Na wyjezdnem z Fontainebleau

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Teofil Lenartowicz
Tytuł Na wyjezdnem z Fontainebleau
Pochodzenie Nowa lirenka. Część I
Data wydania 1859
Drukarz Drukarnia Karola Kowalewskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cała część I
Pobierz jako: Pobierz Cała część I jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część I jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część I jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
NA WYJEZDNEM Z FONTAINEBLEAU.
Nowa lirenka ornament mały (5).png
B





Bywaj mi zdrowa! mała moja celko,

Gdzie mi się wiodło na lirze pastuszéj,
Kędy z niczego miałem radość wielką,
Z przędzy wysnutéj na pociechę duszy.
Dziwna to sprawa czemu w śród niedoli,
Człowiek nie czuje że go serce boli,
Jeżeli kocha i jeżeli wierzy;
Wiedząc że wszystko od Boga zależy

I od natchnienia jakie w serce poda,
Płynie przez życie spokojnie jak woda.
A jeśli czasem na piasków mieliźnie
Po wierzchu rzeki chmura się prześliźnie,
I barwy niebios na chwilę posarzy,
Z cichą pokorą przyjmie co Bóg zdarzy.

Bo i cóż robić gdy tak Bóg przeznaczy
Że żadną miarą nie można inaczéj?
Pracować szczerze i żywić nadzieje,
Że przecie ziarno nie próżno się sieje,
I że da Pan Bóg po biedzie latosiéj
Polska pszenica pięknie się wykłosi,
Że gdy przeminie dopuszczenia zima
żadna moc polnéj runi nie powstrzyma.
Ale siać trzeba kmieciu, ty Adamie,
Bo nie na próżno Pan Bóg dał ci ramie,
I nie na darmo różne dzieli dary,
W miarę zasługi i w miarę ofiary.

Przy tém okienku, za którém się słania
Płacząca wierzba, drzewo pożegnania,

Jakież to myśli snuły się o wierze,
Złote w poczęciu, szare na papierze!
Bo gdzież to można sposoby ludzkiemi
Oddać po ziemsku, to, co nie ze ziemi.

A tu w ogrodzie, pod starą jabłonią
Gdzie kwiaty pachnią i pszczoły się gonią,
Czegom nie marzył za szczęsnym powrotem,
O dużym dzbanie i o miodzie złotym;
O dobrych kmieciach i szlachcie poczciwéj,
Także o pewnéj Hannie urodziwéj,
Która szczęśliwa, jak to każda młoda,
Lirence mojéj chętne ucho poda,
I do napoju co serce pociesza,
Jeszcze i uśmiech życzliwy domiesza.

Bywaj mi zdrowe spokojne ustronie!
Szerokim światem znowu wiatr pogonię,
To com ukochał za chwilę porzucę,
Zaczętéj nawet pieśni nie donucę,
Hutę serdeczną przerwałem w pół-brzęku,
Lira kochanka wypadła mi z ręku,

A szemrząc w duszy niedograne słówko,
Patrzy się na mnie z żałośną wymówką.

Zostań, lirenko moja ty pieściwa!
Poranny wietrzyk niech na tobie grywa,
Poranny wietrzyk ojczystéj dąbrowy,
I ten szumiący długi liść wierzbowy,
Którym znajome wszystkie moje troski,
Miłość Ojczyzny, tęsknota do wioski,
I spokój, spokój, który miłość wlewa;
Zostań lirenko pod opieką drzewa,
A ja po czasie powrócę do ciebie,
By znowu śpiéwać o Polsce i niebie.


Nowa lirenka ornament (9).png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Teofil Lenartowicz.