Siedzę sam, a dziwnych tchnienie Uczuć ogarnęło mię
Jakieś, zda się mam życzenie, Ale nie wiem, czego chcę...
Czy mi życie mąk śle zmory? Czy radości da mi kwiat?
Tu z nas dwojga ktoś jest chory! — Ja? — powiedźcie — czy też świat?
Pędzą chwile w życia boju — Kresu brak pogoni tej,
Ale żadna z nich spokoju Nie użycza duszy mej,
Nie mam słów, do płaczu-m skory, Własnych nieświadomy strat...
Tu z nas dwojga ktoś jest chory! — Ja-ż to jestem, czy też świat?
Miłuję wicher, kocham morze, — Bo jak ten wicher jestem biedny, Jak morze, huczy serce me
Kocham ja chmury, kocham noc, — Bo jak te chmury, płakać umiem, A jako noc, jest żywot mój.
III.
Świat — taki stary, codzienny,
Żywot — tak nikły i zmienny, Ziemia — tak pełna plam:
Czas — tak zamglony i lotny,
Człowiek — tak głupi, przewrotny — Cóż tutaj pocznę sam!
IV.
Dużo-m się śmiał, za to-m szlochał tak wiele!
Ze łzą się zawsze łączyło wesele Radość stargały zawieje — Stare to dzieje!...
Mówiłem, lecz często-m nie wyrzekł słowa;
Milczenie było głośniejsze, niż mowa, Bo z niego bólu głąb zieje — Stare to dzieje!...
Nienawidziłem i kochałem dużo
Szarpany codnia pragnień burzą, Nieba-m chciał rozbić wierzeje — Stare to dzieje!...
V.
Kędy zwrócę kroki swoje,
Gdzie spoczywam i gdzie stoję — Straszny mam przed sobą cień:
Bladość lice mu pokrywa,
Z oczu łza za łzą mu spływa,
W wyschłej twarzy — ciągłe drżenie,
Z oczu patrzy mu zdrętwienie: — Strach mej duszy targa rdzeń!
Pisać chcę — na papier wchodzi,
Czytam — w książce go spotykam;
Ach, napróżno go unikam
Ze wszech sił! — on zewsząd godzi:
Przed oczyma błądzi — biada! —
Nieodstępna ta szkarada. Kiedy w zimny zejdę grób, Zerwę ten niewolny ślub...
VI.
Daleka — droga, krótki — dzień, A słońce już zachodzi,
I woda szumi, znika brzeg — A jam w tonącej łodzi!
Daremny bój! Szalony wiatr Straszliwa pieśń zawodzi;
Bezkresne — morze, dziki — prąd, A jam w tonącej łodzi.
O, żegnaj, słońce, żegnaj mi! Świt jutro znów cię zrodzi, —
Lecz ja — jak groźny morza huk! — Ach, jam w tonącej łodzi!