Legenda (Orzeszkowa, 1888)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Eliza Orzeszkowa
Tytuł Legenda
Pochodzenie Stare obrazki
Wydawca S. Lewental
Data wydania 1888
Drukarz S. Lewental
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
LEGENDA.
Jedna za drugą na Rzym spadały klęski: powodzi, ognia, moru i morderczego najazdu Etrusków. Nizkiém i ubogiém było podówczas to miasto, a losu jego mieszkańców nie zazdrościło-by nawet wiecznie strwożone i głodne plemię zajęcze. Ale Numa Pompiliusz wzrósł wśród tych chałup mizernych, a wiek dojrzały spędził w myślach i troskach nad tą nieszczęsną ludnością. Więc kiedy teraz z łona jéj wyszły zdwojone biadania, nieba i ziemi zapytywał: za co? ku niebu i ziemi wołając: na pomoc! Augurowie wyrzekli: Jowisz obrażony! Niechaj wódz ludu wstąpi na Eskwilińskie wzgórze, a tam w gaju świętym, objawi mu się gromowładne bóstwo i oznajmi, jaka pokutna ofiara gniew jego przebłagać zdoła.

Na Eskwilińskiém wzgórzu, wśród drzew, okrytych pomrokiem nocy, na trawy mokre od nocnéj rosy, Numa padł twarzą ku ziemi. Nad nim przerażającą ludzkie źrenice jasnością, w szacie, wygiętéj w łabędzie kształty, z orłem u boku, a błyskawicą napiętym łukiem w dłoni, zawisł rozdawca gromów i łask, niewoli i wyzwolenia. Drzewa znieruchomiały, umilkły szepty i szmery ziemi; w téj ciszy grozy i oczekiwania rozbrzmiał głos Jowisza:
— Na ołtarzu moim, dla przebłagania mojego gniewu, złóż jutro pięćset głów ludzkich!
Mokre trawy zaszeleściły pod drżącém ciałem Numy; z nad nich, głos cichy, pokorny błagalny, odrzekł:
— Pięćset głów ściętych żądasz, o Panie świata lecz jakich? nie dosłyszało tego śmiertelne ucho moje. Jutro, w ogrodach, których rozlane wody Tybru nie zniszczyły jeszcze, nim złote włosy Febusa ziemię oświecą, zetnę i na twym ołtarzu złożę pięćset głów cebuli!
W umilkłéj znowu przestrzeni zagrzmiał głos Jowisza:
— Skąpcem jesteś, Numo, i chytrym wybiegiem szczędzić próbujesz głów swoich Rzymian. Więc daj mi z ludzkich piersi wydartych serc tysiąc!
Numa odpowiedział:
— Oto jestem. Cierpię za tysiąc, więc tysiąc serc bije we mnie. Wydrzyj je, Panie, z méj piersi.
— I serca oszczędzasz! Daj mi więc jedno życie, ale takie, w które twórczy mój oddech tchnął pierwiastek najwyższości!
Numa zawołał:
— Oto jestem. Wodzem stałem się ludu mego, więcém śród niego najwyższy.
— Zmieniam mą wolę. Chcę, byś mi złożył w ofierze życie tego z pomiędzy Rzymian, który niższym jest od najniższych.
Numa z pokorą szepnął:
— Oto jestem! Służę całemu memu ludowi, sługą wszystkich będąc, niższym jest, niżeli najniżsi.
Brwi boga gromów rozgięły nieco swe ponure łuki, a błądzące mu przed obliczem płomienie grozy pobladły. Głos jego był podobnym do przyciszającego się grzmotu, kiedy przemówił:
— Podobasz mi się, kochanku niebiańskiéj Egeryi! Żal mi cię pozostawić w ubogim i udręczonym Rzymie. Wstań i idź do krainy Etrusków. Tam pola żyzne i ogrody bogate, w pałacach z marmuru kipią odgłosy uczt świetnych, a w świątyniach stoją posągi mężów wielkich. Królem Etrusków możnych i szczęśliwych uczynić cię rozkażę. Życie w rozkoszach upływać ci będzie, a dłonie mistrza wykują twój posąg i umieszczą go na szczycie najwyższym.
Numa z nad traw zroszonych podniósł twarz błagalną i odpowiedział pytaniem:
— A oni, Panie?
— O nich jeszcze myślisz? Nie do Etrusków tedy poślę cię, lecz wezmę do mego nieba. Oto ku tobie wyciąga się skrzydło mego orła. Szerokiém jest i miękkiém. Złóż na nie członki swe, zmęczone trudem ziemskim, i na łagodnych falach powietrza wzleć w strefę nieśmiertelnego szczęścia!
Numa zapytał znowu:
— A oni, Panie? a Rzymianie moi?
— O nich jeszcze myślisz! pomyśl o swojéj Egeryi. Niebianką jest, a tyś ziemi synem. Tajemnie i niekiedy widywać ją tylko możesz u brzegu tego strumienia, który już z łez jéj powstał. Śmierć twoja przetnie pasmo miłości waszéj. Nie ujrzysz jéj w ciemnym Erebie, a dla niéj mój Olimp stanie się ciemnym Erebem. Oto z łuku mojego błyskawicę puszczam; chwyć w dłonie ognistą tę wstęgę, ona cię ku Egeryi i wiecznemu szczęściu zaniesie...
Zroszone trawy drżały pod długiém westchnieniem Numy, ale, twarz swoję z nad ziemi podnosząc, odrzekł:
— A oni, Panie? a oni? a oni?
Zwinęło się skrzydło orła, błyskawica, już zrywająca się z Jowiszowego łuku, zagasła. Lecz na potężne ramiona Jowisza długie włosy jego spływały coraz łagodniejszą falą, a w głosie boga gniewu brzmiały dźwięki łaski, kiedy przemówił:
— Spraw, Numo, by w twoim Rzymie popłynęła rzeka miłości takiéj, jak twoja, a w kołczanie moim uwiężę wszystkie moje strzały.
Zniknęło niebiańskie zjawisko. Numa w świętym gaju pozostał z czołem przybitém do ziemi. W pomroce nocnéj trawy drżały pod westchnieniami jego i oblewały się rosą jego łez.
— Jakże ja to sprawię, o Panie świata! jakże ja sprawić to mogę?






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Eliza Orzeszkowa.