Lirnik (Kostecki)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Platon Kostecki
Tytuł Lirnik
Pochodzenie Antologia poetów obcych
Data wydania 1882
Wydawnictwo H. Altenberg
Drukarz F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lwów
Źródło skany na Commons
Inne Cała antologia
Pobierz jako: Pobierz Cała antologia jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Z POEMATU „LIRNIK“.
WEDŁUG OPOWIADANIA DZIADKA.
(Z PLATONA KOSTECKIEGO)
ur. 1832 r.

Pomnę — dzieckiem jeszcze byłem,
Zaszedł nieraz stary dziad
W rade progi naszych chat,
Starowina z licem miłem,
Jakby ojciec. Wszyscy znali,
Czcili go, bo z serca witał,
O urodzaj, harazd[1] pytał;
Spoczął dzień, dwa, — i znów daléj!

Biały kaftan, kostur w ręku,
Pies za nogą, lira w łęku,
Jak Mikołaj święty z brodą

Pochylony szedł powoli,
Jakby dawnej szukał doli,
Co uciekła gdzieś wodami,
Co rozniosła się wiatrami —
A wspomnieniem jeszcze mami!
............
Co go proszą, aby wstąpił,
Przyjął czego Bóg nie skąpił:
Pszonną kaszę[2] a na mleku,
Kilka wrących czasz krupniku,[3]
I na miękkiem, świeżem sianie
Będzie w izbie miał posłanie,
(Lirnik Semen, chociaż stary,
Klął na puchy jak na czary) —
Nie chcąc krzywym być nikomu,
Przysiadł chwilę, zwłaszcza z dziatwą,
Lecz zatrzymać go nie łatwo —
Do nas spieszył jak do domu,
Bo pięćdziesiąt lat z okładem
Kędyś, znał się z moim dziadem.
............
Mija lato, mija zima
Jedna, druga — dziada niéma!
Może poszedł w Ukrainę,
Bo zatęsknił w stepy sine;

Może w jakim monastérze
Już na wieki spoczął w mirze.
............
Oto znów na końcu sioła
Gwar i rozruch, — lira brzęczy,
Głos jakiegoś starca dźwięczy,
Hurma dziatwy dookoła,
Z chat wybiega w tłum gromada
Jak na pierwszą wiosnę pszczoły,
Kiedy lipę rój obsiada.

To on! schylon, szedł powoli,
Jakby dawnej szukał doli;
To się w koło wita, kłania,
Dziatwa ima ręce, poły;
On całuje, to ogania
I szczęśliwy się oziéra,
Aż nareszcie zmilkła lira,
I ramiona wzniósł do nieba,
By Bóg szczęścia dał i chleba
............
Ponad naszą strzechą stała
Wielka grusza, matka sadu.
Choć na wiosnę cała biała,
Owoc nie źrał — lecz z niej miodu
Dla całego pszczół narodu.

Wstawszy z przyzby od obiadu
Tam siadali jak w chłodniku
Obaj starcy, przy krupniku,
Jak gołębie. Gadu, gadu,
Słowo zbiega im po słowie:
O Dobruczy, Ukrainie,
Barze, Krymie, Carogrodzie,
Czarnym szlaku, Krasnym brodzie,
Sawie, Marku i Mazepie,
Rusi, Turkach i o Lachach,
Bojach, koniach, zdradzie, strachach;
A Waszeci, a Mospanie,
To ponuro, to wesoło,
Że nam malcom naokoło
Dziwu, strachu, łez nie stanie,
Pokąd kur aż z całej mocy
Nie dał wieści o północy.
............
Zabrzmiał jeno gdzieś brzęk muszy,
Klekot zdroju, szelest gruszy;
Lśni pogodą błękit siny
Ni to stepy Ukrainy;
Złote gwiazdki tlą w błękicie,
Jak wspomnieniem piękne życie:
Wóz się zwrócił o ćwierć nieba,
Kwoczka dziatwę już gromadzi,

Więc oddawna spocząć trzeba
Sołtysowi i czeladzi.
Obaj starzy wznieśli lica
W uśmiechniętą twarz księżyca;
Coś wzdychają, a po chwili
Smętnie głowy pochylili,
I dumają, ot, tak sobie...
O szczęśliwszej, dawnej dobie.
............
„Jeszcze ty mi, wielki Panie,
Pozostawiasz sił na tyle,
Aby pójść i lądz w mogile...
Idę, idę, atamanie!
Czas do domu, czas,
Ne treba tu nas!

A! Wasyli, co prawicie!
Bóg dozwoli dłuższe życie?!
Po co? Choćby nawet, Boże,
Wskrzesło dawne Zaporoże!
Patrzcie, jak mi drzy już głowa,
Krok się wlecze, ręka mdleje,
Już nie nęcą i nadzieje,
I nie tętnią w piersi słowa
Jak krynica beskidowa.[4]


I nie dziwo! Toż Wasyli,
Jeszcze wtedy wy nie żyli,
Kiedym z ciasnych węgłów domu,
Jak rozkoszne stepu loszę,
Mknął w niżowe, sławne kosze.
A została po mnie chata,
Matka stara, nie bogata,
A od matki i zaścianka
Droższa, i we łzach kochanka —
I pożalić się nikomu!
............
Łatwo w słowie dziś się powie,
Jak to z domem się żegnało!
Hej! dumałem ja noc całą,
A szumiało, wrzało w głowie,
A na sercu ciężko, nudno,
Omal ciasna pierś nie pękła...
Żegnać ciężko, zostać trudno...
Lecz koń zarżał, szabla szczękła,
Step szarzeje... Jeszcze w tył
Raz spojrzałem, zrobił krzyż;
Wiatr łzę otarł, i co sił
Kopnął wrony... kędy w Niż!
Gwiazd spytałem się o szlak...
Umknął z gniazda młody ptak!
............

Włos mi buja w koło głowy;
W imię Boże, w czyste błonia
Jak łódź w morze puszczam konia;
Tętni pierś powietrzem sinem,
A mój wrony, ucieszony,
Parsknie, łyśnie łba gwiazdeczką,
To jak panna dół przeskoczy,
Zarży, dźwięknie znów uzdeczką.

Jak szalony, na wsze strony,
W krąg po stepie niosę oczy,
Jak się ścieli w blasku słońca
Niby marzeń moich pole,
Aż w tło nieba, tam, bez końca,
Czysty, senny a uroczy.
............
Gdy po pracy my wieczorem,
Niewolnicy, z dumką sobie
Siedli w wieży nad Bosforem,
Smutni, jak na dziecka grobie,
Patrząc na to dziwne morze,
Jak zaklęte, martwe, senne
Czarne, głuche i bezdenne,
Niby doli naszej łoże:
Nie spoczęło wtedy ciało,
Bo nie spływał sen na oczy,

Tęskność gore mocą całą,
Że aż łza się nie wytoczy...
Nieraz, wtedy, w nasze koło
Wchodził młodzian z lirą w ręku;
Pieśnią swą, choć nie wesołą,
Rrwał nam z piersi jęk po jęku,
Że aż lekko w sercu stało,
I wracała znów nadzieja.

Jam jest uczeń Tymofeja.
Jakbym dziś go widział jeszcze...
Jaśniał u nas licem białem,
W oczach tlały ognie wieszcze;
Skroń, draśniętą lekkim strzałem,
Siła, duma rozpromienia...
Taki był, że nasza brać
Tymkiem go nie śmiała zwać...
I na jego cześć imienia
Pierwszą dumę zaśpiewałem.
Biedne chłopię!... na rozświcie
Błysło, zgasło jego życie,
Jako błyskawice letnie,
Krótko, dziko — ale świetnie.

Więc ostatnia duma jego...
Lecz niech wprzódy łzy wybiegą!


W ISTAMBULE.

W Istambule, w pustej wieży
Assauła siwobrody,
Na ryżowej słomie leży,
Przy nim, duma kozak młody.

— Tymofeju, co się pławi
Tam, przez niebo jasne, sine?
— Assauło, klucz żórawi!
— A gdzie lecą? — W Ukrainę!

— Wojska snują się jak mrowie,
Szumią statki na Bosforze.
To janczary i spahowie!
— A gdzie płyną? — W Czarne morze!

— Ptaki lecą w kraj nasz drogi,
A ty chłopcze więdniesz w jamie!
W Zaporoże płyną wrogi,
A ja tutaj? Wzrok nasz kłamie!

— Wzrok nie kłamie. Próżne zhadki,[5]
Próżno słuchasz na ryk fali...
Lecą ptaki, płyną statki,
A nurt wieży nie podwali!
............

...Co bywało,
Już li w dumie żyje cało,
I nie wskrześnie mi na nowo!
Dzisiaj pieśń — to duch bez ciała,
Marna jak bez łuku strzała,
Jak bez czynu marne słowo!
............
Oni wszyscy towarzysze
Weszli już do miru domów;
Dziś ja jeden czuję, słyszę,
Te ich skargi i przeklęcia,
Coby nakształt sinych gromów
Mrok rozbiły ten i ciszę.

A jam stary! Moje usta
Słabe, jak u niemowlęcia;
Świat, widownia dla mnie pusta:
Ziemi dużo, nie ma ludzi!
Echa śpiew mój nie obudzi!
............
Zmarł świat stary, nastał nowy;
Po co jemu starej głowy,
Po co jemu starej pieśni,
Wydobytej z grobów pleśni!
W śpiew skowronka i słowika
Na co rzucać jęk puszczyka!


Ot, zawadzam jeno w tłumie,
Ja, narzekać tylko umię;
Śród bezmyślnej śmieszków rzeszy
Dziad powagą swoją grzeszy.

Idę, idę, młody świecie!
Proch nie strzępię — błogosławię,
Boś ty rodu mego dziecię,
Choć z imienia tylko prawie...
Bywaj zdrowa, córo młoda!
Pójdzie stara cześć i broda!
Czas do domu, czas,
Ne treba tu nas!

Gdzież wy, gospodarstwo mili,
Mnie staremu pościelili?...
Platon Kostecki.





Przypisy

  1. Harazd, powodzenie, pomyślność.
  2. Pszonna kasza, jaglana.
  3. Krupnik, wódka z miodem przepalana.
  4. Beskid, Karpaty.
  5. Zhadki, wspomnienia.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Platon Kostecki.