Ileż łodzi na dno poszło, Nim ujrzały zbawczy brzeg. —
Nasza łódź wciąż dumnie płynie, Choć niejeden minął wiek.
Niczym szlak jej niebezpieczny, Ni bałwanów wściekła chuć, —
Nasza łódź ma żywot wieczny, Nasza łódź, potężna łódź!
Na największych morzach świata Ongi wiodła życia dnie:
Na Czerwonem i na Martwem, A po Czarnym teraz mknie,
Urągała każdej fali, Co ją chciała niszczyć, psuć —
I spokojnie płynie dalej Nasza łódź, prastara łódź.
Nie pancernik to wojenny, Nie technicznej sztuki cud, —
Choć, śród ognia dział spokojnie Śmiało sunie w dal bez szkód.
Nie pytajcie, gdzie przyczyna,
Nie próbujcie wniosków snuć:
Nasza łódź — to łódź jedyna, Nasza łódź spokojna łódź!
Zresztą, czemu-to się dziwić, Że drwi z niebezpieczeństw wciąż.
Toć kapitan jej — człek zdolny, Doświadczony, dzielny mąż,
Burze znosi z hardym czołem, Prąd najwartszy umie pruć:
Woda tego jest żywiołem, Kto prowadzi naszą łódź!
Lecz szalona ta wędrówka Trwać niedługo będzie już:
Tyle lat łódź nasza płynie Śród krwiożerczych nurtów mórz,
Podróż kończy się straszliwa, — Słychać głos: „Kotwicę rzuć!“
Widać ląd — niech odpoczywa Nasza łódź, tułacza łódź!