Bryś srogi wybieży,
I zęby wyszczerzy,
A kucharz zdaleka,
Już z nożem swym czeka
Postąpi okrutnie,
Jak złapie — łeb utnie!
Kurczątka strwożone,
Wylękłe, spłoszone,
Z ogrodu, z podwórka,
Wybiegły w te pędy
Do kojca, do grzędy,
Gdzie woła je kurka.
Dobrze jest wędrować,
Świat cały lustrować,
Znać różne narody;
Najlepiéj zaś dziatki,
Wśród cichéj zagrody,
Pod skrzydłem żyć Matki.