieszczęśliwego uczucia Wokulskiego dla panny Izabeli Łęckiej.
Prus wykazał tutaj, że umysł jego jest na poziomie najważniejszych, najzawilszych zagadnień, rozumie wielką i smutną poezyę idealnych dążeń; główna cecha prawdziwego twórcy — sympatya do wszystkiego co ludzkie — przeziera wielkiemi rysami z całej powieści; równowaga pomiędzy nastrojem a jego wyrazem — kompletna: obrazy barwne, język subtelny, uduchowiony, dyalektyka cięta, błyskotliwa, powaga wobec etycznych zadań życia, jaką spotykamy tylko u Tołstoja i Bourget’a, szczerość bezwarunkowa....
Ta książka mogłaby być arcydziełem... Ale niem nie jest.
W przelotnem wrażeniu literackiem, jak obecne, niepodobna zebrać wszystkich rysów, psujących niezwykłą koncepcyę «Lalki»; nie będziemy mówili ani o humorystycznej przesadzie wielu scen, ani o nietrafności obserwacyi, ani o bezładzie kompozycyi, tembardziej że od powieści nie można wymagać surowych linij jakiegoś Partenonu; może ona, jak Watykan, składać się z rozmaitych większych i mniejszych budynków, nieregularnych i nierównomiernych, a pomimo to stanowić imponującą całość; ani o spadkach energji twórczej w zakresie trzech tomów, — to wszystko możnaby w poważnej krytyce wyszczególnić.
Wobec bijącej z tego dzieła miłości prawdy, troski moralnej, powagi, czytelnik szuka i ma prawo wymagać jedności usposobienia, nastroju, stałego do świata stosunku, jednolitości. W przeciwnym razie, widząc że wzruszający go autor bardzo często bierze rzecz ze strony wesołej, trochę lekkiej, czasem fantastycznej, czasem bulwarowej, że tak powiem, czytelnik pyta, cóż znaczy poprzednia powaga, jakim jest kąt, pod którym Prus widzi prawdę, jakim jego stosunek do rzeczywistości, jaką jego indywidualność? — który Prus jest prawdziwy, czy ten, który się śmieje, czy ten, który płacze. Heraklit czy Demokryt, czy obydwaj razem, czy żaden z pomiędzy nich? Czy etyczne konsekwencye z powieści Prusa są poważne, czy autor «Lalki» ma prawo żądać, jak Zola, Daudet, Tołstoj, aby mu wierzono?
Nic dziwnego, jeśli czytelnik w ten sposób zaznaczy swą nieufność. «Lalce» brak indywidualności nie dlatego, żeby jej autor tak jak Szekspir, co «po Bogu najwięcej stworzył», roztapiał się w stworzeniu i nie posiadał indywidualności, ale dlatego, że widocznie drogą literackiej suggestyi, czy wyrobionych upodobań, Prus wcielił w siebie rozmaite sposoby i rodzaje odczuwania. Wcielił doskonale, z głębokiem zrozumieniem ich istoty i nieporównaną techniką, ale używając ich obok własnego, zamiast jednego Prusa stworzył trzech czy czterech, mechanicznie obok siebie położonych, nie przenikających się wzajemnie, niezgodnych ze sobą.
Prawdziwego wszyscy znamy. Jestto obserwator życia maluczkich, z delikatnością kobiecą i męzką trafnością sądu, gorycz postrzegania łagodzący humorem à la Dickens, bez szarży dowcipny, zabarwiający rzeczywistość podmiotowo, po swojemu, do czego ma zupełne prawo. Takim jest w «Lalce» dziennik Rzeckiego, obfitujący w najpiękniejsze obrazy, najtrafniejsze spostrzeżenia. I gdyby nie to, że ów Rzecki trochę zanadto przypomina Prusa, że autor nie potrafił ukryć swojego «ja» — wszystkie rozdziały, gdzie stary subjekt spisuje swe wrażenia, byłyby prawie bez zarzutu.
Prawie, gdyż czasem do dziedziny jego wkrada się inny Prus, mający pewną styczność z pierwszym, ale różniący się brakiem smaku, melodramatycznością à la Xavier de Montépin, naiwnością środków artystycznych, wątpliwemi efektami, dosyć rażącą wesołością. Jestto Prus, opisujący karykaturalnie sceny, nic nie mające wspólnego z rzeczywistością, opisujący Paryż, tajemniczych maîtres d’hôtel, dwuznaczne baronowe, kieszonkowych złodziei, w sposób, któryby przyniósł zaszczyt feljetoniście susowego dziennika, ale autorowi «Lalki» nie przynosi żadnego.
Jest jeszcze trzeci Prus, przywdziewający tajemniczą maskę Hoffmanna, przerzucający się odrazu z realności do sfery chimer, zamiast postaci z krwią i ciałem, tworzący symbole, abstrakcye, jak człowiek o zupełnie odrębnym rodzaju badania i odczuwania. Takim jest, kiedy bohaterowi swemu każe spotkać uczonego Geista, który zamyśla odkryciami swemi zrewolucyonizować wiedzę atomistyki, stworzyć nową erę dla innych ludzi, bo dzisiejsi istnienia niewarci. Chociaż rozum nam dyktuje, że nie wydzierżawiliśmy prawdy, że Geist może rzeczywiście odkrył metal przezroczystszy jak szkło i lekki jak puch, — wszystkie te tajemnicze rozmowy i cała symbolistyka, wśród żywego, blizkiego nam otoczenia, ta fantazya w biały dzień — odrywa nas od cierpień Wokulskiego, jako przedmiot jego przywiązania, wydaje się czemś nieujętem, mglistem, a przedewszystkiem niezgodnem z traktowaniem rzeczywistości przez ciąg całego dzieła. W takich współczesnych powieściach, dla estetycznych celów i dla jednolitego charakteru, fabuła winna być prawdziwszą od rzeczywistości, która podobno jest największem nieprawdopodobieństwem.
A najwidoczniejszym, najpotężniej dominującym Prusem jest jeszcze inny — nowy — psychologiczny, zaglądający wciąż do wnętrza duszy ludzkiej; Wokulski całą powieść przechodzi monologami, à la Stendhal, ciągłem wsłuchiwaniem się, co czuje i czy co czuje; tutaj na Prusie odbił się wpływ rosyjskiego romansu, którego głębia nie mogła nie porwać i nie olśnić wrażliwości autora «Lalki»; znać go w całej technice psychologicznej, która ściśle odpowiada klasycznym wzorom Tołstoja i Dostojewskiego; to samo powiedzieć można o zainaugurowanem przez autora «Lalki» podniesieniu doniosłości snów, półświadomych stanów. Ten systemat patrzenia się na ludzi bardzo poważny, jakkolwiek bardzo łatwo drobnostkowość zastąpić w nim może miejsce głębokości, — jest doskonałym warunkiem poznania prawdy; zmusza do zważania rozmaitych motywów działalności, czasem wprost przeciwnych, jest rękojmią... bezstronnych wyników.
Widać jednak, że nie jest on właściwym Prusowi, że przyszedł z zewnątrz; wnosić to można z bardzo szczupłego repertuaru psychologji Prusa, ograniczającej się na ustawicznem powtarzaniu z błyskawiczną szybkością przemijających: nadziei, apatyi, rozpaczy, zjawiających się często bez widocznej, dostatecznej przyczyny; wraca to z nużącą jednostajnością, z nieposuwaniem się naprzód, jak w błędnem kole.
Widać ztąd jeszcze, że natura Prusa, zbyt długo trzymana w nastroju wewnętrznego pogłębiania, ciągnie wilka do lasu i podszeptuje Wokulskiemu myśli lub słowa, których ten ostatni pomyśleć ani wypowiedzieć nie mógł, gdyż sprzeciwiają się charakterowi jego obserwacyi. Są to obserwacye pierwszego Prusa, humorysty à la Dickens. Widać ostatecznie ztąd, że nie zdołał on równie dobrze odtworzyć istoty psychologicznego odczuwania, zależnego od wieku, temperamentu. Jego Wokulski nie ma lat czterdziestu pięciu.
W rezultacie, te wszystkie sposoby traktowania rzeczy odzywają się mechanicznie, przy zjawieniu się tej lub innej osobistości. Wokulski przynosi ze sobą psychologję, Rzecki dickensowski sentymentalizm, inni karykaturę, inni symboliczną mglistość. Wygląda to na Leitmotiv’y wagnerowskich oper, wygrywane nieodmiennie przez orkiestrę, ilekroć z za kulis wystąpi ten lub inny śpiewak. Taki brak jedności, charakteryzującej prawdziwie wielki utwór sztuki, obecność jakby kilku twórców, nie identycznych usposobień, poglądów, temperamentu, zdaje się, jest głównym niedoborem «Lalki».
Ale, o ile wnosić można z tej powieści, w Prusie dokonywa się potężna, ogniowa, paląca praca, która stopi te wszystkie różnorodności w jedną organiczną całość, oczyści i uświetni szlachetny kruszec jego znakomitego talentu.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Leon Okręt.