Naszyjnik królowej (1928)/Tom II/Rozdział XXXVIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Dumas (ojciec)
Tytuł Naszyjnik królowej
Podtytuł Powieść
Data wydania 1928
Wydawnictwo Bibljoteka Rodzinna
Druk Wł. Łazarskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Le Collier de la reine
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom II
Pobierz jako: Pobierz Cały tom II jako ePub Pobierz Cały tom II jako PDF Pobierz Cały tom II jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XXXVIII
SWATY

Spojrzenie, zamienione między królową a Charnym, wzruszyłoby najokrutniejszego wroga.
Charny wstał powoli i skłonił się królowi z wyrazem największego szacunku.
Serce Ludwika XVI biło silnie pod koronkowym żabotem.
— A! — rzekł głucho — pan de Charny!
Królowa czuła, że jest zgubiona. Nie mogła nic mówić, a król ciągnął dalej głosem spokojnym:
— Panie de Charny, niechwalebnie jest dla szlachcica, gdy go zastają na gorącym uczynku kradzieży. Tak {klęczyć przed cudzą żoną — to kradzież; jeżeli żona ta jest królową, przestępstwo takie nazywa się obrazą majestatu. Powtórzy to panu kanclerz państwa.
Hrabia chciał odpowiedzieć, chciał bronić swej niewinności, kiedy królowa, nie mogąc znieść, aby człowiek przez nią ukochany cierpiał, zawołała:
— Najjaśniejszy Panie, zdaje mi się, że wkroczyłeś na drogę złych podejrzeń i błędnych przypuszczeń podejrzenia te źle trafiły, uprzedzam pana. Widzę, że szacunek nie pozwala mówić panu de Charny, lecz ponieważ znam go dokładnie, nie mogę, nie mogę nie bronić go.
Królowa instynktownie chwytała się zwłoki; przeszkodziła królowi do dalszego wysnuwania podejrzeń, zmieniła kierunek jego myśli, umocniła zaś myśli hrabiego.
— Czyż chcesz pani we mnie wmówić? — zapytał Ludwik XVI, rolę króla zmieniając na rolę niespokojnego męża — że pan de Charny nie klęczał tu przed panią? Ażeby zaś klęczeć, trzeba...
— Trzeba, panie — powiedział surowo królowa — aby poddany prosił królowę Francji o łaskę... Wszak to dość często przy dworze się zdarza!
— Prosił o łaskę! — zawołał król.
— I to o łaskę, której zadość uczynić nie mogłam — dodała królowa. — Inaczej nie byłby pan Charny nalegał, przysięgam, a ja byłabym mu kazała wstać, gdybym mogła wypełnić życzenia tego szlachcica, którego szczególnie szanuję.
Charny odetchnął; wyraz twarzy króla zmieniał się, z czoła znikała stopniowo groźba, którą sprowadziła niespodzianka...
Podczas tego królowa męczyła się nad wynalezieniem kłamstwa, mającego w sobie choć cień prawdopodobieństwa. Myślała, że zaspokoi ciekawość króla oświadczeniem, iż pan de Charny prosił o łaskę; myślała, że śledztwo na tem się skończy. Lecz omyliła się: gorliwość jej nie była dobrze użyta, a męczarnią było dla niej kłamstwo w obecności ukochanego. Wahała się jeszcze. Życie oddałaby za to, ażeby Charny wynalazł kłamstwo, lecz on, prawy szlachcic, nie myślał wcale o tem. On w swej delikatności obawiał się okazywać chęć bronienia królowej.
Marja Antonina czekała na odpowiedź króla; patrzyła, rychło otworzą się jego usta.
— Pani, zechciej objaśnić mnie, o jaką to łaskę prosił pan de Charny, że aż klękać musiał przed panią? — zapytał król. — Może byłbym szczęśliwszy od pani, może pan de Charny nie potrzebowałby klękać przede mną?
Mówiłam, Najjaśniejszy Panie, że pan de Charny prosił o rzecz niemożliwą.
— O co?
— O co można prosić na kolanach? — pytała królowa sama siebie — czego można żądać, a czego jabym dać nie mogła? — Najjaśniejszy Panie, prośba pana de Charny dotyczy tajemnicy rodzinnej.
— Niema przed królem tajemnicy: jest on panem królestwa, ojcem rodziny, dbałym o honor, o pewność swych poddanych, swoich dzieci; nie przestaje być ojcem wtedy nawet — dodał Ludwik XVI, z godnością — gdy te dzieci wyrodne napadają na honor swego ojca.
Królowa drgnęła pod wpływem tych słów.
— Pan de Charny — zawołała zmieszana, drżąca pan de Charny chciał otrzymać ode mnie przyzwolenie.
— Przyzwolenie?
— Ożenienia się. — Cóż — rzekł król, nie zauważywszy, jak bardzo królowa cierpi z powodu tych nierozważnych słów, jak blady jest Charny, z powodu cierpień królowej — czyż nie można ożenić pana de Charny? Wszak pochodzi z dobrej szlachty? Wszak ma piękny majątek? Wszak jest piękny i odważny? Jeżeli nie ma przystępu do rodziny, lub jeżeli odmawia mu kobieta, chyba jest księżniczką krwi lub zamężna; innych powodów niemożliwości nie widzę. Wyjaw mi pani nazwisko kobiety, z którą ożenić się pragnie pan de Charny, a jeśli nie jest tak, jak przypuszczam, podejmuję się usunąć wszelkie przeszkody... aby panią zadowolić.
— Nie, panie, nie; istnieją przeszkody, których pan nie zwyciężysz.
— Tembardziej ciekaw jestem... chciałbym wiedzieć, co jest niemożliwe dla króla — zawołał Ludwik XVI z ukrytym gniewem.
Charny spojrzał na królowę, która chwiała się na nogach. Postąpił krok ku niej, lecz sztywność króla wstrzymała go. Jakiemże prawem mógł on podeprzeć ją, kiedy mąż i król nie spieszył jej z pomocą?
— Jakaż jest siła? — myślała — której król zwyciężyć nie może? Tę myśl jeszcze, tę radę ześlij, mój Boże!
Nagle światło błysnęło przed oczyma wyobraźni. Podniosła głowę i rzekła do króla:
— Najjaśniejszy Panie, osoba, którą pan de Charny poślubić pragnie, jest w klasztorze.
— O, to jest powód — zawołał król — trudno odebrać własność Bogu, aby ją w ludzkie powierzyć ręce. Lecz dziwi mnie, skąd w panu de Charny tak nagle obudziła się miłość: nie słyszałem dotąd o tem, nawet wuj jego nie wspominał mi, a wszak jemu nie odmówiłbym niczego. Jakże się nazywa kobieta, którą pan kochasz, panie de Charny? Powiedz, proszę!
Królowa cierpiała okropnie: miałaż usłyszyć nazwisko kłamstwo, wychodzące z ust Oliviera? A kto wie, czy Charny nie wymieni nazwiska osoby, którą kiedyś kochał; może nagle obudzą się w nim dawne wspomnienia...
W obawie tego postanowiła Marja Antonina uprzedzić go i zawołała:
— Najjaśniejszy Pan zna osobę, z którą się pan de Charny ożenić pragnie... Jest nią... panna Andrea de Taverney.
— Panna de Taverney! — powtórzył król — panna de Taverney, która wstąpiła do klasztoru w Saint-Denis?
— Tak, Najjaśniejszy Panie — szepnęła królowa.
— Wszak ona nie wykonała jeszcze ślubów?
— Lecz ma zamiar...
— Zapobiegniemy temu — odparł król, a po chwili dodał z małym odcieniem nieufności — dlaczegóżby miała wyrzec śluby?
— Jest biedna — odpowiedziała Marja Antonina — wzbogaciłeś, panie, tylko jej ojca...
— Można złe to naprawić, pani, skoro pan de Charny kocha ją...
Królowa drżała cała, rzuciła panu de Charny błagające spojrzenie; pragnęła, aby królowi nie zaprzeczył.
Charny patrzył an Marję Antoninę, lecz nie wymówił nawet słowa.
— Dobrze więc — rzekł Ludwik XVI, biorąc milczenie za przyzwolenie — zapewne i panna de Tayerney pana kocha, wyposażę ją więc; przeznaczę dla niej pięć kroć sto tysięcy franków, których kilka tygodni temu odmówiłem panu de Colonne. Podziękuj pan królowej, panie de Charny, gdyby nie opowiedziała tego zajścia, nie miałbyś pan widoku urzeczywistnienia swych marzeń.
Charny postąpił kilka kroków i skłonił się, jak posąg biały, który, za dotknięciem ręki Pigmaljona, na chwilę się ożywił.
— O, warto, żebyś pan raz jeszcze klęknął — rzekł król z lekkim odcieniem ironji, która często uwydatniała tradycyjne postępowanie jego przodków.
Królowa, drżąc cała, podała Charny‘emu obie ręce; on przykląkł i złożył na białych delikatnych rączkach pocałunek, podczas którego prosił Boga o skonanie.
— Pozostawmy teraz pani staranie o pańskiem szczęściu, a pan, panie de Charny, zechciej iść za mną.
Król poszedł naprzód, Charny przystanął na progu, obejrzał się i ujrzał niewymowny ból w oczach królowej.
Drzwi zamknęły się za nimi, jakby na zawsze.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Aleksander Dumas (ojciec) i tłumacza: anonimowy.