List Jana Grzmota kowala z Kobylej Woli

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Klemens Junosza
Tytuł List Jana Grzmota kowala z Kobylej Woli
Podtytuł Rzucający światło na tak zwaną medycynę i teorye tejże medycynie przeciwne
Pochodzenie Drobiazgi
Wydawca Redakcja „Muchy”
Data wydania 1898
Druk A. Michalski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


LIST JANA GRZMOTA
kowala z Kobylej Woli,
rzucający światło na tak zwaną medycynę i teorye
tejże medycynie przeciwne.

Panie kochający, który jako i inszy rzemieślnik proceder swój znając, choć i do cechu niezapisany, że przez wyzwolinów za konsensem warsztat prowadzący, od Kuryera robienia i gazetów drukowania jako krzyk podniesiono względem doktorów, które że ja też na takie interesa duży znawca, tedy piszę, ażebyś te panie moje słowa w świat szeroki puścił, bo i świadki mam na to, że piszę sam piórem własnem z mego rodzonego gąsiora, któremu że pies Burek skrzydło na jesieni het przegryzł, tedyśmy go z wielkim lamentem, niby żony mojej, w sam święty Marcin po chrześciańsku zjadszy, pióra z obu skrzydłów mając przysposobione do pisania, psu lanie sprawiwszy że się bez tydzień bojał pokazać, bo choć przez ogona kusy całkiem jest, to sobie miarkuje że jak kogo biją to boli i z tego właśnie całe doktorstwo poszło, które i ja sam praktykuję dobrze i przypadku nie było żeby mi który chory czy chłop czy baba a najbardziej na zęby, jeżeli go Bóg miłosierny do chwały swej nie powołał, nie wyzdrowiał i nie chodził po wsi w zdrowiu mocnem i w obejściu swojem do samej śmierci swojej Amen, że i psa jako się rzekło kijem trącić to piszczy i skowyczy że właśnie bolenie ma tak i nieprzymierzając człowiek w choróbska napadnięciu z bólu krzyczy i doktorów szuka, które żeby jemu zadanie takie zadali żeby w bólu ulgę dostał, tedy powiadać nie trza że przez doktorów świat będzie bo zawdy ludzie chorowali i nie tylko u nas w Kobylej Woli ale i po inszych wsiach i miastach będą kolki ciągoty łamania i oberwania zębów bolenia w dołku gniecenia zimne trzęsienia, żeby na wołowej skórze tego nie przepisał i nie opisał jako i głowy takiej nie ma coby się na to porwać podjęła bo i żydowski naród choć spekulanty a inszy żyd tak bańki stawia że jeno baniecznikiem szczęka jakby na to mówiący orzechy gryzł, nie będzie każdej choroby rozumiał i nie zmiarkuje że kołtun w człowieku po kościach chodzi tylko sobie dopuszcza różne pomyślenie i jak da apteczne lekarstwo to zaraz trzeba desek na trumnę szukać bez żadnego gadania i tylko choremu poduszczynę z podełba wyjąć żeby niby dla lżejszego skonania miał dogodność. Tedy do tego prowadzę moje słowo że przez doktorów się nieobejdzie tylko w tem sztuka cała jest że ich kiepsko uczą, był ci tu u nas niedawno dochtorzyna chuderlawy i marny żem się na niego jeno patrzył bo jakby mu wypadło chłopa natrząsnąć toby mu nawet jednej nogi nie podniósł a zęba wyrwania teżby się nie podjął, bo w inszej babie tak zębiska siedzą, że ja sam nieraz obcęgi żelazne wyszczerbię a i taki przytrafunek bywa że do południa się napracuję, tedy niech to pan panie kochający napisze, żeby na doktorów samych silnych chłopów obierali i dobrze ich naszych sposobów nauczyli, bo jedno co natrzęsienie kości nastawienie a zębów wyrwanie jeżeli przy tem kołtun zapuścić i krwi co nieco choć z pół kwarty upuścić jest bardzo pomocne, że jeżeli pan kiedy zasłabnie to panu het to wszystko spraktykuję i we dwa dni będzie pan zdrów jak koń i padam do nóg kochającego pana który jestem zawsze

Jan Grzmot z Kobylej Woli
jego sługa i kowal.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Klemens Szaniawski.