Nocleg (1929)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Mickiewicz
Tytuł Nocleg
Pochodzenie Poezje (1929) tom I
Poezje rozmaite (1817-1854)
Data wydania 1929
Wydawnictwo Gubrynowicz i Syn
Drukarz W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
NOCLEG

Nasz Naczelnik nad Trockiem jeziorem,
Po kowgańskiej potyczce, nocuje.
Strzelcy leżą na kępie taborem:
Jeden rany swe mchem opatruje;

Drugi strzelbę przeczyszcza, nabija,
Kaptur z brzozy na zamek nasuwa;
Ten, wpół senny, pod głowę płaszcz zwija.
I usnęli. Straż stoi, wódz czuwa.

On pod drzewem coś duma w pomroce;
Drzewo suche — lecz miało owoce:
Najgłodniejszych ten owoc odstrasza:
Wiszą na niem dwie gruszki Judasza.

W górę szpiegi! Cesarskie to sługi:
Jeden Prusak, z nogami długiemi
W białych pończochach; a drugi
Żyd, pejsami zamiata po ziemi.

Nie śpi wódz. Na kolanach broń trzyma,
Wzrokiem szuka pagórka znanego,
Ten za wodą: na wzgórku dom jego.
Dom w ciemności on żegna oczyma.

Wtem błysnęło nad wzgórkiem... Czy piorun?
Piorun u nas nie bije w tę porę:

«O Najświętsza! O Maryjo z Borun!
Ratuj ich... ratuj dzieci... dom gore».

«Gdzie jest patrol? Na konia! Do dworu!...»
Wtem słuchają... Łom trzeszczy, gwar ludzi,
I «kto idzie?» głos ozwał się w boru.
Patrol wraca, i obóz się budzi.

«Wodzu! wielka dla ciebie żałoba;
Wraca patrol z wieściami Hijoba.
Jeden mówi: zarznęli twą żonę.
Drugi mówi: twe dzieci spalone.

«Lecz pojmali dowódzcę Moskali». —
«Kto on?...» — «Francuz, niestary, przystojny:
I w moskiewskiej on służbie wsie pali,
Za pieniądze lud siecze niezbrojny!...»

Wódz, jak gdyby rażony od gromu,
Na dom patrzał i milczał i słuchał.
Z okien wszystkich żar sypał się z domu,
Z oczu wodza straszniejszy żar buchał.

I w obozie zbudzonym, zdumiałym,
Było głuche milczenie i zgroza.
Milczał wódz, jako broń przed wystrzałem;
Na dom patrzał — i krzyknął: «Powroza!...»

Przyskoczyły dwa katy rozkoły,
Stryczek mieli gotowy ze sznura,
Zakasali rękawy za poły
I oddarli mu kołnierz z mundura.

Wtem ktoś leci... «Kto idzie?» — «Lud z Bogiem!
Nasze hasło: poznajcie wiarusa!» —
Zrzuca płaszcz.... Ach, to mundur Krakusa:
Biały surdut z czerwonym wyłogiem!


«Zbił Skrzynecki, zbił na łeb, na szyję,
Zbił pod Wawrem Rozena, Gejsmara,
N abrał jeńców i dział co nie miara,
Idzie w Litwę... Skrzynecki niech żyje!»

Krzyczał żołnierz i śmiał się i szlochał...
Ach, kto miłej ojczyzny nie kochał,
Biedny! łzami nie płakał takiemi...
A Naczelnik?... On leży na ziemi.

Leżał krzyżem i długo się modlił.
Wstał i rzekł do Francuza: «Idź wolny!
Precz od nóg mych — byś nóg mych nie podlił!
Jam dziś karać nikogo nie zdolny...»

29 marca 1832.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Mickiewicz.