Przejdź do zawartości

Listki jesienne

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Morris Rosenfeld
Tytuł Listki jesienne
Pochodzenie Antologja poezji żydowskiej
Redaktor Samuel Hirszhorn
Wydawca Bracia Lewin-Epstein i S-ka, Warszawa, Gęsia 5
Data wyd. 1921
Druk Drukarnia Lewin-Epstein, Warszawa, Pawia 38
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Alfred Tom
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

LISTKI JESIENNE.

I.

Siedzę sam, a dziwnych tchnienie
Uczuć ogarnęło mię
Jakieś, zda się mam życzenie,
Ale nie wiem, czego chcę...
Czy mi życie mąk śle zmory?
Czy radości da mi kwiat?
Tu z nas dwojga ktoś jest chory! —
Ja? — powiedźcie — czy też świat?

Pędzą chwile w życia boju —
Kresu brak pogoni tej,
Ale żadna z nich spokoju
Nie użycza duszy mej,
Nie mam słów, do płaczu-m skory,
Własnych nieświadomy strat...
Tu z nas dwojga ktoś jest chory! —
Ja-ż to jestem, czy też świat?


II.

Miłuję wicher, kocham morze, —
Bo jak ten wicher jestem biedny,
Jak morze, huczy serce me
Kocham ja chmury, kocham noc, —
Bo jak te chmury, płakać umiem,
A jako noc, jest żywot mój.

III.

Świat — taki stary, codzienny,
Żywot — tak nikły i zmienny,
Ziemia — tak pełna plam:
Czas — tak zamglony i lotny,
Człowiek — tak głupi, przewrotny —
Cóż tutaj pocznę sam!

IV.

Dużo-m się śmiał, za to-m szlochał tak wiele!
Ze łzą się zawsze łączyło wesele
Radość stargały zawieje —
Stare to dzieje!...

Mówiłem, lecz często-m nie wyrzekł słowa;
Milczenie było głośniejsze, niż mowa,
Bo z niego bólu głąb zieje —
Stare to dzieje!...
Nienawidziłem i kochałem dużo
Szarpany codnia pragnień burzą,
Nieba-m chciał rozbić wierzeje —
Stare to dzieje!...

V.

Kędy zwrócę kroki swoje,
Gdzie spoczywam i gdzie stoję —
Straszny mam przed sobą cień:
Bladość lice mu pokrywa,
Z oczu łza za łzą mu spływa,

W wyschłej twarzy — ciągłe drżenie,
Z oczu patrzy mu zdrętwienie: —
Strach mej duszy targa rdzeń!

Pisać chcę — na papier wchodzi,
Czytam — w książce go spotykam;
Ach, napróżno go unikam
Ze wszech sił! — on zewsząd godzi:
Przed oczyma błądzi — biada! —
Nieodstępna ta szkarada.
Kiedy w zimny zejdę grób,
Zerwę ten niewolny ślub...

VI.

Daleka — droga, krótki — dzień,
A słońce już zachodzi,
I woda szumi, znika brzeg —
A jam w tonącej łodzi!

Daremny bój! Szalony wiatr
Straszliwa pieśń zawodzi;
Bezkresne — morze, dziki — prąd,
A jam w tonącej łodzi.

O, żegnaj, słońce, żegnaj mi!
Świt jutro znów cię zrodzi, —
Lecz ja — jak groźny morza huk! —
Ach, jam w tonącej łodzi!




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Morris Rosenfeld i tłumacza: Alfred Tom.