Modre wody/VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Zygmunt Różycki
Tytuł Modre wody
Wydawca „Bluszcz” R. 37 nr 24
Data wydania 1901
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały poemat
Pobierz jako: Pobierz Cały poemat jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały poemat jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały poemat jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

VI.

Niby w omdleniu stoją źródła senne
Dziwnie wspaniałe i dziwnie promienne,
Powierzchnia całkiem cichą jest ich szklanna
I tylko na dnie wytryska fontanna,
Wzlata ku górze tysiącem pierścieni
I przecudownym się turkusem mieni,
Ach, jakie skarby w głębi tej ukryte,
I jakie na dnie muszle są perłowe,
Które spływają w kolory tęczowe,
Jakie tam bryły w kawałki rozbite
I jakie drzewa omszałe mistyczne
Obrały tutaj dla siebie grobowiec
Jakie tu kwiaty swoją wonią śliczne,
zabłądziwszy w miejsce to wędrowiec
Z swojej rodzinnej krainy dalekiej
Chciałby się skować z miejscem tem na wieki,
Na brzegach zrywać modre niezabudki,
Które swe główki wychylają z trawy,
Chciałby w tej ciszy rozwiać życia smutki,
W odgłos wsłuchiwać się fujarki łzawej,
Który przypływa tu od łąk zielonych
W piękne wieczory, pełne czarów, letnie
I śród miesięcznych nocy rozsrebrzonych
Chciałby tu marzyć i kochać szlachetnie,
Zrywać żółtawy nadbrzeżny rumianek
I z wodnych lilij splatać sobie wianek,
Wchłaniać dyszące wonią nenufary
I w tem zacisznem dalekiem ukryciu
Badać natury niepojęte czary,
Marzyć o innem jakiemś lepszem życiu,

W którem nie trzeba było by się trwożyć
Wiecznie krążącej po nad głową burzy,
Do snu wiecznego tu swą głowę złożyć
Pod dzikim krzakiem zapłonionej róży,
Zdala od fałszu i od ludzkich krzyków,
Żegnany płaczem szczerym białej brzozy
I chorałami tęsknymi słowików,
Zdala od szyderstw, świata — i od prozy,
Która umiera, to się znowu budzi
I już nie ludźmi czyni wszystkich ludzi!…




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Zygmunt Różycki.