Niebezpieczne związki/List LVIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Pierre Choderlos de Laclos
Tytuł Niebezpieczne związki
Data wydania 1912
Wydawnictwo E. Wende i Spółka
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Les Liaisons dangereuses
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

LIST LVIII.

Wicehrabia de Valmont do Prezydentowej de Tourvel.

I czem zdołałem zasłużyć, pani, na gniew twój i wymówki? Przywiązanie najżywsze a mimo to najpełniejsze czci, poddanie najzupełniejsze twoim najdrobniejszym życzeniom: oto, w dwóch słowach, dzieje i moich uczuć i moich postępków. Przytłoczony niedolą bezwzajemnej miłości, nie miałem innej pociechy, jak tylko ciebie oglądać; kazałaś mi się wyrzec tej osłody: usłuchałem bez szemrania. Za cenę tego poświęcenia pozwoliłaś mi pisywać do siebie, i dziś chcesz mi odjąć to jedyne szczęście. Czyż mam je sobie dać wydrzeć, nie próbując bronić się nawet? Zaprawdę, nie! jakżeżby miało nie być drogiem mojemu sercu? wszak to jedyne, jakie mi pozostało i mam je z twoich rąk, pani.
Listy moje, powiadasz, są zbyt częste! Pomyśl tedy, proszę, że przez te dziesięć dni mojego wygnania nie spędziłem ani chwili, w którejby dusza moja nie była zajęta tobą, a że, mimo to, otrzymałaś odemnie zaledwie dwa listy. „Mówię ci w nich jedynie o mojej miłości!“ Ach, i o czemż innem mogę mówić, jak nie o tem, o czem myślę? Wszystko, co mogłem uczynić to było jedynie osłabić wyraz moich uczuć; i możesz mi pani wierzyć, iż odsłoniłem ci jedynie to, czego mi było niepodobnem utaić. Grozisz mi wreszcie, iż nie będziesz mi odpowiadać. Nie dość ci więc, iż z człowiekiem, któremu jesteś droższa nad wszystko i który cię poważa więcej jeszcze niźli cię kocha, obchodzisz się bez cienia litości, ale pragniesz mu jeszcze okazać swoją wzgardę! I pocóż te groźby i gniewy? do czegóż ci one potrzebne? czyliż nie jesteś pewna posłuszeństwa nawet w swoich najbardziej niesprawiedliwych rozkazach? czyż jest mi podobieństwem sprzeciwić się jakiemukolwiek twemu życzeniu i czyż tego nie dowiodłem? Ale czy zechcesz, pani, nadużyć władzy, jaką masz nademną? Uczyniwszy mnie nieszczęśliwym, dopuściwszy się względem mnie niesprawiedliwości, czyż tak łatwo zdołasz się cieszyć spokojem, który, zapewniasz, tyle ci jest potrzebny? czy nie powiesz sobie nigdy: oddał mi los swój w ręce, a ja wtrąciłam go w niedolę? błagał mnie o pomoc, a ja patrzyłam nań bez litości? Czy wiesz, dokąd mnie może zaprowadzić rozpacz? nie!
Aby zmierzyć moje cierpienia, trzebaby wiedzieć, do jakiego stopnia kocham ciebie, a ty, pani, nie znasz mojego serca.
Dla czegóż ty mnie poświęcasz? Dla złudnej obawy. I kto je w tobie budzi? Człowiek, który cię ubóstwia; człowiek, nad którym na wieki posiadasz nieograniczoną władzę. Czegóż się obawiasz, czegóż możesz się obawiać od uczucia, którem zawsze będzie w twojej mocy kierować wedle własnej woli? Ale wyobraźnia twoja stwarza sobie potworne widma, a grozę, jaką w tobie budzą, ty przypisujesz miłości. Nieco ufności tylko, a widziadła te pierzchną.
Mędrzec jakiś powiedział, że, aby rozproszyć własne obawy, wystarcza prawie zawsze zastanowić się nad ich przyczyną. Prawda ta stosuje się zwłaszcza do miłości. Kochaj, a twoje zmory się rozwieją. Zamiast przerażających widziadeł, znajdziesz uczucie pełne rozkoszy, ujrzysz czułego i uległego kochanka; dni twoje, płynąc w ciągłej szczęśliwości, budzić będą w tobie jedynie żal, iż mogłaś ich tyle wprzódy zmarnować w twym uporze. Ja sam, od czasu gdy, uleczony z dawnych błędów, istnieję jedynie dla miłości, żałuję owego czasu, strawionego rzekomo na rozkoszy; czuję, że tylko ty jedna posiadasz moc uczynienia mnie szczęśliwym. Ale, błagam cię, pani, niechaj słodyczy pisania do ciebie nie zamąca nadal obawa twej niełaski. Nie chcę ci być nieposłusznym; ale oto klękam przed tobą, błagam o szczęście, które chcesz mi wydrzeć, jedyne, jakieś mi zostawiła, wołam do ciebie, usłysz moje prośby, spojrz na moje łzy, och, pani, czy mi odmówisz?

7 września 17**.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Pierre Ambroise François Choderlos de Laclos.