Marcowy kawaler/Scena VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Bliziński
Tytuł Marcowy kawaler
Podtytuł Krotochwila w jednym akcie
Data wydania 1873
Druk Drukarnia S. Orgelbranda Synów
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


SCENA VI.

HELJODOR, PAWŁOWA, IGNACY (wystrojony z parafjańska, w tużurku, wchodzi trjumfalnie z lewéj strony).
Ignacy.

No jestem!... (idzie do zwierciadła i zakreca wyczernione wąsy; potem ogląda się i spostrzega Pawłowę) A ty czegoś znowu beczała?

Pawłowa (z uśmiechem z za łez, patrząc na niego z uwielbieniem).

I nie mają to panny wej pana kochać!

Ignacy (zadowolony do Heljodora).

Patrz, jak ona mi oddaje sprawiedliwość! (głaszcze ją po twarzy, ona tuli jego rękę do ust i całuje; do Heljodora, szyderczo) No i jakże ci poszło?

Heljodor.

Doskonale.

Ignacy.

No, no, gadaj!

Heljodor.

Mam pełno notat.

Ignacy.

Chyba, to co innego... o! ona jest nie wyczerpana... a prawda, że dowcipna, co?.. (głaszcze ją).

Pawłowa (po cichu, błagalnym tonem).

Gdzie pan jedzie?

Ignacy (spotkawszy jéj spojrzenie, n. s.)

Żal mi jéj... (głośno) Gdzie... gdzie... z wizytą...

Pawłowa (j. w.)

Tak się pan wystroił, to pewno do Topolina...

Ignacy.

No chociażby tak, to cóż?

Pawłowa.
Pan cięgiem tak jeździ, a ja tu sama ostaję, kiéj utrapiona...
Ignacy.

Ale dajże mi pokój.

Pawłowa.

Jak pan wyjedzie, to przecie ani Boże daj powrócić, zaraz długo w noc siedzieć...

Ignacy (głaszcząc ją).

Ale gdzież tam, powrócę wcześnie... (do Heljodora) No, jedźmy...

Heljodor (cicho).

Słuchaj Ignacy, lepiéj dajmy pokój, bo się to na nic nie zda.

Ignacy.

O, nudny jesteś.

Heljodor (j. w.)

Przepowiadam ci, że czy chcesz, czy nie chcesz, skończy się na tém, że zrobisz tak, jakem ci radził.

Ignacy.
Sam nie wiész, co gadasz duszko... No, służę ci... (wyprawia go naprzód, oglądając się mimowoli na Pawłowę, z progu ostrożnie przesyła jéj od ust pożegnanie, a widząc, że ona niby tego nie uważa, woła po cichu) Marysia, pst! Marychna!
Pawłowa (dąsając się).

Nie potrzebuję... (po chwili, nagle podbiega, i ciągnie go naprzód sceny) A to kto widział, tak się żegnać z daleka... (rzuca mu się na szyję).

Ignacy (zakłopotany, oglądając się na drzwi).

Głupia, pognieciesz mi gors... będę wyglądał Bóg wié po jakiemu...

Pawłowa (namiętnie).

Ja pana i tak kocham!

Ignacy (j. w.)

Jeszcze kto zobaczy...

Pawłowa (z wyrzutem).

Jak się to pan wéj będzie wstydził!

Ignacy (j. w.)

No, już dosyć... bądź zdrowa, bo tamten czeka...

Pawłowa (przymilając się).

A wróci pan dzisiaj?

Ignacy.

Ale wrócę, mówiłem ci.. cóż u djabła, nie wierzysz mi...

Pawłowa (unosząc się).
Bo pan taki faryzeusz, taki przedaj bóg!... co innego pan gada, a co innego ma na myśli..
Heljodor (we drzwiach, w okryciu i kapeluszu).

No, jedziemy, czy nie?

Ignacy (zakłopotany).

Krawat mi poprawiała... (wychodzą).



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Bliziński.