Listy z więzienia (do Roberta Ross’a)/IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Oscar Wilde
Tytuł Listy z więzienia
Podtytuł (do Roberta Ross’a)
Pochodzenie De Profundis
Data wydania 1922
Wydawnictwo „Vita Nuova”
Druk „Oświata“
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Róża Centnerszwerowa
Źródło Skany na Commons
Inne Całe Listy...
Pobierz jako: Pobierz Całe Listy... jako ePub Pobierz Całe Listy... jako PDF Pobierz Całe Listy... jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
IV.
6 kwietnia 1897 r.
Drogi mój R.

Posyłam ci w załączeniu rękopis[1], który niewątpliwie dostanie się do rąk twoich. Jak tylko przeczytasz go, rozumie się także i M., którego nigdy od ciebie nie oddzielam, każ, proszę, sporządzić kopję tego oryginału.
Chcę ją mieć z rozmaitych powodów. Niech ci wystarczy przytoczenie jednego z nich. Pragnę, na wypadek śmierci mojej, zrobić cię wykonawcą literackim ostatniej mojej woli; chcę, aby ci przysługiwało prawo dowolnego rozporządzania się mojemi dramatami, książkami i artykułami. Jak tylko sąd pozwoli mi sporządzić testament, uczynię to w powyższym sensie. Żona moja nie zna się zupełnie na mojej sztuce, trudno też żądać od niej, aby interesowała się nią. Cyryl jest jeszcze dzieckiem. Dla tego też zrozumiałem jest, że zwracam się do ciebie, jak to zawsze czyniłem. Pragnę przekazać ci wszystkie moje utwory. Możliwe straty niech ci zwrócą dzieci moje: Cyryl i Wiwjena.
Z chwilą jednakże, kiedy staniesz się wykonawcą mojej woli, pozostać musi w rękach twoich jedyny dokument, rzucający prawdziwe światło na niezrozumiałe dla wielu postępki moje... Przy czytaniu listu tego znajdziesz psychologiczne wytłomaczenie moich czynów, które na pozór wydają się bezsensownemi a zarazem płaskiemi. Kiedyś musi prawda wyjść na jaw i wyjdzie napewno; niema potrzeby, aby stało się to za mojego życia. Nie chcę jednak stać do końca pod pręgierzem, do którego mnie przywiązano; nie chcę, dla tej prostej przyczyny, że otrzymałem w dziedzictwie po ojcu moim i mojej matce nazwisko, mające rozgłośną sławę; znieść więc nie mogę, aby miało ono zostać shańbione na wieki....
Nie bronię mojego postępowania....[2]
Wracam do sposobu sporządzenia kopji. Rękopis zbyt jest obszerny, aby powierzyć przepisanie go sekretarzowi. Zaś własny twój charakter pisma, zwłaszcza w ostatnim twoim liście, drogi mój R., — ostrzega mnie szczególnie wymownie, abym nie powierzał tej pracy tobie. Mojem zdaniem, musimy okazać się godnymi synami naszego czasu i użyć do pomocy maszyny do pisania. Rozumie się, że nie możesz wydawać rękopisu z ręki. Czy nie mógłbyś wobec tego poprosić panią Marschall, aby ci przysłała na Hornton-street albo do Phillimore-Gardens jedną ze swoich panienek (lepiej podobną pracę powierzać kobietom, ponieważ nie zachowują one nigdy w pamięci rzeczy ważnych); niech pisze pod twoim dozorem. Maszyna do pisania, o ile nie pracuje się na niej bezmyślnie, nie jest bardziej przykrą od fortepianu, na którym gra siostra czy kuzynka. Bodaj nawet niejeden z ludzi, marzących o przytulności i zaciszu domowego ogniska, wolałby raczej maszynę do pisania.
Kopję sporządzić należy nie na bibułce, ale na mocnym, dobrym papierze, używanym do przepisywania sztuk teatralnych. Arkusze przygotowane być muszą w ten sposób, aby pozostawić odrazu szerokie, odkreślone czerwonemi linjami, marginesy na ewentualne dopiski.
Po sporządzeniu kopji porównaj ją z rękopisem, który poślij lordowi Arturowi Douglas‘owi, a maszynistce każ sporządzić jeszcze jedną kopję, tak, abyśmy mieli obaj po jednym jej egzemplarzu. Dalsze dwie kopje mają być zrobione, zaczynając od 4-ej strony 9-go arkusza (od słów: „Koniec wszystkiego“ do: „ale między mną a sztuką moją“), także od strony 3-ej 18 arkusza (od „jeśli wszystko pójdzie pomyślnie“ do „gorzkiemi ziołami“ na str. 4-ej). Dołącz to do innych arkuszy, które wybierz wedle własnego uznania, o ile uważać je będziesz za dobre, a cel ich — za szlachetny, jak np. 1-a str. 15-go arkusza, i poślij jeden egzemplarz lady N., o której mówiłem, nie nazywając jej imienia, a drugi N. Wiem, że obie te urocze kobiety, zainteresują się tem, co zachodzi w mojej duszy — nie w znaczeniu teologicznem, ale jedynie i wyłącznie w sensie wewnętrznej świadomości, niezależnej od funkcji ciała. Będzie to pewien rodzaj spowiedzi czy listu, jaki otrzymają one ode mnie — jedyną rzeczą, jaką ośmielam się posłać im. O ile N. zechce pokazać arkusze bratu swojemu, który zawsze bardzo mi się podobał, może to zrobić; dla świata musi jednakże ta spowiedź moja bezwzględną pozostać tajemnicą. Należy powiedzieć to również i lady N.
Na wypadek, gdyby kopja sporządzona być miała na Hornton-street, trzeba będzie podawać piszącej niewieście jedzenie przez kratę drzwi, jak kardynałom, obierającym papieża, dopóki nowoobrany nie wyjdzie na balkon i nie obwieści światu: Habet mundus epistolam“. Wszak jest to w gruncie rzeczy pismo okrężne, encyklika, i — podobnie jak bulle papieskie noszą nazwy słów, od których się zaczynają, — możnaby nazwać moją: „Epistola in carcere et vinculis“... Lord Douglas nie powinien wiedzieć, że sporządzona została kopja.
Życie w więzieniu, drogi mój, sprawia istotnie, że widzimy ludzi i rzeczy takiemi, jakiemi są w rzeczywistości[3]...

Zawsze twój
Oscar Wilde.



Przypisy

  1. Przy tym liście posłał Oscar Wilde Ross’owi rękopis De Profundis“.
  2. Opuszczam miejsce listu, przytoczone już w przedmowie Ross’a. (przyp. tłom.)
  3. Ztąd aż do końca następują słowa, zacytowane w przedmowie Ross’a. (przyp. tłom.)


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Oscar Wilde i tłumacza: Róża Centnerszwerowa.