Marja Magdalena (Pardo Bazán, 1925)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Emilia Pardo Bazán
Tytuł Marja Magdalena
Pochodzenie Pamiętnik Adama w raju
Data wydania 1925
Wydawnictwo L. Wolnicki
Druk L. Wolnicki
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz J. M.
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
EMILJA PARDO BAZAN[1]
Marja Magdalena


Kiedy ze szczytu krzyża, otwarłszy zapiekłe usta, Mistrz wypowiedział najbardziej gorzkie ze swych ostatnich siedmiu słów — oszalała z bółu Marja Magdalena, leżąca u podnoża krzyża, drgnęła nagle. Poryw litości obudził w niej energję, wstała i poszła na poszukiwanie napoju, by zaspokoić nim pragnienie konającego Mistrza, Wiedziała, że niedaleko od tego miejsca biło wśród skał chłodne źródło. Poprosiła jednego z ludzi w tłumie, otaczającym miejsce kaźni, o gliniane naczynie i zbliżyła się do źródła. Znalazła je ucieszona, że ożywczy napój ugasi choć na kilka chwil mękę Mistrza.
Z pełną czarą przybiegła na m iejsce kaźni. Po długich prośbach udało jej się zyskać pozwolenie podłożenia kilku głazów tak, by można było z nich podnieść czarę z wodą do spiekłych ust Umiłowanego. Oczekiwała, że Mistrz chciwie przywrze wargami do orzeźwiającego napoju, ale Mistrz odtrącił go, potrząsnął głową i westchnąwszy, że ledwo można było dosłyszeć, powtórzył „pragnę“.
W wyczuciu miłosnem — albowiem, zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: nic tak nie rozjaśnia rozumu kobiecego, jak wielka, prawdziwa miłość — odgadła Magdalena, że Mistrz pragnie innego napoju. I podczas, gdy biegła do Jerozolimy, przypomniała sobie, że jeden z tetrarchów Heroda częstował ją prastarem winem falerneńskiem, palącem jak ogień a słodkiem jako miody, zdolnem zda się zmarłego ożywić. Uprosiła swego dawnego wielbiciela, i wróciła uradowana do podnóża Golgoty, ukrywając w płaszczu kosztowną amforę, którą też zbliżyła do ust Mistrza. Lekki ruch i słaby jęk, w którym zawarło się smutne „pragnę“ — powiedziały Magdalenie, że i tym razem nie znalazła środka na zmniejszenie męki Mistrza.
W rozpaczy i bólu Magdalena przypomniała sobie, że pewien patrycjusz rzymski, który popełnił dla niej, cudnej mieszkanki Jerozolimy, tysiąc szaleństw, opowiadał jej raz o ucztach Olympu, o tajnych właściwościach boskiego nektaru, wlewającego szczęście, życie, i moc w zmęczone weny. I jakgdyby pod nakazem jakiejś złej siły, kuszącej Mistrza do ostatniego tchnienia, aby stwierdzić niezbicie jego boskość — poczuła się Magdalena przeniesiona nagle na skrzydłach wiatru na cudną górę, gdzie rosły maliny, laury, drzewa pomarańczowe, naprzemian z krzewami myrtów i róż. Zstępując po schodach wspaniałej świątyni z białego marmuru, wyszedł ku Magdalenie z uśmiechem młodzieniec niezwykłej urody, o płomiennych oczach, i podał jej złocisty krater, w którym pienił się jasny napój, różowawy, upajający...
Odurzona była radością; trzymała w rękach czarę z nektarem! Wszystko wokoło wydało się jej piękniejszem, powietrze czystszem, ziemia jaśniejszą. Ale wielką była gorycz rozczarowania. Gdy zbliżyła czarę do ust Mistrza, ten poruszył gwałtownie głową, czara upadła, rozlewając na spiekłą ziemię napój bogów pogańskich. Serce Magdaleny — ofiary pokusy — napełniła gorycz niezmierna. Wypłynął osad przeszłości. Grzech pozostawia w duszy osad, który wznosi się, skoro go wzburzy namiętność. I mimo, że nauka Mistrza już rozpłomieniła duszę Magdaleny — to jednak skrucha tyd<o mogła zmyć osad przeszłości...
Oślepła z bólu, pomyślała Magdalena, że może Mistrz przyjmie wino pomsty i gniewu, że cierpienie jego ustanie od krwi tych, który przygwoździli go do okrutnego krzyża. Tedy zwabiwszy jednego z żołdaków, — tego, który był przybił nad głową Mistrza tabliczkę z napisem. I. N. R, I. — na zbocze Golgoty — zabiła go jego własnym mieczem, a nasyciwszy gąbkę krwią gorącą, zbliżyła się z nią, pewna, że Umiłowany będzie ją pić. Ale i tym razem Mistrz dźwignął się nadludzkim wysiłkiem na zmęczonych nogach i zawołał: „pragnę!“
Marja Magdalena padła na twarz u stóp krzyża. Chwytał ją obłęd z niemocy — ugaszenia pragnienia Mistrza. Poczęła przypisywać tylko sobie winę. Przez ileż to nocy, gdy rozrzucała złoto na swym rozkosznym stole, lub wypoczywała na tyrskich i perskich kobiercach — biedacy, jak psy, wyczekiwali koło jej drzwi, prosząc o okruszyny z jej stołu, a uczciwe niewiasty omijały jej dom z zasłoniętemi twarzami — by nie słyszeć śmiechu i pieśni nieprzystojnych! „Przeto — myślała — pozbawiona jestem teraz łaski ugaszenia pragnienia Mistrza...
Serce jej skruszyło się od tych wspomnień. Łzy popłynęły z ócz, zraszając szaty i cudnie rozpuszczone włosy. A kiedy wzniosła twarz ku górze, to ujrzała na twarzy Mistrza prośbę, pełną żalu i miłości. W natchnieniu zebrała w złożone ręce swe szczere łzy i zbliżyła je do ust Mistrza. I wtedy, zamiast powtórzyć „pragnę“ — Mistrz otworzył usta, a na jego twarzy rozkwitła radość niewysłowiona.



Przypisy

  1. Najznakomitsza współczesna autorka hiszpańska. Krytyka literacka stawia jej twórczość nowelistyczną obok twórczości B. Ibaneza i Perez Galdosa.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Emilia Pardo Bazán i tłumacza: anonimowy.