Niebezpieczne związki/List LXXXIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Pierre Choderlos de Laclos
Tytuł Niebezpieczne związki
Data wydania 1912
Wydawnictwo E. Wende i Spółka
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Les Liaisons dangereuses
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

LIST LXXXIII.

Wicehrabia de Valmont do Prezydentowej de Tourvel.

Błagam cię, pani, wróćmy jeszcze do rozmowy tak nieszczęśliwie przerwanej! Niechaj mi wolno będzie jeszcze przekonać panią, jak bardzo odmienny jestem od haniebnego portretu, pod jakim mnie pani przedstawiono; niech mi będzie wolno zwłaszcza rozkoszować się lubą ufnością, jaką zaczęłaś mnie obdarzać! Ileż wdzięku umiesz użyczyć cnocie! jak powabnem i upragnionem umiesz uczynić zacne i niewinne uczucie!
To pewna, że wystarcza ujrzeć ciebie, aby pragnąć ci być miłym; wystarczy przebywać w twojem towarzystwie, aby pragnienie to spotęgowało się jeszcze. Ale ten, kto ma szczęście znać cię bliżej, komu danem jest niekiedy czytać w twojej duszy, tego ogarnia niebawem zapał szlachetniejszej natury; ten, przepełniony na równi czcią i miłością, ubóstwia w tobie obraz wszystkich doskonałości. Czyż potępisz swoje własne dzieło? Czegóż można się obawiać po uczuciu tak czystem i pełnem słodyczy?
Miłość moja przeraża cię, wydaje ci się zbyt gwałtowną, bez hamulca! Umiarkuj ją miłością łagodniejszej natury, nie odrzucaj władzy jaką oddaję ci w ręce. Czyż byłoby dla mnie poświęcenie zbyt ciężkie, gdybym wiedział, iż w twojem sercu znajdę zań uznanie? Ach! czemuż twoje szczęście nie zależy odemnie! jakbym cię pomścił za ciebie samą, czyniąc cię szczęśliwą! Ale tej słodkiej władzy jałowa przyjaźń stworzyć nie jest w stanie: moc swoją czerpie ona jedynie w miłości.
To słowo cię o lęk przyprawia! i czemu? najtkliwsze przywiązanie, związek serc najściślejszy, wspólna myśl, wspólne szczęście tak jak wspólne troski: i cóż w tem jest, coby było obcem twojej duszy! A to jest przecież miłość! to jest przynajmniej miłość taka, jaką ty budzisz i jaką ja odczuwam!
Te prawdy tak jasne i tak słodkie zarazem cóż mają w sobie czem mogłyby niepokoić? Jakąż obawą może cię napełniać kochający człowiek, któremu już miłość sama broni szczęścia nie będącego zarazem i twojem? Oto dziś jedyna chęć jaką oddycham; poświęcę wszystko, aby ją spełnić, wszystko, z wyjątkiem uczucia, które ją natchnęło. Zgódź się podzielić jeno to uczucie, a będziesz niem kierować wedle swojej woli. Ale nie pozwólmy dłużej, aby ono miało nas rozdzielać, wówczas gdy powinno nas łączyć. Jeśli przyjaźń, którą mi ofiarowałaś, nie jest pustem słowem, jeśli, jak mi to mówiłaś wczoraj, jest ona uczuciem najsłodszem, jakie zna twoja dusza, niechaj rozsądzi między nami, ja się nie uchylę od jej wyroku. Ale, skoro ma być sędzią miłości, niechaj zgodzi się jej wysłuchać: odmowa byłaby tutaj niesprawiedliwością; a przyjaźń nie może być niesprawiedliwa.
Chwila ponownej rozmowy nie przedstawia żadnych trudności: przypadek może znów dostarczyć sposobności potemu; ty sama, pani, mogłabyś oznaczyć jej porę. Chcę wierzyć, iż jestem w błędzie; czyż nie milejby ci było przekonać mnie, niż zwalczać i czy wątpisz o mojej powolności? Gdyby ktoś trzeci nie był tak nie w porę przerwał naszej rozmowy, być może, byłbym już całkiem przychylił się do twego zdania; któż wie, jak daleko sięga twa władza nademną?
Mam ci wyznać, pani? ta potęga niezwyciężona, której wydaję się w ręce nie śmiejąc nawet obliczyć jej siły, ten czar nieprzeparty, który cię czyni władczynią moich myśli i moich uczynków, to wszystko przejmuje mnie niekiedy wprost obawą. Kto wie, czy to nie ja powinienem drżeć przed tą rozmową, o którą tak proszę! Kto wie, ażali po niej, spętany własną obietnicą, nie ujrzę się skazanym na to, by pałać miłością niezniszczalną i niewygasłą, nie śmiejąc nawet błagać twej pomocy! Ach, pani, przez litość, nie nadużywaj swej władzy! Ale co mówię! jeśli ty masz być przez to szczęśliwsza, jeśli ja mam się stać w twoich oczach godniejszym ciebie, jakichż cierpień nie zdoła złagodzić ta myśl tak pełna pocieszeń! Tak, czuję to, że mówić z tobą jeszcze, to znaczy dać ci przeciwko sobie jeszcze silniejszą broń w ręce, to znaczy poddać się jeszcze zupełniej twojej woli. Łatwiej jest bronić się przeciw twym listom: są w nich twoje słowa, ale niema ciebie, byś mogła użyczyć im całej potęgi. Mimo to, chęć słyszenia cię, pani, każe mi narażać się na to niebezpieczeństwo; przynajmniej będę miał to szczęście, iż uczyniłem dla ciebie wszystko, nawet przeciwko sobie samemu, a poświęcenie moje stanie się nowem świadectwem mej miłości. Zbyt szczęśliw będę, mogąc ci dowieść raz jeszcze, iż jesteś i będziesz zawsze przedmiotem najdroższym mojemu sercu, droższym nawet niż me własne dobro.

Z Zamku *** 23 września 17**.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Pierre Ambroise François Choderlos de Laclos.