Nad sinym Bohem

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

NAD SINYM BOHEM...
(Z POEMATU »GWIDO«).

Nad sinym Bohem leży wieś w dolinie,
Na wzgórzu domek — szlachecki dom stary,
Z gankiem, z ogródkiem i bramą, gościnnie
Otwartą zawsze. Nad nim dąb konary

Zwiesił szeroko, — dalej na jedlinie
Bocianie gniazdo, — a dalej czahary,
Gdzie nieraz trąbki rozmawiają z echem,
Grają ogary, piorunują strzały;
Gdzie wiatr północny szumi dzikim śmiechem,
I nieraz uszy wieśniaków słyszały,
Jak biedne dusze, okowane grzechem,
Jęczały w łozach, aż kury zapiały.

A tam Boh świeci — Boh nasz rusałczany,
Co ranną falą zaklina w uroki,
Z wieczornej fali, jak ze śnieżnej piany,
Śnieżne boginie migają przez mroki;
Po rosie kwiatów wędrują przez łany,
A rankiem nikną, by mgliste obłoki.

Dokoła pola — to podolskie pola,
Szemrzące kłosem, pełne miodu woni.
Wzdłuż, jako zajrzy źrenica sokola:
Tu wiater do snu łan pszenicy kłoni,
Tam czarnem morzem płynie czarna rola,
— A wszędzie tęskna, rzewna nuta dzwoni
Dum ukraińskich —

Zda się, że przykuta
Do pól, co wszystkie rajskie wdzięki mają.
Tęskna za rajem biednych ludzi nuta!
Albo pomyślisz, że pola śpiewają,
Że z fal Bohowych srebrna pieśń wysnuta,
— Albo niebiosa do snu stepom grają.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Jabłoński.