Niebezpieczne związki/List XVI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Pierre Choderlos de Laclos
Tytuł Niebezpieczne związki
Data wydania 1912
Wydawnictwo E. Wende i Spółka
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Les Liaisons dangereuses
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
LIST XVI.

Cecylia Volanges do Zofii Carnay.

Ach, moja Zosiu, ileż dzisiaj nowin! nie powinnam ci ich może mówić: ale muszę przecież zwierzyć się przed kimś; od tego nie umiałabym się powstrzymać. Ten Kawaler Danceny... Jestem tak poruszona, że nie mogę wprost pisać: nie wiem, od czego mam zacząć. Od czasu, jak ci opowiadałam o owym przemiłym wieczorze[1], który spędziłam u mamy z nim i z panią de Merteuil, nie mówiłam ci o nim więcej: a to dla tego, że nie chciałam już o tem mówić nikomu; ale mimo to myślałam o nim ciągle. Od tego czasu on się zrobił smutny, ale taki smutny, taki smutny, że to mi aż przykrość robiło; a kiedy go się pytałam dlaczego, mówił mi, że nie: ale ja widziałam dobrze, że tak. Wreszcie wczoraj był jeszcze smutniejszy, niż zazwyczaj. Mimo to był na tyle uprzejmy, że śpiewał ze mną jak zawsze, ale za każdym razem, kiedy na mnie popatrzył, serce się we mnie ściskało. Skoro skończyliśmy już śpiewać, poszedł schować moją harfę, następnie zaś, oddając mi klucz od puzdra, prosił mnie, abym przegrała jeszcze na niej wieczorem, skoro tylko znajdę się sama. Nie podejrzewałam nic a nic; wymawiałam się nawet od tego: ale on mnie tak prosił, aż powiedziałam mu, że dobrze. Miał swoje przyczyny po temu. Zatem, skoro już wróciłam do siebie i kiedy moja panna służąca sobie poszła, wyjęłam harfę i wystaw sobie, znalazłam pomiędzy strunami list od niego, złożony tylko i niezapieczętowany. Ach, gdybyś ty wiedziała wszystko, co on mi tam pisze! Od czasu, jak przeczytałam ten list, taka jestem szczęśliwa, że nie mogę myśleć o niczem innem. Odczytałam go cztery razy z rzędu, a potem zamknęłam w sekretarzyku. Umiałam calutki na pamięć; i kiedy już leżałam w łóżku, powtarzałam go sobie tyle razy, że do spania zupełnie odeszła mi ochota. Jak tylko zamknęłam oczy, widziałam go tuż przed sobą, jak mi powtarza sam to wszystko, com wyczytała przed chwilą. Usnęłam dopiero bardzo późno; i ledwiem się obudziła (było jeszcze bardzo wcześnie), poszłam wydobyć list, aby go znowu odczytywać do syta. Zabrałam go z sobą do łóżka, a potem całowałam tak, jak gdyby... To może niedobrze jest całować list w taki sposób, ale nie mogłam się od tego powstrzymać.
Z tem wszystkiem, moja droga Zosieńko, chociaż jestem bardzo rada, mam z tem zarazem i wielki kłopot; bo to pewna, że nie powinnam odpowiadać mu na taki list. Wiem dobrze, że tego nie trzeba robić, ale cóż, kiedy mnie prosi o to; i jeżeli mu nie odpowiem, jestem pewna, że znowu będzie taki smutny. To naprawdę strasznie jest niedobrze dla niego! Cóż ty mi radzisz? ale ty tak samo nic nie wiesz jak ja. Mam wielką ochotę zwierzyć się z tem pani de Merteuil, która mnie bardzo kocha. Chciałabym strasznie go pocieszyć; ale nie chciałabym zrobić nic, coby było nie tak jak trzeba. Tyle nam mówią o tem, że powinno się mieć dobre serce! a potem jak tylko chodzi o mężczyznę, zabraniają nam iść za tem, co ono nam powiada! co to za niesprawiedliwość! Czy mężczyzna nie jest naszym bliźnim, tak samo, jak kobieta, i bardziej jeszcze? bo przecież ma się tak samo ojca, jak matkę, tak samo brata, jak siostrę! pozostaje zatem jeszcze mąż, jako nadwyżka. Jednak, gdybym miała zrobić coś takiego, coby nie było dobrze, może i sam pan Danceny nie miałby o mnie dobrego wyobrażenia! Och, gdyby tak miało być, to już wolę, żeby był smutny, a zresztą zawsze mam czas to naprawić. Że on napisał do mnie wczoraj, to jeszcze ja nie jestem obowiązana pisać do niego zaraz dzisiaj; a wszakże dziś wieczór zobaczę panią de Merteuil i, jeżeli zdobędę się na odwagę, opowiem jej wszystko. Zrobię poprostu to, co ona mi powie, i nie będę miała sobie nic do wyrzucenia. A może mi ona powie, że mogę mu odpowiedzieć troszeczkę, żeby nie był taki smutny! Och, strasznie jestem tem zmartwiona. Do widzenia, moja złota. Powiedz mi w każdym razie, co o tem myślisz.

19 sierpnia 17**.


Przypisy

  1. List, w którym mowa jest o tym wieczorze, nie odnalazł się. Można przypuszczać, że jest to ów wieczór, projektowany w bileciku pani de Merteuil, o którym jest również mowa w poprzedzającym liście panny de Volanges.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Pierre Ambroise François Choderlos de Laclos.