List do Aleksandra H(ołyńskiego) (1894)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Juliusz Słowacki
Tytuł List do Aleksandra H.
Podtytuł Pisany na łódce Nilowéj
Pochodzenie Dzieła Juliusza Słowackiego tom III
Redaktor Henryk Biegeleisen
Data wydania 1894
Wydawnictwo Księgarnia Polska
Drukarz Drukarnia i litografia Pillera i Spółki
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Indeks stron
LIST
DO ALEXANDRA H.
(Pisany na łódce Nilowéj.)

Rozdzielił nas gościniec płynnego szafiru,
Ty w Tebach, ja dopiéro wypływam z Kairu.
Spodziewałem się niegdyś, że miło nam będzie.
Złączyć na Nilu skrzydła okrętów łabędzie,
       5 Razem odwiedzać mumjów balsamiczne składy,
Razem oczy w Nilowe rzucać wodospady;
I razem, jako dawniej kończyć spór zacięty,
O cień Chrystusa z drzewa, przez Woltera zdjęty:
Dziś próżno cię wyglądam i próżno mię czekasz,
       10 Wiatrem który mnie niesie za tobą, uciekasz.
Ą twój brak, tak mi serce w podróży oziębia,
Żem przedsięwziął do ciebie pisać przez gołębia.
Nad leniwą więc myślą używając musu,
Już zapisałem listem, listek papyrusu.
       15 Kupcząca ludzkiém ciałem, łódź płynąca z Nubii,
Dostarczyła posłańca, co błękitem lubi
Nosić listy, wracając pod rodzinne palmy.
Tak więc piszmy do siebie; przeczytawszy — spalmy.

A naprzód, pytam ciebie, gdzie mułowy wrątek
       20 Wezbranych fal na Nilu ma bieg i początek?
Bo gdym o tém rozmawiał z nadnilowym żeńcem,
Rzekł mi: „Nimfa lotusów ustrojona wieńcem,
Siedząc smutna pod skałą czarnych Etyopów,
Ostrożnie sączy dzbanem ojca naszych snopów;

       25 Lecz kiedy się zapatrzy twarzą na kochanka.
Wtenczas z przechylonego Nil wybiega dzbanka,
Aż się na polach naszych strumieniem roztoczy.“ —
Powiedz mi czy widziałeś tę Nimfę na oczy?
Czy taka jak wiezione Abissy na przedaż?
       30 Czy nie zostaniesz przy niéj? czy serca jéj nie dasz.
Lękam się że ta Nimfa, do zniknienia skora,
Z bliska widziana, w błotne zmieni się jeziora,
Z których każde w dolinie; bez kwiatów i drzewa,
Przez rok cały, deszczami tropików nabrzmiewa;
       35 Aż zwiększone ulewą i skalnemi ścieki
Rzuci wszystko Nilowi gardłem białéj rzeki.

Wreszcie wszystko to, twoje positive rozwiąże.
Ja wiem tylko, że dla mnie, Nil dotąd, rzek xiążę;
Piękny kiedy błękitem żeni się z palmami
       40 Co stoją wiatrem lekko wahano nad wsiami;
Piękny gdy pokazuje płaskie pustyń lądy,
Gdzie o słońca zachodzie, przechodzą wielbłądy,
Mrówki pustyni; piękny dla oka poety
Gdy stojące nad sobą, białe minarety,
       45 Podwójne i w błękitach pokaże odwrótne;
Gdy ma senne bociany, jak za Polską smutne;
A jeszcze bardziej oczy i duszę zachwyca,
Gdy w nim zapalmowego widzę wschód xiężyca.

Piękność Nilu dla ciebie mała jest zaletą,
       50 Którego Nilem wiodą Strabo i Manetho.
Epok nie mierzysz dniami, ni wypadków, calem.
Era Franków: gdy jeszcze cesarz był kapralem:
Małą dla ciebie, który dziś patrzysz z wysoka,
Daléj niż ludzie krótszéj pamięci i oka.
       55 Ja także, będę z tobą jak w rozmowie szczery,
Należę do liczących czas na krótsze ery.
Ja chcę prędkich rozkwitnień, owoców i zgonów.
Gniewa mię nieruchomość długa Faraonów,
Wolę dzisiejsze czasy burzliwsze, choć dla nas,
       60 Król jest każdy jak dziwnie rosnący ananas:
Zerwiesz koronę, owoc odkąsisz — o wiośnie
Z korony odkąszonéj nowy król odrośnie.

Dla mnie rzecz mało ważna i z niczém ta sama;
Że Manes był zjedzony przez Hipopotama,
       65 Chciałbym tylko dziś widzieć królobójcze źwierze.
Mało dbam, że ze wschodu przybyli pasterze,
I laski zamieniwszy na berła lub dzidy,
Kładli na piasku kamień pierwszéj piramidy.
Że z Egiptu wygnani przez rodzime syny
       70 Założyli w Judei straszne Filistyny;
I tam mniéj twardą sztuką stawiali budowy,
Kiedy je hardy Samson mógł rzucać na głowy.
Jednak widzę wypadek jeden, okiem wieszcza;
Mojżesz królowi wolę Jehowy obwieszcza,
       75 Pomiędzy rzędem Sfinxów czoło wzniosł ogniste,
Król go słucha, nad królem slońce idzie mgliste,
Obłąkane w szarańczy zwichrzonéj motylu.
Tam daléj Nil — lecz zobacz co niesie krew w Nilu.
Przy tronie Faraona, z pokręconym słupem,
       80 Stoją królewskie syny — jeden pada trupem.
Krzyczą matki, pobladły starych ludzi twarze.
Takich obrazów, stary już świat nie pokaże.

Wielkie czasy gdy w królów zaniesione lochy,
Z królewskich ciał, nie mogły uczynić się prochy.
       85 I stała się na ziemi Bogów różnodzielność,
I stała się na ziemi trupów nieśmiertelność.
I pod ręką, ważących głazy robotników,
Zaczynała się wieczność światowa pomników.
Na ziemi trup odbywał sądzenie Erebu.
       90 Można było królowi zaprzeczyć pogrzebu:
A że znalazł się człowiek tak wielkiéj odwagi,
Świadczą w łonach piramid próżne sarkofagi.

Ten wniosek, może wniosków uczonych nie bliski,
Rzuciłem w porfirowe umarłych kołyski.
       95 Gdy wejściem pod sklepienia piramidy dumny,
Przy świeczniku Araba zaglądałem w trumny:
A ty może zaprzeczysz, zdań uczonych różność,
Rzucając w gadającą piramidy próżność;
I wielkie echa, ludzi nie mogąc przekonać,
       100 Będą w łonie grobowém budzić się i konać.

Wyznam ci, że mi widać głębiéj i wyraźniéj
Gmachy stawiane myślą w krajach wyobraźni.
Jakże się piękną zdaje przy dumań pochodni
Makbet, ta granitowa piramida zbrodni.
       105 Ludziom na nią wchodzącym bledną z trwogi twarze,
Płaczesz nad piramidą nieszczęścia w Learze.
Z niczego, a zazdrością już szatana bliski,
Otello jak bodzące niebo obeliski.
Jeśli gmachy piramid miały otwór ciemny,
       110 Skąd gwiazdy niebios człowiek wyśledzał tajemny:
W Szekspira gmachach równie zostawiona droga
Patrzącemu się oku na błękit i Boga.

Jako skarby zaklęte, strzeżone przez Gryfy,
Stoją dotąd nieznane światu hieroglify.
       115 Trup od wieków uśpiony, gdy zeń wieko spada,
Zdaje się że w balsamach śpi i przez sen gada,
Lecz nie możesz zrozumieć. Z długiemi przestanki
Idąc, prawie połowę drogi uszli Franki.
Już wiadomo że w tamtą stronę czytać znaki
       120 W którą lwy ryte patrzą, w którą lecą ptaki.
Sto razy napisane Psametyk i Psychon,
Wyświeciły dziwaczny wieków akrostychon,
Od zwyczajnego pisma narodów odrodek,
Zlany z liter, wyrazom trzymających przodek.
       125 Lecz taki sposób pisma miał sobie zaletą,
Że pisarz mógł się zrobić w literach poetą.
Tak w imieniu wyrytém nad marmuru brusem:
L rycerskie lwem było, dziewicze, lotusem.

Piękna dziś gdy się skreśli na łonie błękitu
       130 Mumja myśli, z jednego wycięta granitu,
Strażniczka nie myślących grobowców od wieka,
Która na dawnych panów zbudzenie się czeka
Z dawnemi wspomnieniami: — kiedy patrzę na nią,
Chciałbym z tobą wiekową nurkować otchłanią;
       135 Być tam gdzie podpalmowa zrobiła się chatka
Sais będąca niegdyś Ateńczyków matką;
Pojąć, jak ci wychodnie, nazwawszy się Grecy,
Od mglistych horyzontów palmowych dalecy,

Smutni że kolumn żywych brakowało oku;
       140 Zaczęli ją z kamienia malować w obłoku.
Porównać Luxor z domem współczesnym Ewandra,
Egipt dać Persom, Persów bić przez Alexandra;
Widzieć wojsko w egipskim pogrzebane pyle.
Króla synem Jowisza — i prochem w mogile.
       145 I Egipt odkruszony w Ptolomejów dłoni
Laur naukowy długo noszących na skroni;
Aż zanurzeni w czasu i wypadków rzekę,
Oddali się z berłami w Cezarów opiekę.

I patrz... człowiek zrodzony w Tentyrze nad Nilem,
       150 W rzymskiéj sadzawce walczy z wrogiem krokodylem,
Płaz olbrzymi nań leci... już go chwyta w paszczę.
Ilot nań wskoczył — zabił. Koloseum klaszcze.
Na płazie pokonanym usiada gladjator:
Palmy, Nil, kolumnowy kościoł Boskiéj Athor,
       155 Żonę, dzieci i chatę przypomniał glinianą,
Na płazie, pod klaszczącą z żywych ludzi ścianą.
Oczy zakrył przed ludźmi, czy przed słońca blaskiem,
I pojął że się można urągać — oklaskiem.

Wzięty z pomiędzy ruin, prochów, pogorzelisk,
       160 Poszedł po obcych krajach błąkać się obelisk.
Wygnaniec, już jakoby samolub z kamienia,
Żebrakowi na czoło nawet, nie da cienia,
Z nikim nie gada, stoi myślą w krajach ducha;
Gdy na xiężyc fontanna rzymska pod nim bucha.

       165 Dziś gorsi i podobni do Mojżesza plagi,
Cudzoziemcy wynoszą z grobów sarkofagi.
Anglik dumny w sterlingi zmienione na piastry,
Rzuca trupy, trumiane bierze alabastry,
I w Londynie zachwyca zgraję zadziwioną,
       170 Wstawiwszy świecznik w próżne alabastru łono.
Rzekłbyś wtenczas że wszystkie płaskorzeźby rusza
Chrystusową nauką ożywiona dusza.
Że pełny nauk, ciemną przyszłością straszliwych,
Grobowiec oświecony, stał się lampą żywych.

       175 Nie ma go tu: powiedział anioł Magdalenie
Zazierającéj w grobu skrwawionego cienie.
Taką odpowiedź tobie Araby wyniesą
Z pustych katakumb, nie ma ich tutaj — lecz gdzie są?

Zamiast balsamu tego co trupy przechował,
       180 Chrystus nam łona naszych dusz nabalsamował;
I duszę ludzką, duszą namaściwszy własną,
Uczynił ją na wieki niezgonną i jasną.
Już na palmie egipskiéj naukę zaszczepił,
Już się był tym balsamem Egipcjanin krzepił;
       185 Już z grobowców, nauki uczyniwszy pszczelnik,
Na Tebaidzie święty zamieszkał pustelnik,
Czyniąc mogiły, wiary podobne latarniom:
Gdy Omar straszny głowom, gmachom i xięgarniom,
Kraj, sto razy różnemi pługami przeoran,
       190 Pod ognisty proroka dał bułat i koran.

Lecz dosyć już; bo sądzę, nowy xiężyc przyjdzie
Oświecać nas, w grobowców pełnéj Tebaidzie...
Tam niech inni o życia rozmawiają fraszce,
Paląc świecę w pożółkłéj pustelnika czaszce:
       195 My chcąc pojąć jak niegdyś żyli ludzie sławni,
Staniemy się myślami i rozmową dawni.
Aż się tak obłąkamy w wypadkowym lesie,
Jak w palmach, biały gołąb co ten list poniesie.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Juliusz Słowacki.