List do uroczej wdówki/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Leo Belmont
Tytuł List do uroczej wdówki
Podtytuł Niby-nowelka, a raczej mozajka z aforyzmów
Data wydania 1907
Wydawnictwo Tygodnik „Wolne Słowo”
Druk Kaniewski i Wacławowicz
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
LIST
do
Uroczej wdówki.
NIBY - NOWELKA
a raczej
MOZAJKA Z AFORYZMÓW.
nap. Leo Belmont.
Motto: 
  
Jeśli masz jedną prawdę, zawartą w aforyzmie, a pragniesz mieć dwie, odwróć tę, którą posiadasz. Zaprzecz jej, jeżeli jest twierdzeniem, lub usuń przeczenie, jeżeli jest przeczącą: otrzymasz prawdę równą poprzedniej! L. B.


WARSZAWA.
Druk Kaniewskiego i Wacławowicza, Zielna 20.

1907

Urocza właścicielka oczu,
których się nie zapomina!

Więc piszę do Pani!...
Czuję jeszcze w tej chwili kołysanie się łódki naszej na ciemnym błękicie Jeziora Czterech Kantonów, słyszę nadbiegające z wybrzeża swawolne dźwięki włoskiej wędrownej orkiestry — „Funiculi-funicula“, słyszę świst i grzmienie pociągów, przelatujących, pod granitowemi ścianami gór i znikających na chwilę w tunelach, widzę rysujący się ostrym kształtem, wystający z wód, głaz pamiątkowy z zatartemi przez nadchodzący zmierzch słowami. „Piewcy Tella“... widzę naprzeciw siebie dwoje oczu czarownych, gorejących, które — wybacz Pani trywialność metafory za jej ścisłość — przepaliły mi dwie dziury w duszy!
Trzy tygodnie minęły od tego czasu, a płomienne ślady na duszy czuję z tą samą, nie! bodaj z większą mocą, — pamiętam, jak napierając na wiosła pochylam się w Twoją stronę i pilnuję się, aby Ci w łódce nie paść zaraz do kolan; widzę Cię, jak manewrujesz sterem; widzę pomimo zmierzchu nieco ironiczny uśmiech, krążący około Twoich, warg wiśniowych i słyszę, jak głosem melodyjnym powiadasz mi te słowa:
— Żadnych wyznań, panie!... Pod tym warunkiem zgodziłam się na przejażdżkę po jeziorze... Winieneś Pan dotrzymać słowa, a parę razy już próbowałeś wykroczyć przeciw memu... Znamy się ledwie dziesięć dni... jutro rano wyjeżdzasz Pan ztąd, powołany przez swoje obowiązki — i może nigdy nie wypadnie już nam się zobaczyć... Zgódź się Pan, że znamy się zbyt mało — i że w tych warunkach niektóre Pańskie słówka, dające mi dużo do myślenia, nie mogą znaleść żadnej odpowiedzi...
A kiedym energicznie zatrzymał w ruchu wiosła i stłumionym głosem wyrzekł: „Dość Panią znam na to, aby powiedzieć, że byłbym szczęśliwy, mając taką dozgonna towarzyszkę życia — roześmiałaś się Pani serdecznie długą srebrną gamą śmiechu, potem naraz spoważniałaś, posmutniałaś i odezwałaś się w te pamiętne mi słowa:
— Jestem wdową... Jestem wolną... Ale dlatego właśnie tak trudno mi rozporządzić swoją ręką... Przeszłam przez doświadczenia zbyt gorzkie... Mój mąż nieboszczyk znał się na koniach, na psach polowych, ale — jakkolwiek nie chciałabym rzucać cienia na jego pamięć, muszę to powiedzieć — ale... nie znał się nic a nic na sercu kobiety!... Był trochę... nieociosany, jak zwykle ludzie, którzy chodzą w pojedynkę na niedźwiedzia. Dla niego kobieta — dama — baba... to było jedno!... „O babach gadać nie warto“ albo „co baba wie?“ — były to jedyne aforyzmy o kobiecie, które od niego słyszałam. A ja tak lubię aforyzmy!... Jestem już wdową lat pięć — i pozostanę nią, dopóki nie poznam człowieka, który rozumie duszę kobiecą, który o kobiecie potrafi mówić, jak należy, ma pogląd jasny na miłość i na małżeństwo! Ten, kto mi da dowody, że stoi na wysokości tego zadania, otrzyma moją rękę...
Łódka nasza uderzyła o brzeg... Rozstaliśmy się... Przy rozstaniu pozwoliłaś mi Pani pisać pod swoim adresem do Lucerny „Poste-Restante“, gdzie miałaś być za miesiąc...
I oto od chwili powrotu blizko trzy tygodnie rozmyślałem nad tem, jak dać Pani dowód, że rozumiem kobietę, miłość, małżeństwo, że umiem o tych doniosłych i wzniosłych przedmiotach mówić, jak należy; studjuję po nocach całą odnośną literaturę i... przygotowuję się do listu!
A oto teraz stanąłem nad przepaścią zwątpienia, bo... nie umiem sobie poradzić. Pani lubisz aforyzmowy sposób wyrażania się, a ja... nie umiałem w życiu ukuć ani jednego aforyzmu. I wogóle, jako technik, lepiej wyrażam się cyframi i formułami, niż słowem. Ponieważ cel uświęca środki, postanowiłem tedy zaczerpnąć z krynic cudzej mądrości, skąpałem się w nich aż po czuprynę i... w głowie mam teraz chaos zupełny. A termin wysłania dowodów nastąpił — i samo serce dłużej zwlekać nie pozwala. Nie będąc w stanie przesłać Ci samodzielnego aforyzmu, lub jakiegokolwiek wyniku określonego z moich studjów — dlaczego? zaraz Pani obaczysz — proszę, przyjmij Pani poniższą wiązankę aforyzmów i nie żądaj odemnie więcej, niż dać Ci mogę. Wierzaj mi Pani, żem mniej się spocił, rysując plan nowowynalezionej przezemnie maszyny do osuszania torfu, niż studjując przedmiot tak obcy mi dotąd, a tak pociągający, jak... serce kobiety!



Więc proszę o posłuch:
De Soufflet uważa, że zawsze można będzie rzec coś nowego o kobiecie, póki choć jedna zostanie na tym globie. Znaczy to, że nigdy nie rozwiążemy tej zagadki, którą nam sfinks-kobieta zadaje. Ale Rousseau jest zdania, że kobieta tylko dopóty jest zagadką, dopóki jej nie rozwiążemy, a po rozwiązaniu zagadka ta przestaje nas zajmować natychmiast. Powiedział autor „Dumań Pesymisty“, że mężczyzna jest prędzej sfinksem, niż kobieta, bo kobietę — psychologowie badają od wieków, a mężczyzna nie był dotąd przedmiotem tak wszechstronnego i przenikliwego badania. Wogóle jednak zachodzi kwestja, czy o kobiecie należy mówić, skoro, zdaniem Tucydydesa, największą pochwałą, którą kobieta zasłużyć sobie może, jest ta, że o niej nie mówią nic dobrego i nic złego. Według Flauberta, kobieta jest sklepieniem nieskończoności; według Heysego — tylko niejasnym półstartym rękopisem. Michelet sądzi, że kobieta jest religią; Milton — że jest pięknym błędem natury; Lessing — że jest najdoskonalszym utworem przyrody; chiński mędrzec Niu-chan-schu — że jest tylko cieniem, lub echem mężczyzny. Boiste uważał, że człowiek jest wszechświatem, w którym kobieta zajmuje miejsce nieba; komedjopisarz Plaut radził nie czynić wyboru pomiędzy kobietami, ponieważ wszystkie są nic nie warte!
Pani Neckker wyraziła się pięknie: „kobiety wypełniają interwale w rozmowie i w życiu, jak wata w pudłach z porcelaną; uważają je za nic, a bez nich wszystko by się rozbiło“. Lecz już stary Eurypides wyrzekał na Zeusa, że nie znalazł innego sposobu przedłużenia rodzaju ludzkiego, jak stworzenie kobiety, i dodał: „toć gdyby kobiet nie było, mężczyźni dotąd żyliby w niezmąconym spokoju i w przyjaźni ze sobą“. Djogenes zapewniał, że za żadne skarby świata nie wpuściłby kobiety do swojej beczki; de Bonalde powiada: „kobieta jest przyrodzonym przyjacielem mężczyzny i wszelka inna przyjaźń wobec tej jest słabą lub podejrzaną“.
Condorcet wzdryga się przed aktem gwałtu, spełnionym przez samolubny rodzaj męzki, który połowę ludzkości — kobiety pozbawił praw. I Gladston sądził, że prawo nasze daje kobiecie mniej, niż sprawiedliwość. A Hartmanowi zdawało się, że kobieta nie potrzebuje praw cywilnych, bo posiada przewagę sił naturalnych: „jest i tak królową świata; jesteśmy zawsze na jej usługi, zawsze gotowi całować pył na jej trzewikach“. Zresztą już stary Krasicki wskazał to samo: „My rządzim światem, a nami kobiety“.
Filologowie wyprowadzają wyraz: „żona“ od źródłosłowu sanskryckiego „dżani“, co znaczy „rodzić“; ztąd greckie „gine“ — kobieta i greckie „ginao“ — rodzę, ztąd łacińskie „gignere“ — rodzić i „genus“ — rodzaj, a dalej francuzkie — „genre, engerdrer“ i t. d. Są tacy, co mniemają, że w tem słowie zawartą jest wskazówka całości przeznaczeń kobiety. Francuzkie przysłowie powiada, że „piece i kobiety są własnością domu“. Hugo Grotius powiada: kobieta — matka, żona i gospodyni. Natura wyznaczyła jej rolę drugorzędną. Kobiecie — „sklepieniu nieskończoności wyznacza Buchot dwa miejsca — dniem w kuchni, nocą w sypialni. Ale Mill jest zdania, że obowiązki matki i gospodyni nie przeszkadzają kobiecie podjąć obowiązków działaczki społecznej. A szlachetna pani Taylor zaznacza, że tylko kobieta, która zachęca i przekonywa, ostrzega i żąda w pewnych warunkach, która miłość swoją wyraża z potęgą serdeczną, a nie w tkliwej miękości, jest godną towarzyszką mężczyzny“. Stary Demostenes tę zawiłą kwestję rozstrzygał, wskazując potrzebę podziału pracy pomiędzy różnemi gatunkami kobiet: „posiadamy hetery dla rozkoszy duchowej, lekkie i ładne kobietki do pieszczot i żony — w celach podtrzymania rodzaju i prowadzenia gospodarstwa.
Szekspir twierdził, że kobiety wstają z łóżka, aby nic nie robić, i kładą się do łóżka, aby zająć się swojemi sprawami. Ba, przez usta Jaga mówił o nich: „Dzwony w pokojach, dzikie koty w kuchni, gospodynie w łóżku“. Montaigne wyraził się z niezwykłą mu surownością: „Niesprawiedliwem jest, że próżniactwo kobiet syci się naszą pracą i trudami“. Ale oto pewna znana autorka rosyjska, Cebrikowa, zauważa w jednej z licznych swoich prac o kwestyi kobiecej: „Jeżeli kobieta od rana do wieczora rąk nie składa, obszywając rodzinę, myjąc dziatwę, gotując, niańcząc, nocą nawet nie znajdując spokoju — toć nie żyje ona na koszt męża, lecz je chleb własnej pracy, chociażby grosza nie wniosła do domu“. A Boiste sądzi, że kobieta zdwaja swój posag talentami i cnotą.
Comte powiada z mocą: „mężczyzna powinien karmić kobietę; wielka siła kobiety tkwi w przezwyciężeniu trudności pokory“. Balzakowi zdaje się, że kobieta nigdy nie bywa tak piękną i silną, jak wówczas, gdy zrzeka się wszelkiego panowania i uchyla się przed swoim panem — mężczyzną: korząc się, zdobywa władzę na nim. Spencer mniema, że gdyby kobiety znały dobrze to wszystko, co wchodzi w zakres życia domowego, nie żądałyby innej działalności, i gdyby wiedziały, czego wym aga zdolność dobrego wychowania dzieci, której dotąd nie osiągnęła bodaj żadna kobieta, ani nawet żaden mężczyzna, to nie szukałyby już innych sfer działania“. To wszystko brzmi bardzo pięknie i zyskuje nawet aprobatę kobiet. Pani Olimpja Odouarde sądzi, że dotąd kobiety nie spełniły należycie swego zadania. Znaczna większość kobiet zamężnych i dzietnych — powiada ona dobitnie — to albo tylko kucharki, albo tylko samice, albo tylko rozpustnice. Procent rozumnych, wykształconych matek jest nader drobny. Słowem, jeżeli Goethe rzekł: „Kobieta — to przedewszystkiem matka“ — pozostaje otwartą kwestja, jak ta matka spełnia swoje zadanie, czy fizyczne spełnienie tego obowiązku już powinno wystarczyć. Tak myślał pewnie Napoleon, który dbał jedynie o zwiększenie ilości żołnierzy i powiadał: „tylko ta kobieta zasługuje w moich oczach na szacunek, która wydała możliwie dużo dzieci na świat.
Tak, tamto wszystko brzmi bardzo pięknie, owe zdania Balzaka, Spencera i Comte’a. Starożytni, te same cele wyznaczając kobiecie, wyrażali się nieco surowiej. Arystoteles np. mówił: „dusza kobiety niższą jest od duszy męzkiej, choć nieco wyższą od duszy niewolnika. Mąż — rozkazujący żywioł w rodzinie i w społeczności, a kobieta — służbowy, podporządkowany. Zdolną jest ona myśleć, więcej, niż niewolnik: słabszą jest wszakże pod tym względem od mężczyzny“. Im bardziej schodzić w głąb wieków, tem surowiej brzmi nakaz pokory. Starożytne indyjskie prawo Manu głosi: „choćby mąż był potworny, stary, zły i głupi — żona powinna go uważać za bóstwo swojego serca, wszystkie swoje pragnienia godzić z jego myślami. Jeżeli on się śmieje — winna się odśmiechnąć, gdy płacze — powinna płakać także; jeżeli zechce mówić — powinna słuchać i odpowiadać, jeżeli milczy — winna zachowywać milczenie, chociażby nie chciała“. Chrześciańskie czasy nie odrazu złagodziły ten pogląd. Św. Tomasz powiada: „nawet bez grzesznego upadku w raju, kobieta byłaby poddaną mężczyzny, ponieważ ten posiada więcej rozumu“. A przecie wspomniany już wyżej Mili pozwala sobie stawiać kwestyę — wprost odwrotnie: „Zasada panowania jednej płci nad drugą jest krzywdą nie tylko kobiet, lecz całej ludzkości. Trzeba ją zastąpić zasadą zupełnej równości. Moralny i umysłowy postęp mężczyzn stoi wobec ryzyka pójścia drogą odwrotną, jeżeli rozwój kobiety będzie i nadal pozostawał daleko za męzkim: a to nie tylko dlatego, że przy wychowaniu dzieci nic nie zastąpi wpływu matki, ale i dlatego, że na dojrzałego mężczyznę mają ogromny wpływ idee i charakter jego towarzyszki; kobieta, jeżeli nie popycha mężczyzny naprzód, to z konieczności pociąga go w tył“. Przecież Fourier sądzi, że kobiety same indyferentyzm em swoim wobec własnej sprawy wzmocniły pogardliwy stosunek mężczyzn do płci niewieściej: „niewolnikiem zawsze bardziej gardzą, gdy ślepem posłuszeństwem dowodzi, że stworzony został dla niewoli“. Lecz Daniel Stern całą odpowiedzialność za nizki poziom duchowy kobiet zrzuca na mężczyzn: „Scytowie wydzierali oczy swoim niewolnikom, aby nic ich nie odrywało od bicia masła; są ludzie, którzy wykłuwają oczy słowikowi, aby piękniej śpiewał. Czyż nie taki zamiar tkwi w naszym systemacie wychowywania kobiet? Boimy się zapewnie, że, jeśli nie będziemy oślepiali rozumu kobiet, będą one gorszemi gospodyniami i mniej przyjemnemi paplaczkami.
Ba! ale czemże jest ów rozum kobiety? Najgenialniejsza z kobiet pani George Sande powiada: „Kobiety, nie posiadając głębi w swoich poglądach i konsekwencyi w ideach, nie mogą być geniuszami“. Xavier de Maistre, konstatuje, że kobieta w żadnej dziedzinie nie stworzyła nic imponująco wielkiego i zjadliwie zaznacza: „kobieta, która chce współzawodniczyć z mężczyzną, jest... małpą“. Aby zgładzić wrażenie tego gburowatego zdania, spieszę powołać się na myśl Woltera, że wszystkie rozumowania mężczyzn nie są warte jednego uczucia kobiety. Zresztą, znakomity Buckie dowodzi, że kobiety przyniosły wielki pożytek nauce, jakkolwiek nieświadomie — rozwijając w ludziach skłonność do dedukcyjnego myślenia. Angielski uczony twierdzi, że kobiety posiadają więcej bystrości, niż mężczyźni. Nie mogą one widzieć tak daleko, jak mężczyźni, lecz zauważają szybciej to, co widzą.
Zdolności kobiet rozmaicie były oceniane i charakteryzowane. Karr powiada: Kobiety łatwo odgadują wszystko; one mylą się tylko wtedy, kiedy zaczynają rozmyślać. Cabanis zachwyca się subtelnością instynktu kobiecego, odkrywającego pod maską zewnętrzną każdy rys, każdy odcień. „Konieczność ciągłego obserwowania mężczyzn i współzawodniczek nadała temu instynktowi bystrość i pewność, której nie posiada najmędrszy filozof. Jeżeli można się tak wyrazić, oko kobiece widzi każde słowo, ucho słyszy każdy ruch, a co najdziwniejsza, kobieta potrafi ukrywać tę stałą obserwacyjność pod powłoką wietrzności lub skromnego zakłopotania“.
Bulwarowy romansopisarz Montepin zapewnia, że córki Ewy widzą, nie patrząc. Jean Paul Richter twierdzi, że dusza kobiety więcej żyje nazewnątrz, niż w niej samej; ta czuła dusza wysuwa się, jak ślimak ze skorupy; delikatnemi mackami wodzi po listkach, próbując je. „W trzech słowach: wszystkie uczucia kobiety tak są żywe, że, patrząc na mężczyznę, wie ona, w jakiej siedzi pozycyi, jak związana jest na jej główce każda wstążka, jaką linię przy ruchu opisze pióro na jej kapeluszu. W dwóch słowach: dusza jej uczuwa drżenie nie tylko najdelikatniejszych części ciała, ale nawet tak nieczułych, jak włosy i... odcień. Jednem słowem: wewnętrzna dusza kobiety jest tylko częścią, odbiciem świata zewnętrznego“. Pani Eliza Farnheim, podkreślając tę cechę umysłu kobiecego, zagalopowała się może nieco zadaleko; powiada ona: „mężczyzna ma tkanki grubsze, nerwy mniej czułe, ducha o wiele tępszego od kobiety; o ile on sam jest wyższy od orangutanga, o tyle każda samica w rodzie zwierzęcym jest wyższą od samca. Czucie kobiece jest o wiele wyższe od męzkiego rozumu, omackiem odszukującego jakieś prawa (!) i zbierającego nędzne okruchy wiedzy. Kobieta odrazu obejmuje fakt, gdy go zobaczy, odrazu chwyta prawdę, niekiedy dla mężczyzny wcale nieuchwytną“. Jest to dobre „pendant“ do poglądów de Maistre’a na kobietę. Nie wszystkie przecie kobiety są takiego wysokiego mniemania o sobie. Przypominam zdanie Zapolskiej: „Najmędrsza kobieta jest jeszcze głupszą od najgłupszego mężczyzny Inaczej myśli pani Girardin: „na sto mężczyzn znajdzie dwóch mądrych, na sto kobiet — jedną głupią“. A i pani Stael powiada: „Najgłupsza kobieta, jeżeli nie jest zakochaną, zawsze mędrszą jest od mężczyzny, który się w niej kocha“. Boileau bardzo pochlebnie wyraża się o rozumie kobiecym: „Kobieta zawsze jest mędrszą od zwierzęcia, mężczyzna — często głupszy jest od najgłupszego ze zwierząt“. Ocenie tej przeczy prostackie zdanie, będące jednak cząstką ludowej mądrości, a przeto zasługujące na przytoczenie; rosyjskie przysłowie powiada: pies mędrszy jest od baby — nie szczeka na gospodarza. Lecz pardon! — i pani Girardin przyznaje, że rozumny mężczyzna jest zawsze rozumniejszy od rozumnej kobiety. Jeżeli tedy ta subtelna autorka czyni spostrzeżenie, że we Francyi wszystkie kobiety są mądre, prócz pedantek to należy wziąć pod uwagę, że mądrość ta nie zawsze jest pierwszej próby.
Wróg kobiet, Schoppenhauer, uczuł się zmuszonym dać dobre świadectwo rozumowi kobiecemu: „Kobieta zdolną jest zauważyć najkrótszą drogę do celu i wszystko, co jest blizkiem jego; mężczyzna spoglądając w dal, nie widzi rzeczy, które leżą tuż pod nosem“. Mogą też kobiety szczycić się świadectwem głębokiego filozofa Lotzego; prawda, że w zdaniu jego tkwi pewna restrykcja. Powiada on: „niema na świecie nic, czegoby kobieta nie była w stanie pojąć na równi z mężczyzną, lecz jest wiele rzeczy, które nigdy nie zainteresują kobiety“. Szkoda tylko, że kobietom — według La Rochfoucaulda — rozum służy jedynie do zręcznego przeprowadzenia najdziwaczniejszych kaprysów. Szkoda tylko, że — według Balzaka — rozum kobiecy posiada zdolność dostrzegania u ludzi talentu samych wad, a u głupców — tylko dobrych stron. Szkoda jeszcze, że umysł kobiecy — według Dubois — wydaje, niby raj, wiele pięknych owoców, ale na zawsze pozostających w dzikim stanie.
A z poprzedniemi chwalbami nie bardzo godzi się znane spostrzeżenie Dickensa co do logiki kobiecej: „Mężczyzna też się myli, lecz wówczas powiada: dwa razy dwa — trzy, lub pięć; kobieta, kiedy się myli, zapewnia, że dwa razy dwa jest stearynowa świeca“. W niezgodzie z dobremi świadectwami jest wskazówka Karra: „we wszystkich sporach kobiety mówią ostatecznie: „tak mi się zdaje!“ — bo przeciwko temu argumentowi najtrudniej jest występować. Rozum kobiecy! Szekspirowi zdawał się on bardzo nikłym. Autor „Poskromionej sekutnicy“ mówił: „zamknji kobiecemu rozumowi drzwi — a uleci przez okno, zamknij okno — wyślizgnie się przez dziurkę od klucza; zatkaj dziurkę — wyfrunie z dymem przez komin“.
Idee kobiety — zdaniem Micheleta — nigdy nie rozkwitają w zupełności, nie mają siły twórczej. Kobiety — dodaje historyk rewolucji — są zawsze złemi politykami. Ale prawdziwy polityk, ks. Metternich, jest wprost odwrotnego zdania: „kobieta jest dyplomatką z natury, umie ona zręcznie rozplątywać najchytrzej splecione intrygi; posiada talent, pozwalający jej przystosowywać się do najróżniejszych położeń“.
Zresztą cóż znaczy rozum kobiecy? Pani Stael sądzi, że rozum nie jest niezbędny kobiecie. Takt wrodzony pozwala jej nie pleść głupstw i być uroczem stworzeniem; a kobieta mądra nie zawsze to potrafi. „Kobieta mądra może być do niczego nie zdatną; a są kobiety z taką duszą, że nikt nie zauważy u nich braku rozumu“. Humorysta Gogol sądził, że „głupota posiada osobliwy urok w pięknej żonie“. A Talleyrand był przekonany, że „głupia żona kompromituje tylko siebie, mądra — siebie i męża“.
Boiste lękał się, że nauka odbiera kobiecie kwiatek skromności. Kobiety — mówił — powinny być wykształcone, ale nie uczone. Uczona kobieta — dobitnie wyrzekł Rousseau — jest biczem swojego męża, swoich dzieci, swoich sług, całego świata! Kant był zdania, że uczone kobiety używają książek, jak zegarka, który noszą na pokaz, choćby żle chodził, lub stał. Fourier dziwił się, że kobiety uganiają się za nędzną sławą pisarską: warto-ż dodawać tomy do miljonów istniejących niepotrzebnych książek? A Stendhal... boję się powtórzyć, co powiedział autor „Klasztoru Kartuzów w Parmie...“ bo powiedział, że niema mężczyzny, który nie wolałby spędzić życie raczej ze subretką, niż z uczoną kobietą“. Lecz niejaki Andre Leo woła z emfazą: „Bądźcie szczerzy; przyznajcie się, rękę położywszy na sercu; boicie się wiedzy dla kobiet, ponieważ wiedza — prowadzi do rozmyślań, a rozmyślanie do niezawisłości“. A Labonlaye ostrzega: „cywilizacja kraju mierzy się tem, co myślą i widzą kobiety, bo one to przekazują młodemu pokoleniu wielkie idee lub szkodliwe przesądy“. I subtelny Labruyere niby dodaje do tych słów: „jeśli w kimś uczoność łączy się z wykształceniem, nie pytam o płeć, lecz schylam głowę przed człowiekiem“. Gniewa się on na to, ze na kobietę uczoną patrzymy, jak na cyrkowego konia, który służy na pokaz, a nie do wojny, polowania, podróży. Równouprawnienia na polu nauki dla kobiet domaga się Virchow, chociaż sądzi, że zupełności jego faktycznie przeszkadzać będą zawsze warunki naturalne. Taine ostrzega nas, abyśmy nie potępiali kobiet za krótkowzroczność, ubóstwo idej, lekkomyślność. Bo sami — powiada w „pendant“ do przytoczonego wyżej zdania Sterna — dajemy kobiecie fałszywe i potworne wychowanie, udzielamy jej zapasu mizernych i nikomu niepotrzebnych wiadomości, a trzymamy ją zdala od wiedzy prawdziwej. Nie można potępiać kobiet za to, że niema śród nich dzisiaj wielu rozwiniętych umysłów i silnych charakterów „jak nie można potępiać związanego człowieka, że nie biega“. Pani Elliot jest zdania, że równouprawnienie kobiet na wszystkich polach podwoi umysłowe siły i sumę szczęścia ludzkości. Jednak Johannes Scherr naprzekór temu twierdzi, że kobieta, która chce być podobna we wszystkiem do mężczyzny staje się karykaturą, że kobieta bierze udział w dziejach wpływem swoim na mężczyzn, że działa najowocniej i najpomyślniej na rozwój ludzkości, zostając prawdziwą kobietą, oraz zmuszając mężczyznę do tego, żeby był prawdziwym mężczyzną. Również Proudhon, wbrew Lotzemu, sądzi, że kobieta zdolną jest tylko poniekąd zrozumieć prawdę, odkrytą już przez mężczyznę; sama zaś nie posiada żadnej inicjatywy, ani zdolności twórczych na polu idei. Wolter mniema, że światowy i przyjemny umysł jest właściwym udziałem kobiety, powołanej do złagodzenia męzkich obyczajów. Pani Stael uważa umysł kobiecy za brylant, który błyszczy i nie potrafi ukryć swojego blasku nawet w mroku: ztąd pochodzi mnóstwo znakomitych głupstw, powiedzianych i zrobionych przez mądre kobiety. Ten błyskotliwy umysł zdaje się ma tylko jeden cel oślepienia mężczyzn. Dostojewski zaklina kobiety, aby, miast dążyć do zrównania się z mężczyzną, zachowały raczej to, co jest ich własnością bezsporną: żywiołową siłę kobiecości (Goethowskie „das Ewig-weibliche“). A pani Maintenon jest przekonana, że choćby w tem, co piszą kobiety, było tysiąc wykroczeń przeciw gramatyce, tchnie z pod pióra kobiecego urok, którego nigdy nie zdobędzie mężczyzna!
Lecz może-m nazbyt rozpisał się o rozumie kobiecym, nad którym pono zawsze góruje uczucie; nazbyt, bo powinno wystarczać to, że „w miłości wszystkie kobiety są rozumne“, jeżeli ma słuszność co do tego Balzak, a nie Szekspir, twórca Tytanii, zakochanej w ośle. Za wiele też chyba miejsca poświęciłem sprawie równouprawnienia kobiet, którą p. Olimpia de Gouche rozstrzygnęła jednym aforyzmem: „kobieta ma prawo wchodzić na trybunę, ponieważ nie jest pozbawioną prawa wstępowania na szafot“. Jeżeli pozostały mi pewne wątpliwości, to dla tego, że Sarcey wymownie dowodzi, iż „kobieta winna być nie współzawodniczką mężczyzny, lecz towarzyszem w pracy, najbliższym pomocnikiem, stałym doradcą w domu. Choć tu znowu bruździ mi Szekspir, wskazując, że „mężczyzna nie może posłuchać kobiety, aby to w skutkach nie doprowadziło do jakiegoś głupstwa, lub gałgaństwa“. A już stary bajkopisarz arabski pouczał: „jeżeli nie wiesz, jak masz postąpić, poradź się dziesięciu przyjaciół; jeśli tylu nie posiadasz, poradź się pięciu — każdego po dwa razy; jeżeli masz tylko jednego — to radź z jednym dziesięćkroć; jeżeli nie masz żadnego — poradź się raz jeden żony i uczyń odwrotnie, niż ci ona doradzi; a możesz być pewnym, że słusznie i mądrze postąpisz“. Spieszę Panią uspokoić po tem wstrętnem zdaniu aforyzmem Feuilleta: „Dla szczęścia mężczyzny tylko dwie kobiety powinny wtrącać się do jego życia: jego matka i matka jego dzieci. Po za temi świętemi stworzeniami wszystkie inne kobiety są tylko śmiesznemi lub smutnemi widokami na tle jego życia“. Jeżeli Pani potrzebną jest pociecha z ust poważniejszych, to powołam się na Emila Zolę, który powiada, że „kobieta jest osią, około której obraca się cywilizacja“.
Jakiego rodzaju jest ta oś — w tem sęk. „To zastanawia nas“ — powiedziałby Hamlet. Zależy to od innych przymiotów duszy kobiecej, nie od rozumu. Ale tu właśnie spotyka się szereg sęków. Garibaldi mawiał: „współczucie kobiet dla wzniosłych dążności i szlachetnych zalet płci silniejszej było jednym z najpotężniejszych motorów cywilizacji“. I stary Kant był tego samego zdania: „rysy kobiecości są dźwigniami, któremi kobieta rządzi i kieruje męzkość w wypełnieniu jej celów“. Lecz starszy znacznie od Kanta i wymowniejszy od niego Demostenes już dawno powiedział był: „W kobiecie najsilniejsze są instynkty burzycielki: to, co mężczyzna planuje i buduje przez rok cały kobieta gotowa jest czasem z tajoną uciechą zwalić w ciągu jednego dnia“. Jeżeli wolno mi pozwolić sobie asocjacji na zasadzie gry słów, przypomnę w tem miejscu zdanie Szekspira: „kobieta jest mistrzynią w zwalaniu winy na męża; tej, co tego nie potrafi, nie pozwalajcie karmić własnego dziecka, bo wykarmi głupca“. Garibaldi którego imię dopiero co wymieniłem, sądził, że „instynkt naturalny pociąga kobietę do wszystkiego, co wzniosłe“. Tak twierdził mąż wojny Jakie to dziwne, że poetyczny i delikatny Auerbach wyraził się pewnego razu wcale odmiennie: „Kobiety podlegają jeszcze wpływowi zwierzęcego instynktu; ich skłonność do obmowy jest wysubtelnioną przez cywilizację krwiożerczością; w całym świecie zwierzęcym samice są okrutniejsze od samców“. Otóż i owa wyższość samic nad samcami, na której konstruowała wyższość kobiecego rodzaju nad męzkim nieoględna pani Farnheim! (patrz wyżej). Są ludzie tak skłonni do podejrzeń, że zaprzeczyli nawet „słabości płci niewieściej“. Dowcipny Alfons Karr, który powinien był kochać kobiety, ponieważ kochał kwiaty, pozwolił sobie jednak na śmiałe twierdzenie: „Prawie pięć tysięcy lat kobiety wmawiają z powodzeniem w mężczyzn, że są stworzeniami słabemi; tymczasem jedyna rzecz, która nuży i zabija kobiety — to nuda. Zdaje mi się, że żadna jeszcze z innej przyczyny nie umarła. Jeżeli stare kobiety umierają, to wcale nie ze znużenia lub z niemocy, ale po prostu dla tego, że nikt nie zajmuje się niemi. Pardon! to impertynencja, lub insynuacja! Posłuchajmy lepiej, jak ta sama myśl — o sile kobiecej może brzmieć poważnie i pięknie, a przyjemniej dla kobiecego ucha; oto Lotze powiada: „Kobiety są żywotniejsze, cierpliwsze, wytrwalsze, więcej znieść mogą fizycznie i moralnie, niż mężczyźni; dłużej zachowują przywiązanie do życia i siłę życia; dzięki temu kobieta chroni mężczyznę od zupełnego upadku ducha, podtrzymując go w chwilach rozpaczy“. Elegancki francuz O. d’Augeville tę samą myśl wyraził w innej formie: „Jako władczynie, które zwyciężają nas, mają one więcej siły woli, większy instynkt władzy, silniejsze „ja“. Nasze cnoty często są drogocenne i piękne, lecz nawet w piękności swojej pozbawione są wzniosłości“. Nie wiem tylko, jak to pogodzić ze zdaniem Balzaca o pięknie pokory niewieściej i z twierdzeniem Lutra, że kobieta winna zawsze schylać głowię przed wolą mężczyzny. A nie wiem też, jak do tej; władzy kobiecej dostosować przysłowie, które przytoczył nieoceniony Jowialski: „Biada tem u domowi, gdzie krowa dobodzie wołowi“.
Ze wszystkich zalet niewieścich Rousseau stawiał najwyżej — dobre serce. Powiedział on: „piękno — 0, gospodarność — 0, wykształcenie — 0, dobre serce — 1. Jeżeli dziewczę ma dobre serce, posiada 1; łącząc z tem pieniądz, lub piękno stanowi 10; dobre serce z pięciu zaletami warte jest 100000. Ale wszystkie zalety bez dobrego serca będą rzędem zer; nie zapewnią szczęścia mężowi“. Tylko o to dobre serce, jak widać, nie łatwo. Baujeret jest zdania, że skutkiem większej czułości system atu nerwowego, kobieta częściej wpada w gniew i w rozdrażnienie. Boiste boi się władzy kobiety nad mężczyzną, bo otwiera ona pole nie rządzeniu rozumu, lecz kaprysom uczuć. Ale Maurice Joli sądzi, że kobiety posiadają trafniejszy instynkt praktyczny, ponieważ rządzą się pewnym taktem uczuciowym, który służy im za kompas. Wbrew tym, którzy stwierdzają kapryśność kobiet i paradoksalność ich umysłu, inni podkreślają subtelność ich orzeczeń, przenikliwą znajomość ludzkiego serca. Choć... Legouvé jest znowu zdania, że kobiety uderzają znajomością ludzi, lecz nie znają człowieka.
Więc kobiety są silne! Boiste nawet sądzi, że „niema gniewu mocniejszego nad gniew kobiecy“, chociaż Boiste potrafił i piękniej wyrażać się o pici niewieściej: „kobiety podobne są do arf Eola, które dźwięczą pod najlżejszym powiewem“. Nie wygląda to znowu na wielką siłę. I miły Jean Paul był zdania, że wady niewiast pochodzą z ich słabości i miękości, gdy wady mężczyzn mają brać źródło w egoizmie i szorstkości. Labruyere jakgdyby godzi sprzeczności, twierdząc, że kobiety stanowią dwa krańce świata psychologicznego: są albo lepsze, albo gorsze od mężczyzn.
Ale to nie godzi wszystkich sprzeczności. Hartman wskazywał, że w walce mężczyzny z kobietą zwycięztwo po największej części jest po stronie tej ostatniej, ponieważ kobiecie łatwiej jest odmówić, niż mężczyźnie zrzec się. Jean Paul nie widział tej trudności: kobiety — według niego — podobne są do domów hiszpańskich, które mają wiele drzwi, a mało okien; do serca ich łatwo się dostać, tylko trudno w niem czytać. Wogóle jak tu orzec, czy kobieta przychyla się do żądania mężczyzny, czy odmawia, skoro znawca duszy ludzkiej Cervantes powiada: „pomiędzy kobiece „nie“ i „tak“ trudno wstawić najcieńszą igiełkę“. A Szekspir, który w określeniach swoich żenować się nie lubił, powiada prosto z mostu: „dziewczęta często tylko przez przyzwoitość mówią: „nie“, chąc, aby to zrozumiano, jako „tak“. Decourselle wyjaśnia: słowo „tak“ kobiety częściej wymawiają oczyma, niż ustami“. Co przecie mówią kobiety ustami, skoro satyryk rosyjski Minajew poważył się rzec, że „pocałunek jest często tylko piękną formą wiarołomstwa“. Brr! obrzydliwe zdanie! Rywalizować z niem może chyba tylko wschodnie przysłowie: „licz na wierność swojego psa do ostatniej chwili, a na wierność żony do pierwszej okazyi“. Nie wierzę temu, Sz. Pani, nie wierzę, chociaż Katullus powiada: „to, co kobieta mówi ukochanemu, pisane jest na wietrze i na bystro płynących wodach“. Wbrew wszystkim tego rodzaju twierdzeniom głosi Elżbieta, królowa rumuńska: „oddając się, kobieta myśli, iż oddaje cały świat, a mężczyzna widzi w tej ofierze zabawkę; kobieta marzy o wieczności, mężczyzna — tylko o chwili rozkoszy“.
Jest to wymowne! prawda? O, Pani! już Agryppa zaznaczył, że kobieta posiada dar krasomówstwa w wyższym stopniu. „Każda kobieta rodzi się mówcą. Natura tak dbała o kobietę pod tym względem, że rzadko spotykamy nieme“. Szkoda, że Decourselle zapatrywał się na potok wymowy kobiecej nieco inaczej: „Gadatliwe kobiety nazywamy srokami; jest to wielka niegrzeczność względem srok“. Balzak sądził, że krasomówstwo kobiece mniej w słowach, a więcej tkwi w akcencie, geście, pozie, spojrzeniu“.
Ale powracając do wyżej poruszonego tematu, powołam się na zdanie kompetentnego w teoryi miłości Schoppenhauera: „Mężczyzna skłonniejszy jest do niewierności, niż kobieta; gdy miłość znalazła zadowolenie, wzbiera ona w kobiecie, opada w mężczyźnie“. Swoją drogą Goldoni sądził, że kobiety stalsze są w nienawiści, niż w miłości. Ostrożny Boiste próbuje poniekąd wytłomaczyć mężczyznę: „Zanim przysięgamy kobiecie nikogo, prócz niej, nie kochać, należałoby wcześniej zobaczyć wszystkie kobiety, albo później nie widzieć żadnej“. Jaka to wielka różnica z kobietą, która — jak ktoś rzekł — może raczej pokochać człowieka, którego nie widzi, niż tego, którego widzi, nie zwracając nań uwagi. Nie widzieć i kochać?... Ba! Turgeniew w zachwycie woła: „O, spojrzenie kobiety! która pokochała... Te oczy modliły się, błagały, ufały, pytały się, oddawały się...“ Pisarz ten jest zdania, że kobieta jest, jak lód: „póki nie stopnieje twarda jest, jako kamień; lecz kiedy się roztopi, niema śladu lodu“. Lecz dlaczego Diderot sądził, że niema ani jednej kobiety, która nie zdradzałaby chociaż myślą? O nieba! dlaczego?... Nie wiem nawet, czy dość uspokajającem jest zdanie Karra: „Wiele kobiet zostaje wiernemi tylko dlatego, że już długo były niemi“. Nie wiem też, czy uspokoić może pogląd Szekspira: „kiedy kobieta powiada ci: „odejdź“, to nie znaczy jeszcze: „odejdź precz“.
Do licha!... Przepraszam za to zaklęcie... Ale ci twórcy aforyzmów o kobiecie, lub autorzy dzieł o miłości, napędzili mi strachu. Jeden z tych ostatnich powiada: „Kto nie rozumie języka ściskającej ręki, ten nie jest godzien ani kochać, ani być kochanym. Najprostsza kobieta umie powiedzieć uściskiem dłoni: „zostań“ lub „odejdź“, „kocham cię“, albo „kochałam cię“, albo „będę kochać“. A ja tych wszystkich subtelności, zdaje się, nie rozumiem! Tylko drżę, słysząc, że Byron powiedział: „wrażenia miłości w sercu kobiety przypominają często zarys na śniegu, niknący pod pierwszym promieniem słońca“. I nie wiem, czy pod względem kompetencyi w tej sprawie nie prześciga on Arsena Hussaye, u którego pragnę czerpać pociechę w jego pięknem zdaniu, że „tylko kobieta może żyć sercem i umrzeć z rany w sercu“. Czy to prawda, że słowa Lafontaina miałyby prawo powtórzyć kobiety mężczyznom: „c’est un jeu pour vous, mais c’est la mort pour nous stosując to do miłości? Ale dlaczego Petroniusz był zdania, że morze mniej jest zawodne, niż słowo kobiece?! Dlaczego stary Seneka twierdził, że potworna brzydota jest jedynym pewnym środkiem zachowania cnoty kobiecej?!
To zmusza mnie zatrzymać uwagę przez chwilę na kwestyi piękności kobiecej. „Ach, piękności! piękności! — wołał pewien obserwator życia — ile obrzydliwości zrobiono z powodu ciebie!“ Komedjopisarz rosyjski Ostrowskij był zdania, że „kobiety zachowują piękność dlatego, że nigdy nic nie myślą“. A Turgeniew w „pendant“ do tego dodawał, że pomiędzy kobietami tylko potwornie brzydkie bywają wolnomyślnemi. Satyryk Juwenalis wątpił, czy można spotkać wstydliwość i piękno w jednem ludzkiem ciele, — ale to były już takie zdrożne czasy, w onym Rzymie starożytnym. Zresztą czem jest piękno w kobiecie i mężczyźnie? Czy to nie rzecz gustu? Deckartes zachwycał się zezującemi kobietami. Najbrzydszy z mężczyzn, według Smilesa, ale i niezmiernie inteligentny Wilkse twierdził, że dość mu porozmawiać z ładną kobietą pół godzinki, aby zrównać się w jej oczach z najpiękniejszym mężczyzną... Pani! ja też jestem brzydki — i w tem moje nadzieje.
Ba! bo kobieta pono, kochając, musi razem poważać i jako przedmioty miłości wybiera wartościowe duchowo egzemplarze męzkie. Montegazza sądzi, że kobieta osiągnęła już stopień miłości doskonałej, że posiada estetykę uczuć w wyższej mierze, niż mężczyzna. A może... kobiety poprostu nie posiadają dość rozwiniętego estetycznego zmysłu? Takie zuchwałe zdanie wypowiedział Puszkin. O kim? o kobiecie — wiecznym przedmiocie poezyi?! Tak! Autor „Eugeniusza Oniegina“ rzekł niedwuznacznie: „Poezja ślizga się po ich uszach, nie sięgając do duszy; one nie są dość czułe na jej harmonję: przysłuchajcie się, jak śpiewają modne romanse, jak psują najnaturalniejsze wiersze, niszczą rytm, przekręcają rymy. Wyjątki — rzadkie“. Pospieszam dodać, że Puszkin był wielkim wielbicielem kobiet, cenił ich pojętność i subtelność uczuciową.
Był on zdania, że „im mniej kochamy kobietę, tem bardziej się jej podobamy“. Na czem gruntują się łaski kobiet? — to rzecz ciekawa w istocie. Montegazza, jak rzekłem, stawia je w zależności od wartości duchowej mężczyzny. Henryk Heine uznałby to za zbyt jednostronne, a może zupełnie fałszywe rozwiązanie kwestyi. Oto jego pogląd na tę sprawę: „przychylność kobiety to wolny dar, otrzymywany niewiadomo jak i niewiadomo dlaczego“.
Ale wracam do piękności kobiecej. Labruyere był zdania, że piękna kobieta jest najpiękniejszem dziełem natury. „Niekiedy piękność kobieca jest tak doskonałą, że wystarcza nam patrzeć na nią“. Nowelista rosyjski, Czechow sądzi, że żadną pięknością kobieta nie opłaci mężowi swojej pustoty. Szekspir przyznawał, że królewska wspaniałość piękna zdolną jest skuć język wrażliwego mężczyzny, że drwi sobie ze zmysłowości. Ale zarazem zaznaczył, iż hołduje dobroci kobiecej więcej, niż piękności. Fontenelle pięknu duszy oddawał pierwszeństwo przed pięknem ciała. Lecz taka rozumna kobieta, jak pani Staël mówiła: całą mądrość swoją oddałabym za jeden piękny rys twarzy. Mickiewicz sławił piękność wietrznych istot, których „postaci zazdroszczą anieli“; ale przerażał się ich „duszą gorszą, niżeli.. niżeli...“ Nie odważył się skończyć porównania, dając tylko do zrozumienia, że istoty owe „oślepiło złoto i honorów mydlana bańka, wewnątrz pusta“. Dopiero co wspomniany Fontenelle próbował to samo wrażenie określić i stworzył aforyzm: „piękna kobieta jest niebem dla oczu, piekłem dla duszy, czyśćcem dla kieszeni“.
Piękność działa. Piękność, według Szekspira, więcej zwabia złodziei, niż wór złota. Niejaki Haggard odważył się twierdzić nawet, że każdego mężczyznę można kupić pięknością kobiety, jeżeli piękność ta jest dość wielka, a piękność kobiety można zawsze kupić złotem, jeżeli jest go dosyć dużo. Potworne zdanie, które piękność kobiety stawia na równi z fortecą, a nas... z osłami! Boć Filip Macedoński mawiał: niema fortecy tak wysokiej, aby jej wałów obronnych nie mógł przesadzić osioł obładowany złotem. Perski śpiewak Saadi twierdził, że lok pięknej kobiety jest łańcuchem dla człowieka mądrego i siecią dla lekkomyślnego. Jak tu wobec takiej potęgi wierzyć twierdzeniu skromnego Smilesa, że mądry człowiek wybiera sobie za żonę kobietę, którą chciałby mieć za przyjaciółkę!
Ale de Neville odmawia tak wielkiej potęgi pięknej twarzy. „Są kobiety — mówi — które czarują, mając zez, nos zadarty, grube wargi, brwi chińskie. Cóż jest w nich? Wyraz!“ Labruyere opowiada o szalach miłosnych, które niecą brzydkie kobiety, dzięki jakimś tajemniczym i zwycięzkim czarom. Boiste ostrzega, że piękność jest czemś względnem: włóżcie tylko zbyt słabe lub zbyt silne szkła, a zniknie ona. Szekspir poucza o nikłości piękna: „płaćcie milion za każdą drachmę kobiecego ciała — nie uchronicie go od psucia się“. A może to mowa o moralności. Nikłość piękna konstatuje Cervantes: Piękne kobiety przypominają szkło lub dobrze polerowaną stal; najlżejsze tchnienie mroczy je“. Fontenelle zaznacza, że niema nic smutniejszego nad kobiety, które umiały być tylko pięknemi. Boiste twierdzi, że niema istot nieznośniejszych, jak byłe piękności. Napoleon orzekł, że piękne kobiety są cackami, dobre — skarbem.
Lecz pani Staël nalega na mocy piękności. Powiada ona: „Piękna kobieta nie może być głupią dla mężczyzny; ma ona ten główny rozum, którego mężczyźni żądają od kobiet — rozum być ładną. Trzeba ogromnie wielkiej głupoty, aby mężczyzna zdolny był ją zauważyć na drobnych koralowych usteczkach“. Brem, znawca zwierząt, pozwolił sobie wmięszać się do tej kwestyi przez następującą m etaforę: „okularniki podobne są do kobiet: im starsze są i brzydsze, tem mniej szkodliwe; im piękniejsze i młodsze, tem bardziej jad ich jest zabójczy“. Ale ja temu nie wierzę, proszę Pani!
Cenię piękno nie mniej od pani Staël. Pani Jeanlis powiada, że kobieta przebaczy raczej temu, kto rzuca cień na jej moralność, niż temu, kto nie uznaje jej piękności. Ale to chyba nieprawda! Gogol twierdzi, że kobieta raczej pocałuje djabła, niż przyzna innej kobiecie piękność. Ale to chyba straszna nieprawda! Szekspir mówił, że nie urodziła się jeszcze piękna kobieta, która nie stroiłaby min przed zwierciadłem. No, to... to może prawda! Montesqieu uczynił uwagę, że kobiety mają tylko jedną manierę być pięknemi; ale być ładniutką, milutką, śliczną, jest sto tysięcy manier. O Pani! Pani masz tych sto tysięcy manier i tamtą jedną w dodatku...
Labruyère powiada, że natura dała kobiecie kapryśność, aby stworzyć pewną przeciwwagę sile piękności: Kapryśność kobiet leczy mężczyzn z namiętności i przeszkadza pięknu być siłą nieodpartą. Ale naprzeciw tej uwadze psychologa występuje inna, która wyrwała się z pod piorą pisarza, znającego duszę ludzką, Bornego: „Jeżeli kochasz kobietę, która tylko jest piękną, miłość twoja przeminie prędko; granica zaspokojonej ciekawości będzie granicą czułości. Lecz gdy z pięknem łączy się rozum, ograniczone zewnętrzne powaby wzrosną, rozwiną się, ożywią; rozum dla piękna tem jest, czem rosa dla kwiatu. Lecz gdy przy pięknie i inteligencyi znajdą się kaprysy, dziwactwa, duma, zazdrość, rozdrażnienie — rzuć sprawy, zapomnij o obowiązkach: kochać będziesz przez całe życie. Jedna kobieta, która łączy w sobie piękność, rozum i kapryśność wartą jest trzech kobiet“. O Pani! Börne ma słuszność — nie Labruyère. Teraz przypominam sobie, że wonczas na jeziorze w łódce trzy kobiety siedziały naprzeciw mnie, choć tylko jedną parę oczu widziałem!



Zmierzch zapada... Piszę od rana... Jeżeli dłużej pisać będę, to chyba pleców nigdy nie zdołam rozprostować... Więc kończę... Spieszę posłać list do Lucerny. Może Sz. Pani uzna, żem zdał dostatecznie egzamin.
Chociaż wiem sam, że wielu rzeczy nie dotknąłem nawet. Lecz Pani — temat mój szeroki jest jak świat. Jeżeli koniecznie zażądasz, abym dalej pisał, jeżeli ten mój list nie wyleczył cię z miłości do aforyzmów, napiszę drugi i trzeci w tym rodzaju. Materyału mi nie brak. Przedemną leżą stosy książek z zakreślonemi czerwonym ołówkiem ustępami, leżą fury notatek i wycinków. Nie wyłożyłem w tym liście nawet setnej części przygotowanego materyału.
Uczynisz mi pani zarzut, żem o miłości nic prawie nie napisał. Nie odważyłem się wejść na próg nieskończoności! Pani Staël sądzi, że człowiek, który pisałby o miłości dniem i nocą i przeżył sto lat, nie zdążyłby napisać nawet przedmowy do książki o miłości. „Każdy dzień mówi o miłości tysiąc prawd najprawdziwszych, z których jedna przeczy drugiej i każdy wieczór dodaje do prawd porannych tysiąc fałszów, których zwalić niepodobna Zażądasz Pani — dowiodę tego w liście następnym.
Lecz po co ci więcej aforyzmów! Zważ, co rzekł hr. de Ségure: „mężczyźni mówią o kobietach wszystko, co się im podoba, a kobiety robią z mężczyznami wszystka, co zechcą“. Pani! przez całe życie nie znosiłem aforyzmów... A masz! coś zrobiła ze mnie! Zbieracza aforyzmów! Czy Ci to nie wystarcza? Czy to nie dość Ci mówi?...
Więc pozwól powtórzyć sobie propozycyę, którą rzuciłem Ci na łódce owego niezapomnianego wieczora. Kie wymagaj, abym zdał naprzód egzamin... z poglądów na małżeństwo. Niechaj wystarczy Ci ten jeden aforyzm, wyrzeczony przez Petit-Sain’e: „małżeństwo, bywa przystanią w czasie burzy, a jeszcze częściej burzą w przystani“ i moja wiara w to, że dla nas będzie ona pierwszem. Jeżeli Boiste ma słuszność, że małżeństwo jest loterją, w której każdy ma nadzieję na wielką wygraną, — to ja mam pewność, że trzymam główny los w ręku. Nie wydzieraj mi go Pani a zapłacę Ci miłością całego życia!




CZARNOZIELONY PIES
czyli
Potęga prasy warszawskiej.
Narodowo-realistyczna, postępowa-demokratyczna opowieść.
nap. Leo Belmont.
Pochowany żywcem (1907) page09a.png
WARSZAWA.
Druk Kaniewskiego i Wacławowicza, Zielna 20.

1907


Redaktorowi Jednodniówki „Cepy“ p K. El-owi w dowód... wdzięczności za to, że zmistyfikował piasę, ogłaszając pod ogólnym tytułem „Satyra polityczno-społeczna El-a“ tytuł i naszego bezimiennego drobiazgu, a tym sposobem — o nieba! — wydarł „Gońcowi“ i innym pochwałę dla naszej „doborowej i niezjadliwej satyry“ —

niniejszy
przedruk z „Cepów“
poświęca
Autor.


Pewnego dnia djabeł postanowił zakpić z Warszawy. Stworzył psa białego, jak śnieg — kształtów olbrzymich, pięćkroć większego, niż wypchany żubr, stojący w przedsionku Brystolu — i puścił go na Krakowskie Przedmieście.
A na szyi zawiesił mu tabliczkę, na której nic nie napisał.
I pies jął biegać po całej Warszawie.
A kiedy szczekał przy rogatce Belwederskiej, to trzęsły się drzewa w Ogrodzie Saskim i odpowiadały echem ostatnie domy na Nalewkach.
I pies ten rzucał postrach na ludzi.
A pierwszy przeląkł się współpracownik „Nowej Gazety“ i napisał:
„W Warszawie pojawił się duży czarny pies wielkości Filharmonji. Myśmy go pierwsi spostrzegli. Górą postęp! Na tabliczce ma napisane: Konstytuanta. Jest bardzo trudny do złapania, nawet gryzie — ale obiecał dać się złapać na Nalewkach, nocy księżycowej, przy pomocy rzezaków postępowo-demokratycznego wyznania“.
A drugi przeląkł się współpracownik „Gońca“; uciekając przed psem, upadł, złamał nogę i napisał nazajutrz.
„A nieprawda! Myśmy przelękli się pierwsi. I zaczęliśmy biedz za psem. „Nowa Gazeta“ oszukuje publiczność, pisząc, że pies jest czarny. Radzilibyśmy tym panom sprawić sobie okulary. Pies jest najwyraźniej koloru zielonego. Nie jest tak wielki, jak Filharmonja. Jest mniejszy od domu Grancowa. Nosi tabliczkę, na której wyraźnie napisano: Autonomja. Pies obiecał dać się złapać na naszem podwórku przy ulicy Zgoda. Niech żyje Zgoda!
A nazajutrz wszyscy abonenci „Nowej Gazety“, którzy widzieli psa, białego, jak śnieg, z tabliczką, na której nic nie było napisane, przysięgali przed synagogą na Tłomackiem, że w Warszawie pojawił się czarny pies wielkości Filharmonji z napisem „Konstytuanta“ Wszyscy zaś abonenci „Gońca“, zaklinali się przed kościołem na Koszykach, ze pies jest zielonej barwy, ma rozmiar domu Grancowa i napis na tabliczce: „Autonomja“ — jeno napisany atramentem niewyraźnym.
I tegoż dnia wieczorem w Udziałowej pięciu czytelników „Nowej Gazety“ zagryzło pięciu czytelników „Gońca“ ci zaś w godzinie konania byli zagryzieni przez tamtych. A umierając jedni mówili: „pies był czarny, jak smoła“, a drudzy: „był zielony, jak trawnik“ — i w ostatnim tchu wydzierali sobie prawo pierwszeństwa przestrachu na rzecz redaktorów tej i owej gazety, powołując się na świadectwo ich spodni.
Zaś „Słowo“ napisało:
„Przedewszystkiem realizm. Widzieliśmy psa. Jest wielkości trociczki. Żółciutki zupełnie. Jak odswięta bielizna ugodowa. Na tabliczce jest napis. A jakże! Napisane jest: samorząd. Pierwszy zauważył go pan Przestraszewicz. I nie zląkł się wcale. Obywatele! spokoju! Psa trzeba tresować powoli — a sam przyjdzie“.
I wszyscy czytelnicy Słowa, którzy widzieli psa na własne oczy, mówili:
„Jakże głupi są ludzie, którzy mówią, że pies jest zielony, albo że jest czarny i że jest bardzo wielki Pies jest żółciutki. Ma rozmiar trociczki. Ale jeżeli go tresować, to będzie z czasem wielkości pomnika na Zielonym placu. Ostrożnie“!...
Wówczas Kurjer Warszawski napisał artykuł:
„W imię prawdy. Po Warszawie biega pies zielono-żółtego koloru w czarne paski z głową wielkości Filharmonji (pana Rajchmana) i z zadem rozmiarów trociczki. Pierwsi przelękliśmy się my!!.. Obywatele! me zapominajcie, że wybory za pasem!
I czytelnicy Kurjera Warszawskiego chodzili wszędzie, literalnie wszędzie, z artykułem „W imię prawdy!“
Dniewnik Warszawski napisał krótko.
„W Warszawie biega pies barwy amarantowej. Baczność! Intryga polska“.
Rola napisała
„Żydzi puścili się na nowy geszeft. Po Warszawie biega pies koloru żydowskiego. Ma tabliczkę żydowską z napisem żargonowym. Mówi tylko żargonem. Bracia! kupujcie tylko u chrześcian“!
Przełom — w owoj epoce był jeszcze Przełom — napisał:
„Radykalizm, proszę Sanownych panów... itd.
A dziesięciu stałych abonentów Przełomu, którzy spotykali psa rano, w południe i wieczorem — i nie czytali żadnej innej gazety, prócz Przełomu — nie mogli zrozumieć, o jakiego psa kłóci się cała Warszawa i przysięgali się na wszystkich świętych skoncentrowanych, że żaden pies po Warszawie nie biega.
I dodawali: „Gdyby biegał, słychać byłoby jego szczekanie. Radykalizm, proszę panów“ i t. d.
Wówczas „Gazeta Polska“ ogłosiła wielki wiec w Filharmonji i zapowiedziała mowę pana Dmowskiego na temat o „fenomenalnym psie Warszawskim“.
I wyszedł pan Dmowski na estradę i wobecności 10,000 wyborców, których wybrał sobie, wygłosił: — Polityka wymaga ostrożnego sądzenia o kolorze. P rzedewszystkiem, panowie, jeżeli cały naród jest zdania, że pies jest zielony to zgodność nasza z uczuciami narodowemi wymaga, abyśmy mówili, że pies jest zielony. Ale skoro będziemy wybrani przez naród i posiędziemy jego zaufanie, to winniśmy gwoli zgodności z uczuciami narodu mówić rozumnie: „Pies jest fioletowy“. Bo tego wymaga niezbędna opozycja i uparta walka narodowa — walka z założonemi rękoma, odpowiednia do chwili. Są ludzie, którzy mówią, że pies szczeka, ale naszym obowiązkiem jest otworzyć oczy narodowi i dowieść mu, że pies śpiewa. Co się zaś tyczy tego, co jest napisane na tabliczce — to, panowie, tam napisane jest: „Solidarność Koła! „ — i nic więcej“.
I 10,000 osób położyło się na ziemi i biło oklaski.
A nazajutrz „Przegląd Poranny“ napisał: „Wczoraj pan Dmowski bezczelnie wmawiał wyborcom, że jeździł na amarantowym psie. Pies jest niewiadomego koloru, dopóki my nie wyrzekliśmy o tem zdania. Wydelegowaliśmy specjalnego współpracownika do odszukania psa i usłyszenia jego głosu. Pies szczeka raz na sto lat i tylko na żądanie naszych współpracowników“...
Djabeł tedy uśmiał się do rozpuku i zabrał psa do piekła. A nazajutrz znalazł go „Przegląd Poranny“.. na ulicy Mylnej.
P. S. Niedawno „Epoka“ na mocy własnych telegramów doniosła, że pies biega po ulicy Szpitalnej bez tabliczki, ale z wielkim atlasem geograficznym pod ogonem i skrobie do drzwi „Nowej Gazety“.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Leopold Blumental.