Na ludową nutę (Petőfi, 1880)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Sándor Petőfi
Tytuł Na ludową nutę
Pochodzenie Wybór poezyj
Data wydania 1880
Wydawnictwo Wydawnictwo Dzieł Tanich A. Wiślickiego
Druk Drukarnia Przeglądu Tygodniowego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Władysław Sabowski
Tytuł orygin. I. Álmodom-e?
II. Érik a gabona
III. Mi folyt ott a mezőn
IV. Az erdőnek madara van
V. Befordúltam a konyhára
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
NA LUDOWĄ NUTĘ.

I.

Czy to nie sny złudne?
Czy mam wierzyć oku?
Dziewczę-ż to jest cudne,
Czy wieszczka z obłoku?

Jedna jest czy druga,
Mniejsza, — w tem rzecz całą,
Żeby mnie niedługo
Pokochać zechciała.

II.

Dojrzeje wkrótce zboże,
Kłos ciężki już się chyli,
Na przysły tydzień może
Będziemy je kosili.

W mem sercu też dojrzewa
Kochanie, miłość stała,
Przyjdź słodka czarnobrewa,
Bo czas byś ją zebrała.

III.

Co płynie tam w uboczu?
Strumyka fale czyste,
Co płynie z twoich oczu?
Ah! to są łzy przejrzyste!

Niech strumyk wolnym biegiem
Swą czystą sączy wodę,
Nad jego przez to brzegiem
Zakwitną kwiaty młode;

Lecz z twoich ócz, dziewczyno,
Z nadobnej twojej twarzy,
Niech nigdy łzy nie płyną,
Bo kwiat twych lic się zwarzy.

IV.

Las rozkoszne ma ptaszyny,
Kwiecie mają łąk równiny,
Niebo jasnych gwiazd ma roje
Ma i chłopiec dziewczę swoje,

Skrzy się gwiazda, ptak pieśń dzwoni,
Kwiatek kwitnie wpośród błoni,
A ich wzorem czarnobrewa
Promienieje, kwitnie, śpiewa.

Wszystko zatem szczęściem płonie,
Chłopiec, niebo, las i błonie,
Lecz, niestety! kwiat usycha,
Gwiazda spada, ptak ucicha,

A dziewczęciu przeznaczono
Zostać z lubym, być mu żoną, —
Chłopcu więc w szczęśliwych kole
Najszczęśliwszą los dał dolę.

V.

Fajka mi zagasła w drodze,
Więc do chatki małej wchodzę,
Żeby, jeśli się tam pali,
Dostać ognia i pójść dalej.

Dawnom fajkę już zapalił,
Jednakżem się nie oddalił,
Bo wstrzymały się me oczy
Na dziewczynie, na uroczej.

Przyglądałem się dziewczynie,
Ogień buchał na kominie,
Lecz nad ogień oczy miłej
Płomieniściej się paliły.

Padły na mnie ócz tych żary
I zaledwie dałem wiary:
W fajce ognia znów nie było,
Lecz me serce się paliło.

VI.

„Oj deszcz całusów pada
Z twych lic na moje lica,
Ma dusza tak im rada,
Tak serce się zachwyca!"

„Zazwyczaj gdy ulewa
Bywają błyskawice,
Są niemi, czarnobrewa,
Ogniste twe źrenice..."

„Bywają też i grzmoty,
Gdy się na słotę zbierze,
Uciekaj, Janku złoty,
Bo ojciec cię spostrzeże."



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Sándor Petőfi i tłumacza: Władysław Sabowski.