Przejdź do zawartości

Milion ojca Raclot/IX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Émile Richebourg
Tytuł Milion ojca Raclot
Wydawca J. Czaiński
Data wyd. 1898
Druk J. Czaiński
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Le Million du père Raclot
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


IX.

W Aubecourt i okolicy, źli ludzie ostrzyli języki.
Marta odgadła naprzód co będą opowiadać. — Mówiono, że generał de Santenay dowiedział się w końcu o łotrostwach Mateusza Raclot i wskutek tego, syn jego Jerzy, zerwał z Martą.
Ponieważ jednak, nie brak nigdy ludzi pomysłowych, którzy z niczego wiele stworzą i uzupełniają każdą opowieść własnymi dodatkami, nie dziw więc, że i tym razem powstało wiele bajek i plotek. Jedni opowiadali, że generał dowiedziawszy się o wszystkich praktykach lichwiarza, wpadł w ogromny gniew, który się zakończył paroksyzmem podagry.
A naopowiadawszy i natworzywszy ile się komu podobało, kończono: — Po tem wszystkiem taki pan jak Santenay nie mógł się żenić z córką Raclot’a.
Z drugiej strony — Marta opuściła szybko wieś i przepadła.
To naprowadziło gadułów na podejrzenie innego rodzaju.
Jedni mówili: — Po scenie jaka się odbyła w ich domu, panna Raclot nie mogła pozostać dłużej w Aubécourt. Wyjechała zapomnieć o swej hańbie!
Ale gdzie się udała? Jeden powód więcej do domysłów i przypuszczań dla ciekawych. Zaczęły krążyć różne zdania, nie zgadzające się między sobą, a mijające się zupełnie z prawdą. Jedni mówili że odjechała do Paryża, gdzie zapomni wkrótce o Jerzym i jego rodzinie. Drudzy odzywali się z miną tajemniczą, że nie mogąc być żoną pana de Santenay, została jego kochanką. Inni jeszcze nie bali się utrzymywać, że córka tego łotra Raclot’a, uniesiona najdzikszym gniewem z powodu zerwanego małżeństwa, uciekła z dependentem od notarjusza Rousselet.
Ów pan, który tak heroicznie porwał pannę Raclot, był istotnie kilka razy w zamku, lecz zawsze z jakimś interesem. Raz widziano go jak rozmawiał z Martą w ogrodzie i to naprowadziło plotkarzy na podobną myśl, zwłaszcza że młody chłopiec skończywszy studja i praktykę, wyjechał prawie równocześnie z Martą.
Nie ma wątpliwości, że znalazło się wielu, nie wierzących w te pogłoski, lecz inni nie znając stosunków, uwierzyli na słowo, czem cześć młodej dziewicy skalano, opinię zbryzgano błotem.
Stara mamka była świadkiem plotek jednych, obelgi drugich, a złości i nienawiści wszystkich.
Uniesiona oburzeniem, gniewna, zaciskała pięści, gryzła do krwi paznogcie, by nie rzucić się na szyję i nie zdławić oszczerców.
Lecz Marta nakazała milczenie, nie chciała by ją broniono, zezwalała na wszystko.
Ach! gdyby jej było wolno mówić, dopierożby się zemściła! Pana Raclot rzucała im na pastwę z przyjemnością, można było mówić wszystko o nim, jej to nie obchodziło, ale dotknąć Marty, zbrudzić tak dziecię, które własną piersią wykarmiła, och! tego Brygida nie zapomni do śmierci!
Mimo tego musiała milczeć! A milcząc, zdawała się wchodzić w sojusz z tymi językami żmij i jaszczurek.
Milcząc, cierpiała więcej z własnej niemocy, jak z powodu największych obelg. Pytała się ciągle:
— Gdzie Marta? Co robi? O! najdroższa, najukochańsza pieszczoszka, jak ona cierpi, jak tęskni i płacze!
Lecz ulga napełniała jej serce, gdy pomyślała o Dominikankach. One tak lubiły Martę, więc jej zginąć i zmarnieć nie pozwolą. Marta według niej była aniołem.
Matka Langier była dobrą i pobłażliwą dla wszystkich, lecz gdy jej kiedy stanął w myśli Mateusz Raclot, unosiła się gniewem, a w duszy przeklinała.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Émile Richebourg i tłumacza: anonimowy.