Myosotis palustris

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

II.

MYOSOTIS PALUSTRIS.
(NIEZAPOMINAJKA)
 
»A nie zapomnij ty o mnie
Onąć godziną,
A nie zapomnij ty o mnie!
Za Dunajami, co Bóg wie, gdzie płyną,
Nad wodą siną
Morza, iż mówią, tak huczy ogromnie,
Że ziemia trzęsie się w koło,
Że oneć bory, oneć ciemne lasy,
Co jako pasy,
Brzeg opasują,
Jak żywe drżą,
Choćby wesoło
Pomiędzy ludźmi, co biedy nie czują,
Szło ci to życie w czerwonym kołnierzu,
Oj ty rycerzu,
Nie pogardź mną!...«

I aż »neslowym« fartuchem
Łzy ocierała,
Z jasnego »neslu« fartuchem —
Gdy go tak w drogę daleką żegnała
Za wsią, co stała

W jakiemś zamgleniu zasępionem, głuchem...
Za wsią, przy »błocie«, przy bagnie —
Przy tem »jeziorku«, przy tym grzązkim stawie,
Co w miękkiej trawie
Między sitowiem
W spokojnym śnie,
Czysto, by jagnie
Pomiędzy sianem, spoczywa... »Nie powiem,
Ale to serce, jakby kto, o luby!
Zamknął je w śruby
Tak ściska mnie!...

Czytałam w jakiejś książczynie,
Że w taką chwilę —
Tak w onej stało książczynie —
Gdy kto przed sobą ma nie dwie, trzy mile,
Lecz drogi tyle,
Że człowiek prawie aż w zamysłach ginie,
A jest, jak — my tu oboje —
Niby wiesz, luby, że na drogę oną
Dobrze jest pono
Wziąć ku pamięci
Ten kwiatek, wej!...
O życie moje!
O doloż moja!... Niech strzegą cię święci
I ten Pan Jezus, co strzeże owieczek!
A ten kwiateczek
Na sercu miej!«

I tak się schyli ku łące
I zerwie kwiatek,
Z pomiędzy trawska na łące,
Aż łokieć błyśnie z pod płóciennych szmatek,
Aż na ostatek
Tego żegnania spłonie twarz w gorące,
Jak ranne niebo, kolory,
Jak wej! to słonko wrześniowe, co wschodzi

Z sinej powodzi,
Zdrowe i świeże —
Jak wej! ten dzień.
»W oneć wieczory
I w oweć rana, gdy zmówisz pacierze,
Pamiętaj o mnie!... Gdy wrócisz, mój Boże!
Jak w jakim dworze
Na oścież sień!...«

»Kata-ć pamiętać nie będę!
Choć czas nie krótki —
Kata-ć pamiętać nie będę:
Ale to zwiędnie i na co te smutki?...«
I niezabudki
Ściśnie kwiatuszek w swej garści... »Na grzędę,
Ojcowską wrócę też jeszcze —«
»A przecie pisuj!« — »Czemu nie mam pisać?
A ty kołysać
Ucz się, dziewulo...
Bo pewnieć czas! —«
»Aż-ci mnie dreszcze,
Kiedy tak mówisz... aż się oczy tulą —«
»A kóli czego? toć przecie... bądź zdrowa!«
»Bądź zdrów!... Uchowa
Toć Pan Bóg nas...«

Tak się ci dwoje żegnali
Onego rana,
Tak się ci dwoje żegnali:
Ona wróciła do dom zapłakana,
Jako ta zlana
Srebrzystą rosą roślinka; on w dali
Zginął pod miastem... Nie długo
Może w »Kolberku« albo gdzieś w Szczecinie
Jak listek zginie,
Co spada z drzew...
»Królewskim sługą«

Będzie we świecie, odda trud swój wszystek —
Ale gdy wróci, odbierze nagrodę:
To dziewczę, młode
Jak żywa krew!...

»Keń-że to, Jasiu mój, jedziesz?
We świat daleki?
Keń-że to, Jasiu mój, jedziesz?«
»Rży już koniczek: za góry, za rzeki,
Zamknąć powieki
Pod krwawym piaskiem, dziś pewno mnie wiedziesz,
Mój ty koniku, mój wrony!«
»A weź mnie z sobą! U króla-ć ja prała«
I haftowała
Będę pieluszki
W złocisty ścieg!
Śpij, mój złocony!
Schowaj te rączki, te tłuściuchne nóżki;
Nie długo tatuś będzie cię kołysał —
Nicpoń! nie pisał
Cały już wiek!...«

»A niechże-ć go tam wcierniasty!
Niech go morówka!
A niechże-ć go tam wcierniasty!
Ty wej! tak więdniesz, jak w polu makówka,
A jemu wdówka —
Pękata we łbie Małgola: Niewiasty
Poszukał sobie, że ino!
Jak istna kłoda! ale cóż? U wdowy
Chleb-ci gotowy —
A ty? czy sznurek
Korali masz?
Ledwie chuściną
Obwiążesz szyję... poganin, szwed, turek,
Ale nie człowiek jest z niego...« »Nie wierzę!...«

»Toć mówię szczerze,
Więc wiarę dasz.

Czy to zeszłego tygodnia
Nie pisał do niéj?
Słyszysz! zeszłego tygodnia!
A ona-ć temu wcale się nie broni:
Jak ryba w błocie —
Tylko z radości, że to czysta zbrodnia,
Tak ogoniskiem, wej! trzepie!
Gnije-ć to owo, jak w beczce kapusta;
A jaka tłusta!
Wiatry nie zdmuchną
Gadziny tej!
Toć ja jej w ślepie
Żywego waru naleję!... Córuchno!
Zawsze-ć mówiłam ci, widzisz: wianuszek
Kryj pod fartuszek,
Baczenie miej!...

A przecie do wsi szły listy
I wszyscy gwarzą —
A przecie do wsi szły listy,
Że za nim niemki z przychówkami łażą;
Aż mózgi smażą
Sobie ludziska z podziwu!... To czysty
Jeno rozpustnik, nic więcej!...
Żeń się z Antosiem... Do nóg mi się kłania,
Wziąć się nie wzbrania,
Choć widzisz przecie,
Niby ten krok...
A i tysięcy
Też nie masz żadnych... Żeń się, żeń, me dziecię,
Złoto ty moje!...« »Matusiu! czekajcie,
Czasu mi dajcie
Ten jeden rok...«

I tak czekała... Rok minął,
A on ze służby —
Jej na czekaniu rok minął —
Powrócił we swe i — jął spraszać w drużby:
A nużby, nużby
Kto mu tak niewczas z Małgolą zawinął?...
I weselisko wyprawia:
»Walczy«, aż pot mu kapie z poza ucha;
A jak rzerzucha, gdy deszcz ją zmoczy,
Co z cicha spadł
I bagno spławia,
Onać wdowula... A tamtej hej! w oczy
Spojrzyjcie tylko: w łzie, zorzą srebrzonéj,
Jak ten zroszony
Niebieski kwiat!


Grafika na koniec utworu.jpg


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kasprowicz.