Na szczyt świata!/Co to jest Ewerest?
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Na szczyt świata! |
| Podtytuł | wyprawy na Ewerest |
| Wydawca | Towarzystwo Wydawnicze „Rój” |
| Data wyd. | [1926] |
| Druk | Sp. Akc. Zakł. Graf. „Drukarnia Polska“ |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały tekst |
| Indeks stron | |
Duch człowieka czasów obecnych różny jest od duszy ludzi czasów starożytnych. Wyprawa Argonautów po złote runo znajduje pendant w nowoczesnej pogoni za „złotem“ — lecz imponujący poryw, nadludzka wytrwałość dla poznania tajemnic przyrody, badania nieznanych krain ziemi, osłoniętych wieczystem milczeniem — dążność ta nie uwydatnia się nigdzie w dziejach starożytności.
Wyprawy do biegunów ziemi, słynnych podróżników i odkrywców nowych lądów globu, których nie tknął się człowiek po dzisiejsze czasy są czynami nieraz legendowemi, bo wymagają wprost nadludzkiego bohaterstwa i zapału w imię wiedzy i nauki — wymagają całego arsenału środków, jakie daje ostatni wyraz rozwoju techniki. Jest to bój, walka z potęgami przyrody, którą człowiek toczy uzbrojony w nieśmiertelną moc ducha.
I w latach 1922 — 1925 rozgrywała się właśnie walka o zdobycie szczytu świata, świętego szczytu Hindusów i Tybetu „Tszomo-lungma“, jaką nazwę ma w Tybecie ten najwyższy wierzchołek Himalajów.
Mount Everest!! — o zdobycie tego króla „szczytów ziemi“ pokusili się Anglicy.
W posiadaniu władzy nad krajem o wielkości Europy z ludnością 300 miljonów, przeprowadzali pomiary w r. 1850 i po raz pierwszy wzrok inżynierów angielskich spoczął z odległości 240 klm. na śnieżnem, okolonem wieńcem chmur, najwyższem miejscu ziemi naszej. Brano go za Gaurisankar i dopiero później stwierdzono omyłkę.
W legendach tybetańskich Tszomo-lungma oznacza dobrotliwą boginię „macierz ziemi“ zaś angielskie „Everest“ — to imię słynnego geologa i geodety, który przeprowadzał pomiary w Indjach. Nazwa „Himalaje“ oznacza him — śnieg i alaja — ojczyzna, czyli ojczyzna śniegów!
Znane są wyprawy awanturnika Vasco de Gamy, podróże Sven Hedina, opisy Kipplinga — znane w tłumaczeniach prastare księgi Wedów i Upaniszady, jak i Bhagavadgity, pełne wschodniej mądrości i płomiennej poezji Indów, a jednak istotna rzeczywistość w krainie dla Europejczyka wprost niedostępnej, pozostała po dziś dzień tajemnicą. Bo cóż wiemy o świętem jeziorze „Manasarowar“ w Transhimalajach o świętej górze „Kailas“ spoglądającej w srebrnym blasku księżyca na uroczyste obrzędy „wtajemniczonych wyższych stopni Yogów“ przybywających od brzegów nizinnych Bramaputry, Gangesu i Indusu?
Tylko urywki legend i strzępy fantazji nielicznych podróżników.
Tam, w Transhimalajach, w pustelniach i klasztorach, pędzą żywot ascetyczny „lamowie“, tam chronią się tak, jak ongiś, „Budda“ i indyjscy „mahatmi“ w samotności. A krajowcy, tak lud jak i maharadżowie strzegą krain, nie chcą dopuścić „białych“ ludzi do swych skarbów, do świętych tajemnic; bogactw przyrody i głębokiej mistyki.
Przyroda rozsypała tam cały przepych piękna w oszałamiających kontrastach bujnego życia i ukryła w głębi olbrzymich łańcuchów górskich o długości równej łukowi od Gibraltaru do Konstantynopola najcudniejsze szlachetne kamienie, złoto, srebro i djamenty.
Olbrzymie łańcuchy gór koronują szczyty sięgające ponad 8000 m. nad p. m. (czternaście szczytów) 35 szczytów ponad 7.500 m. — 60 ponad 7000 m. a zaludniona wyżyna Tybetu znajduje się w wysokości 3000 m. nad p. m.
Stromość i przepaścistość jarów jak i „grani“ jest majestatyczna.
Spróbujmy wyobrazić sobie tę wspaniałą scenerję przyrody.
Jak wysokim jest europejski król szczytów, lśniący w bieli tum Montblanc?! — 4.800 m. nad p. m. Spiętrzmy ten masyw do podwójnej wysokości, nakładajmy łańcuchy Pirenejów, Alp, Tatr, Karpat ponad sobą — trzeba rozszerzyć i podstawy tych łańcuchów, wzbitych dwa razy wyżej. A teraz osadźmy Montblanc na Montblancu, jeden za drugim, osadzajmy podobnie wzwyż i wzdłuż Pireneje, Alpy i Tatry w podwójnych, potrójnych i poczwórnych szeregach. Ten olbrzymi, okiem nieobjęty łańcuch, zakreślony łukiem od Gibraltaru po słupy Herkulesa do Złotego Rogu Konstantynopola, 2.500 km. długości, da nam obraz Himalajów!
Na przestrzeni 80 klm. wał górski spada z 8000 m. do poziomu morza, a granica wiecznego śniegu leży dopiero w wysokości 5.600 m. Jar, w którym Bramaputra przebija się ku południowi ma ponad 4000 m. przepaścistości.
Opisy, podane w obszernem dziele o ekspedycji angielskiej w latach 1922, 1923, 1924, kreślą obrazy tak niesłychanych przygód,
walk i niebezpieczeństw, szalonych trudów fizycznych i siły moralnej przywódców tego niejako oblężenia „szczytu świata“, że budzą podziw dla śmiałków.
.....Wieś tybetańska z zamkiem i klasztorem na stoku Himalajów; u jej podnóża płyną majestatyczne chmury, zawiane od oceanu przez wąwozy — nad siedzibą Tybetan majestatyczny błękit i złotopłynna jasność słońca a poniżej rozhulał się „monsum“ i opada gwałtownie w doliny ku dżunglom — ocean deszczów...
Albo u podnóża „Mount Everestu“! — rozbite namioty — przejasna noc księżycowa; w tem od północy wicher tybetański bierze się za bary z „monsumem“ południowym — straszliwe to zapasy żywiołów[1].
Ogłuszający huk spadających lawin, szum łamanych drzew; hula wściekła śnieżyca, — w piekielnym ryku wichrów, gruchocących skały i lody.
- ↑ Ewerest — rozdziela wiatry na cały świat. Tam to, uderzając o jego szczyt, biorą one kierunek na wszystkie strony. Gdyby też pewnego dnia zabrakło Everestu, zmieniłby się klimat świata. I dlatego należy pamiętać, że główną przeszkodą dla opanowania Ewerestu, jest nie wysokość, nie stromość i nawet nie rozrzedzenie powietrza, a piekielny sabat huraganów, tańczących w tumanach śnieżyc dokoła jego szczytu. (Przyp. red.).
