Marcowy kawaler/Scena XV i ostatnia

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Bliziński
Tytuł Marcowy kawaler
Podtytuł Krotochwila w jednym akcie
Data wydania 1873
Druk Drukarnia S. Orgelbranda Synów
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


SCENA XV I OSTATNIA.

PAWŁOWA, IGNACY, HELJODOR.
Pawłowa (zanosząc się od płaczu).

O mój Jezu, mój Jezu! la Boga rety!... pan mię jeszcze zabije... ratujta ludzie!

Heljodor (odciągając Ignacego).

Mój kochany, zastanów się, przekonaj się najprzód, jak było...

Ignacy.

Dajże mi pokój!

Pawłowa (j. w.)

O mój Boże! mój Boże!

Heljodor.
Nie pozwolę na to.
Ignacy.

Idźże do djabła, mówię ci.

Heljodor.

Gniewaj się albo nie gniewaj...

Ignacy.

Nie doprowadzaj mię do ostateczności.

Heljodor.

Nie bądź warjatem! (szarpią się).

Pawłowa (innym tonem bez śladu płaczu, ostro do Hejodora).

Czego pan będzie nos między nas wtykał... pogniéwamy się, to się pogodziémy, i kwita... a panu zasię od tego!

Heljodor (osłupiały).

A to kapitalne, wiécie państwo... tego rysu mi brakowało... (zapisuje).

Ignacy (n. s.)

Żal mi jéj... zawsze to dowodzi przywiązania.... (chodzi patrząc z pod oka na Pawłowę — p. c.) No, powiész? (głaszcze ją).

Pawłowa (z uśmiechem choć zadąsana).
Pewnie za te siniaki, co mi pan porobił.
Ignacy.

Zgoją ci się... nie bój się...

Pawłowa.

A juści!

Ignacy (głaszcze ją ukradkiem przed Heljodorem).

No, przeproś mnie... (podaje jej rękę do pocałowania; ona odwraca się) przeproś zaraz... (unosząc się) co ty mi zawsze nadokuczasz!

Pawłowa (półgłosem).

Ja i tak pana kocham.

Ignacy (spojrzawszy na Heljodora).

Cicho!... (Pawłowa całuje jego rękę kilkakrotnie) głupia... (głaszcze ją; p. c.) A gdybym też był, uniosłszy się na prawdę, wyrzucił cię z domu i wybił tak, żebyś się ruszyć nie była w stanie?

Pawłowa (patrząc na niego tkliwie).

Tobym się pozbiérała jak mogła... i przywlekła chociaż podedrzwi.

Ignacy (wzruszony n. s.)
Rozbeczę się, jak mi Bóg miły... (głośno) Obmyj sobie oczy, bo ci napuchną... i nos ci się zaczerwienił... widzisz!
Heljodor (zapaliwszy cygaro, siada przy biurku).

Mój Ignacy, teraz jestem pewny, że prędzéj czy późniéj ziści się moja przepowiednia... A nawet więcéj jeszcze powiem: będziesz najdoskonalszym pantoflem.

Ignacy.

Zobaczymy, zobaczymy... (n. s.) Prawdę powiedziawszy, teraz to już wszystko jedno... ta plotkarka będzie wszędzie trąbić... nosa nie będę mógł nigdzie pokazać... (p. c.) Zadrwię ze wszystkich! (do Pawłowej pół głosem) Marychna... dobrześ zrobiła... nie pożałujesz tego!... (szepce jej po cichu; ona przyklęka i obejmuje jego kolana. On kładzie rękę na jej głowie; z trjumfem i ironją spoglądając na Heljodora) Ja, pantofel!!

Zasłona spada.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Bliziński.