Markiza Pompadour/Rozdział XXXIV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Leo Belmont
Tytuł Markiza Pompadour
Podtytuł Miłośnica królewska
Rozdział Punkt ciemny
Data wydania 1926
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Renaissance“
Druk Drukarnia Vernaya Sp. Akc.
Miejsce wyd. Warszawa — Poznań — Kraków — Stanisławów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Rozdział XXXIV.
Punkt ciemny.

Śród papierów, związanych z dziejami regime’u Markizy de Pompadour, wydobytych z archiwów sumienną ręką braci Goncourt’ów, których czarodziejskie pióro dało nam materjał do naszej powieści, znajduje się pewien list, który w niewielu słowach mieści tragizm nieskończony:
Łaskawa Pani! nie jestem w stanie cierpieć dłużej. Litości! litości! Umieram w każdem okamgnieniu! Będę dyskretny — obiecuję to pani. Błagam Cię na kolanach imieniem Ludwika Bien-Aimé, racz położyć kres moim długim cierpieniom, a w nagrodę będę błagał Boga całe życie o szczęście dla Ciebie, twój dziś najkorniejszy, najposłuszniejszy sługa d’Aurry — od lat 14 w Bastylji!“
Dokument ten nosi datę 1. września 1763 roku.
Niestety! w zapiskach gubernatora Bastylji na kopji tego listu grubemi literami zanotowano: Do Pani de Pompadour odesłany 1. września 1763 roku. Żadnej odpowiedzi...“
Tak jest! — niestety! — bo ten okrzyk bezbrzeżnej rozpaczy, przenikający mury więzienne, a pozostawiony bez odpowiedzi, nie przebijający murów serca kobiety — jest podstawą dla historyków do wydania potępiającej opinji o jej oschłej, mściwej, nie dającej się wzruszyć, despotycznej naturze, o sercu z kamienia!
Jaką tajemnicę posiadał d’Aurry? — czy nieznaną nam jakąś jej własną nędzną tajemnicę — krok podły, który wypadło ukryć przed światem — lub miłostkę, poniżającą wobec króla?! — czy może tajemnicę polityczną, jakieś konszachty dyplomatyczne, które niebezpiecznie było rozgłaszać, aby nie zaszkodzić sprawie Francji?... Co wyśledził, wyszperał, wyszpiegował ten człowiek — o czem przyrzekał milczenie? — niedawno!... Dlaczego dotknęła go tak surowa kara? — zresztą nieobca epoce, kiedy prywatny interes mógł korzystać z biletu królewskiego in blanco dla wpisania imienia osoby niedogodnej, a zamknięci na całe życie nie znali nieraz przyczyny swego aresztu!...
Jakkolwiek prawem powieściopisarza na całej przestrzeni tego utworu luki pomiędzy ścisłemi faktami historycznemi wypełnialiśmy dowolnie fantazją psychologiczną — tego ciemnego punktu, z którego wieje dech grobu i wydziera się krzyk męki, nie ważymy się dotknąć zmyślonem rozwiązaniem. Niechaj tu pozostanie zagadka!... Niech pozostanie dla stwierdzenia, że przeszłość jest zawsze tajemnicą — dla skonstatowania, że wbrew wszystkim naszym domysłom postać Markizy de Pompadour w zawiłości rysów duchowych pozostała do dziś i zawsze będzie zagadką.
Wobec powyższego ciemnego punktu zastrzeżmy jednak na rzecz Markizy — oprócz barbarzyńskiego tła epoki, w której pojawiła się i wpływom jej uledz musiała — jeszcze jedno: dokument d’Aurry został wysłany z Bastylji — ale czy w istocie doszedł jej rąk? — i czy mogła wówczas zająć się rewizją sprawy?... Może była już chorą... Może paraliżowali jej moc już inni... Wszakże śmierć już wisiała nad nią. Zabrała ją w pół roku po dacie listu!




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Leopold Blumental.