Mazur (I)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Mazur [I] • Teofil Lenartowicz
Mazur [I]
Teofil Lenartowicz

Mazur ci ja, Mazur,
Spod Warsawy rodzic,
Nie żaden pan baran
Ani wojewodzic.
 
Najprzód mnie ucono
Grabić w łące siono,
Na stodole młócić,
Ćterma końmi włócyć.

A kiej mię już byli
Wyhedukowali,
To mnie ożenili,
Za żonę wydali.

Siono - jako siono,
Cielok - jako cielok,
Ale z miłą żoną
Cłowiek smutny wselok.
 
Bodaj to parobkiem!
Chodzić sobie sobkiem -
Copka z fantazyją,
Sukman granatowy,
 
A w tanecku biją
Iskrami podkowy,
Stalowy obcasik -
I cerwony pasik!
 
Jesceć mieli racją
Dawać hedukacją,
Lec ze żonkę dali -
To się pomylali.
 
Cłek by miał ochoty
Podobać się komu,
A tu ksycy z choty:
A pójdzies do domu!
 
Bóg się nie zmiłuje:
Toć mię gnębią wsyscy,
Żona mię pomstuje,
Dziecko w łóżku piscy,
 
A dymem z komina
Dymi chałupina:
Niech je tam wciornosce
W tym ostatnim dzionku!
 
Zostanę ja w wiosce
Chyba na postronku:
Jak jeno zaświta,
Z moją żonką kwita!
 
Zostawiam stodoły,
Dwa konie, dwa woły
I pscół ćtery pieńki,
W skrzynce dwa dukaty.
 
Ma nowe sukienki
I cycowe smaty:
Nie pierwsej młodości,
Nie będzie żałości.
 
Pójdę do starsego,
Zamelduję mu się:
Powiem, zem z Dębego,
Ze mieskałem w lesie.
 
Mam z sobą fuzyję,
Co niezgorzej bije:
Lepiej w wojsku strzelcem
Niż w chacie wisielcem!
 
Bo przysięgam Bogu,
Jakem Maciek Dzwoniec,
Ze by mi w chałupie
Przysło na ten koniec.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Teofil Lenartowicz.