Miłość śród ruin

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Robert Browning
Tytuł Miłość śród ruin
Pochodzenie Poeci angielscy
Wydawca Księgarnia H. Antenberga
Data wydania 1907
Druk W. L. Anczyc i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Kasprowicz
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
MIŁOŚĆ ŚRÓD RUIN.
 

Gdzie się w cichych barwach zmierzchu nieba mienią
Nad zielenią
Tych samotnych, bujnych pastwisk, skąd w zachody
Senne trzody
Powracają ku oborom swym, dzwoniące —
Na tej łące,
Tak wieść niesie, przed dawnymi sterczał laty
Gród bogaty;
W nim, w stolicy tego kraju, miał swe cugi,
Dworne sługi,
Możny książę; stąd dyktował dni spokojne,
Lub też wojnę.

Dziś od muraw tych, widzicie, ni drzewina
Nie odcina
Swej zieleni; z gór się jakiś strumyk rączy
Wązko sączy
Tu, gdzie groźny strzelał zamek wieżycami,
Ni strzałami
Ognistemi, nad stubramną murów ścianą,
Zbudowaną
Z marmurowych płyt, a grubą tak, że snadnie —
Gdy wypadnie —
I dwunastu mogło na niej obok siebie
Stać w potrzebie.

Któż to kiedy widział taką plenność trawy,
Jak ten, skrawy

W żarach lata, dywan miękki, co swem świeżem
Zakrył pierzem
Wszelkie ślady tego miasta, skąd przed wieki
W świat daleki
Szły odgłosy bolów, uciech, tu, gdzie chwała
Rozpalała
Serca ludzkie, lub waliło je o ziemię
Hańby brzemię,
Tu, gdzie ongi szły na sprzedaż za wór złota
Grzech i cnota.

Dzisiaj tylko złom wieżyczki gdzieś na polu,
Śród kąkolu
Stoi pustką, rozchodnikiem obrośnięty —
Liche szczęty,
Pełne zielska, swą postawą, tak żebraczą,
Miejsce znaczą,
Gdzie się pięły w dniach zamierzchłych hen do góry
Dumne mury;
Tej areny, życiem wrzącej, znaczą kręgi,
Gdzie zaprzęgi
Tłumnie, szumnie, szły na wyścig po oklaski
Z władzców łaski.

Dzisiaj wiem, że tu, gdzie w cichych barw oponie
Zachód tonie,
Śląc ostatnie pożegnanie naszym trzodom,
Tu, gdzie z wodą
Górskiej rzeczki w jeden szary cień się zlewa
Ta bez drzewa
Błoń; gdzie rycerz swego króla miał spojrzenie
W takiej cenie,

Że, by w zbrojnych tych gonitwach być na szczycie,
Dałby życie,
Tu mnie czeka ma dziewczyna, bez tchu prawie,
Aż się zjawię.

Gród-li miało, jak daleko, jak szeroko,
Jego oko:
Pełne gmachów wszystkie wzgórza, wszystkie spady;
Kolumnady,
Tumy, mosty, akwedukty! Ranek budzi
Ciżbę ludzi!
Ja gdy przyjdę, milczą usta jej dziewczęce —
Wprzódy ręce
Na ramieniu mi położy, oczy wprzódy,
Te dwa cudy,
Pieścić każe, potem słowa szepce lube
Na mą zgubę.

Bojowników stąd-ci słano na wsze strony
Miliony;
Na cześć bogów tu wznoszono pod niebiosy
Słupów stosy;
Złoto w biegu wstrzymywało, pełnym grozy,
Setne wozy...
Krwi gorąca! Krwi ty mroźna! Płonna praca!
Ziemia wraca
Z wieków szaleństw! Z wieków trudu, nędz i grzechu
Mknie w pośpiechu!
Niechaj zginie wszech zachodów jej zawiłość!
Wszystkiem — miłość...


Poeci angielscy - Grafika na koniec utworu.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Robert Browning i tłumacza: Jan Kasprowicz.