Niebezpieczne związki/List CVII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Pierre Choderlos de Laclos
Tytuł Niebezpieczne związki
Data wydania 1912
Wydawnictwo E. Wende i Spółka
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Les Liaisons dangereuses
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

LIST CVII.

Azolan do Wicehrabiego de Valmont.

Jaśnie Panie!
Stosownie do pańskich rozkazów, pospieszyłem bezzwłocznie po odebraniu listu do pana Bertrand, który mi wypłacił dwadzieścia pięć ludwików, tak jak mu to polecono.
Natychmiast potem udałem się do pani Prezydentowej, aby zobaczyć się z Julią, ale wyszła, i widziałem się jedynie ze służącym La Fleur, od którego nic się nie mogłem dowiedzieć, ponieważ od czasu przybycia tutaj bywał w domu jedynie w godzinach posiłku. Młodszy pomocnik pełnił przez cały ten czas służbę, a Jaśnie Pan wie dobrze, że jego nie znam. Ale zacząłem już dzisiaj wstępne kroki.
Powróciłem rano do panny Julii, która wydała się bardzo rada z tego spotkania. Chciałem ją wybadać co do przyczyny wyjazdu jej pani; ale powiedziała mi, że nic o tem nie wie, i zdaje się, że mówi prawdę. Wyrzucałem jej, że nie uprzedziła mnie o wyjeździe: zaręczała, że otrzymała rozkazy dopiero ostatniego wieczoru, układając panią na spoczynek; tak, iż cała noc zeszła jej na pakowaniu rzeczy; biedna dziewczyna spała zaledwie dwie godziny. Opuściła pokój swojej pani dopiero o piewszej, zaś kiedy odchodziła, pani de Tourvel zasiadała dopiero do pisania.
Rano, wyjeżdżając, pani prezydentowa oddała list odźwiernemu zamku. Panna Julia nie wie do kogo było to pisanie: mówi, że może do Jaśnie Pana; ale Jaśnie Pan nic mi o tem nie wspomina.
W ciągu podróży, pani miała twarz osłoniętą dużym kapturem, wskutek tego nie można było jej widzieć: ale zdaje się, że płakała prawie przez całą drogę. Znalazłszy się w domu, pani położyła się do łóżka, ale tylko na dwie godziny. Skoro wstała, kazała przywołać Szwajcara i wydała rozkaz, aby nikogo nie wpuszczał do domu. Wcale nie robiła tualety. Zeszła do obiadu; ale zjadła jedynie trochę rosołu i zaraz opuściła jadalnię. Kawę podano do pokoju pani. Panna Julia zastała wówczas panią prezydentową porządkującą papiery w sekretarzyku; o ile mogła spostrzec, były to listy. Założyłbym się, że to listy Jaśnie Pana. Z trzech listów, które przyszły do niej popołudniu, jeden miała przed sobą jeszcze nad samym wieczorem! Jestem pewny, że to też był list od Pana. Ale czemuż właściwie ona wyjechała tak nagle? nie rozumiem tego, doprawdy! zresztą Jaśnie Pan może to najlepiej wiedzieć i to nie moja sprawa.
Pani Prezydentowa udała się popołudniu do biblioteki i wzięła stamtąd dwie książki, które zabrała z sobą do buduaru; ale panna Julia zapewnia, że w ciągu całego dnia, czytała je zaledwie kwadrans, a tylko cały czas odczytywała ten list i dumała wsparta na ręku. Ponieważ pomyślałem sobie, że Jaśnie Pan będzie pewno rad wiedzieć, co to były za książki, a panna Julia nie wiedziała, kazałem się zaprowadzić sam dzisiaj do biblioteki pod pozorem, że chcę ją obejrzeć. Jest puste miejsce tylko po dwóch książkach: jedna to drugi tom Myśli Chrześcijańskich; a druga pierwszy tom książki, która ma za tytuł Klaryssa. Piszę tak jak jest; Jaśnie Panu będzie zapewne wiadomo, co to takiego.
Wczoraj wieczorem pani nie wieczerzała wcale: piła tylko herbatę.
Dziś rano zadzwoniła bardzo wcześnie; kazała zaraz zaprzęgać i przed dziewiątą była już w kościele, gdzie wysłuchała Mszy świętej. Chciała się spowiadać; ale jej spowiednik wyjechał i nie wróci aż za jaki tydzień. Sądziłem, że dobrze będzie powiadomić o tem Jaśnie Pana.
Następnie pani wróciła, spożyła śniadanie, i zasiadła do pisania, które trwało blisko godzinę. Miałem sposobność zrobić to, czego Jaśnie Pan życzył sobie najwięcej: postarałem się o to, aby odnieść listy na pocztę. Listu do pani de Volanges nie było: ale posyłam Jaśnie Panu inny, do pana Prezydenta: wydało mi się, że to musi być najciekawszy. Był także jeden dla pani de Rosemonde; pomyślałem sobie, że ten Jaśnie Pan i tak przeczyta, jeśli będzie miał ochotę i oddałem go na pocztę. Zresztą, Jaśnie Pan dowie się sam o wszystkiem, skoro pani Prezydentowa i do niego pisała. Będę mógł mieć i nadal wszystkie listy jakich Pan zapragnie, bowiem prawie zawsze panna Julia odbiera je od pani. Upewniła mnie, że przez przyjaźń dla mnie, a także dla Pana, zrobi chętnie wszystko, czego zażądam.
Nie chciała nawet przyjąć pieniędzy, które jej ofiarowałem; ale myślę, że Jaśnie Pan zechce jej zrobić jaki mały prezencik; i gdyby taka była jego wola, możebym ja się tem zajął: wiedziałbym dobrze, co jej zrobi największą przyjemność.
Mam nadzieję, że Jaśnie Pan nie będzie uważał, że pełnię służbę zbyt opieszale: bardzo leży mi na sercu, aby się usprawiedliwić z wymówek, jakie mnie spotkały. Co do tego, co Jaśnie Pan mi wyrzuca, że zwykle jestem bez pieniędzy, to najpierw dlatego, że lubię być czysto i przyzwoicie ubrany, jak Jaśnie Pan sam to widzi; a powtóre trzeba podtrzymywać honor barwy, którą się nosi. Wiem dobrze, że powinienbym nieco zaoszczędzić na starość; ale polegam w zupełności na szlachetności Jaśnie Pana, który jest taki dobry dla swoich ludzi.
Co się tyczy wstąpienia w służbę pani de Tourvel, pozostając równocześnie w służbie Jaśnie Pana, mam nadzieję, że Jaśnie Pan nie będzie tego wymagał odemnie. To było zupełnie co innego u księżnej; ale to pewna, że nie włożę na siebie liberyi, i to jeszcze liberyi domu urzędniczego, kiedy miałem zaszczyt być strzelcem u Jaśnie Pana. Co się tyczy reszty, Jaśnie Pan może rozporządzać tym, który ma zaszczyt być, równie powolnym jak przywiązanym, najniższym jego sługą.

Roux Azolan, strzelec.
Paryż dnia 5. Października 17**, o godz. 11-tej wieczorem.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Pierre Ambroise François Choderlos de Laclos.