Muzykanci (Kasprowicz, 1926)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Kasprowicz
Tytuł Muzykanci
Pochodzenie Mój świat
Pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle
Wydawca Instytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska“
Data wydania 1926
Druk Zakłady Graficzne Instytutu Wydawn. „Bibljoteka Polska“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
MUZYKANCI

Ode wsi się włóczą do wsi,
Prawie-że już od tygodnia,
Przed każdą stają chałupą
I budzą ludzi już do dnia.

Zbudzili i mnie kiedyś rano.
Nim słońce się wzbiło w niebiosy:
„Wstańcie wędrować z nami
Jednakie wypadły nam losy!“

Posłuszny wstaję i idę,
Przyglądam się orszakowi:
Ten ma basetlę, ten skrzypce,
Ten się na dudach słowi!

Zmęczeni spoczęli pod karczmą:
„Hej, otwórz nam, panie Pietrze!
Nie dobrze jest grajkom zmęczonym
Tak wyczekiwać na wietrze.

Coprawda, jest słońce na niebie,
Powoli się wzbija nad lasem,
Lecz dla nas milsze to słońce,
Co świeci za Waszym szynkfasem.

Ta piękna Wasza dziewczyna
I ten kieliszek wódki,
Który nam poda ona,
To leki najlepsze na smutki.


A smutek jest i u grajków:
Los na każdego się sroma,
Jeno że nas on za gardziel
Obiema chwycił rękoma.“

Przyglądam się bliżej mym grajkom,
Snać same dziady w ich kole:
Ten zawiniętą ma głowę,
Ten wielkie guzy na czole.

„Wiecie, byliśmy kiedyś
Na Kubusiowym ślubie:
Ten sobie zalał pałkę,
Temu zmąciło się w czubie.“

„I cóż się stało?“ „Czekajcie,
Zaraz się wszystko wyświetli:
Ten chciał na moich grać skrzypcach,
A ten na jego basetli.

Ten znów się zerwał i krzyczy:
„ „Zagrajcie na mojej dudzie!
Niema co z tymi się liczyć.
Toć to zwyczajni są ludzie.“ “

„Wnet w jego rękach me skrzypce,
W mej gębie cudza jest fletnia,
Wszczął się ogromny rumor,
Rumor wesele uświetnia.

Wzięli się goście do szklanek
I do butelek się wzięli
Na jednym z nas się skrupiło:
Umarł ubiegłej niedzieli!


Wracamy z jego pogrzebu,
Weselni grajkowie niezdarni,
Jak grać, to grać, na weselu,
Czy też pod ścianą trupiarni.

Ha, może też i na twoim
Zagramy kiedyś pogrzebie:
Nie szkoda naszego grajka,
Nie szkoda będzie i ciebie.“

Stanęli przed karczmą grajkowie:
„Hej! Otwórz nam, panie Pietrze!
Niedobrze jest grajkom zmęczonym
Tak wyczekiwać na wietrze!

Coprawda, jest słońce na niebie,
Powoli się wzbija nad lasem,
Lecz dla nas milsze to słońce,
Co świeci za Waszym szynkfasem.“

Do Pietra i ja z nimi razem,
Bo któżby się oparł czeredzie
Wędrownych grajków, wesołych,
Chociaż są w smutku i biedzie.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kasprowicz.