Nekrolog Wacława Nowakowskiego (Kurier Krakowski)
| Dane tekstu | ||
| Autor | ||
| Tytuł | Nekrolog Wacława Nowakowskiego | |
| Pochodzenie | Kurier Krakowski II, 8 | |
| Data wyd. | 1903 | |
| Druk | Drukarnia Literacka | |
| Miejsce wyd. | Kraków | |
| Źródło | Skany na Commons | |
| Inne | Pobierz jako: EPUB | |
|
| ||
| Indeks stron | ||
Ojciec Wacław.
|
Kto w Krakowie nie znał ojca Wacława, kto, raz zobaczywszy te postać wysoką, spowitą w bronzowy habit kapucyński z twarzą pogodną, okraszoną łagodnym uśmiechem, nie zapamiętał jej już na zawsze; kto, zapoznawszy się nim choćby chwilowo, przelotnie tylko, nie nabrał dlań głębokiego szacunku, poważania, jakiem nigdy nie darzy się pierwszego lepszego człowieka?
Kto nie wie, kim był ojciec Wacław niech pospieszy tylko do kościoła OO. Kapucynów: przed furtą klasztorną tłoczą się ubodzy, a wieść, że ojciec Wacław umarł, smutkiem okrywa ich twarze, bo ten ojciec Wacław był dla nich prawdziwym ojcem, opiekunem i doradcą, bo ten ojciec Wacław nie zdawkowem słowem politowania, ale czynem pomagał im w walce z losem i nędzą, a działał zawsze tak cicho, tak spokojnie i prosto, że, chociaż błogosławiono go i czczono za to, niemyślano jednak, aby spełniał coś więcej, niż tylko swój obowiązek!...
Kto nie wie, kim był ojciec Wacław, niech przypomni sobie, że od szeregu lat nie było w naszym mieście uroczystości narodowej, nie było prawie nabożeństwa, święcącego jakąś rocznicę naszej historyi, abyśmy nie widzieli na kazalnicy wysokiej postaci skromnego mnicha, z białą jak śnieg brodą, który głosił miłość Bożą, nawoływał do zgody i wspólnej pracy dla dobra Ojczyzny, a zamiast miotać gromy potępienia na grzeszną ludzkość, miał dla niej zawsze dobrotliwe, łagodne słowo, litość i współczucie...
Tym wyrozumiałym doradcą ludu, był właśnie zmarły wczoraj ojciec Wacław....
A może jeszcze powie ktoś, że nie wie, kim był ojciec Wacław? Na to odpowiedzieć mu można, że był on człowiekiem wielkiej, mrówczej pracy, niestrudzonym pracownikiem na każdem polu. Na półkach księgarskich leżą stosy prac historycznych Edwarda z Sulgostowa (taki przybrał pseudonim) — a z nich wszystkich przebija się ta sama cecha charakterystyczna, jaka znaczyła cały bieg jego żywota: miłość ku Bogu, miłość ku ludziom, prostota i sumienność!...
∗
∗ ∗ |
Na ścianach kościołów krakowskich pokazały się wczoraj popołudniu plakaty:
Tyle o ojcu Wacławie powiedziały klasztorne skromne plakaty. My z swojej strony dodamy jeszcze bodaj ogólny szkic życia tego zacnego kapłana.
Edward Nowakowski, który z habitem zakonnym przybrał imię Wacława, urodził się w Bobrówce na Ukrainie (dawne województwo Czernichowskie) 19 lipca r. 1829, a więc na parę lat przed wybuchem listopadowego powstania. Dzieciną małą był jeszcze, gdy rodzinna kraina tonęła w potokach krwi, gdy przed oczyma jego przewijały się barwne mundury polskich pułków i ponure stroje sług cara, gdy o uszy jego obijały się okrzyki kozactwa i cicha gorąca modlitwa matki, niesiona przed tron Boski za Ojczyznę...
Do szkół uczęszczał młody Nowakowski w Krzemieńcu. Zaraz po ich ukończeniu niezapomniany Konstanty Swidziński zrobił go stróżem swych zbiorów bibliotecznych i archiwalnych w Sulgostowie. Swidziński umarł, zapisawszy swe zbiory Aleksandrowi Wielopolskiemu, któremu w listach i kodycylach wyjaśnił, jak pragnie mieć zbiory utrzymane, na co przeznaczał dochód z dóbr swoich. Ale Wielopolski nie uszanował woli zmarłego, i trzymając się litery testamentu, uważał się za właściciela dóbr i zbiorów, któremu wolno z nimi robić co mu się podoba. Głośny proces, jaki z tego wynikł, zwrócił całą opinię przeciw Wielopolskiemu i był przyczyną nieufności społeczeństwa do tego człowieka samolubnego i despotycznego, kiedy danem mu było odegrać rolę polityczną. Kto wie, czy ten proces nie zaważył na szali losów narodowych — czy bez niego nie byłby Wielopolski osamotniony na swem stanowisku, czego znowu następstwem był rok 1863.
Nowakowski, stojący po stronie przeciwnej margrabiemu, utracił swoje miejsce. Może odtąd, po poznaniu buty i egoizmu magnatów, wzmocniła się jego niechęć do oligarchii, może to było źródło jego szczerych polskich przekonań demokratycznych.
Zetknąwszy się tak wcześnie z brzydotą ludzką, postanowił Nowakowski zostać sługą ołtarza. 11. czerwca r. 1860 przyoblekł habit zakonny w Lubartowie. Powstanie styczniowe zastało go w Lublinie klerykiem. W powstaniu tem brał czynny udział, a chociaż nie stanął z bronią w ręku naprzeciw nieprzyjaciela, choć jako kleryk nie mógł pełnić zadań kapelana jakiegoś oddziału, to jednak zasłużył się wielce, przyjmując na swe barki wykonanie całego szeregu tajnych misyj i zleceń, zwłaszcza w stosunku do oddziału, który operował w lubelskiem pod wodzą brata jego Karola Nowakowskiego.
Nie długo jednak pozwolono mu służyć narodowej sprawie, bo niebawem w ręce Moskali wpadły wszystkie papiery i korespondencye, jawny dowód „niebłagonadiożności“ zmarłego.
Z za furty klasztornej powleczono ojca Wacława do turmy, a na wyrok nie kazano mu długo czekać: został po kilku przesłuchaniach skazany na śmierć i dzięki tylko wstawieniu się za nim hr. Zamojskiej zamieniono mu karę śmierci na zsyłkę do Irkucka. Podczas pochodu na Sybir, spotkał się na etapie ze skazanym do ciężkich robót bratem swoim Karolem. Czując się od brata silniejszym, przekupił przyszły ojciec Wacław kapitana prowadzącego oddział wygnańców i zamienił się z bratem. Karol poszedł „na posielenie“, a ojciec Wacław do kopalń w Usoli.
Dwanaście ciężkich lat spłynęło mu z dala od ziemi ojczystej, aż wreszcie aktem amnestyi dozwolono mu opuścić Irkuck, wzbraniając naturalnie zamieszkania w Warszawie, Wilnie i Kijowie...
Ojciec Wacław, korzystając z pozwolenia, przeniósł się do Odessy, a stąd przez Winnicę i Galicyę wyemigrował do Francyi, aby w Paryżu przywdziać znów mniszą sukienkę i przybyć do Krakowa.
W r. 1880 w mieście naszem książę biskup krakowski, ks. Dunajewski, udzielił mu święceń kapłańskich i od tego czasu ojciec Wacław rozpoczął tu swą zbożną pracę w winnicy Pańskiej jako spowiednik i kaznodzieja.
Powaga jego była tak wielką, że garnęli się do niego nawet ludzie innych przekonań politycznych. U szczerego demokraty, u przeciwnika wszelkiej „ugody“, u człowieka, jak się to dziś mówi, zarażonego szowinizmem narodowym, spowiadał się stale Józef Szujski i jego też wezwał przed śmiercią do swego łoża dla pojednania się z Bogiem.
Skromny, cichy, niegoniący za urzędami i godnościami zakonnemi, o ile nie strawił czasu na służbie Bożej, lub na uczynkach miłosiernych, poświęcał się literaturze kościelnej i historycznej. Z pod pióra jego wyszedł szereg dzieł takiej wartości jak „Polska w r. 1794“, „Częstochowa w obrazach“, „Warszawa“, dzieło trzytomowe, które podpisał pseudonimem tow. syberyjskiej niedoli Bronisława Szwarcego i ostatnia praca „O cudownych obrazach w Polsce Przenajświętszej Matki Bożej, wiadomości historyczne, bibliograficzne i ikonograficzne“. O wartości tego dzieła świadczy najlepiej fakt, że na kongresie sodalisów w Fryburgu, przyznano za nie zmarłemu złoty medal.
Medal ten w formie krzyża z białej emalii na złotym podkładzie ma w środku owalną miniaturę złotą Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia na ciemnoniebieskiem tle, okoloną napisem: Mater Misericordiae. Z drugiej strony widać napis: Leo XIII. Reg. Friburg MCMII.
∗
∗ ∗ |
W t. zw. krużgankach loretańskich kościółka OO. Kapucynów, na skromnym niskim katafalku przysłoniętym grubym kirem w prostej drewnianej trumnie, okolonej wieńcem sześciu świec, spoczywa ciało ojca Wacława....
Niema tu śladu światowej pychy i wystawności, niema wcale bogatych wieńców, zdobnych w drogie szarfy o złoconych napisach, niema zieloności....
W kącie kapliczki braciszek klasztorny szepce cicho pacierze i to wszystko — wszystko....
∗
∗ ∗ |
Jak ciche było życie ojca Wacława, taką była i śmierć jego.
Przedwczoraj czuł, że jest z nim coraz gorzej, że śmierć wnet zapuka do jego celki, lecz pragnął jeszcze bodaj raz odprawić mszę św. i prosił jednego z zakonnej braci, aby w cichości przed ks. gwardyanem i prowincyałem przygotował mu potrzebny strój i aparaty tak, by przed siódmą rano mógł w kapliczce tuż obok swej celi odprawić mszę św. Ale niestety nie mógł tego dokonać, bo w nocy stan zdrowia pogorszył się znacznie. Wśród boleści i kurczy żołądkowych spędził zacny kapłan całą noc, otoczony pieczą ks. gwardyana i dwu braci... O godzinie szóstej rano zaczęło się konanie. U łoża zmarłego zgromadził się cały konwent, a w kościele ks. prowincyał odprawił mszę św. za konającego.
O siódmej ojciec Wacław stracił przytomność; przestał jęczeć i uskarżać się na bóle, oddychał coraz ciszej, coraz wolniej....
Ojcowie Kapucyni wśród modłów prawie nie zauważyli tej chwili, w której wydał ostatnie tchnienie, tak cicho i spokojnie zasnął na wieki...
Kraków wiele stracił w ojcu Wacławie: ubodzy ojca i opiekuna, wierni kaznodzieję spowiednika a kapłana wielkich cnót i pobożności, klasztor zaś najskromniejszego, ale najpracowitszego członka konwentu.....
