Na szynach

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Edward Boyé
Tytuł Na szynach
Pochodzenie Sandał skrzydlaty
Data wydania 1921
Wydawnictwo Spółka wydawnicza „Vita Nuova“
Druk J. Burian
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Na szynach

Siadłem sobie na walizce i pocichu szlocham,
Żegnając tych, których bardzo, całą duszą kocham,
A którzy mi dziś wybaczą te niemęskie żale,
Wkrótce dzwonek ma uderzyć... O Ultimum Vale!
Skierowałem wzrok zmęczony na stalowe szyny,
Na te czarne, wrzynające się we mgłę kominy,
A z kominów snop czerwienny mocno, tęgo bucha,
Krwawy smętek pożegnania łagodzi otucha...
Wszak nareszcie jadę, jadę w świat tajny i mglisty,
By hartować w sobie wolę i siłę artysty!
Dość mi mglistych zapowiedzi, dość szukań ostrożnych,
Dość żebractwa o naukę w drzwiach poetów możnych!
Sam chcę zostać, sam zupełnie! bez żadnej pomocy!
Chyba z pieśnią gorączkową i krzykiem wśród nocy,
Obolały, poraniony katowskim żegadłem,
Którem pchnąłem młode serce przed prawdy zwierciadłem!
...Jeszcze jedno w tył i naprzód straszliwe szarpnienie,
Brwi zmarszczone, protest, skowyt, łuny i płomienie —
I już idzie, zwolna idzie rzeczywistość ku mnie:
Twarda, zimna, obojętna dla tych marzeń w trumnie,
Zaś dla dni dotychczasowych jak płomień zagłady,
Patrzę na nią i śmiertelne poczynam ballady...
Zaś poza mną i przedemną, gdzie obrócę oczy,
Biała omgła, tuman biały z komina się toczy,
...Wiatr go niesie, zwolna niesie ku zachodniej stronie,
Jak mgławicę snów kwitnących niegdyś w moim łonie!
Biały tuman harmonijnie z białym snem się łączy
I pod ślepiem reflektorów krótki byt swój kończy.
A te ślepia urastają do potwornej wizji,
Jak symbole zimnej prawdy, wśród marzeń kolizji.
...Nagle zmiana! Obraz drugi! Zawrót chwyta głowę,
Tam padł jakiś samobójca na szyny stalowe,
Padł, ramiona rozkrzyżował i wykrzywił usta,

Popaliła mu się ogniem twarz blada, jak chusta...
Idę chyłkiem i poznaję: Jezu, Jezu, Chryste!!
Wszak to leżą pod kołami me wiary przeczyste,
Wszak to młodość ma najpierwsza tak okrutnie kona,
Rozpostarłszy na szyn krzyżu męczeńskie ramiona.
Wkrótce dadzą sygnał świetlny! Wskoczę do wagonu
I popędzę w nowe życie śladem mąk i zgonu.
Zobaczycie mnie u okna z podniesionym czołem,
W chwili, gdy mój kształt wczorajszy będzie marł pod kołem!!
Dzisiaj ja, a jutro i wy! Łza do ócz się wciska,
Rozpraszamy się po świecie jak blask od ogniska,
Coraz dalej, coraz ciszej — każdy w inną drogę.
Już się zrywam, już!... a jednak zerwać się me mogę!!
——————————————
Taki skurcz czuć w sobie muszą młodzi marynarze,
Gdy im służba poraz pierwszy morską dal ukaże,
I gdy zwisną w samotności na bocianich gniazdach,
Między morzem, zakochanem w srebrniejących gwiazdach,
A gwiazdami, objętemi przez miłości sidła,
W zawierusze pian, gdzie mewa pręży białe skrzydła
I gdzie dyskiem oceanu będące rybitwy,
Z marynarskich ust zrywają ich ranne modlitwy:
Ave mare tenebrarum, ave, ave vita!!





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Edward Boyé.