Nim odjadę, póki z oczu ci zginę,
Ty mi, druhu, na pamiątkę po sobie
Grób namaluj… Niechaj stanie na grobie
Biały krzyż, umajony w kalinę.
Albo raczej, niechaj obraz przedstawia
Letni wieczór, zadumania godzinę,
I rozległą naddniestrową równinę,
Nad nią wyż niech z księżycem rozmawia.
Po równinie jar niech wije się kręty,
Jar skalisty i jak przepaść głęboki.
Na dnie jaru niechaj szumią potoki,
Szary muł w dal niech niosą ich męty.
Niechaj rosną na przepastnej rubieży
Dzikie osty, krze jałowcu i głogi.
Między niemi, wytycz bracie, dwie drogi —
Jedna w dół, druga w górę niech bieży;
Jedną ona niechaj stąpa wśród ziela,
A tą drugą niechaj on się przedziera.