List z Warszawy (Węgierski)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tomasz Kajetan Węgierski
Tytuł List z Warszawy
Pochodzenie Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego
Wydawca Księgarnia F. H. Richtera
Data wydania 1888
Drukarz F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Indeks stron
LIST Z WARSZAWY.

Nie życzęć przyjacielu jechać do Warszawy,
Chyba tylko byś młode pasł rozkoszą żądze,
Prawda jest, że najsłodsze tu znajdziesz zabawy,
Ale to tylko wtenczas kiedy masz pieniądze.

Masz rozum, statek, cnotę i jesteś poczciwy,
Toć myślisz że w Warszawie będziesz poważany?
Ale tu już nie jeden o cnotę gorliwy,
Poszedłszy torem prawdy, został oszukany.

Ździwiłbyś się tu słysząc jako chwalą cnotę,
Lecz też w samych pochwałkach zysk cnoty zamkniony,
Nikt nie wziął nic, co czyni przez szczerą prostotę,
To nie człek, co na wszystkie gracz w wykrętach strony.

Myśli kto u Panów stara się o względy,
I wiernych prac zakłada w ich łasce nadzieję,
Przez próbę to niemylną doświadczono wszędy,
Że pięknych słow są tylko hojni dobrodzieje.

Nie tak wiele ziarn rolnik w nadziejach swych mylnych,
W nieuprawny grunt rzuci bez żadnej korzyści,
Ile Pan w dniu wysieje obietnic przychylnych,
Lubo żadnej z nich skutkiem rzetelnym nie ziści.

Człek z cnotą wiernie służy, ma szacunek za to,
Lecz też nic prócz szacunku ztąd mu nie przychodzi,
Gdy drugi przez wykręty cieszy się zapłatą,
I zyskawszy ich łaski, na stopnie wychodzi.


Ów co u nas filutem tu zwany rozumnym,
Co poczciwych sąsiadów z majątków ołupił,
Co pognębia! swych równych umyśleni zbył dumnym,
Dziś wstęgę przez brzuch zwiesił i urząd już kupił.

Szczęśliwym też tu torem poszedł swych obrotów,
Co u babki wlazł której w łaskawe kredyty,
Bez rozumu, bez nauk, bez cnót i przymiotów,
Polazł w górę niejeden fartuszkiem okryty.

Lecz i w tym miałbyś biedę, boś Polak prawdziwy,
Podam ci jednak sposób, ty nie mów przed nikiém:
Jeźli chcesz byś u naszych był Panów szczęśliwy,
Zrób się na czas Francuzem albo też Anglikiem.

Rzecz jeszcze dziwną powiem, że w mieście tutejszym,
Tłok dziewcząt jest niezmierny a kochania mało,
Biedny chłopiec, Kupidyn, w walorze tu mniejszym,
Gdy Plutus złoty objął w sercach władzę całą.

Kto pragnie tu u dziewcząt zyskać sobie łaskę,
Niech gęsto złotem sieje, niech się stroi ładnie,
Niech o dwu piętrach modną zbuduje kolaskę,
Choć szpetny, bez talentów, znajdzie miłość snadnie.

Niektórzy inną sobie umieją dać radę,
Gdy worek wypróżniony na uczciwe dziewki,
Zrzuciwszy pychę z serca, rzucają paradę,
Idą taniej na Grzybów albo na Nalewki.

Lecz i tu jeden djabeł, kto tego niepoznał,
Niewiele ta oszczędność expensy odbiera,
Nie jeden nasz przyjaciel na sobie to doznał,
Że tam stracił na zbytki a tu na felczera.

Mówiliśmy też kiedyś gdzie są te dochody,
Co się tłuści w probostwach prałaci bogacą,
Co i z płodu i z śmierci zbierają przychody,
Widziałbyś tu, jak wszystko to na dziewki tracą.

Obaczyłbyś tu jeszcze lud jeden poczciwy,
A ci są bez talentów ubodzy poeci,
Często z nich tu niejeden rym skleiwszy dziwy,
Chcąc się czym jest okazać, z drukiem na świat leci.

Chceszże wiedzieć zkąd to wziąć pieniądze na straty,
Nie jak na wsi za zboże z czynszów lub arendy,
Parafialne u was to tylko intraty,
Tu są modne przychody, to jest faciendy.

Co też to jest za sposób, pytasz przyjacielu,
Jest handel w którym każden zawsze musi tracić,
A nawet i to bywa jak się zdarza wielu,
Że nie wziąwszy pieniędzy, w termin muszą płacić.

Wiele mi jeszcze donieść ci przychodzi
Lecz czas jest krótki a poczta odchodzi. —






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tomasz Kajetan Węgierski.