Na książkę pod tytułem: Żywot Św. Jana Chrzciciela

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Święta praca Na książkę pod tytułem: Żywot Św. Jana Chrzciciela • Poezje Teofila Lenartowicza. T. 2 • Teofil Lenartowicz Łukasz Wukałowicz i Omer Pasza
Święta praca Na książkę pod tytułem: Żywot Św. Jana Chrzciciela
Poezje Teofila Lenartowicza. T. 2
Teofil Lenartowicz
Łukasz Wukałowicz i Omer Pasza

Na książkę pod tytułem:
ŻYWOT Ś. JANA CHRZCICIELA[1].


Poezje Teofila Lenartowicza t1 page006a.png


Wszystkim co w Panu swą nadzieję mają
Te się o wielkim Świętym książki dają,
Aby tem większą jeszcze ufność mieli,
I każde słowo ztąd do serca wzięli.
W krótkich wyrazach znajdzie się tu siła,
I sprawa krótka a nadpodziw miła,
Tak że czytając te ubogie słowy,
Człek się by rzeczy przygląda domowéj,
A jeźli tylko dusza będzie czysta,
To mu się bratem wyda ów Baptysta. —

O! Czytelniku z dalekiéj podróży,

Woń ci przynoszę Jerychońskiéj róży;
Czytajże tedy i bądź myśli słusznéj,
Coć tu spisałem na pożytek duszny,
O pacholęcym Jana młodym wieku,
A bacz na jakiem wykarmił się mleku,
Że nie na złościach, ani na przekleństwach,
Lecz na miłościach i błogosławieństwach,
Na pozdrowieniach Anielskich się chował,
Ów który prawdę wieczną umiłował.

Wejrzéj na dziecko co jeszcze nie gada,
Jak w kolebeczce na krzyż rączki składa,
Jak niemowlątko na matczynem łonie,
Na imie Marya pleszcze w drobne dłonie.
Jak gdy w nim wyższa rozmaga się wola,
Z izdebki swojéj ucieka na pola,
I między zbożem jak nikczemne ptasze,
Swoje Anielskie śpiewa ojczenasze,
Gdy z okna za nim patrzący rodzice,
Zwilżone łzami ocierają lice.
A niebo jasne i kraina cała,

Z każdego drzewa śpiewa Panu chwała.
I Magnificat i prorockie psalmy,
Zdają się liściem wtakt wybijać palmy.
Gdy święte dziecie w bujnych kłosów lesie,
Cieniuchnym głosem w śpiewach się zaniesie.

Patrz Czytelniku jak coraz to daléj,
W pustynię wchodzi kędy Pana chwali,
Jak leśnym miodem i korzonki żyje,
Przypominając proroka Eliję...
Na widok kupców jak spiesznie zdaleka,
Pomiędzy krzewy najgęstsze ucieka.
Którzy prowadząc wielbłądy z Damaszku,
Dziwy o świętym powiadają ptaszku.

Mój Czytelniku a podziw się ino,
Jak na tę puszczę Bóg schodzi gościną.
Oto i Najświętsza i Józef i Panie,
Odpoczywają z Janem przy Jordanie,
Który im służy pokornie a szczerze,
Trawa ich obrus, a liście talerze.

Za napój temu kropla czystéj wody,
Którego pszczoły słodkie noszą miody,
A wino rodzi złociste jagody.

Józef staruszek jak się to ciekawie,
Jezusa z Janem przygląda zabawie.
Jak w każdym ruchu boże znaki czyta,
Jak okiem, uchem, sercem, niebo chwyta.
Głos tylko boży dolata do ucha,
I cisza taka, że cały świat słucha.
Głuchną szczebioty i ptasie zamieszki,
Gdy zabrzmi wdzięczny głos: prostujcie ścieszki.

Józef staruszek letni ale krzepki,
Wkłada na zwierze podróżne torebki,
Matka panienka na osiełku jedzie,
A Jezus z Janem bokami poprzedzie.
Sercem anielską wydając prostotę,
Biegną przy matce jak motylki złote

Na dni boleści potrzeba oddechu,
Zaziemskiej woni, świętego uśmiechu,

To nabierz w piersi wesołości wcześnie,
Byś sobie niebo przypomniał choć we śnie. —
Patrz jak w pustyni przed gmin stając mnogi,
Prostujcie, woła, bracia wasze drogi.
Bowiem się zbliża już widna, już w sieniach,
Ta postać biała, ta głowa w promieniach.
Niechajże każdy z was sercem ugości,
To zmiłowanie boże, te jasności.....
I nieustannie powtarza te słowa,
Pokąd nie spadnie owa święta głowa,
Pod miecz poddana z cichością ofiarną,
Jako kwiat spada gdy dojrzewa ziarno.....

O! spiesz za nimi, naśladuj ich kroki,
Poznasz ich przejście po ciszy głębokiéj,
I po jasności i po słodkiéj woni,
I po rzewności, która łzami dzwoni.
Ani się powstydź bracie swéj chudoby,
Bacząc na owe pobielane groby,
Co z wierzchu piękne, ale wewnątrz szpetne;
W skałach chropawych śpią kruszce szlachetne,
Wzgardzony ślimak wdzięczną perłę chowa,

I z bagien woda wytryska źródłowa.
Idź za Jezusem a zajdziesz bezpieczny,
Do szczęśliwości doczesnéj i wiecznéj.
Szukaj wciąż nieba, a strudzonéj nodze,
Ziemię ojczystą zdarzyć Bóg po drodze.
A trwogi niemiéj choć po drodze zdradnie,
Kamień ze skały lub zwierz na cię spadnie.
Bo żaden żeglarz brzegu by nie dostał,
Gdyby na drodze złym wichrom nie sprostał.
Chwal Boga sercem i czystemi słowy;
I bądź na wszystko co Bóg da gotowy.
Tak byś odchodząc swoich bez powrotu,
Nie pożałował ziemi ni namiotu.
Bo trudno temu przebyć rajskie wrota,
Kto w pajęczynę ziemską się obmota.
I jeno dobra ukocha śmiertelne,
Łacniéj wielbłądom przez ucho igielne,
Niż przejść do nieba po ziemsku bogatym,
I nieba dostać z tęsknotą za światem.


Przypisy

  1. Książka ta posłaną została do druku do Warszawy przez autora.
    (Przypisek wydawcy.)


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Teofil Lenartowicz.