Matko anielskiej miłości,
Patrz, ja grzesznik u stóp Twych.
Bo mi żal mych wszystkich złości,
Licznych moich czynów złych! Nie myślałem długie lata O mej duszy, bom źle żył. Piekłem była moja chata, Bom jak wodę — wódkę pił!
Żona, dzieci me płakały,
Jam przeklinał, z nich się śmiał!
One nędzę, głód cierpiały,
Bom za wódkę — wszystko dał! Gdym wytrzeźwiał, jam łzy ronił Chciał pokutnie odtąd żyć Potem — znów pił i grosz trwonił, Nie chcąc dobrym, trzeźwym być!
Wszyscy o mnie już zwątpili,
Widząc w wódce szczęścia grób!
Wszyscy głośno to mówili,
Żem moralny nędzny — trup! Ja sam także już zwątpiłem; O poprawie nie śmiał śnić, I w rozpaczy czarnej żyłem, Bom chciał przeciąć życia nić! —
Nagle w duszy usłyszałem
Słowa Biedny, rozchmurz skroń!
Czcij Maryę sercem całem,
Ona poda ci Swą dłoń! Ona za twój grzech płakała, Gdy na krzyżu cierpiał Syn! Ona — Matką twą się stała, Mimo grzechów twych i win!
Ciesz się więc, o duszo moja,
Zmieni się twój smutny los!
Matka Boża, Matka twoja
Prośby twej usłyszy głos! Uproś mi u Syna Swego Łaskę, bym się trzeźwym stał! Bym się trunku palonego Jak — szatana zawsze bal!
Teraz widzę, że jedynie
On przyczyną doli złej!
Z niego morze nieszczęść płynie,
On — tyranem ziemi tej On to szczęście obiecuje, Raj na ziemi chce nam dać! Potem — ciało, duszę truje, By — w niewolę nas mógł brać!
Dziś więc zrywam jego pęta,
Wolnym chcę od trunków być!
Dodaj sił, o Matko święta,
Bym mógł trzeźwo odtąd żyć! X. Józef Janiszewski.