[171]NA CMENTARZU.
Noc cicha. Po niebie szybują mgły czarne;
Lśni księżyc i gwiazdy migocą.
Bóg snu mnie zaciągnął na pole cmentarne,
Gdzie wszystko tchnie śmiercią i nocą.
Kto leży w mogiłach — wie o tem dno dołu;
Złe z dobrem jest w jednym tu szyku,
Ze szczęściem tu ból pogazebanypogrzebany pospołu,
A pan śpi przy swym niewolniku.
Niekiedy wiatr liście u drzew zakołysze,
I słychać przedziwne wyrazy;
Pozatym znów głucho, czuć ciszę i ciszę,
Umarli — ci milczą, jak głazy.
Ach, ileż tu mogił! Kto rzec się odważy,
Gdzie leży człek biedny, pan możny,
Gdzie groby bogaczów, mogiły nędzarzy
Gdzie leży pobożny, gdzie zdrożny?
Błoń wiatru muskają leciutkie podmuchy,
Pieściwie szeleszczą drzew liście:
„O, św ętyświęty wam pokój, samotne wy duchy,
Niech spokój wam służy wieczyście!“
Wtem bóg snu mi rzecze: „Patrz, wkoło kamienie,
Na prawo i tam po lewicy;
Napozór te same pod niemi śpią cienie, —
Czy jednak nie widzisz różnicy?“
Przyglądam się grobom, nie szczędząc uwagi;
Ból serce mi targa i gniecie:
Ten grób taki łysy, ubogi i nagi,
Na tamtym lśni zieleń i kwiecie.
[172]
Dlaczego — bóg rzecze — ten grób jest tak łysy,
Jak dobrze spostrzegłeś ty właśnie, —
Nad tamtym lśnią kwiaty i płaczą cyprysy?
Przyczynę ci zaraz wyjaśnię.
„Ten człek, czyj grób zdobi kwieciste okrycie,
Odzierał lud biedny ze skóry,
Trudzącej się rzeszy zatruwał on życie,
Zamęczał jej synów i córy.
Do ust jego krew robotnicza się lała,
On gniótł, dobroczyńcą się mieniąc;
Stąd żył on wygodnie, stąd nabrał on ciała
I urósł w potęgę i pieniądz.
Ten znój wyzyskanych, te łzy, ten pot krwawy,
Co z ludzi wytoczył przed laty,
Dziś kwieciem wytryska, grób zdobiąc plugawy:
To krew robotnicza — te kwiaty.
Nie, inny mieć winien tych kwiatów kobierce, —
Męczennik je winien mieć trudu:
Wydały je mózg robotniczy i serce,
Łzy, męki, mozoły, krew ludu.
Wtem słyszę: szum dziwny, złowrogo wiatr wieje,
Jak gdyby zgorszony grabieżą:
„Oddajcie im kwiaty, oszuści, złodzieje, —
Te kwiaty do biednych należą!“
Wiatr zmienił się w burzę, wiatr huczy i wyje,
Grzmi zdałazdala wrzask dziki, wrzask trupi,
I słychać wołanie, niewiedzieć już czyje:
„Oj, głupi ty byłeś, oj głupi!“
Z mogiły nędzarza ktoś naraz wychodzi, —
Głos woła wyniosły, królewski:
[173]
„Ciemięzco, nietylko mych kwiatów tyś złodziej
I trumny twej moje są deski!
„Nietylko twa trumna, lecz całun twój biały,
I pomnik twój, razem z nagrobkiem,
Co masz tylko — nasze to znoje ci dały,
To wszystko jest naszym dorobkiem!“
Duch skończył i w górę się wzbijał z szelestem,
A gromy nie ścichły i wycie;
Wciąż wołał: „Czekajcie, już mądry dziś jestem,
Za wszystko wy nam zapłacicie!“
Ze strachu-m się zbudził, lecz ducha wyrazy
Po dziś mi na jawie się roją:
„Mojemi nietylko są kwiaty i głazy,
Lecz wszystko własnością jest moją!“
|