Na pożar, wszczęty w Warszawie na Nowym-Mieście, którym część Collegii Nobilium S. Jesu w perzynę poszła dnia 19 kwietnia 1773 roku

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Do Księcia Adama Czartoryskiego Na pożar, wszczęty w Warszawie na Nowym-Mieście, którym część Collegii Nobilium S. Jesu w perzynę poszła dnia 19 kwietnia 1773 roku • Wybór poezyj • Liryków księga druga • Adam Naruszewicz Do przyjaciela smutnego
Do Księcia Adama Czartoryskiego Na pożar, wszczęty w Warszawie na Nowym-Mieście, którym część Collegii Nobilium S. Jesu w perzynę poszła dnia 19 kwietnia 1773 roku
Wybór poezyj
Liryków księga druga
Adam Naruszewicz
Do przyjaciela smutnego

XX. Na pożar, wszczęty w Warszawie na Nowym-Mieście, którym część Collegii Nobilium S. Jesu w perzynę poszła dnia 19 kwietnia 1773 roku.




Po cóż się żalić, po co próżnym dąsać gniewem
Na to, co nieprzeszkodny z nieba wyrok zdarzył,
Jak ów, co obalonym kęs niestarty drzewem,
Na niewinne się drzewo wieszcz łaciński[1] swarzył?

Bóg chciał, niémasz cię, zacne polskich Muz siedlisko!
Szumny Eol z kulawym stróżem dymnéj kluzy,
Ten martwe z gmachów twoich zrobił zgorzelisko,
Ów i same rozwionął po powietrzu gruzy.

Piękna twych wychowanków, Apollinie, trzoda
Ze swemi obcych szuka kątów przewodniki,
Rząd idzie w zamieszanie, w ubóstwo wygoda,
Nim czas i przemysł złoży pomącone szyki.

Pracuj, kleć w dzień i w nocy, człecze niespokojny,
Kreśląc w głowie z twych trudów zyski coraz nowe,
A to los stojąc pozad w tysiąc trafów zbrojny,
Zamiast liczb, cyfry tylko roztacza jałowe.

Też same, co ci służą ku wdzięcznéj wygodzie,
Jutro gonią naodwrót przeciwne żywioły;
Po luaym trunku znajdziesz topielisko w wodzie,
Ziemia-ć połknie, a ogień obróci w popioły.

Tak gdy w bujnéj pasiece pszczółki złotogware
Całoletnim plon słodki zbierając starunkiem,
Gdy już prawie pod jesień spichrze lipko-jare
Wytłoczonym z łupieży łąk napełnią trunkiem,

Niespodziewny ożogiem smolnym bartnik zmaca;
Leci co żywo z ula gospodarz i dziatki,
Idzie w niwecz łożona rąk tysiącznych praca,
A kto inny pożera frasowne dostatki.

Cóż za dziw, że, jak plecie wiek ów w baśnie płodny,
Gdy storęczny wielkolud z równemi potwory,
Spisek na jasne bogi zrobiwszy niegodny,
Aż w górne trzaskał dębem rygle i zawory,

Strwożona dzikim gwałtem cna niebianów rada,
W różne się przemykała postawy z popłochu:
Ów capem został w trzodzie, ten cielcem ze stada,
Tamten w swoim pierzysku dyszał gdzieś w maclochu.

Ledwo gomonny bęben, a dzwon ryknął z wieży,
Że się do bram parnaskich groźny Wulkan zbliża,
Kalliope w pokrzywy, Klio w krzaki bieży,
Rani stopki po głogach Melpomena chyża.

Co jéj pierwéj nie tknęła dłoń uczonéj ręki,
Prócz szkiełek gwiazdołownych, lub cytry Marona,
Tłucze dachy oskardem, rozrywa osęki,
Erato grubym kopciem zewsząd oczerniona.

I mój myślał Apollo już koło ucieczki,
Zaniechawszy i łuku i słowiańskiéj liry,
By mu łaskawy Bachus z swéj przytułek beczki
Nie zdarzył, wsadziwszy go ze swemi papiéry.

W takim nowy Dyogen[2], gdy doń gromca Meda
Przyszedł, siedziałem gmachu; kiedyś i o drobnéj
Cząstce twych sług, o królu! jakiego nam nie da
Wiek ojca, pamiętając, cieszył dom żałobny.

A Muzy pańskim okiem znowu w swéj nadziei
Otrzeźwione, zebrawszy pierwotną ochotę
I z tego ci przybytku, jako z Amaltei
Rogu, sypią na wieniec kwiaty krasnozłote.

Cóż za dziw? wszak na twój głos, pełen mocy żywnéj,
I martwy się powiewnym głaz szmaragiem śmieje,
Lód płomieniem zażega, biorąc tor przeciwny,
A w różany się szkarłat chętnie głóg odzieje.

Z téjże wonnego plonu ozdobnéj drużyny
Któreżby nie uwiło bukiet wdzięczne serce
Dla Nimfy z Lubomirza[3], zacnéj Sapieżyny,
Gdziem znalazł dom w słabości méj i poniewierce?

Na twoim, Ożarowski[4], tam wsparty ramieniu
Zaszedłem. O! bodajbym tym darem uczczony,
Wszak masz prawo w rozumie, cnocie i w imieniu,
Mógł cię między polskiemi ujrzéć Scypiony.

Ludzkość w was tryumfuje, lecz niemniéj i w tobie,
Godny ze wszech miar sławy, Strzelecki[5], obfita!
Nie podły nasz rywalu, dałeś znać w złéj dobie,
Że tak człowiek jest Pijar, jako Jezuita.

Niémasz nigdzie w śmiertelnym biegu téj przygody,
By z niéj korzystać baczna myśl nie miała kiedy.
Występki rodzą prawa, dają rozum szkody,
I mnie dobra myśl przyszła w pośrzodku méj biedy.

Ty, kochana ojczyzno, gdy każdy z twych dzieci,
W okropnym cię ratować wrzkomo pragnąc razie,
Na głos groźnych ukazów i twych żalów leci,
W żywym-eś mi pożaru stanęła obrazie.

Sili się bystry ogień; pełno wkoło ludzi.
Tamci próżnym bieganiem mieszają szkaradnie,
Ci stoją; obecne ich nieszczęście nie budzi,
A w powszechnym zamęcie, kto może, to kradnie.




Przypisy

  1. Horacyusz w księdze II, pieśni 13.
  2. Wzmianka tu o owéj beczce, w któréj autor miał wszytkie swoje papiery złożone, a z którą umykając od pożaru, obalił się i piersi sobie mocno naruszył.
  3. Księżny Kanclerzyny W. Lit.
  4. Pisarz W. Koronny.
  5. Rektor Coll. Nobil. Schol. Piar.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Naruszewicz.