Marcowy kawaler/Scena II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Bliziński
Tytuł Marcowy kawaler
Podtytuł Krotochwila w jednym akcie
Data wydania 1873
Druk Drukarnia S. Orgelbranda Synów
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


SCENA II.

Poprzedzający, PAWŁOWA (ubrana pół po wiejsku, pół z szlachecka, w chustce zawiązanéj na głowie, przy fartuchu), GRZEMPIELESKI.
Pawłowa (we drzwiach po prawej, do Grzempieleskiego, który wchodzi za nią).

To się na nic nie zdało, mógł pan Grzempieleski odrazu powiedzieć téj babie, żeby sobie poszła z panem Bogiem.

Grzempieleski (ekonom nowomodny z pretensjonalnemi ruchami i wysłowieniem).

Ale co się pani Pawłowa tak sierdzi, to piękności może szkodzić... (spostrzega pana i zmienia ton; głośno) Ma się rozumiéć, będzie tak, jak pan dziedzic każe, i kwita...

Pawłowa.

Jak każe, tak każe, ale trzeba opowiedzieć jak było, bo ino każdy by go chciał w pole wywieść.

Ignacy.
No, no, cóż to tam za hałasy?
Grzempieleski.

To tu przyszliśmy ze sprawą, proszę łaski pana dziedzica.

Ignacy.

Z jaką sprawą?

Grzempieleski.

Ma się rozumiéć nic wielkiego, przepraszam pana dziedzica, tylko według tego, że wczoraj... (uderzając w usta) co ja gadam, łżyj gębo... onegdaj, w czasie niedobytności pana dziedzica, złapaliśmy defraudację w lesie...

Ignacy.

Cóż takiego?

Grzempieleski.

Więc to była, ma się rozumieć, za pozwoleniem pana dziedzica, taka stara baba z kulawą łapą... żebrająca... ale więc tedy, ponieważ kradła szczapy z sągów, zabrał jéj gajowy fartuch, chustkę i tym podobne...

Ignacy.

E, kradła, kradła... cóż tam mogła wziąść...

Pawłowa.
Oho! jak to już pan będzie się litował nad każdym.
Ignacy (zimno).

Nie wtrącaj się.

Pawłowa (do Heljodora, który pilnie uważa i ją i Grzempieleskiego.

Widzi pan, to tak zawsze... niech wszystkie sągi rozbierą, to nic nie szkodzi.

Grzempieleski.

Przepraszam pokornie pana dziedzica, więc tedy ponieważ potrzeba konicznie dobrego przykładu, ja rekwirowałem, że się złoży te łachy do wójta.

Ignacy.

Powiadacie, że to stara, uboga kobieta? (Pawłowa rusza ramionami).

Grzempieleski.

Tak jest... więc tymczasowie, akuratnie kiedy chciałem, ma się rozumiéć odesłać, przychodzi ta baba z listem od pani z Topolina...

Ignacy (żywo biorąc list).
Od pani z Topolina!... (do Heljodora rozpromieniony) Od niej!... (do Grzempieleskiego) A skądże to jest ta kobieta?
Grzempieleski.

Akuratnie ztamtąd...

Ignacy (n. s.)

Co ona pisze?.. jak pachnie! (do Heljodora) Powąchaj... (przyłożywszy ukradkiem do ust, otwiera kopertę) ciekaw jestem (zagląda w list i krzywi się) Do djabła, po francuzku... od guwernantki... co za głupia myśl... (czyta polskim akcentem) „Si vous tenez à obliger une personne qui vous est chére“... (do siebie) Obliże? co to znaczy? djabli wiedzą.... (do Heljodora) przeczytajno, moja duszeczko, proszę cię, i przetłumacz mi... bo przyznam ci się, zapomniałem po francuzku... tyle już lat, jak... proszę cię bardzo.

Heljodor (przeczytawszy).

Pisze, żebyś darował winę téj kobiecie, i puścił ją wolno... sprawisz tém pani Klotyldzie przyjemność, za którą będzie rada podziękować ci osobiście... podkreślone...

Ignacy (uradowany zaglądając w list).

Podkreślone, osobiście... śliczny pretekst... zaraz jadę... pojedziemy obaj, moja duszeczko... podwieczorek odłożymy na późniéj... (do Grzempieleskiego) kazać zaprzągać zaraz do powozu, a téj kobiecie wydać fartuch, i chustkę, i niech sobie idzie z Bogiem.

Grzempieleski.

Dobrze, proszę łaski pana dziedzica... ale wszeako... według fantowego, co się należy gajowemu...

Ignacy.

Dobrze, dobrze... ja mu sam zapłacę...

Grzempieleski.

Więc tedy, mojem zdaniem jest także takiem, że ma się rozumiéć, oddać...

Ignacy (niecierpliwiąc się).

Powiedziałem wyraźnie: téj kobiecie wszystko oddać i zaprzągać do powozu (Grzempieleski wychodzi na prawo).



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Bliziński.