Mąż i Żona (La Fontaine, 1876)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jean de La Fontaine
Tytuł Mąż i Żona
Pochodzenie Bajki
Księga siódma
Wydawca Jan Noskowski
Data wydania 1876
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Władysław Noskowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga siódma
Pobierz jako: Pobierz Cała Księga siódma jako ePub Pobierz Cała Księga siódma jako PDF Pobierz Cała Księga siódma jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
PL Jean de La Fontaine Bajki 1876 411.png


BAJKA  II.
MĄŻ I ŻONA.

Jeśli zawsze z pięknością dobroć idzie w parze,
Dalipan, jutro się żenię.
Ale ponieważ na świata obszarze
Cudem jest obu zalet zjednoczenie,
Przeto wybaczcie że — zbyt doświadczony —
Nie szukam żony.
Jednakże, z ludzi co najmniej trzy czwarte
Los życia stawia na kartę;

Nie dziw, że gdy zła żonka zapały ostudzi,
Trzy czwarte ludzi
Żąda rozwodu, w łeb sobie strzela,
Lub... ma w domu przyjaciela.
Znałem jednego: poczciwy z kościami,
A musiał przecie, mimo gładkie lice,
Wygnać żonę sekutnicę.
Czy nie miał racyi, rozstrzygniecie sami.
Od świtu do wieczora rwetes jak we młynie:
Pan mąż niech wstaje o czwartej godzinie,
Pan mąż spać idzie z kurami,
Pan mąż o nic się nie troska,
Pan mąż siedzi, pan mąż leży.
A służące... Matko boska!
Z rana, ani trzech pacierzy
Nie wyszło, a wszystkie dziewki,
Ze spuchniętą chodząc twarzą,
Szeptem między sobą gwarzą,
Że z panią — to nie przelewki.
W końcu, mąż udręczony, pewnego poranka,
Swego pięknego szatanka
Odesłał na wieś. Jejmość u swej matki
Nie opływała w dostatki:
Trzeba było ze świtem wstawać do roboty,
Zamieść, gotować, w studni czerpać wodę,
Albo iść w pole, i pomimo słoty
Dla rozrywki paść gęsi i — niestety! — trzodę.
Wreszcie mąż, myśląc, że już poskromiona,

Przybywa po nią. «I cóż, moje dziecię,
Jakże czas tu ci schodził? Wszak tęskniłaś przecie?
— Byłam jak na uwięzi, odpowiada żona;
Co tu za ludzie! nie sposób dać rady:
Same leniuchy, same darmozjady!
Gadałam i gadałam; na nic się nie zdało:
Gdy wyszłam w pole na chwilę,
Musiałam łajać; i zaraz, o milę
Wszystko co żyje, zmykało.
— Czy tak? mąż rzecze, zostańże tu sobie:
Skoro na sam twój widok każdy ztąd ucieka,
To cóż mnie biednego czeka,
Gdy zechcesz, w każdej dnia i nocy dobie,
Zrzędzić jak dawniej? Sługa uniżony!
Jeśli jeszcze raz w życiu powrócę do ciebie,
Niech po śmierci, za karę, Bóg zeszle mi w niebie
Ze dwie takie jak ty, żony!»






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jean de La Fontaine i tłumacza: Władysław Noskowski.