Nauczanie języka polskiego/Pisownia

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Biliński
Tytuł Nauczanie języka polskiego
Rozdział Pisownia
Data wydania 1929
Wydawnictwo Księgarnia Szkolna
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
PISOWNIA.

Gdy mowa o wypracowaniach piśmiennych, nie od rzeczy będzie dotknąć tej prawdziwej bolączki dzisiejszej szkoły: ortografji. Na nieznajomość ortografji od dołu aż całkiem ku górze, ku wstępującym na uniwersytet, skargi są powszechne. Jest naprawdę pod tym względem coś wadliwego w naszych szkołach; zapewne przyczyną zjawiska jest niedostateczna piecza o pisownię. Niema innej rady, tylko trzeba jej uczyć porządnie, systematycznie, z uwzględnieniem praw psychologicznych.
A jakie to są prawa? Za najwłaściwszy sposób nauczania pisowni uważano i teraz jeszcze się uważa dyktando, mnożące trudności, najeżone zagadkami ortograficznemi, jak drutem kolczastym. Badania nad przebiegami psychicznemi, związanemi z pisaniem, doszły jednak do przekonania, że dyktanda uczą w bardzo znikomym tylko stopniu, one są tylko sprawdzianem, kontrolą, czy pewne trudności zostały opanowane, czy została osiągnięta pewność w pisowni.
Podstawą pisania nie są ani wyobrażenia wzrokowe (jak wyraz napisany wygląda), ani słuchowe (jak brzmi), ani wymawianiowe (jakich ruchów potrzeba, by utworzyć wyraz głosowo), — wszystko to można dobrze wiedzieć, a jednak nie mieć pewności, gdy chodzi o napisanie; — podstawą są wyobrażenia mięśniowo-ruchowe, związane z czynnością ręki podczas pisania. Chodzi o to, by przez częste łączenie ruchów ręki z obrazem wzrokowym wyrazu nastąpiło takie zrośnięcie się obu czynników, iżby czynność pisania stała się automatyczna, nieświadoma, aby stała się nabytym nałogiem, tak jak wyobrażenie celu jakiejś czynności, np. przybicia obrazu na ścianie sprawia, że wykonywamy cały szereg czynności do tego celu wiodących, chociaż o nich zupełnie nie myślimy. Ze tak ma się rzecz z pisaniem, można się łatwo przekonać. Gdy nas kto zapyta, jak pisze się jakieś słowo, nie umiemy często dać odpowiedzi, ale piszemy wyraz i wówczas już mamy zupełną pewność. Pisownia wyrazu zatem zautomatyzowała się, wlazła niejako w ramię, tak jak siedzi w palcach zdolność odegrania utworu na fortepianie, choć o ruchach palców — oczywiście gdy już umiemy grać — zupełnie nie myślimy. Palce biegają niejako same.
Skoro zatem chodzi o zautomatyzowane skojarzenie się pewnych ruchów z wyrazem, niema innego sposobu tylko dążyć do tego drogą jak najczęstszych powtórzeń, tylko wówczas bowiem owo zmechanizowanie może nastąpić. Cóż trzeba zatem robić? Pisać, jak najwięcej pisać.
Oczywiście gdy uczeń będzie pisał samodzielnie, będzie popełniał błędy, i wówczas skojarzenia właściwe nie nastąpią, względnie utworzą się skojarzenia fałszywe. Trzeba zatem jak najwięcej przepisywać najpierw tekst z tablicy, którego litery postacią swoją nie odbiegają od liter pisanych, później, przedłużając niejako łańcuch skojarzeń o jedno ogniwo, z książki. To powinno odbywać się w klasach, w których jeszcze nie została osiągnięta pewność w pisowni, jak najczęściej. Dobrze będzie żądać od uczniów stale przepisania na każdy dzień kilku wierszy z książki i pracę tę kontrolować. Nie obarczy ona zbytnio ucznia, a przyniesie istotną korzyść.
Teksty służące do zdobycia wprawy w pisaniu powinny być interesujące, stanowiące całość, luźne wyrazy tylko lub zdania ze sobą niepowiązane nie spełniają należycie zadania, gdy strona pozajęzykowa, znaczeniowa, małą wówczas odgrywa rolę. Z tego też powodu dyktando, stwierdzające postępy uczniów w pisowni, muszą być również z tego stanowiska ujęte. (Dyktanda nie powinno się traktować jako wypracowań szkolnych.)
Błędów ortograficznych w wypracowaniach uczniów nie powinno się podkreślać, bo przez to błędną postać jeszcze silniej się naświetla, co może spowodować błędne skojarzenie; najlepiej, czyniąc błąd nieczytelnym, wpisać na wyrazie takim poprawną jego postać bardzo wyraźnie, kolorowo, by wpadła w oczy.
Na zakończenie jedno ostrzeżenie, potrzebne z powodu aż nazbyt częstych błędnych mniemań: jak znajomość reguł gramatycznych nie jest absolutnie znajomością języka, tak samo też znajomość zasad pisowni nie jest identyczna z poprawnością pisania. Reguły można znać bardzo dobrze, a mimo to pisać błędnie, jeżeli nie dokonały się owe mechaniczne skojarzenia. Reguła to teorja, a chodzi o praktykę.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Biliński.